Zdjęcia są...ale na wsi, w aparacie J. Będą najwcześniej we wtorek wieczorem/w środę rano.
Na razie opis słowny:
Mama jest wielkości i urody jamnika skrzyżowanego ze szpicem. Tak do pół łydki, może ciut więcej. Czarna z dłuższym włosem. Lekko nieufna, ale wg mnie do szybkiego przełamania. W ciągu 1,5 dnia zdążyła się tak przywiązać do J., że wiernie towarzyszyła mu w dzisiejszej, kilkukilometrowej wyprawie w poszukiwaniu czynnego sklepu. Dzięki temu dostała swoje imię - Penelopa.
Szczeniaki są dziwnie zróżnicowane wzrostowo (wyglądają jakby były z dwóch różnych miotów, ale obaj mają szczenięce mordki i obaj na pewno pochodzą od tej samej matki). Na pewno nie są to psie oseski, bo jedzą już samodzielnie i zdrowo rozrabiają.
Ptyś będzie chyba dosyć dużym psem, bo już teraz dorównuje wzrostem matce. Też czarny, futerko takie bardziej pudlowate, długie nogi. Przebojowy chłopak, skory do zabaw i psich figli i na pewno nie da sobie w kaszę dmuchać.
Pimpek to maleństwo (tak 1/3 większego brata); początkowo chował się przed nami pod domek, poszczekując stamtąd, niby jaki on to groźny. Ale szybko przekonał się, że Ci dwunodzy są całkiem fajni.
W walce o michę zdecydowanie przegrywa, stąd J. musi karmić go w oddzielnie (w zamknięciu). I zdaje się, że jego to jeszcze matka dokarmia.
Też czarnulek, ale boki ma nie tyle podpalane, co lekko pobielone. Włos ma najgładszy z całej trójki.
Dopóki J. tam siedzi (a posiedzi do wtorku) to psiny nie zamarzną, bo J. i brzuszki im zapełni i wpuści na najgorsze zimno do przedsionka, gdzie zrobił im posłanie. Potem będzie gorzej.
[U]Dobra wiadomość z ostatniej chwili - dla najmniejszego Pimpka chyba kroi się domek.[/U]:lol: