Hej, mój piesek wczoraj przeszedł kastracje. Decydowałam się na to chyba z rok, ale w końcu postanowilam to zrobic. Nie wiem jednak czy słusznie :( Dużp czytalam na temat sterylizacji i przekonałam sie że nie jest to aż tak bardzo skomplikowana operacja. Z moim pieskiem jednak było inaczej. Nie dość że weterynarze mieli trudności z jego uśpieniem, to na dodatek przeszedł depresję oddechową. Musieli zmuszać go do oddychania dmuchaniem w nosek lub ostrym zapachem. Strasznie się bałam. Najgorsze było jednak przed nami. Wydaje mi sie że ci lekarze spartolili całą robotę. Jak wróciłam z pieskiem do domku, po niecałych 2 godzinach zobaczyłam pod moim psem ogromną kałuże krwi. Okazało sie że puściło mu jakies naczynko :/ Zadzwonilam do weta a on przez telefon mowil mi że nic sie takiego nie dzieje, że podkrwawienia są normalne. A ja mu mówie że to normalny krwotok i spytalam czy może przyjechać na domową wizytę. A on mi powiedział,żebym to ja przyjechała. Tak więc musiałam targać psa ponownie. U weta strasznie sie przestraszyli jak zobaczyli tyle krwi. I co mi powiedzieli, że to tylko skrzep, że sie zrobił krwiak ale się wchłonie i żeby przykładac kompresami z lodu. Siedzielisy tam chyba z godzinę, aż przestanie krwawić. Ale zdążyłam tylko wrócić do domu i znowu sie zaczęło. Nie wiedziałam co robić, zadzwoniłam w końcu do innego wta. Ten przyjechał bez problemu. Co się okazało :/ Naderwała się tetniczka, której krwi nie można było zatamować. Wstrzyknął więc w ranę adrenalinę na obkurczenie naczyń i popsikał jakiś sreberkiem. Musielisy powtarzać to jeszcze z 2 razy w nocy, bo krwawił. Piszę to, bo szczerze mówiąc mam ogromne wyrzuty sumienia, że to zrobiłam. Nie mogę sobie wybaczyć, że przeze mnie przechodzi takie cierpienia :(