chcialabym opowiedziec o przypadku nadostrym parwo jaki przytrafil sie mojemu pieskowi, Bono.
Bono jest pudlem srednim, w czerwcu bedzie mial 2 lata. zostal zakupiony z porzadnej ze tak powiem hodowli, mial ksiazeczke i wszystkie szczepienia, i widac bylo ze ludzie naprawde dbaja tam o zwierzeta. my rowniez od samego poczatku dbamy o niego jak mozemy najlepiej, szczepimy go regularnie, odrobaczamy itd.
w każdym razie było to tak:
zaczął tracić apetyt. ale brałyśmy to na karb upalow, wiec obserwowałyśmy go tylko. potem przestał nawet pic - był to czwartek wieczór. dodam, ze pies przy tym stawał sie spokojny (normalnie to jest z niego straszny urwis, jest głośny i bardzo żywy - jak to pudel). w piątek po powrocie z pracy zauważyłyśmy pierwsze wymiociny - treść żołądka. ale jeszcze to za bardzo nas nie przeraziło, gdyż zdarzało sie ze jak złapał coś na trawniku to organizm to wydalał. ale w nocy z piątku na sobotę wymioty nasiliły sie. pies cala noc sie męczył, nic nie pil, o jedzeniu nie było w ogóle mowy. w sobotę z samego rana zdecydowałyśmy sie zaprowadzić go do weta. Bono nie miał temperatury wiec myślałyśmy ze po prostu sie czymś zatruł.
przed samym wyjściem do weterynarza Bono wymiotował krwią. a po drodze do lecznicy dostał krwawej biegunki.
lekarz po badaniu stwierdził parwowirozę. stan nadostry. piesek dostał serie chyba 9ciu rożnych zastrzyków, i było w miarę ok. piesek chodził, troszkę zaczął pic.
ale po południu w sobotę jego stan zaczął sie pogarszać. co prawda przestał wymiotować, ustala również biegunka, ale pies był jakby nieprzytomny. na nic nie reagował. znowu przestał pic. nie był w stanie sam wyjść z klatki na spacer, musiałyśmy go wynosić na rekach (nie chciał załatwić sie w domu).
noc była najgorsza. wymioty i biegunka ustały całkowicie, ale doszły objawy sercowe. pies cala noc miał problemy z oddychaniem, piszczal, a my płakałyśmy razem z nim sądząc ze to jego ostatnie chwile...
w niedziele rano tez nie było ciekawie. jednak jego stan z godziny na godzinę sie poprawiał, tak szybko jak 24 godziny wcześniej sie pogarszał. po południu już sam poszedł do lekarza, dostał następne zastrzyki...
dzisiaj jest wtorek, a pies wygląda na zupełnie zdrowego. wiem, ze choroba może jeszcze nawrócić, ale mamy nadzieje ze to sie nie stanie. Bono jeszcze wczoraj był u weterynarza na zastrzykach, oby to były ostatnie.
ta choroba przebiegała naprawdę w ekspresowym tempie, praktycznie od piątku po południu do niedzieli. stan psa pogarszał sie z godziny na godzinę, ale tez z godziny na godzinę sie poprawiał.
wiem ze istotne było tu szczepienie, bo podejrzewam ze gdyby nie ono to Bona nie byłoby już z nami. poza tym szybka interwencja lekarza i podanie leków wspomagających tez przyczyniło sie do uratowania mu życia.