Siedzę i ryczę... Dlaczego?
Byłam na dworze... Po drugiej stronie szedł sąsiad ze swoim psem (ratlerek? mieszaniec jamnika?) Sąsiad przeszedł na moją stronę aby porozmawiać z tatą, piesek został... Ja myłam auto... Usłyszałam trąbienie i szybko się odwróciłam.... i.... Słyszałam tylko głośny płacz pieska! Łzy miałam w oczach... Widziałam jakby Hapi... Krzyczałam żeby nie czekać, aby brać pieska do weta, że on przeżyje! Właściciele nie byli jakoś tym poruszeni! Pan wziął pieska na ręce ale ten ze zdenerwowani go ugryzł i człowiek zamiast się nim zająć zrzucił na pobocze i patrzył tylko na swój zakrwawiony palec...
Potem przyszła reszta "towarzystwa" i patrzyli to na pieska, to na mnie... Starszy pan wziął psiaka za skórę na karku i zabrał... Ja stałam jak wryta i ryczałam... Widziałam plamę krwi... Widziałam moją Hapisie... Jak echo odbijało się w mojej głowie skomlenie pieska....
Teraz siedzę w pokoju z Wiką i ryczę.... Ciągle widzę Hapcie... Ciągle słyszę jej głos... Ja już nie mogę bez Niej żyć!