-
Posts
39937 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
6
Everything posted by Isadora7
-
Taksa - chwila jamniczej radości :D - jak dobrze że jesteś :)
Isadora7 replied to anica's topic in Już w nowym domu
Ja jeszcze nie wyczaiłam tego co robi × Wiesz ja po smierci Edunia wylądował mna ostrym dyżurze. I chcieli mnie zatrzymać w szpitalu a ja jak maniak "nie bo ja chcę jamnika". I to było najlepsze lekarstwo. Co nie znaczy że nie myślę, nie kocham Edunia. Nadal gdy wspominam, gdy wchodzę na stronę Ogrodu Wiecznej Szczęsliwości to mam gulę w gardle. Podobnie jak wspominam Rudą, ktora jak Edunio zrobiła "niespodziankę". Ona nie chorowała, stało sie nagle. Cięzko, gardło ściska. Tak bardzo chciałabym przytulić, porozmawawiać. Tak porozmawiać bo ja zwłaszcza z Rudą dużo rozmawiałm. Ona słuchała jak najlepsza przyjaciółka. Brak bardzo brak. Ale dzięki temu ze został Rambo i Ganga to chyba moge powiedzieć że żyję. Nie wiem jakbym zniosła gdyby było jak przy Edim tylko jedno. Kolejny psiak to lek, wprawdzie tesknoty nie uleczy ale pozwoli zyć. Ktoś powiedział, że odejście psa za TM robi dziurę w sercu ale też robi serce bardziej pojemne. EDUNIO: http://wiecznyogrod.pl/pamiec-o-przyjacielu/Edunio/439 RUDA: http://wiecznyogrod.pl/pamiec-o-przyjacielu/RUDA/11667 -
Taksa - chwila jamniczej radości :D - jak dobrze że jesteś :)
Isadora7 replied to anica's topic in Już w nowym domu
Anica bardzo dobrz decyzja. Mój Edunio odszedł 6 sierpnia 2002 a 8 sierpnia był już Rambuś -
Martwię się Gangą. Smarkula nażarła się kradzionych psich cygar z rossmanna i ma megasraczkę. A nie chciała się podzielić. Zmartwiony Rambo.
-
Obrażona Ganga bo sama w łóżku i cierpiąca po przeżarciku sie kradzionymi smaczkami
-
Bardzo sie ciesze ze Melvin wreszcie w domu :)
-
Aniu zdrowia po tysiąckroć
-
Nasze psy i inne zwierzęta, które odeszły w 2014 roku...
Isadora7 replied to Maupa4's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
>>> 29 listopada pobiegł za Tęczowy Most TEODOR <<< Pies który dla mnie wiele znaczył. Nie byłam w stanie napisać wczoraj. http://www.dogomania.com/forum/topic/113626-%E2%9C%BF%DA%BF%DA%B0%DA%BF%E2%99%A5%E2%99%A5%DA%BF%DA%B0%DA%BF%E2%9C%BF%E0%A5%90-teodor-nareszcie-w-domu-dzi%C4%99kujemy-%E2%9C%BF%DA%BF%DA%B0%DA%BF%E2%99%A5%E2%99%A5%DA%BF%DA%B0%DA%BF%E2%9C%BF%E0%A5%90/ Jamnik który był mi szczególnie bliski. Po 11 latach jego była pani oddała go w nieodpowiedzialne ręce. Po trzech dniach wylądował na Paluchu. Ludzie oddali go oszukując SM ze został znaleziony. Pilotowałam pobyt Teodora na Paluchu i od razu w dniu zakończenie kwarantanny zabrałam do DT. Widziałam się z nim kilka racy w tygodniu. Poznałam. Wspaniały, zjawiskowo piękny jamnior. Nadszedł dzień gdy zgłosiła się osoba chętna adoptować Teosia. Pani pozornie dobrze brzmiała. Niestety nie było to w Warszawie. I każdy dzień zapalał u mnie jakieś światełko. Niemniej jednak zrobiona została wizyta PA. Z opisu wizyty wynikało że cudowne miejsce. Wszystko było tak cudowne, że aż mnie większe wątpliwości dopadły. No ale pani dzwoniła, pytała, kiedy no ćwierkała jak będzie super. Miała chwilę aby dzwonić, aby pisać. I tak Teoś pojechał... i wtedy telefon zamilkł, zero obiecywanych informacji. Po trzech tygodniach po moim kolejnym ponaglającym mailu - jest TEOŚ MUSI WRÓĆIĆ. Podobno baskerville itp itp nie chce mi się nawet o tym pisać. Od nitki do kłębka okazało się że owszem przysłowiowe "złote klamki" były. Ale puste wewnątrz, bez serca. Nie wszyscy domownicy jak sie okazało zgadzali się na Teodora. Okazało się że nie mógł sie poruszać nawet po cały mieszkaniu jak rezydenci yoorki. Przedpokój, jakiś pokój, z kuchni to chyba ścierą była przeganiany, bo po powrocie panicznie się bał ręcznika, ścierki w ręku czy czegokolwiek co tak wyglądało. Już w dniu przyjazdu Teosia jedna z domowniczek wyskoczyła z aferą ze nie chce tutaj brudasa ze schronu. Zbyt późno się o tym dowiedziałam, bo Teoś by wrócił od razu. Musiał spędzić tam 3 tygodnie. Wrócił pies bez mała autystyczny, z lękami. NA szczęście znalazł się PRAWDZIWY DOM a nie z lukrowanego piernika. Dom w którym jest nasz Jamnik Wiolin adoptowany (6 lat wstecz) a z czasem do Teosia, doszły jeszcze inne nasze psiaki: Orzeszek (teraz Puzzelka) i Figo. W domu był tez już będący za TM dobeczek Uther i 2 beagle. Jeździłam do TEODORa, zawsze mnie poznawał, cieszył się na mój widok. Miał bardzo chore serce. Ale ostatnio byłam w czerwcu i Teoś trzymał się świetnie. Ania napisała: "W piątek Teodor też więcej sapał, ale dalej miał apetyt i chodził, a w sobotę rano spal głęboko (często budził się pierwszy, ale nie tym razem). Gdy większość piesków wchodziła i wychodziła do ogrodu, on się obudził i podszedł z pokoju do kuchni, spojrzał na mamę, sapał. Mama go pogłaskała, Teodor usiadł. Mama się odwróciła żeby wyjąć kawałek kiełbaski -chciała mu, jak zawsze na czczo, dać Vetmedin. Gdy znów zwróciła się do Teosia, on leżał dziwnie rozpłaszczony, łapki miał rozjechane. Juz nie żył, musiał umrzeć dosłownie w tej chwili, gdy mama się odwróciła. " Teosiu kochanie miałeś 2 lata i prawie 5 miesięcy wspaniałego życia we wspaniałym DOMU. Od wczoraj płaczę, przeglądam Twoje zdjęcia i tak bardzo żałuję że już ciebie nie zobaczę. Teoś 7 sierpnia skończył 14 lat. Na zdjęciach Teoś w czerwcu. A to link do jego profilu na naszej stronie: http://jamniki.eadopcje.org/psiak/655 -
>>> ✿ڿڰڿ♥♥ڿڰڿ✿ॐ teodor nareszcie w domu - dziękujemy ✿ڿڰڿ♥♥ڿڰڿ✿ॐ
Isadora7 replied to Isadora7's topic in Już w nowym domu
>>> 29 listopada pobiegł za Tęczowy Most TEODOR <<< Pies który dla mnie wiele znaczył. Nie byłam w stanie napisać wczoraj. Jamnik który był mi szczególnie bliski. Po 11 latach jego była pani oddała go w nieodpowiedzialne ręce. Po trzech dniach wylądował na Paluchu. Ludzie oddali go oszukując SM ze został znaleziony. Pilotowałam pobyt Teodora na Paluchu i od razu w dniu zakończenie kwarantanny zabrałam do DT. Widziałam się z nim kilka racy w tygodniu. Poznałam. Wspaniały, zjawiskowo piękny jamnior. Nadszedł dzień gdy zgłosiła się osoba chętna adoptować Teosia. Pani pozornie dobrze brzmiała. Niestety nie było to w Warszawie. I każdy dzień zapalał u mnie jakieś światełko. Niemniej jednak zrobiona została wizyta PA. Z opisu wizyty wynikało że cudowne miejsce. Wszystko było tak cudowne, że aż mnie większe wątpliwości dopadły. No ale pani dzwoniła, pytała, kiedy no ćwierkała jak będzie super. Miała chwilę aby dzwonić, aby pisać. I tak Teoś pojechał... i wtedy telefon zamilkł, zero obiecywanych informacji. Po trzech tygodniach po moim kolejnym ponaglającym mailu - jest TEOŚ MUSI WRÓĆIĆ. Podobno baskerville itp itp nie chce mi się nawet o tym pisać. Od nitki do kłębka okazało się że owszem przysłowiowe "złote klamki" były. Ale puste wewnątrz, bez serca. Nie wszyscy domownicy jak sie okazało zgadzali się na Teodora. Okazało się że nie mógł sie poruszać nawet po cały mieszkaniu jak rezydenci yoorki. Przedpokój, jakiś pokój, z kuchni to chyba ścierą była przeganiany, bo po powrocie panicznie się bał ręcznika, ścierki w ręku czy czegokolwiek co tak wyglądało. Już w dniu przyjazdu Teosia jedna z domowniczek wyskoczyła z aferą ze nie chce tutaj brudasa ze schronu. Zbyt późno się o tym dowiedziałam, bo Teoś by wrócił od razu. Musiał spędzić tam 3 tygodnie. Wrócił pies bez mała autystyczny, z lękami. NA szczęście znalazł się PRAWDZIWY DOM a nie z lukrowanego piernika. Dom w którym jest nasz Jamnik Wiolin adoptowany (6 lat wstecz) a z czasem do Teosia, doszły jeszcze inne nasze psiaki: Orzeszek (teraz Puzzelka) i Figo. W domu był tez już będący za TM dobeczek Uther i 2 beagle. Jeździłam do TEODORa, zawsze mnie poznawał, cieszył się na mój widok. Miał bardzo chore serce. Ale ostatnio byłam w czerwcu i Teoś trzymał się świetnie. Ania napisała: "W piątek Teodor też więcej sapał, ale dalej miał apetyt i chodził, a w sobotę rano spal głęboko (często budził się pierwszy, ale nie tym razem). Gdy większość piesków wchodziła i wychodziła do ogrodu, on się obudził i podszedł z pokoju do kuchni, spojrzał na mamę, sapał. Mama go pogłaskała, Teodor usiadł. Mama się odwróciła żeby wyjąć kawałek kiełbaski -chciała mu, jak zawsze na czczo, dać Vetmedin. Gdy znów zwróciła się do Teosia, on leżał dziwnie rozpłaszczony, łapki miał rozjechane. Juz nie żył, musiał umrzeć dosłownie w tej chwili, gdy mama się odwróciła. " Teosiu kochanie miałeś 2 lata i prawie 5 miesięcy wspaniałego życia we wspaniałym DOMU. Od wczoraj płaczę, przeglądam Twoje zdjęcia i tak bardzo żałuję że już ciebie nie zobaczę. Teoś 7 sierpnia skończył 14 lat. Na zdjęciach Teoś w czerwcu. A to link do jego profilu na naszej stronie: http://jamniki.eadopcje.org/psiak/655 -
Chora, cierpiąca jamniczka szczęśliwa we własnym domu! Dziękujemy!
Isadora7 replied to caromina's topic in Już w nowym domu
Aniu Kochanie Nawet nie wiem co napisać, bo żadne słowa nie ukoją bólu. Przytulam Ciebie do serca i płaczę razem z Tobą. Jasieńko ['] pozdrów mojego Edunia i Rudą, tak bardzo za nimi tęsknię. -
Odszedł kochany i to najważniejsze
-
"...Bracie psie, bardziej ludzki niż ludzie, Na łańcuchu więziony przy budzie O głodzie, i o chłodzie, i w brudzie, A podczas lata, gdy szukasz ochłody, Często bez miski wody; Psie, który dajesz ludziom wierności przykłady, Odpuść ludziom, braciszku, wszystkie ludzkie zdrady!..." Artur Chojecki 1880-1951 HYMN ŚWIĘTEGO FRANCISZKA Z ASYŻU PAJO kochanie do zobaczenia. Dziękuję, że dane było ci poznać co to DOM. Boni-Bobo - przytulam.
-
za TM :) Stary ONek-czy wola życia wygra ze zniszczonym organizmem?
Isadora7 replied to Beat2010's topic in Już w nowym domu
Kasia nie mogę do Ciebie wysłać wiadomości. Czy możesz mi podać swojego maila, telefon? -
Chopie ale ty mozesz się obżerać? Rambo zatroskany
-
10 zł deklaracji na wagę życia dla POLI. POMOCY!!!
Isadora7 replied to EVA2406's topic in Już w nowym domu
-
10 zł deklaracji na wagę życia dla POLI. POMOCY!!!
Isadora7 replied to EVA2406's topic in Już w nowym domu
-
10 zł deklaracji na wagę życia dla POLI. POMOCY!!!
Isadora7 replied to EVA2406's topic in Już w nowym domu
POLA WSRÓD JAMNIKOWATY widać ze jest nieduża -
10 zł deklaracji na wagę życia dla POLI. POMOCY!!!
Isadora7 replied to EVA2406's topic in Już w nowym domu
Uśmiechnięta Pola POLA ZAMYŚLONA