A ktoz to wie, dlaczego? I jak naprawde bylo z ta adopcja? Mysle, ze on dosc dziki, przerazony, podobno w ogole nie umial na smyczy chodzic. Wrocil, a ze chyba naznaczony przez psy to mozna sie domyslac jak skonczy. Nie ma u nas DT, nie ma jak go wyciagnac. Nic o nim nie wiem. To tez ryzyko adopcji.Probuje cos robic, czasem jestem bezradna. Zeby nas wiecej bylo to zawsze mozna liczyc na pomoc. Ale my tylko dwie.