Jump to content
Dogomania

Nessa

Members
  • Posts

    43
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Nessa

  1. Ja w Skorzecinie też byłam z psem i problemów raczej nie było... Dużo ludzi tam przyjeżdża z psami. Ale, faktycznie, może aż za dużo... O tym nie pomyślałam. Jeśli będzie Was 40 osób, każdy z psem, to rzeczywiście, może być troche tłoczno. Chociaż warto zauważyć, że w środku tygodnia (poniedziałek - czwartek) nie ma aż tak dużo ludzi, dopiero na weekendy zjeżdżają sie tłumy.
  2. Jeśli pozwolicie, ja sie tak bezczelnie wtrącę do wątku... Wpadłam tu przypadkiem, na zlot sie póki co nie wybieram, ale może mogę się na coś przydać. Od lat (chyba już sześciu) jeżdżę rok, w rok na wakacje do Skorzęcina (tego lata też zamierzam :lol:). I gorąco Wam polecam! Miesteczko jest świetne, są dwa jeziorka, woda jest na prawdę czysta jak nigdzie indziej, są cudne dzikie plaże, gdzie można pójść z psiakami, miejsca do spacerowania też na pewno nie zabraknie. Wieczorem można troszke pohałasować, wypić piwko, i na pewno nie będzie to nikomu przeszkadzało, bo przyjeżdzą tam w większości młodzież. Aa, i jakby ktoś pytał, to Biedronka też jest :evil_lol: 10 min autem czy autobusem (bo też jeździ) od Skorzęcina.
  3. Oj, mi też sie bardzo podoba! Uwielbiam takie... długie psy :lol: Jamniki, Corgi... a teraz i Heelerki :loveu:
  4. O, jak ślicznie Sarcia wygląda w tej obróżce :loveu:
  5. Oprócz psa mam 4 chomiki ;)
  6. Hm, spróbuje podpowiedzieć, i namówić wujka na jakiś sport... a jaki polecacie dla tych psiaków? :lol:
  7. Ja nie jestem posiadaczką sheltiego, ale mój wujek jest i mam dość często z psiakiem do czynienia. I nie wiem - czy wszystkie owczarki szetlandzkie takie są, czy to tylko jednakowy okaz, albo może kwestia wieku... bo to w końcu jeszcze młodziak, ale tak żywego, energicznego i... no cóż - hałaśliwego psa, jak żyje nie widziałam! (a w życiu zdażyło mi się już widzieć dużo psów ;)). Non stop bieganina po ogrodzie, non stop latanie za piłą, non stop łapanie wszystkiego, co tylko się da złapać... a przy tym non stop głośne szczekanie :evil_lol: Sheltie to z pewnością sympatyczny i pełen energii piesek, ale nie dla babci... ;)
  8. Biedna suncia :-( Kim trzeba być, żeby pozbyć się przyjaciela, po tylu latach spędzonych razem? :shake: Psinko, do góry!
  9. [quote name='Dinka']Mi to mowisz?! Moja Dinka ma 14 lat! Mozliwe, ze to sa ostatnie dni mojewgo ukochanego, pierwszego psa, ktory jest starszy od emnie! Jak bylam noworodkiem to ona miala juz ok. 1 lub 2 lata...! :-(:-( [/quote] No, a mój Welwet ma już 16 lat. I też jest rok, właściwie półtora ode mnie starszy. Ale kondycja nadal dobra ;)
  10. To i ja oddam głos. Strasznie ciężko się było zdecydować, tyle ślicznych panienek! Strasznie spodobały mi się oba psiaki Oli164 - Tina i Twardziel oraz Logan Diabelkowej. Poza tym cudna jamniczka Anetty - Kaja oraz kundelka Dadiii - Psotka. Ale pierwsze miejsce zajmuje u mnie przedstawiciel mojej ukochanej (prócz jamniczków) rasy - [COLOR=red][B]z nr 20 - Masaj - Anetty[/B][/COLOR][COLOR=black] ;)[/COLOR]
  11. Hm, do Welweta też się dziś skurczybyk przyczepił :mad: Ale sytuacja opanowana, pozbyliśmy się intruza :evil_lol:
  12. Będą, będą zdjęcia jak tylko zostaną zrobione :cool3:
  13. A my się komuś podobamy...? :-(
  14. Mój psiak miał po kastracji i opatrunek i kołnierz. A z kołnierzem to faktycznie był niezły cyrk... Aż żal ściskał serducho, tak sie biedaczek obijał o wszystko :-( Ale niestety, kołnierz musiał być, inaczej było lizanie. Chociaż w nocy nawet opartunek i kołnierz nie zdołaly go powstrzymać od dostania się do rany :shake: Na szczęście nic sobie nie zobił :evil_lol:
  15. [quote name='Małgośka z Boksą']Mam do WAS forumowicze zapytanko, mianowicie: po jakim czasie Wasze pieski od operacji więzadła krzyżowego przedniego doszły do pełnej sprawności- w tym sensie, że ustała całkowicie kulawizna (nie mówię o zmianach pogody), pies zaczął opierać stabilnie całą kończynę. Ponadto, kiedy odważyliście się spuścić swojego psiura ze smyczy, kiedy zaczęły szaleć z innymi czworonogami. proszę o szczegółowe odpowiedzi... pozdrawiam[/quote] Welwet miał operacje wiązadła tylniego. O ile dobrze pamiętam, zaczął całkiem normalnie chodzić w listopadzie, czyli mniej więcej 3 miesiące po operacji. Ale zauważyłam, że kiedy był mróz znów kulał. To znaczy niby było już całkiem dobrze, pies chodził normalnie, ale przyszło zimno, spadł śnieg i łapa znów w górze. I czasem jak źle stanął też kulał. Ale po zimie już było cakiem w porządku. Wariować z innymi psiakami zaczął tak jak mówił lekarz, pół roku po operacji czyli koniec lutego - początek marca, ale rzecz jasna nie są to już takie zabawy jak przed operacją, uważamy na niego duuużo bardziej (również dlatego, że jak już mówiłam Welwet ma 16 lat) ;)
  16. Mój biedaczek - kundelek, pół jamnik w to lato (pojechaliśmy na odwiedziny, na wieś tam był jeszcze jeden piesek - wujka, a padał deszcz więc trawa była śliska i Welwetek tak szalał na dworze, że niestety stało się :placz:) całkwicie zerwał sobie właśnie wiązadło krzyżowe w stawie kolanowym, również w tynej łapie. Szczerze mówiąc nie znam dokładnych szczegółów, bo całą sprawą zajmowali się moi rodzice (mają duuużo mocniejsze nerwy ode mnie) ja wolałam nie wiedzieć dokładnie, bo przypuszczam, że gdyby zaczęli mi opowiadać bo kilku minutach słuchania rozbeczałabym sie. W każdym razie rokowania nie były najlepsze. Welwet ma już 16 lat. Jak wiadomo w tak zaawansowanym wieku każda operacja jest ryzykiem, a ta była dość poważna (wstawiane całe sztuczne ścięgno). Weterynarz proponował, żeby zostawić go bez operacji bo ta była jednak bardzo dużym ryzykiem, ale cóż by to było za życie w ciągłym bolu :placz: Drugą sprawą było to, że Welwetek mimo swojego wieku nie starcił ani trochę radości życia ani energii i nie lada wyzwaniem jest utrzymać go choć chwilę spokojnie na dworze, nawet na smyczy, na a po takiej operacji przynajmniej przez pół roku pies musi spokojnie chodzić. Jednak w końcu doszło do operacji. Na szczęście udała sie! Bezproblemowo, bez żadnych komplikacji :multi: Po operacji, jeszcze przez kilka dni biedaczka tak łapa bolała, że aż trząsł się z bólu :-( Ale do tej pory wszystko w porządku! :multi: Welwet ma się świetnie :loveu:
  17. A ja mam wreszcie kilka fotek Welweta ;) Z dzisiejszego spaceru. Niestety złej jakości, robione komórką :shake: [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img99.imageshack.us/img99/58/obraz0597qp1.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img229.imageshack.us/img229/2060/obraz0598ca3.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img373.imageshack.us/img373/1573/obraz0599vg5.jpg[/IMG][/URL] W najbliższym czasie, jak tylko wyjdzie słoneczko biore aparat i oczywiście Welweta do parku i robie mu porządne fotki. I rzecz jasna wklejam tu :lol: Mam bardzo fajne zdjęcia, ale robione nie cyfrówką, tylko zwykłym aparatem, wywołane. Ale żeby je tu wkleić potrzebuje skanera, a niestety takowego nie posiadam :roll:
  18. Oj, moja jamnikowata bestia również przepada za marchewką :lol: A co do jabłuszek, to co ciekawe - uwielbia ogryzki, ale całego jabłka nie tknie :evil_lol: Poza tym oczywiście surowe mięsko, kurczaczek, wędlinki które czasem dostaje pod stołem... :evil_lol: I wszelakie słodkie jogurciki, serki i oczywiście słodycze ;) Ah, no i czywiście - jak mogłabym zapomniać o mleczku... :evil_lol:
  19. [quote name='Lunatico']A pierogi to chyba jedzenie :evil_lol: A Sara kiedyś zaczęła jeść moją skarpetkę! Na szczęście ja uratowałam (skarpetkę, nie Sarę, jakby co :lol:)[/quote] Ojjj, u Welweta skarpetki to norma :evil_lol: Podobnie jak trawa, którą nie wiem - można zaliczyć do jedzenia? :evil_lol: Ale z rzeczy dziwnych, zjadł kiedyś takiego gumowego delfinka do kąpieli :evil_lol:
  20. No, Welwet jest co prawda tylko pół jamnikiem, ale chyba nikt mne nie zabije, jak się tu wypowiem :razz: A więc mój potworek potrafi: Rzucić się na dobermana i udawać, że to on jest większy :razz: Ukraść i z nie skrywaną satyswakcją pożreć swojej pani... ogórka kiszonego :-o Latać :lol: Przebiec 3 kroki i zmęczyć się :evil_lol: Przeciec 3 kilometry i nie zmęczyć się :evil_lol: Pół godziny szczekać na coś, co w ogóle nie istnieje :cool3: Zjeść muchę i wypuścić ją z pyska :lol: Spać i udawać że wszystko słyszy :evil_lol: Nie spać i udawać że nic nie słyszy :evil_lol: Załatwać się godzinę na dworze, po czym przyjść do domu i ostentacyjnie wysiusiać się w łazience :roll: I jeszcze baaardzo dużo rzeczy, które trenuje za plecami swojej pani :evil_lol:
  21. No, ja oczywiście jadę z psem :lol: Chyba by zwariował bez nas z tęksnoty, gdybyśmy go gdzieś zostawili. A że standardowo, co roku jeździmy nad jezioro pod namiot lub do domku, gdzie przyjmują psy a na dodatek nie trzeba za nie płacić, więc nie ma żadnego problemu ;)
  22. A ja mam Welweta :evil_lol: Kiedy był malutki miał mięciuką sierść jak aksamit i dlatego moi rodzice (bo ja miałam wtedy ok. rok :cool3:) nawzali go Welwetkiem, bynajmniej nie mając na myśli firmy produkującej papiery toaletowe... :lol:
  23. No jasne że ze mną w łóżku. I z łebkiem na poduszce :cool3:
  24. No i ja też zagłsowałam na Ciebie ;)
×
×
  • Create New...