marica29
Members-
Posts
31 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by marica29
-
Oj Frania lubi mizianko, lubi. Tylko sie nadstawia, albo nas zaczepia. Straszna z niej pieszczocha. Ciagle się spóźniam przez nią do pracy, bo muszę ją wypieścić rano. Kiedy budzik dzwoni to ona wtedy się do mnie przytula i liże mi palce, albo gryzie paznokcie:lol:.
-
Witam wszystkich. U Frani nie widać śladu po wypadku. Chyba czuje się wspaniale. Jest znowu radosna,zabawna i kochana. A może jeszcze bardziej się tuli niż przed wypadkiem. Franuśka bardzo szybko wróciła do zdrowia i to najważniejsze. Wszelkie objawy chorobowe ustąpiły. Zaczepia wszystkich domowników i chce się bawić. Szaleje z moim młodszym synkiem, a jak ktoś przyjdzie do mnie to od razu biegnie po misia albo piłkę, żeby się z nią bawić, albo ją ganiać.A jaka zazdrosna o dzieci. Synka nie mogę wziąć na ręce, bo od razu skacze i tez chce żeby ją tulić i pieścić. Wczoraj np to siedziałam ja, moje dzieci i Frania wtulona we mnie. Jak mnie ta trójka tak obsiądzie to nie mam czym oddychać czasami. Skoro dostała drugie życie to mam nadzieję, że zostanie z nami na dłużej. Pozdrawiam wszystkich, pa
-
To jak się pieska nie wystawia to nie wolno z nim wejść na wystawę? Myślałam, że mogę wybrać się z Franią na wystawę w Kielcach. Kurcze, szkoda. A wie któraś z Was o której będą yorki i gdzie jest dokładnie ta wystawa?
-
Dziękuję wszystkim za wsparcie kiedy go tak bardzo potrzebowałam. Moja sunia jest zdrowa. Byłyśmy w piątek u weta na kontroli. Serduszko juz bije prawidłowo, sikanie też wraca do normy, zdarza jej się to jeszcze, ale bardzo rzadko. Frania ma się bardzo dobrze, jest radosna, bawi sie, szczeka, wróciła do zdrówka. Apetyt jej dopisuje bardzo, nawet jej sałatki smakują! Wet powiedział, że nie ma potrzeby nawet już do kontroli chodzić na razie. Tak bardzo się wszyscy cieszymy, Frania chyba też, bo już teraz to robi całkiem co chce. Jest tak rozpieszczona. Jeszcze raz bardzo Wam wszystkim dziękuję za ciepłe słowa pocieszenia i otuchy.
-
Wcale nie jest tak kolorowo jak się mi wydawało. Ma troszkę problemy z serduszkiem. Za wolno bije. Dziś znowu byłam u weta, po tabletki Karsivan.Ma jej się po tym poprawić samopoczucie. Stąd ten jej krótki oddech i drżenie ciałka. Oprócz tego ona nadal sika po domu ciągle. I tez zaczynam się martwić, bo wet powiedział, że nie koniecznie, ale może to być spowodowane wypadkiem, że nie wytwarza się hormon zagęszczania moczu( nie wiem jak to się fachowo nazywa). I znowu jak za parę dni nie minie to trzeba robić badania moczu. Chciałam się Was zapytać czy ma ktoś z Was takie doświadczenia z pieskiem?
-
Ja wiem, ze Frania ma uraz psychiczny po tym wypadku. może zrobiłam to trochę celowo, żeby zobaczyć jak zareaguje. I było tak jak się spodziewałam. Wiem, że już tam raczej chodzić nie będziemy. Ja ją już dziś wykąpałam, bo ciągle wchodziła do łazienki, a poza tym cuchnęła moczem, bo robiła pod siebie. Apetyt ma, tylko nie ma tej radości w oczkach jeszcze. Ale mam nadziej, że będzie zdrowa i odzyska dawną werwę do życia.
-
[quote name='Yorkie']Hmmm.. to ona nie ma nic złamane?[/quote] Wygląda na to, że nie ma. Ale jeszcze po niedzieli zrobimy chyba zdjęcie. a dziś już Frania była na dworze, zniosłam ją , postawiłam niedaleko trawki, tam gdzie zawsze chodziłyśmy. A ona stanęła i patrzyła główką to w tamtą stronę gdzie był wypadek, i znowu na mnie i znowu tam. Odwróciła sie i biegiem do klatki. Ona pamięta to wszystko, biedaczka.I wzięłam ją na ręce i wróciłyśmy do domu.
-
Witajcie. Cieszę się , że Wam sie podoba moja sunia. Jak chcecie to wam wyślę więcej, tylko sama jeszcze nie umiem wklejać. Dziś już cała trójka (chłopcy i Frania) czekała na mnie w drzwiach kiedy wróciłam z pracy. Frania je, pije, chodzi, ale ciągle potrzebuje dużo odpoczywać i spać. Byłam z nią chwilkę na polu, załatwiła się i do domku. Ale dalej ją obserwuję z niepokojem. Czy, aby jest już wszystko w porządku. A co u Ciebie Szafirku, lepiej? Napisz coś, proszę. Znalazłeś piesia?
-
Moja niuńka jest rzeczywiście bardzo dzielna. Trzymałam ją wczoraj wieczorem w koszyku i kocu w kuchni, po to żeby mnie widziała i odpoczywała. kiedy wyszłam na chwilke z kuchni do pokoju syna, patrzę a ona bidulka za chwilkę przyszła za mną. Tak jeszcze nie poradnie, ale jednak. Potem też wstała znowu i poszła do dzieci. Już nie robi pod siebie siku tylko wstaje i szuka miejsca. Dokarmiamy ją, apetyt nawet ma niezły. Spałyśmy znowu obie, powiedziałam mężowi, że jeszcze tę noc niech idzie spać do synka pokoju. Noc była ok. przytuliłam ją mocno do siebie nakryłam kołdrą i tak sobie spałyśmy. Aż zaspałam do pracy. Wiecie, zmęczona byłam po tych dwóch nie przespanych nocach. Kiedy wstałam mój skarbek sam zszedł z łóżka (myślałam że ona jeszcze śpi), i znów zaczęła za mną powoli chodzić. Ogonek jeszcze jest nie podnoszony ale próbuje nim merdać kiedy ją wołam. I chyba chce już wyjść na dwór, bo stanęła pod drzwiami. Ale jeszcze dziś ją potrzymam w domu. Je i pije już w swoim stałym miejscu ze swoich miseczek. A potem poszła do małego pokoju gdzie spał mąż z synem, bo zawsze tak było, ze jak ja wstawałam to ona zmieniała łóżko. I oczywiście sama nie skoczy jeszcze, więc ją połozyłam pośród nich i poszłam do pracy. Gdy dzwoniłam do domu, to syn mi powiedział, ze Franusia chodzi i próbuje sie bawić z nimi piłką. Ale jednak jeszcze zakazałam, bo za wcześnie. Bo ja wam nigdy nie pisałam jaką ona jest zapaloną futbolistką. Nie przepuściła nikomu jak widziała piłkę. Każdy jej ustępował i wkońcu Frania grała. Nawet takie dryblasy pod blokiem kiedy chcieli pograć, to nie mogli, bo ten mały skrzatek był ważniejszy. Oczywiście była przy tym kupa smiechu jak piesek lubi grać w piłkę.
-
Tak mi ulżyło na sercu. Wróciłyśmy od lekarza z Franią. Raczej będzie wszystko dobrze. Dostała zastrzyka o przedłużonym działaniu, i witaminy z grupy B, więc następna wizyta dopiero w poniedziałek. Temperatura 38st. Pan doktor powiedział, że jeszcze nie miał takiego pacjenta jak ona, żeby tak szybko wracał do zdrowia. Sam jest bardzo zdziwiony. Naprawdę dzieje sie to bardzo szybko. Chyba Bóg nas wysłuchał. Sunia znowu pojadła sobie i teraz śpi. Aha jeszcze nie napisałam wam o jednym. Do południa kiedy była z mężem to wstała i przeszła do przedpokoju i zrobiła siku na płytki. Chyba rzeczywiście zaczyna zdrowieć, skoro już nie robi pod siebie, co? Jak myślicie?
-
Kiedy wróciłam do domu po pracy, otwierając drzwi myślałam tak sobie, że moja Franusia nie będzie czekać na mnie przy drzwiach ja zawsze. Ale to biedactwo jakoś samo o własnych siłach wygramoliło się do przedpokoju, bo wiedziała, że ja właśnie wracam z pracy. Mój malutki kochany bidulek, dla tej istotki poświęciłabym wszystko. Wiedziałam, że jak będzie ze mną to wszystko musi być dobrze. I taką mam nadzieję. Rano zaczęła jeść, chodzić powolutku za mężem. On też bardzo ją kocha, całe przedpołudnie z nią leżał żeby wypoczywała i nabierała sił. Tylko ten pyszczek jeszcze jest taki bez wyrazu. Widać ogromny smutek po niej. I wzrok błędny. Niby widzi, ale tak jakoś te oczka dziwnie wyglądają. Jak ja się cieszę, że ona żyje!
-
Strasznie mi przykro, naprawdę strasznie. Wiem co czujesz:placz: same łzy się cisną do oczu z rozpaczy. Jeszcze przedwczoraj sama wyłam jak bóbr z tego nieszcześcia. Trzymaj się mocno, bo rodzina Ciebie teraz najbardziej potrzebuje:-(:-(:-(:-(:-(:-(
-
Witajcie Moja Franusia jakoś tak mak krótki oddech i zastanawiam się czy to dobrze czy źle. Spałam z nią całą noc, miałam przy sobie i może była zbyt blisko mnie, że to słyszałam. Czy to normalne? Oprócz tego nie chce jeść tylko pije. Co dalej robić ? Do weta mamy iść dopiero popołudniu, poradźcie prosze coś. Czy jej coś grozi znowu? Myślałam ze jej stan zaczyna się stabilizować. A ona tylko leży, troszkę się rusza, ale zmian nie widać
-
Moja Frania też była nieświadoma i chyba jeszcze jest. Patrzy na nas, ale jeszcze tak bez entuzjazmu. Ciągle dużo śpi, przed chwilką wypiła miseczkę wody i dalej śpi. Cieszę się że żyje, i mogę ją utulić. Szafir i Ty bądź dobrej myśli. Nie poddawaj się!
-
[quote name='Szafir']Jestem z Lublina i podobno pies jest w najlepszej klinice od 15lat z innym psiakiem tam chodziłem. Żeby tylko przeżył ,taki jest do mnie przyzwyczjony,na krok mnie opuszcza i się pilnował i mądry jest,a pieszczoch jak kot. Nie mówie tego żonie ale mam wielki wielki żal do niej że stara a tak nieodpowiedzialna.Wiem,że to przeżywa bo nawet z pracy ją zwolnili bo sie nienadawała ale co psina winny. Już jestem wkur...ony na tych wszystkich ludzi co wiecznie tylko chwalili jaki on piękny,teraz myśle że zauroczyli... Czemu to się stało????:placz::placz::placz:[/quote] ja też nie poszłam dziś do pracy, bo się nie nadawałam, ale jutro już raczej pójdę, bo sam wet mi powiedział, ze mogę. Zostanie z mężem, potem z synem, a potem ja już wróce. Ja tez mam takie myśli, że każdy się tak zachwycał moją niunią, że piękna, fajna, mądra. Ty masz żal do zony, a ja do kogo? Do samej siebie, ze taka głupia jestem. dzieci mi zarzucają że to moja wina, że jestem zawsze taka mądra, a psa puściłam ze smyczy. Mój mąż tylko powiedział, że dobrze że to nie jemu się przytrafiło, bo bym go chyba "zjadła". I wiem,ze ma rację. Żona napewno tego nie chciała, bidulka wiem co czuje. Wspierajcie się nawzajem
-
Ja nie wiem co mam Ci Szafir napisać. Walczyłam do końca o moją sunię, nie pozwalałam jej umrzeć. Wróciłam przed chwilą od weta, powiedział, ze znacznie się poprawiła jej sytuacja od wczoraj. Może będzie wszystko dobrze.Raczej będzie żyć. Dostała znowu zastrzyk, temp.38st. , troszkę mnie puściło. Cieszę się , Frania jest z nami nadal. Szafir Moja wczoraj też jakby miała zwężone źrenice, też jakby nikogo nie widziała, tylko słyszała. Reagowała na znajomy głos, bo drgnęło jej uszko, czy oczko. Była cała sztywna, łapy wysztywnione, głowa wysztywniona , wykręcona do tyłu. Boże, przykry widok. Było strasznie, ale ja zabrałam ją do domu na noc, bo nie chciałam, zeby była sama w nocy w pustej klatce. wzięłam od weta grzejnik, pożyczyłam poduszkę elektryczną i grzałam ją, bo mi prawie umierała. Najważniejsze są pierwsze minuty, a nasze psy miały właśnie pomoc w tych decydujących minutach. Mój wet to nawet obiadu nie dokończył tylko od razu w samochód i do przychodni. Mój też powiedział, że nie ma sensu robić prześwietlenia tak od razu, najpierw trzeba zadbać o sprawy mózgu. Ja mu zaufałam całkowicie. Może zrobimy jej prześwietlenie w przyszłym tygodniu, ale moja sunia staje powolutku na nogi, nie ma bidulka jeszcze siły, ale walczy cały czas. Naprawdę bardzo mi przykro, jeśli tak kochasz swego pieska, jak ja, a on Ciebie, to może zabierz go do domu na noc i sami się nim opiekujcie. Oni tam już mu nic teraz nie pomogą, bo trzeba czekać . A jeśli on bedzie Was czuł i słyszał to może prędzej dojdzie do zdrówka.
-
Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie, to dla mnie bardzo ważne. Nawet w pracy rozumieją dlaczego nie mogę pracować i od razu dostałam wolne. Wszyscy wkoło wiedzą ile Frania dla mnie znaczy. Nie wszyscy może rozumieją moją rozpacz(wśród znajomych i rodziny),bo to przecież "tylko pies" ale przynajmniej się starają zrozumieć i pocieszają. To też sie liczy, prawda?
-
Witaj Fibi Moja sunia to Frania, niedługo skończy 9 m-cy. Jest cudownym pieskiem i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Obie jesteśmy bardzo związane emocjonalnie ze sobą, zostawiam ją tylko na 8 godzin kiedy idę do pracy. Ona to rozumie i czeka, a kiedy wracam to szczeka na domowników żeby mi ktoś otworzył drzwi, bo ona siedzi i czeka pod drzwiami na mnie. I teraz przeze mnie cierpi, bo nie wzięłam jej smyczy. Wyszłam z nią tylko aby się wysiusiała kiedy wróciłam z pracy. Zawsze była taka usłuchana, wczoraj też tylko czekała na mnie przy krawężniku i zawołało ją jakieś dziecko z psem. I wtedy nadjechał ten samochód i ona zgłupiała wtedy. Złapałam ją na ręce a ona się już zimna robiła, nadjechał akurat mój znajomy więc wpakowałam się mu do samochodu zeby mi psa ratował. Odnaleźliśmy weta w domu, bo przychodnia była jeszcze zamknięta i szybko do przychodni spowrotem. Najpierw podał jej te wszystki zastrzyki przeciwstrząsowe i przeciwobrzękowe, a potem dopiero zaczął oglądać ciałko. A ja tam stałam i płakałam i płakałam i płakałam. I potem zostawiłam ją do 20 godz w przychodni i musiałam powiedzieć w domu dzieciom co się stało. I płakaliśmy już wszyscy, potem się modliliśmy. I kto wie, może Bóg nas wysłuchał?
-
Nic nie powiedział, bo sam jeszcze nie jest pewiem jakie to może przynieść skutki. Na siedemnastą jestem z nim umówiona, więc zobaczymy. Prześwietlenia nie ma raczej potrzeby robić, no ale trzeba ją obserwować nadal. Dałam jej mięsko z marchewką nadal i zjadła. nawet sięgnęła sama pyszczkiem po największy kawałek mięska i marchewki, które miałam jeszcze nie rozdrobione. I jak myślicie lepiej jej? Nawet próbuje się już cieszyć jak do niej mówię i merdać ogonkiem( tak minimalnie nim rusza), uszka też stawia jak coś słyszy znajomego. Martwię się strasznie o jej psychikę
-
Moja sunia żyje. Ale to jeszcze nie przesądzone. Raczej te objawy nie są spowodowane urazem kręgosłupa, tylko mózgu. Wnet już myślał, że jej stan się poprawia, ale spadła jej strasznie temp. do 35st. Chciał ją zostawić wczoraj na noc w lecznicy, ale ja sie nie zgodziłam i zabrałam ją do domu. Ogrzewałam ją grzejnikiem i poduszką elektryczną, mówiłam do niej, płakałam, prosiłam żeby nas nie zostawiała, bo my ja bardzo kochamy, i tak mówiłam, mówiłam, a ona wkońcu podniosła głowkę, próbowała wstać żeby sie przysunąć bliżej do mnie. Ale położyłam ją spowrotem, zasnęła, otuliłam ją jeszcze bardziej, dalej mówiłam i ona znowu podniosła główkę. Reagowała na mój głos, na mój dotyk. Potem mąż wrócił w trybie natychmiastowym od rodziny(ok. 230km), widziałam że reaguje na jego głos. Spałyśmy obie na łóżku przy zapalonym świetle. Pilnowałam ją, przysnęłam, obudziłam się i poczułam że Frania śpi na mojej ręce. Bo tak zawsze było, ze przytulałam ją nad ranem. Ok 2 w nocy zaczęłam ją poić. Najpierw pomalutku maczałam tylko palec i dawałam jej polizać, a potem podstawiłam jej miseczkę i zaczęła sama pić. I tak dotrwałyśmy do rana. O 7 przyszedł wet z zastrzykami, sprawdził temperaturkę i było 38st. chyba nawet ją przegrzałam. Kroplówki już nie dostała żeby nie podnosic ciśnienia w mózgu. Teraz już wyraźniej patrzy na oczka, ale dużo śpi. Daję jej wodę do picia co jakiś czas, pogłaskam i śpi dalej. Zaraz jej dam troszkę kurczaczka z marchewką może zje. Troszkę u nas atmosfera si poprawiła w domu, ale i tak nadal się boimy o nią. Jakie mogą być skutki tego urazu mózgu, może mi ktoś coś napisać na ten temat? Dziękuję wszystkim za słowa wsparcia i otuchy.
-
Moja sunia miała dziś wypadek. Wpadła pod samochód. Jest teraz w lecznicy pod kroplówkami. Myślałam, ze już nie żyje:placz:, ale na szczęście żyje. Zarobiła w głowę i teraz jest jakaś taka sztywna. Wet sprawdzał czy ma czucie w łapkach, i ma, ale nie wiem co z tym kręgosłupem. Jutro mam jechać na prześwietlenie, ale czy ktoś z Was miał taki przypadek ze swoim yorusiem. Czy to wysztywnienie oznacza złamany kręgosłup? A jeżeli tak to co dalej? Ja tak bardzo ją kocham, nie chcę jej stracić:placz::placz::placz:
-
Nane przesłała mi link do strony z wklejaniem zdjęć, wszystko zrobiłam zgodnie z jej wskazówkami, kopiuję na koniec, ale nie mam wklej
-
pusto, nie mogę wkleić zdjęcia. Zrobiłam wszystko chyba jak należy, ale nie mogę wkleić, dlaczego?
-
[IMG]http://www.dogomania.pl/forum/%5BURL=www.fotosik.pl%5D%5BIMG%5Dhttp://images22.fotosik.pl/126/2ad226fed34c4586.jpg%5B/IMG%5D%5B/URL%5D[/IMG] nie wiem czy mi się udało
-
Czyli lepiej jak na razie nie będzie sama wchodzić? A jak tak się cieszyłam, ze z tym właśnie nie mam problemu. To będę nosić. A schodów jest sporo, bo to drugie piętro. Słuch ma dobry, wzrok też, ale szczekać szczekała, bo mi sasiadka mówiła, ze nie tylko wtedy kiedy wracałam z pracy. Od czwartku praktycznie nie była sama w domu, więc nie wiem czy sie coś zmieniło, zobaczymy jutro. Moja sunia jest pełnoprawnym yoreczkiem z metryką. Ale wystawiać jej nie będę, bo nie mam na to warunków(kasa i praca).