-
Posts
11609 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
3
Everything posted by AlfaLS
-
Myślę że z czystym sumieniem możemy też napisać do Talcottowej skarpety o wsparcie. Balbinka wiekowo się łapie pod wymagania skarpety a i fakt że nam na leczenie potrzeba - czyli to co Skarpeta wspiera. Mamy na wątku jakiegoś deklarowicza Skarpety który mógłby wystąpić o wsparcie? Wtedy byłoby mniej do zwrotu....... A jak nie mamy to i tak trzeba napisać, najwyżej będziemy zbierać większą kwotę. Tam możemy wnioskować nawet o 120 zł. a to już coś na początek...... Mnie się też wydaje że trzeba jechać... I niestety też trochę boję się tego wyniku .....
-
[quote name='paulinken']Poprosiłam lilk_ę o allegro dla Urana, będzie na dniach.[/QUOTE]Bardzo pięknie dziekuję. Moje właśnie wczoraj wygasło to nie będę wznawiała - niech ma takie super, super!!! [quote name='zlota_wilga']Ze znajomymi będzie trudno. Jedni zaczęli marudzić, że w sumie to mają czterolatkę w domu i chyba jednak jeszcze poczekają, drudzy, że też chyba odłożą plany na później ponieważ w przyszłości chcą mieć dziecko (w dodatku bliżej nieokreślonej! :( ) a trzeci marudzą dla marudzenia chyba. Przykro mi, nie udało mi się. Jedyne co konstruktywnego (chyba) zrobiłam to porozwieszałam ogłoszenia w okolicznych weterynarzach. Żaden nie miał nic przeciwko na szczęście. Podałam kontakt telefoniczny do siebie. Szkoda. Psina super jest.[/QUOTE] Nic na siłę. Musi zaiskrzyć bo bez tego to obie strony by się męczyły.......Bardzo dziękuję za chęć pomocy i za porozwieszanie ogłoszeń - może ktoś się zakocha???? A jakby dzwonił ktoś to pamiętaj - jak dobry dom to my już wszystko załatwimy :lol:
-
Bezdomne koty z portu przeładunkowego PROSZĄ O POMOC
AlfaLS replied to Cudak's topic in Kotki już w nowych domach
[quote name='Cudak'] [B]AlfaLS [/B]podziwiam Cię za adopcje staruszków :) i życzę im dużo zdrowia :kciuki: Pomyśl nad DT ;) Rudzielce szybko powinny znaleźć nowe domki, nie zdążyłabyś się za mocno przywiązać - a nawet gdyby... to nikt nie miałby Ci tego za złe :p DS nie wchodzi w grę? Poza rudymi są 2 czarno-białe i jeden szary z sierpnia.[/QUOTE] Ja też życzę im duuuuuuużo zdrowia :lol: DS raczej nie bo zawsze musi być jakieś miejsce dla bożej sieroty, której nikt nie chce :-(..... choć serce nie sługa i różnie bywa. Na szczęście najczęściej mi mocno pika tylko dla tych najbiedniejszych :lol: Poza tym ja na razie słaba w ogłoszeniach jestem a i czasu na to trochę mało......... -
Wątku co prawda nie znalazłam / na razie/ ale mam to co dostałam mejlem: [COLOR="navy"][FONT="Verdana"]Malutka staruszka Ninka zamordowana w 36 godzin od adopcji ! Taki tekst miał się ukazać na naszej stronie internetowej po adopcji naszej ukochanej fundacyjnej suczki Ninki. Jednak nawet nie zdążyliśmy go umieścić, Ninka została bestialsko zlikwidowana przez osobę, która ją adoptowała. Przeczytajcie ten tekst i roześlijcie do wszystkich schronisk, stowarzyszeń, fundacji. Wszystkich, którzy prywatnie zajmują się wydawaniem do adopcji zwierząt. Wszystkich zaprzyjaźnionych lecznic – niech powieszą ten tekst w poczekalni. Jeśli zadzwoni do was „cudowna pani Ela”, bibliotekarka z Krakowa, Wy też dacie się nabrać i wyślecie psa do piekła. Pewnego dnia trafiła do naszej fundacji malutka, wychudzona, niemłoda już psinka, która natychmiast została Ninką. Trafiła do nas z ulicy, na której stała przez parę godzin i rozpaczliwie płakała. Nie ruszała się z miejsca, jakby nie tracąc nadziei, że jej pan jednak po nią wróci. Tak się jednak nie stało. Jednak jej skowyt poruszył kogoś na tyle, że nie przeszedł obojętnie i tak w naszej fundacji pojawiła się Ninka. Ninka natychmiast pokochała mojego męża: spała wtulona pod swetrem w jego plecy, wchodziła po nim jak kot, byle tylko ją wziął na ręce a jak nie zwracał na nią uwagi, to oczywiście płakała tak długo, aż ją w końcu jednak wziął. Ninka okazała się być psiakiem zupełnie niekłopotliwym, jednak ze względu na to, że jest malutka cały czas drżeliśmy, żeby inne, większe psy nie zrobiły jej krzywdy. I nagle dwa dni temu zdarzył się cud: zadzwoniła przemiła pani z Krakowa z informacją, że zamierza adoptować Ninkę. A ja upadłam ze szczęścia, zwłaszcza, że poprzedniego pieska pani adoptowała ze schroniska w Pabianicach a miał on wówczas 11 lat. Piesek, a właściwie suczka przeżyła w swoim nowym domu jeszcze cudowne 2,5 roku a pani po jej śmierci postanowiła przygarnąć kolejną nie najmłodszą sierotkę! Oczywiście aż się poryczałam. Pani Elżbieto! Przywraca mi Pani wiarę w człowieka. Bardzo Pani i Pani Mamie za to dziękuję. I oczywiście za cudny dom dla Ninki. Okazuje się, że adoptowany piesek nie musi być Yorkiem, nie musi być słodkim szczeniakiem, nie musi mieć maksymalnie rok, aby wart był miłości i zainteresowania. Może natomiast być dziesięcioletnią Ninką, zupełnie nierasową. Jestem za to zupełnie spokojna, że tej decyzji nikt nie będzie żałował, bo Ninka swoim przywiązaniem, przytulaniem i wiernością zrównoważy brak rodowodu! A jak mi ktoś jeszcz,e choć raz powie, że starszy pies się nie przyzwyczai, to chyba nigdy nie przestanę się śmiać: Ninka dwie godziny po przyjeździe do nowego domu na zmianę wylegiwała się z jedną swoją panią w łóżku, a następnie natychmiast przesiadała się na kolana drugiej pani. Jeszcze raz wielkie ukłony dla nowych właścicieli Ninki. Taki tekst napisałam po pierwszej rozmowie z nową właścicielką Ninki, kilka godzin po tym, jak wolontariusz naszej fundacji zawiózł Ninkę do Krakowa. Gdybym wówczas wiedziała, jak bardzo się myliłam! Chciałam zadzwonić do nowych właścicieli już w czwartek, ale pomyślałam, że poczekam kilka dni, żeby nie pomyśleli, że będę ich tak nękać telefonami i zadzwoniłam w sobotę rano, zupełnie spokojnie, ot tak dowiedzieć się, jak tam nasza mała dziewczynka się sprawuje po tych pierwszych kilku dniach. I po pierwszych zdaniach „cudownej pani Eli” chciałam umrzeć: „Ninka była bardzo chora, musieliśmy ją uśpić”. A ja nie rozumiałam, co ona do mnie mówi. Przecież byłam z Ninką jeszcze w dzień wyjazdu u lekarza, w przeddzień miała zrobione wszystkie badania krwi, a pani doktor zażartowała, że chciałaby mieć takie wyniki, jak ona! Jeszcze myślałam, że może był to wypadek, Ninka im się wyrwała, wpadła pod samochód, choć przecież chodziła jak trusieczka przy nodze i reagowała na każdy najmniejszy gest przywołania. Ale nie. Okazało się, że „cudowna pani Ela” uśpiła ją, bo „;Pani doktor podejrzewała niewydolność nerek”. Dziwne jest tylko to, że „cudowna pani Ela” nie zgłosiła się na powtórzenie badań, które zresztą były zupełnie w normie, tylko jak się później okazało, pani doktor nie spojrzała na jednostki i źle je zinterpretowała a natychmiast skierowała się do najgorszej w mieście lecznicy, słynącej z tego, że usypia zwierzęta „na życzenie klienta” i tam zamordowała naszą Ninkę. Niestety jedynym wytłumaczeniem, jakie nam się nasuwa jest to, że nasza Ninka się „cudownej pani Eli” nie spodobała i w tej sposób się jej najszybciej, jak to możliwe pozbyła. A przecież doskonale wiedziała, że przyjechalibyśmy po Ninkę natychmiast, gdyby tylko zadzwoniła. Mogła ją oddać do schroniska, mogła ją w końcu wyrzucić na ulicę – wszystko byłoby lepsze od tego, co zrobiła, bo tego już odwrócić się nie da. Niestety po fakcie okazało się, że Ninka była kolejnym zamordowanym przez nią psiakiem. My wiemy o następujących zwierzakach: sunia wzięta w listopadzie 2005 roku ze schroniska w Krakowie (według „cudownej pani Eli miała guza mózgu i musiała być przez nią uśpiona), kolejna sunia wpadła jej pod samochód, kolejna „zasnęła”, następna była ta szczęściara, która przeżyła u niej ponad dwa lata – podobno ze schroniska w Pabianicach ale też nie wiemy, jaki był jej koniec, podobna, podobno, podobno … Ile jeszcze psów „musiała uśpić cudowna pani Ela”? Może ktoś skojarzy fakty i zorientuje się, że też wysłał do tego piekła psa, który miał trafić do raju.. Każdą taką osobę prosimy o kontakt – ten potwór musi ponieść odpowiedzialność. Dziś rozmawiałam z niekończącą się ilością osób. Każda z nich twierdziła, że miała z nią kontakt. Tylko jedna sunieczka uszła z tego z życiem, chyba jedynie, dlatego, że osoba wydająca psa mieszkała bardzo blisko „cudownej pani Eli” i ta zorientowała się, że gdyby i ten pies zniknął, to sprawa by się bardzo szybko wydała i samo zwróciła psa. I niestety na to miejsce pojechała nasza Ninka. Do tej pory przeklinam ten moment, kiedy odebrałam od niej telefon. A tak się wówczas ucieszyłam: przecież tak rzadki, ktoś chce adoptować starszego psa. Przecież nie chcieliśmy się Ninki pozbyć, przecież była najcudowniejszym z naszych psiaków, przecież szaleliśmy z radości, że będzie tam miała lepiej, niż u nas… Gdyby tak można było cofnąć czas… Tak bardzo Cię przepraszam Ninko! Przecież tak nam ufałaś. Tak radośnie podskakiwałaś poszczekując, kiedy biegłyśmy na dworzec, żeby zdążyć na ten przeklęty pociąg do Krakowa! Pewnie myślałaś, że to nasz najpiękniejszy spacer… Tak rzadko mamy czas, żeby wyjść z naszymi psami poza nasz teren… A później nagle znalazłaś się w obcych ramionach, w pociągu, w obcym sobie otoczeniu. Podobno cała drogę płakałaś. Może coś przeczuwałaś? Ale przecież nikt nie słucha takiego małego, starego psiaka. My wiedzieliśmy lepiej… Było nam przykro, ale myśleliśmy, że to tylko moment, trochę potęsknisz a później już będziesz szczęśliwa, szczęśliwsza niż u nas… Nie mogę znieść myśli, że Ninka tak bardzo bojąca się obcego otoczenia, tak bardzo bojąca się wszystkich zabiegów w lecznicy przeżyła najkoszmarniejsze 36 godzin swojego życia zupełnie nie rozumiejąc, co się wokół niej dzieje, a później w samotności, w najgorszej lecznicy, została po prostu uśmiercona. Jak bardzo musiała się wyrywać, walczyć o życie? A nas przy niej nie było. To boli jeszcze bardziej, niż to, że ktoś tak po prostu pozbył się niechcianego psa, psa, którego myśmy kochali. Psa, którego oddaliśmy chcąc poprawić jego los. Psa, którego ktoś pozbył się, jak nieudanych zakupów. Przecież wystarczyłby tylko jeden telefon a przyjechalibyśmy po Ninkę, szczęśliwi, że ją odzyskaliśmy. Nic, co teraz zrobimy, nie wróci życia Nince, choć przecież oddalibyśmy wszystko, by tak się stało. Nic nie spowoduje, że nasze poczucie winy będzie mniejsze, choć przecież zrobiliśmy wszystko, by Ninka była szczęśliwa. Ale możemy przynajmniej sprawić, że może kolejny pies nie trafi do tego piekła. Dlatego prosimy: roześlijcie historię Ninki, wszędzie, gdzie tylko możecie, zakładajcie wątki, piszcie o tym i ostrzegajcie wszystkich. Tam już nie może trafić żaden pies. A wiemy, że „cudowna pani Ela” będzie szukała psa po całej Polsce, bo w Krakowie już psa nie dostanie nigdy. A każdy, do kogo zadzwoni znowu da się nabrać na cudowną opowieść o tym, „jak bardzo chciałaby dać, choć na krótko dom jakiejś suni staruszce, żeby nie umarła ona w schroniskowym boksie” Za to możemy być pewni, że umrze bardzo szybko w swoim nowym domu a pretekstem może być wszystko: że nasiusia, że popiszczy, że się nie spodoba. A „cudowna pani Ela” szybko wyda i wykona wyrok. Jak na naszej Nince. Uwierzcie mi, że każdy z Was oddałby tam zwierzaka: czyściutki, przyzwoity dom, stateczna, „;Przemiła” pani Ela bibliotekarka, do tego starsza mamusia, stale przebywająca w domu z pieskiem i córka. Trzy przemiłe, wymarzone opiekunki. Trzy potwory…[/FONT][/COLOR] Mam wątek: [URL="http://www.dogomania.pl/threads/187398-malutka-Ninka-zamordowana-w-36godzin-po-adopcji!!!"]http://www.dogomania.pl/threads/187398-malutka-Ninka-zamordowana-w-36godzin-po-adopcji!!![/URL] Z Krakowa na pewno jest Asior.
-
Bo ja zakochana jestem w Tyszakach :loveu: :bigcool::bigcool::bigcool: Tak, tak od Tary / wtedy jeszcze Zuli/ to wszystko się zaczęło....... i od poznania Grażyny - super osoby, która ma ogromne serce do zwierzaków...... Miłe wspomnienia........Nasza wizyta w Tychach, w schronisku, super schronisku, w którym Tarunia spędziła 12 lat swojego życia.... I Wy kochani, którzy jesteście na naszych tyskich wątkach - tacy pozytywni, uśmiechnięci bez złości i zaciekłości. Dziękuję Wam że jesteście!!!!!!!!!! Bo pewnie też macie słabość do tyszaków, prawda??????
-
[quote name='Grosziwo']Dzięki wujkowi UBOCZE i ja dotarłam na wątek pierwszej Tyszanki co do Anioła tyszaków trafiła. Zaraz poczytam od początku :lol:[/QUOTE] Życzymy miłej lektury i zachęcamy do zaglądania. Ja muszę się solidniej zabrać za wątek mojej pierwszej suni bo coś ostatnio za mało tu piszę :oops:
-
[quote name='MagdaNS']Też sobie myślę, żeby zmniejszyć te dopłaty, bo odkąd mamy nowe zasady to z kolei nikt nie prosi o pomoc, a przecież nie o to nam chodziło.... Tylko żeby był ruch zarówno o pomoc, jak i zasilający Skarpetę. Może zróbmy ten zwrot na 25% a dla stałych deklarowiczów - nic?[/QUOTE] Wcześniej wszyscy prosili o pomoc bo to nic nie kosztowało, teraz trzeba dać coś od siebie... A te nowe zasady nie będą za bardzo liberalne? Może tylko trzeba bardziej rozreklamować skarpetę?
-
Już odpisuję na te pytania na które wiem co napisać. Uran podobno jest wielkości mojej Dylanki. Dylanka waży 16 kg. i jest do mojego kolana / ona ma długie nogi a ja to mała jestem niestety:shake:./. Opis wielkości to info. od Grażyny więc z czystym sumieniem coś ok. 2-3 kg. bym dodała :evil_lol:. Ale to dalej będzie średni pies :lol:. Kastracja psiaka to nie problem. Jeśli nie zrobi tego schroniska to my się tym zajmiemy :lol:. Transport to też nie problem. Ja mieszkam w Szczecinie a mam dwie sumie z Tychów. Jedna jechała do mnie bezpośrednio ze Schroniska - 600 km. a druga po pobycie w Hoteliku - 400 km. Z tym to my sobie damy radę :lol: Wizyta przedadopcyjna - nie ma problemu :lol:. Może nawet nasz UBOCZE dałby się namówić? On z Warszawy... A jak będzie zajęty to zawsze kogoś tam znajdziemy :lol: Uran jest pozytywnie nastawiony do świata. Tylko coś chęć do życia w nim coraz mniejsza :shake:. Lubi ludzi, lubi inne psiaki.......Na koty nie był testowany ale jak się uprzemy to zawsze można test zrobić... A teraz z moich doświadczeń choć ciągle w temacie. Ja mam dwie sunie, które w tym schronisku spędziły po 12 lat. Obie praktycznie nigdy ni wychodziły poza boks. Dylanka co prawda miała później okres że pół roku była w Hoteliku ale Tara nic... Tarę wziełam jako psa "nieadopcyjnego". Ona bała się ludzi, załatwiała się pod siebie jak człowiek tylko do niej podchodził :-(. Nie miała styczności ze smyczą, schodami, samochodami.... A ja - mieszkam w samym centrum miasta, ruchliwe ulice naokoło, w dodatku 4-te piętro... Wystarczyło kilka dni w domu u Grażyny i dwa dni u mnie i Tara zrozumiała że siusiu i koo robi się na dworku, schody zaakceptowała do tego stopnia że teraz jest maniaczką schodową. Wchodzi po nich tylko po to żeby zejść....Uwielbia jeździć samochodem. Sama podchodzi do ludzi i nawet do innych zwierząt / na początku był z tym problem chyba na zasadzie "tyle lat byłam ze zwierzakami że teraz ich nie chcę"/. Zawsze miałam w domu koty i psy przechodzą nad tym do porządku dziennego. Kociaki nawet im z misek wyjadają......Dylanka też tylko 2 czy 3 dni uczyła się czystości w domu, reszta od początku była super ....... A tak ogólnie to nasuwa mi się jeden wniosek - Tyskie schronisko dba o swoje psiaki naprawdę dobrze i te zwierzaki z tego schronu są takie jakieś chętne do współpracy. Nawet ten 16-letni Antoś, który pojechał do Warszawy wzbudza tam zachwyty a on miałby prawo z racji wieku do pewnej ulgi;). Zaletą jest też to że oni tam zdrowotnie dbają o psiaki. Moje sunie i te psiaki, które wyciągnęliśmy do Hoteliku naprawdę nie mają większych kłopotów ze zdrowiem a przecież prawie wszystkie całe swoje życie spędziły za tymi kratami...... I jeszcze jedno - jak nie Uran to może Parysek się spodoba? Też od nas z Tychów;). On jest w Hoteliku ZuziM. Wiemy już że jest super przyjazny do wszystkich, pięknie chodzi za opiekunką pomagając jej w doglądaniu innych psiaków. Ładnie chodzi na smyczy...... W schronisku prawie odchodził w tak strasznej był depresji. U Zuzi od razu odżył i teraz kocha cały świat... A Zuzia może wszystko o nim bezpośrednio powiedzieć bo on już tam kilka miesięcy :lol:. Wątek Paryska: [URL="http://www.dogomania.pl/threads/185211-Parys-ju%C5%BC-w-hoteliku-u-ZuziM!!!-Depresj%C4%99-zostawi%C5%82-w-schronie."]http://www.dogomania.pl/threads/185211-Parys-ju%C5%BC-w-hoteliku-u-ZuziM!!!-Depresj%C4%99-zostawi%C5%82-w-schronie.[/URL] I jakby co to zawsze służę radą bo już troszkę doświadczeń z Tyszakami mam :lol:
-
Zapytajcie może jeszcze o miejsce w hoteliku u ZuziM. Co prawda troszkę daleko bo to okolice Zgorzelca ale hotelik mogę polecić z czystym sumieniem:lol:. Są co prawda budy ale bardzo solidnie ocieplone, oddzielne kojce, suczki biegają też swobodnie po terenie a opieka Zuzi - pierwsza klasa:lol:. My tam za nasze tyszaki, których trochę tam mamy to 350 zł. za miesiąc /z karmą/. Tel. do ZuziM 695 555 221.
-
Psie piekło na Martenowskiej w STARACHOWICACH. Jest nas 10.POMÓŻ!
AlfaLS replied to mrs.ka's topic in Już w nowym domu
Właśnie przebrnęłam przez cały wątek. Masakra!!!!!!!! Strasznie szkoda psiaków :-(. Już maszeruję na wątek Bony bo może ZuziaM by ją przyjęła do siebie? -
Bezdomne koty z portu przeładunkowego PROSZĄ O POMOC
AlfaLS replied to Cudak's topic in Kotki już w nowych domach
Cudak - jeszcze chyba nie teraz :shake:. Wiesz ja to się boję brać na tymczas bo ja strasznie szybko się przywiązuję do zwierzaków i boję się że nie oddam dalej....... Poza tym w ubiegłym roku pożegnałam na zawsze swoje dwa kociaki, które odeszły za TM :-(. Kubusia, który był u mnie 15 lat i Tosię, która była tylko 3 lata ale ważne trzy lata... Zgarnęłam ja z podwórka z potwornym nowotworem łapki, niestety łapkę trzeba było amputować i tak kicia już została na zawsze... W Wigilię byłoby nasze wspólne trzy lata, odeszła 4 dni wcześniej........:-(:-(:-( Ja to w ogóle biorę do domu tylko stare albo chore a później strasznie przeżywam jak odchodzą.... Bez sensu.....:lookarou: Adoptowałam dwie sunie z Tychów, obie po 12 lat za kratami, tylko w boksie...Są z dogomanii... Wzięłam sobie z podwórka kicię, która ma 13 lat...... Teraz czasami zastanawiam się jak to będzie jak odejdą .... Choć nie powiem - świadomość, ze się pomogło takiemu zwierzakowi, którego nikt nie chce bo jest stary, chory czy "nieadopcyjny" pomaga..... Zawsze jest ta myśl w głowie że gdybym nie pomogła to dla tego psa czy kota życie byłoby jeszcze trudniejsze, boleśniejsze czy krótsze...... Ale jako taki tymczas awaryjny, na dzień, dwa czy trzy to mogę się pisać - czemu nie? Mam nadzieję, ze się nie zakocham w tak krótkim czasie :evil_lol:. Tylko mi całych czarnych nie dawać bo wtedy nie wiem jak będzie - mam coś słabość do czarnuchów :lol: -
[quote name='zuziaM']Jeden z guzow nadal sie nie zagoil i Balbinka dostala teraz 2 x po 2 tabl przeciwzapalne i przeciwbolowe Scanodyl. Ale gorszy jest jeden, ktory urosl naprawde juz duzy. Jest wielkosci sliwki wegierki. I mam wrazenie, ze rosnie nadal. On jest tak w srodku mniej wiecej. Ten pekniety jest na samym cycuchu, ostatnim kolo ogonka. Ja znow nie wiem, co robic. Balbinka jest rok starsza ...... Ale jesli znow ma byc spokoj na dluzszy czas .... Kazda operacja jest ryzykiem, a w szczegolnosci starszej suni. Myslcie, prosze , co robic. Balbinke to na pewno juz boli, bo meczy sie szybko i stale zieje ...... Chodzi tez juz inaczej, kuleje mocno i chodzi na szeroko rozstawionych lapkach.[/QUOTE] Zuziu wydaje mi się że musisz poważnie porozmawiać ze swoją wetką. Ona zna Balbinkę i jej guzy...... Jednak mnie się wydaje że niestety konieczna będzie kolejna operacja choć zdaję sobie sprawę z ryzyka z jakim się ona wiąże.....Ale jeśli jak piszesz ja boli to dalej może być tylko gorzej:shake:. Na lekach przeciwbólowych to ją można potrzymać tydzień, dwa a dalej? Guzy dalej rosną i na pewno same rosnąć nie przestaną. Zresztą jak widać po leczeniu też nie przestają :shake:. Ale zawsze zyskujemy jakiś spokojny czas dla Balbinki... Ostatnia operacja była rok temu czyli rok Balbinka przeżyła spokojnie, bez bólu i dolegliwości...... Martwi mnie to jej ciężkie oddychanie, może to coś serduszko zaczyna szwankować?????? Wtedy to byłby klops.......
-
*FPR-ZWP* -Niko- psi arystokrata wyrzucony na wsi. MA WSPANIAŁY DOM
AlfaLS replied to anovip1's topic in Już w nowym domu
[quote name='anovip1']Nieszczęścia chodzą parami ,tylko współczuć dzisiejszego dnia. [/QUOTE] Ja słyszałam wersję że [B]nieszczęścia nie chodzą parami tylko stadami [/B]i u mnie często ta moja wersja się sprawdza:evil_lol: -
Pewnie wszyscy na wątku Pani Lidki :lol:
-
Bezdomne koty z portu przeładunkowego PROSZĄ O POMOC
AlfaLS replied to Cudak's topic in Kotki już w nowych domach
Wszystkie są piękne ale niektóre piękniejsze :evil_lol: -
Podczytuję sobie ten wątek tak po cichutku bo bardzo Wam kibicuję i psiakom też ale dziś nie wytrzymałam - muszę się odezwać :lol:. Anetaa jesteś cudowna!!!!!!!!!! Tylko ktoś o cudownym sercu mógł się zdecydować zabrać całą trójkę :multi::multi::multi:. Myślę że marnie by było ze staruszkiem gdyby został tam sam, w dodatku nie kochany.....:shake: