Aniu nie kontaktowałam się z fundacją, i tak jak mi radzisz - zastanowię się jeszcze :)
Nie jestem osobą unoszącą się dumą - przecież wszyscy chcą dla tego psa jak najlepiej :)
Sama zastanawiałam się jak rozwiązać sytuację gdyby bell trafił do mnie, a mianowicie: pies w trakcie leczenia na SGGW - ja Kraków, mój młody biru i jego rekonwalescencja.
Ja niestety jeszcze przez pół roku - do roku, będę mieszkać w Krakowie, później wyprowadzamy się na lubelszczyznę na wieś, ale w tym wypadku może być "za późno".
Jakby się jednak okazało, że nie znajdzie się inny - lepszy domek, to ja coś tutaj wymyślę aby było dobrze.
Jako takie pojęcie o zwierzakach mam - V rok Hodowli AR - konie i psy, więc co nieco tam liznęłam.
Mam nadzieję że Bell szybko dojdzie do siebie i tym razem trafi do odpowiedzialnych i bardzo kochających właścicieli :)
I powiem koleżance na V roku wet na SGGW co by go tam pogłaskała od wszystkich którzy nie mogą tego zrobić osobiście :)