-
Posts
2325 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by gosikf & dogs
-
[quote name='ewela119']No i jest :-) Jest od godziny a juz wylizal mnie po twarzay chyba z 10 razy :-D Teraz maltretuje swoja pilke. W ogole co za dziwni ludzie, przyjechaly do mnie we dwie, poprzednia i obecna wlascicielka bo okazuje sie ze przez pol roku nie zadbaly nawet o zmiane danych na chipie. Cos co mnie zbilo z tropu calkowicie to wielka poducha, kiedy zapytalam czy on na tym spi uslyszalam ze nie, rozladowuje swoj poped seksualny mowiac najdelikatniej :roll: Oczywiscie uslyszalam ze wykastrowany byc nie moze poki nie zaliczy chociazby jednej suczki co wydaje mi sie kompletna bzdura, jesli jestem w bledzie to uswiadomcie mnie. Poki co wlasnie wrocilam z poczty gdzie wyslalam formularz o zmiane wlasciciela na chipie. W sobote pojedziemy do weterynarze bo wlasnie musi miec coroczne szczepienie. Wieczorem wybierzemy sie na zakupy gdyz pies nie potrafi chodzic na smyczy, strasznie ciagnie wiec potrzebuje szelek, na zwyklej obrozy gotow sie wrecz udusic. Poki co idziemy na spacer :-) Piszcie mi kochani wszystko co powinnam wiedziec[/QUOTE] Oczywiście z tym zaliczaniem suczki to KOMPLETNA BZDURA, dobrze pieska wykastrować żeby uniknąć problemów z uciekaniem do suczek, niechcianych ciąż i właśnie żeby załagodzić ten jego popęd, który wyładowuje na poduszce... Czasami kastracja łagodzi charakter psa w przypadku dominantów ale nie jest to zasada. Polecam lekturę dobrej książki, która pomoże ci zrozumieć psa i zaplanować pracę z nim. Jest dużo mądrych pozycji, polecam np "Drugi koniec smyczy". Szukać można na allegro czy w jakiś księgarniach internetowych.
-
Ja jestem ostrożna w korzystaniu z rad nawet specjalistów, ale było podkreślane że bez zobaczenia psa nie mozna określić konkretnego działania. Ale jeśli chodzi o zobaczenie psa w akcji, to też sobie jakoś tego nie wyobrażam, bo ja unikam sytuacji konfrontacji, które zwykle równają się z gryzieniem do krwi. W każdym razie dla nas najlepsze jest właśnie unikanie niż przekierowywanie bo to wymaga wystąpienia ataku, ja wolę postępować tak aby minimalizować prawdopodobieństwo jego wystąpienia. Będziemy ćwiczyć pukanie i dzwonek póki co.
-
Gerta, no to jesteśmy zabokserzone :) Pozdrowienia dla faflunków. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie znajdę chętnego pomocnika na odczulanie Zeusa ;) Wolę żeby siedział, bo mieszkamy w dwupokojowym mieszkaniu i po poduszkę czy coś innego daleko by nie pobiegł ;) Ćwiczenia z miską dużo nam dają, pies potrafi utrzymać ze mną kontakt wzrokowy żeby dobrze zauważyć kiedy pozwolę mu jeść. Czasami czeka 10 sekund, czasami 30 sekund, a czasami kilka minut. I wcale nie rzuca się na jedzenie jak opętany, jest już do tego przyzwyczajony, a kontakt wzrokowy udaje nam się łapać na spacerach np gdy przechodzimy no nie obok ale gdy w jakiejś odległości idzie pies. Ja nie kładę na łapę przy warowaniu smaczków, bo jednak on łapy ma dalej jakby wrażliwe. Nie gryzie przy dotykaniu ale chyba odczuwa dyskomfort psychiczny, jest jakby niepewny. Za to cwiczymy trzymanie smaczków na kufie czy nosie i łapanie na znak i to wychodzi nam całkiem fajnie.
-
[quote name='strix']Pies sie z Tobą siłuje a Ty dajesz za wygraną. W takiej sytuacji nie dziwię się, że pies uważa, że wszystko mu wolno. Nie twierzę, że masz sie z nim siłować, ale powinnaś umieć go przechytrzyć tak, żeby jednak wyszło na Twoje. Póki co pies otrzymuje pozytywne wzmocnienie - agresja i siła fizyczna się opłaca. A zachowanie nagradzane będzie sie powtarzać. Co do spania w łóżku to to zalezy od psa. Nie można uogólniać w żadną stronę. Są psy, które nigdy nie będą tego odbierać jako przywileje należne najwazniejszemu członkowi stada, a są takie, dla których skojarzenie jest jednoznaczne. Zazwyczaj jeśli inne obszary relacji są bez zarzutu, niczego to nie zmienia (patrz przykład z seterem).[/QUOTE] Hmmm... W jaki sposób ja daję za wygraną? Że go odizolowuję od otoczenia to mu się opłaca? Nie zrozumiałam tego co napisałaś jakoś;) Nie będę psa dotykać w sytuacjach zagrażających że tak to nazwę, bo wiem ze rzuci się i będzie gryzł, a walka na śmierć i życie mi się nie marzy. Jakie to wzmocnienie jest o którym piszesz? Ugryzienie = odizolowanie w naszym przypadku, to wzmacnia jego agresję??? Zaproponuj mi proszę konkretne działanie, bo takie ogólne rady do niczego mnie nie doprowadzą... Jak powinnam umieć go przechytrzyć żeby wyszło na moje, co to może znaczyć bo nie mogę rozszyfrować? :roll:
-
Pies jest zbyt podekscytowany aby go ukierunkowywać, nie reaguje na inne rzeczy poza tą jedną którą chce osiągnąć, np dojście do drzwi gdy ktoś wchodzi. Nie mogę ryzykować zdrowia gości. Krótka smycz nie zdała by egzaminu, pies często reaguje szarpaniem smyczy, krótka smycz mogłaby skutkować tym, że zamiast niej szarpałby rękę. Klatkę mamy od kilku lat, pies zostaje w niej podczas naszej nieobecności bo niszczył mieszkanie doszczętnie. Traktuje ją jak swój azyl, bo tak ją wprowadzałam ale nie lubi w niej spać w nocy. Spróbuję go zamknąć na noc w klatce. Bokserka też będzie spała poza moim łóżkiem żeby było sprawiedliwie ;)
-
[quote name='gerta']Stix, teoria dominacji jest nieco niebezpieczna. Ludzie rozumieją ją jako narzucanie, w szczególności siłą, swoich zasad. Szacunek w oczach psa zdobywa się przez postawę, przewidywalność, asertywność. Trzeba być trochę, jak ... pies. A one nie zaczynają ustalania hierarchi od "walenia po głowie", tak jak robią to ludzie. Co do jednego się zgadzam - trzeba ustalić w domu obowiązujące zasady - czy pies może spać na łóżku, przebywać w kuchni, żebrać przy stole itp.. Trzeba też wprowadzić jedną, podstawową: w życiu psa nic nie jest za darmo. Spacer, jedzenie, głaskanie, nawet nasze spojrzenie powinno być dla psa nagrodą za dobre zachowanie. A żeby tak było, nie można psa bez przerwy głaskać, co chwila dokarmiać i pozwalać się ciągnąć na smyczy, albo zajmować się psem dopiero, gdy pogryzł nasze buty... Druga zasada ważna w życiu z psem, to szacunek dla jego potrzeb. Pies nam nie powie, że jest głodny, albo zmęczony, albo że się nudzi. To my, właściciele musimy wiedzieć, że on potrzebuje zjeść, pobiegać, popracować, pobawić się z nami, czy innymi psami, powęszyć itp. Po zaspokojeniu potrzeb psa i wprowadzeniu reguł, przestrzeganych konsekwentnie, 80% problemów z psami rozwiązuje się automatycznie...[/QUOTE] Właśnie, 80%, to nam chyba zostało te 20% nad którymi pracujemy. Psy to moja pasja, trafił mi się bokser po przejściach. Pies ma zapewniony ruch i pracę umysłową, której potrzebuje. Biega przy rowerze właśnie dla sportu. Na spacery wychodzi 3 razy dziennie, jeden w tym jest energetyczny. Poza tym między spacerami wychodzi 3 razy na siku bo ma porażony zwieracz. Dostaje dwa razy dziennie jeść, oczywiście za komendy. Wszystko co ćwiczymy wprowadzamy w życie codzienne. Pies potrafi siedzieć nad miską pełną żarcia kilka minut dopóki nie pozwolę mu zacząć jeść. Umie na polecenie wyjść z pomieszczenia, wejść do pomieszczenia itd. Niestety nie robi tego już np gdy ktoś puka do drzwi... Jest tak podekscytowany że właśnie wtedy obawiam się ataku z jego strony. Dodam, że ja się go spacjalnie nie boję, ale wiem że gdybym w jego amoku dotknęła go lub przepchnęła to ugryzłby. Dlatego wszystko robimy słowami bez dotyku. Kiedy ktoś puka łąpię go na smycz i zaprowadzam do klatki, zamykam i dopiero otwieram drzwi, wypuszczam go dopiero gdy przestanie ujadać, czyli po około 10 minutach, wtedy wybiega witać gościa, który na moją prośbę ignoruje go. Uspokaja się po kilku minutach. Sytuacje krytyczne w naszym przypadku to właśnie takie kiedy pies się ekscytuje lub robi coś czemu chcę zapobiec (tak jak było w przypadku zaganiania go do domu z klatki schodowej) i trzeba natychmiast go skądś zabrać, to są sytuacje rzadkie ale zdarzają się... Gdy się go wtedy dotknie- gryzie. Po ugryzieniu zawsze jest skruszony jakby myślał: " O nie, znów to zrobiłem". Zdarzyła się raz sytuacja, w której zaatakował moją mamę gdy podnosiła zabawkę dziecka z podłogi obok Zeusa, wtedy rzucił się i łapami uwiesił na ręce, mój brat zareagował i odciągnął go za skórę na co Zeus odpowiedział natychmiast mocnym ugryzieniem w dłoń. Został zaprowadzony do innego pomieszczenia na smyczy i przywiązany do szafki, bo jak już pisałam klamki sobie otwiera a pomieszczenia niszczy w odizolowaniu. To był rodzinny obiad, oczywiście wszyscy zasugerowali uśpienie... Nie wiem czy w tej sytuacji on odebrał nachylenie się blisko niego jako atak, czy raczej bronił tej zabawki ale pierwsza opcja wydaje mi się bardziej prawdopodobna w jego przypadku. Co do agresji lękowej to właśnie krótko po adopcji myślałam, że dotyczy Zeusa... Rzucał się na uniesioną rękę, pomyślałam że ktoś go bił a on atak uważa za najlepszą obronę. Po kolejnych atakach w innych sytuacjach przestałam trzymać się tej lękowej... Mimo że jest kastratem to typowy dominant, ale nie wydaje mi się żebym dawała mu powody do dowodzenia. Ja nawet lubię przewodzić i mieć wygodną sytuację z psami, ale może gdzieś robię błąd... Może to spanie na łóżku czy co? Schodzi z niego na komendę. Dodam, że mogę pozwolić sobie na takie rzeczy jak zaglądanie mu do mordy, podawanie tabletek, obcinanie pazurów, czesanie, kąpanie itd. Problem pojawia się gdy on coś chce osiągnąć np przywitać gościa, dojść do psa itd a ktoś chce go powstrzymać- wtedy wiadomo, będzie gryzł. Dochodzi jeszcze ta jego prywatność, gdy leży i ktoś nastąpi na łapę przypadkiem- też jest prawdopodobieństwo że ugryzie ale nie na 100%. Teraz jeszcze sytuacja z pijakiem- czyli ktoś kto nagle wyciąga ręce do niego na spacerze i w dodatku woni wódką... Po prostu staram się unikać tych sytuacji ale fajnie by było gdyby mi pies znieruchomiał gdy wchodzą do domu ludzie i czekał aż pozwolę mu się ruszyć :P :) On nierespektuje komend w sytuacjach w których on ma coś ważniejszego do osiągnięcia.
-
[quote name='LadyS']No i dodać można też zostawanie, ale wracanie do psa, tzn. nie zawsze przywoływać psa do siebie, tylko zostawiać, odchodzić i wracać - bo do sytuacji odchodzenia i wołania pies przywykł ;)[/QUOTE] Pod koniec filmiku wracam kiedy ma komendę zostań w siadzie. Ale prawda, że też to wymaga ćwiczeń :) A ta droga to ślepa uliczka, ruch znikomy ;)
-
[quote name='LadyS']Też tak uważam, nawet nagrałam taki filmik z próby pierwszej sesji szkoleniowej koty rodziców :diabloti: Znam też hodowczynię, której koty nie tylko wykonują komendy, ale tez targetują nosem i łapą :lol:[/QUOTE] Też znałam kota, który potrafił aportować lub przynosić wskazany przedmiot. Jeżeli chodzi o naszą hierarchię to wydaje mi się że Zeus nie chce oddać pozycji lidera mimo moich przywódczych zachowań. Ja pierwsza jem śniadanie, on dostaje za komendę... Ale mamy duży problem ze spaniem, potrafi zejść na komendę, jednak wraca gdy zasnę. Jeśli zamknę go w innym pomieszczeniu to otworzy klamkę wejdzie i zakradnie się do łóżka, jeśli zamknę drzwi od sypialni na klucz- wydrapie dziurę w drzwiach, jeśli przywiążę go- będzie szczekał... Macie jakiś pomysł? :) W każdym razie nasze cwiczenia wyglądają zwykle tak: [URL]http://www.youtube.com/watch?v=eVqWptv6wog&feature=youtu.be[/URL] Może macie pomysł o co je wzbogacić, wiem ze muszę trenować chodzenie przy nodze... Mam nadzieję, że nie zjedziecie mnie zaraz bardzo za wszystkie potknięcia ;)
-
Mogę zrobić allegro dla Gostka, chyba, że uważacie że inny pies potrzebuje bardziej. Nie jestem specem od aukcji ale zawsze ten tekst i zdjecie wstawić potrafię ;) Tylko jaki mam podawać kontakt? Oczywiście mam pisać, że warunkiem adopcji jest podpisanie umowy i wizyta przed adopcyjna? Oraz że zastrzega się prawo wyboru właściciela to wiadomka. edit: kontakt juz widzę
-
[quote name='LadyS']Ja to właśnie zrozumiałam inaczej - pies przechodził obok, czyli nie był w bezpośredniej interakcji z dzieckiem. A dziecko mogło sobie i paczkę biszkoptów do neigo wyciągać, co nie zmienia faktu, że pies nie powinien był ich brać - przynajmniej ja tak uważam. O agresji dla mnie świadczy dobitnie fakt, że pies gryzie własnych opiekunów.[/QUOTE] Co do agresji nie ma wątpliwości, a sytuacja z dzieckiem faktycznie wyglądała tak, że nie było między nimi bezpośredniej interakcji, pies przechodził obok łóżeczka, z którego dziecko nagle wyciągnęło rękę z biszkoptem a pies usiłując go zabrać szybko chwycił. Byłam obok i zareagowałam krzycząc PUŚĆ, pies puścił i odszedł. Oczywiście obawiam się, że móglby dziecko ugryźć dotkliwiej gdyby był z nim sam, a dziecko nie puściłoby biszkopta. Ja naprawdę wiem, że mam agresywnego psa, jednak muszę z nim jakoś żyć i pracować. Myślę, że gdyby był to w pełni mój pies od szczeniaka byłby super psem i spełniałby się w agility. Jest pojętny, aktywny i inteligentny do tego zwinny... Niestety w psychice coś nie tak.
-
[quote name='evel']I gryzie Cię własny pies. Sorry, ale dla mnie certyfikaty nie mają żadnej wartości, jeśli nie potrafisz zapanować nad własnym psem :)[/QUOTE] Zgadza się, ugryzł mnie kilkakrotnie. Jest to pies adoptowany przeze mnie ze schroniska, z przeszłością. Zapisałam się na kurs aby wzbogacić swoją wiedzę o psach, było tam trochę o agresji jednak to nie były studia z zoopsychologii. Myślałam, że to pomoże mi w pracy z Zeusem, trochę pomogło jednak nie całkiem jak widać...Pies po adopcji reagował agresją nawet w przypadku gwałtownych ruchów, nie do niego tylko w ogóle. To udało się opanować, jest jednak w nim to coś, co sprawia, że w sytuacjach które on uzna za jakieś zagrażające mu lub wymuszające wobec niego potrafi rzucić się. Właśnie dlatego tu piszę, bo mam problem, nie jestem przecież Bogiem... Z powodzeniem radzę sobie z innymi psami. Chyba faktycznie zbyt mało z nim ćwiczę, postaram się więcej, moze to przyniesie jakieś efekty. Wiem, że daleko nam do perfekcji w posłuszeństwie...
-
[quote name='Amber']Na niektóre psy kolce działają zdecydowanie lepiej niż halti. Ja się właśnie z haltera przerzuciłam na kolce i różnica jest ogromna. Jari halter miał w poważaniu, poza tym halterem dać korektę można, ale nie wiem co lepsze, krótki strzał kolcami czy halterem, który może uszkodzić szyję. W każdym razie dla mojego psa sygnał kolców był dużo bardziej czytelny niż haltera, którego mam wrażenie nie rozumiał za bardzo. Ja też nie jestem fanką kolców, ale nie uważam, żeby było to rozwiązanie gorsze niż halter. Może twoje porażki biorą się właśnie ze zbyt miękkiego podejścia do psa? Nie da się każdego osobnika wytrenować tylko za pomocą smaczków i piłki. Niektórym, pewnym siebie, dominującym psom potrzebna jest twardsza ręka. Mój pies jest typem siłacza i trzeba go czasem sprowadzić na ziemię czy to korektą kolcami czy bardziej stanowczym słowem. Prawda jest taka, że są osoby które się po prostu nie nadają na przewodnika psa z określonym typem charakteru. Moją matkę np. Jari ustawia sobie jak chce. Nie wiem czy by się jej postawił, bo do domowników jest akurat aniołkiem, tylko pytanie ile w tym mojej zasługi? Nie wydaje mi się... Te ekscesy biorą się raczej przez takich ludzi jak ty... Bo to twój pies pogryzł dziecko, nie moje jamnice. Jariego np. z małym dzieckiem nie zostawiłabym samego nigdy w życiu. To jest zbyt reaktywny charakter. Od ugryzienia do zagryzienia jest długa droga. Z tym, że małe dziecko może umrzeć już od pojedynczego, nieszczęśliwego chapnięcia. Ja bym z psem i to ostro wzięła się za ćwiczenie posłuszeństwa. Piszesz, że pies coś tam umie, ale tylko w spokoju - w rozproszeniu już nie. W tym cała sprawa, żeby to zrównać ze sobą. Ile czasu dziennie przeznaczasz na tresurę? I gdzie ją odbywasz?[/QUOTE] Hmmm, każdy pies, który ma zęby może ugryźć. Nawet jeśli całe życie nie gryzł nagle może ugryźć. Tutaj nic mnie nie przekona, że jest inaczej. Nigdy nie zostawiłam dziecka z psem, sytuacja w której ugryzł dziecko byłą następująca: pies przechodził a dziecko wyciągnęło w tym momencie rękę z biszkoptem w kierunku psa a pies złapał je za rękę z biszkoptem. Potrafię być stanowcza, pies współpracuje ze mną. Postaram się wkleić filmik na dniach z naszych codziennych ćwiczeń. Niestety nie ma chętnych na bycie przewodnikiem Zeusa, oprócz agresji ma kilka schorzeń zdrowotnych i ma 8 lat, jest psem nieadopcyjnym dlatego nie rozważałabym tego czy nadaję się na jego przewodnika czy nie... Ćwiczymy na dworze, na trawie i na chodniku idąc np siad przed pasami, "uwaga" czyli kiedy jakiś pies się zbliża wskazuję na swoją twarz i utrzymujemy kontakt wzrokowy. Komendy ćwiczymy również w domu w określonych sytuacjach: siad przed jedzeniem, odejdź, wyjdź, chodź itp. Ćwiczymy dwa, trzy razy w tygodniu. Niestety mimo że chciałabym poświęcić mu więcej czasu to mam też inne obowiązki. Oprócz tego biega przy rowerze raz lub dwa razy w tygodniu po godzince.
-
[quote name='Amber']Nieprawda... Jestem na 99% procent pewna, że żadna z moich jamnic nie odpowiedziałaby atakiem na atak, dlatego w kagańcach nie chodzą. Nie chodzi poza tym tylko o atak od tyłu, ale w ogóle. Pies może podlecieć z każdej strony. Piszesz poza tym, że twój pies sam prowokował i pogryzł 2 psy - jak to się stało? A co to za różnica czy pijak czy nie pijak? O ile nie skakał do ciebie z łapami, pies nie ma prawa gryźć. A gdyby to nie był pijak tylko ktoś chory umysłowo? Od takich sytuacji jest właśnie kaganiec. Halti działa na innej zasadzie niż kaganiec, więc moim zdaniem na próżno jest oswajać z nim psa taką metodą. Kaganiec jest na psyku martwy, zakłada się i tyle. Natomiast halti skręca głowę psa za każdym pociągnięciem. To tak jakbyś chciała pozytywnie skojarzyć kolczatkę. Tym bardziej, że niektóre psy w silnym przypływie emocji lubią się odwinąć i do właściciela.[/QUOTE] Widzisz, zawsze zostaje ten 1 % niepewności. Stąd właśnie biorą się medialne afery typu "Mój łagodny pies zagryzł moje dziecko... To niemożliwe, zawsze był taki kochany" W każdym razie doszłam już do tego że pies będzie chodził tylko w kagańcu na spacerach, mam nadzieję że nie ma już potrzeby wracania do tego tematu. Moja obecność tutaj służy temu aby dowiedzieć się jak z psem agresywnym pracować, nie chcę już rozmawiać o kagańcu. Co do pozytywnego skojarzenia z halti, to pies przyzwyczajał się do jego obecności na głowie i tylko w sytuacjach awaryjnych doświadczył jego działania, kiedy rzucał się w stronę psa. Mimo że ktoś może być temu przeciwny to... w końcu ten pies jest agresywny i to jest właśnie jeden ze sposobów zapanowania nad nim aby nie dopuścić do jakiejś przykrej sytuacji. Kolczatki w życiu nie założyłabym psu, bo halti może jest nieprzyjemne dla psa, ale kolczatka sprawia ból, zresztą nawet nigdy o niej nie myślałam, jestem przeciwniczką.
-
[quote name='PaulinaBemol']co do kagańca to absolutna prawda że nie powinnaś bez niego w ogóle wychodzić. Bo halti to nie kaganiec a dodatkowo tu następuje przepiecie na halti czyli jak cos nagle podbiegnie nie masz szans zareagować[/QUOTE] Wydaje mi się, że nawet nieagresywny pies na atak z zaskoczenia może zareagować ugryzieniem, a przecież mnóstwo psów chodzi bez kagańca. Każdy pies zaatakowany od tyłu nie ważne czy przez psa czy dziecko może odebrać to właśnie jak atak i sam zaatakować. Uważam że mam psa pod kontrolą, nie ugryzł nikogo na spacerze oprócz pijaka który śmierdział i machał rękami mu przed mordą. W każdym razie kaganiec jest już w drodze, zmierzyłąm mu kufę i będzie miał w nim miejsce na otworzenie paszczy. Co do halti, to używam go zapobiegawczo, on nie kojarzy źle dzieci ani psów, nigdy nie rzuca się w stronę ludzi, przechodzi obok nich zupełnie spokojnie, w stronę psów ciągnie. Halti wprowadzaliśmy z użyciem smakołyków i wypracowaniem pozytywnych skojarzeń, np halti= piłka, halti= smakołyk.
-
[quote name='evel']Masz na myśli halti? Ja tam jestem ogólnie średnio nastawiona do tego wynalazku, gros psów uważa je za ciągły bodziec karcący, gdyż halti obejmuje kufę psa w dość nieprzyjemny sposób. Mam nadzieję, że "kaganiec zabudowany" to nie taki: [URL]http://www.mixzoo.pl/allegro/obroze/szelki/kaganiec_bojowy.jpg[/URL] bo jeśli kochasz swojego psa, to chyba nie chcesz, żeby się udusił w cieplejszy dzień z powodu braku możliwości dyszenia. Najlepsze są kagańce fizjologiczne, ewentualnie plastikowe o odpowiednio dużym koszu, żeby pies mógł otworzyć paszczę i ziajać, ale przy tym nie mógł nikogo capnąć.[/QUOTE] Mam wrażenie, że uważasz mnie za kompletnego laika w dziedzinie wiedzy o psie... Jestem certyfikowanym Opiekunem, psy mam w domu od 20 lat, miałam jamnika, boksera, obecnie dwa boksery i kundelka. Moja siostra ma hodowlę shar pei ( już tłumaczę, że zarejestrowaną, ma sukę i psa, których nie rozmnaża między sobą ponieważ to matka i syn, suka miała raz młode, psy mieszkają w domu a nie w oborze- to tak na wszelki wypadek żeby nie musieć już odpowiadać w przyszłości na głupie pytania). Oprócz tego siedzę na tym forum dość długo, byłam zaangażowana w różnego typu akcje związane z ratowaniem zwierząt, udzielałam się też we wrocławskim schronisku. Mam nadzieję, że teraz będziesz ze mną rozmawiać troszkę inaczej, bo szczerze to poczułam się jak głupia... Gwoli wyjaśnienia kaganiec kupiłam taki: [URL]http://allegro.pl/kaganiec-skorzany-rozm-b3-bokser-itp-i2373336693.html[/URL] A co do halti, to my musimy mieć go w naszym asortymencie bo po pierwsze umożliwia swobodne oddychanie psa, a można go mieć w zastępstwie za kaganiec w miejscach publicznych, poza tym w przypadku Zeusa zdaje egzamin w sytuacjach kiedy np jesteśmy zmuszeni przejść obok grupy dzieci lub psa. Gdy widzę z daleka psa lub dzieci, to daję psu komendę siad, przepinam smycz z obroży na halti i idziemy, po minięciu obiektu znów komenda siad i przepinam smycz z halti na obrożę. Myślę, że ten sposób stosowania jest najrozsądniejszy.
-
Ja jestem wierna Brit L, 109zł za 15kg i zadowalający skład. Karmiłąm Acaną, Eukanubą, Royalem, Hillsem i innymi któych już nie pamiętam. Brit podsumowując wszystkie za i przeciw pasuje nam najbardziej, ta nowa seria w dodatku ma fajnie dopasowane granulki do wielkości psa. Moja siostra która ma hodowlę shar pei karmi teraz boschem i jest zadowolona. Wcześniej próbowała też Arion Premium ale z jakiegoś powodu zmieniła karmę choć to chyba nie było związane z jej jakością tylko z klubem hodowców.
-
Skontaktowałam się również z odpowiednimi osobami we Wrocławiu, ale wiem że na dogo można spotkać dobrych specjalistów lub ludzi doświadczonych przez życie. Dlaczego więc nie napisać również tutaj. A w odpowiedzi na to, co jeszcze robię z psem, to Zeus biega przy rowerze i ćwiczymy komendy dwa razy w tygodniu i codziennie w domu. Spacery staram się urozmaicać, chodzimy po łąkach, do lasu(na smyczy), na działkę, do parku, nad Odrę itd. Pies ma 8 lat ale jest nadaktywny.
-
Pies chodzi w uździe, która w razie czego pomaga szybko odwrócić głowę psa. Oprócz tego ma podpiętą obrożę lub szelki żeby nie chodził w tej uździe non stop. Zamówiłam właśnie kaganiec skórzany zabudowany. Pies nie rzuca się na przechodniów którzy przechodzą lub coś nawet mówią do niego, choć reaguje zbyt entuzjastycznie na zaczepki lub szarpie swoją smycz. Facet, którego ugryzł był po pierwsze pijany, po drugie wyciągnął ręce z zaskoczenia do psów gdy szłam chodnikiem. Pies zna komendy siad, leżeć, zdechł pies, daj łapę, daj drugą łapę, do mnie(niestety tylko wtedy gdy nie ma rozpraszających go czynników), obrót, poproś, do góry(siad na tyłku z łapami do góry), slalom między nogami, hop(przednie łapy na moje przedramię), nie rusz(trzymanie smakołyka na głowie lub pysku), łap(łapanie smakołyka podrzuconego z pyska), przybij piątkę. Lubię pracować z psami, pracując używam smakołyków i piłki na sznurku, nie biję psa, nie krzyczę. Czasami używam podniesionego tonu ale jako upomnienia gdy np chce zabrać coś ze stołu, mówię wtedy głośno i szybko NO! lub HEJ! Ugryzł dziecko mojej siostry, na szczęście nie do krwi. Też miałam różne myśli o tym jak ta nasza egzystencja wygląda i co z nim zrobić ale na razie postanowiłam pracować nad nim... Tylko jeszcze nie wiem jak?
-
Witam, trochę osób już może kojarzyć mnie i mojego Zeusa, ale teraz mamy jakieś załamanie... W każdym razie jest to pies adoptowany w 2007 roku, który kilka tygodni po adopcji zaczął przejawiać agresję w sytuacjach takich jak gwałtowne ruchy ludzi, odganianie go z jakiegoś miejsca, zbliżanie się do niego gdy leży, próba wymuszenia czegoś od niego (np kiedy chłopak próbował go zagonić do mieszkania wskazując na drzwi i zagradzając mu drogę gdy wybiegł na klatkę schodową rzucił się na niego i dwukrotnie ugryzł w dłonie). Ja już kilka razy w ciągu kilku lat padłam jego ofiarą mimo, że całe życie podporządkowuję do niego i unikam sytuacji konfrontacji... W każdym razie pies chodził na szkolenie, na którym rzucił się na konia i niestety przestaliśmy tam jeździć. Ćwiczyliśmy jednak razem na spacerach i był obiektem zainteresowania przechodniów, tak ładnie wyglądała nasza współpraca. Niestety problem agresji nie znikał... W ciągu ostatnich kilku miesięcy rzucił się na mnie gdy kazałam mu odejść w inne miejsce bo wymagała tego sytuacja, raz na chłopaka o czym pisałam wcześniej, raz na moją mamę i na brata gdy ratował mamę, raz ugryzł małe dziecko próbując mu wykraść biszkopta(na szczęście lekko) i raz pijaka na spacerze woniącego wódą, który chciał sobie pogłaskać moje psy z zaskoczenia. W każdym z tych przypadków gryzł po dłoniach lub przedramieniu, zwykle rany były po kłach, wbicia do krwi ale bez szycia.Zeus akceptuje moje pozostałe psy- dwie suki, na inne zwykle rzuca się z zamiarem wytarmoszenia, dwa razy pogryzł obce psy na spacerze, nigdy jednak nie gryzł tych psów do krwi choć sam oberwał mocniej(ale on zaczynał). Miał jeszcze trzy znajome suki z którymi potrafił się bawić, ale niestety wyprowadziłam się i kontakt się urwał. Poza tym, że pies jest agresywny to ma też lęki separacyjne, niszczy wszystko co się da i ujada, zostaje w klatce i dostaje coś do żucia. Udało mi się wypracować około 3-4 godzin ciszy. Poza tym ma porażony pęcherz i wychodzi pomiędzy trzema spacerami 3 razy "na siku"(zna tą komendę). Poza tym cierpi też na refluks i przy delikatnym przejedzeniu potrafi kilka godzin łykać powietrze i zżerać koce i inne rzeczy z materiału. Nigdy jeszcze na szczęście nie skończyło się interwencją chirurgiczną... Dodam, że nie pastwię się nad nim, nie używam agresji wobec niego, przeszłam szkolenie na Profesjonalnego Opiekuna Zwierząt na któym dużo było o agresji bo to pasja prowadzącego, ale przyznam że żyje mi się z tym coraz trudniej. Czy ktoś z was miał doczynienia z agresywnym psem, którego udało się "naprawić" i zupełnie agresję wyeliminować? Nie wiem czy mam o co walczyć...
-
powyższe pytanie zadane dość dawno, ale przyłączę się, ja dopiero nauczyłam nadaktywnego boksera biec obok roweru i nie rzucać się przy tym na koła, nie wkładać łap między szprychy itd.
-
Zmierzam do tego, że skoro dzieci są po to żeby płakać, i sam/a to napisałaś/eś, to czemu zaprzeczasz temu, że psy są do szczekania??? Po prostu przepisy swoje, a życie swoje. Psy szczekają i będą, dzieci będą płakać, ludzie będą robić imprezy i remonty. Życie w społeczeństwie wymaga od nas akceptacji takich rzeczy. Już widzę jak sąsiedzi wywożą gdzieś swoje maleństwo żeby czasem nie zaczęło płakać, bo ja potrzebuję ciszy w takich a takich godzinach. Albo jak przenoszą dziecko do salonu z aneksem kuchennym, a sami przenoszą się do różowego pokoiku dziecięcego, który przygotowywali na nadejście dziecka przez pół roku. A jeśli chodzi o oddawanie psa komuś kto ma dom, to twoja propozycja. Ja napisałam to ironicznie, bo oczywiste jest że psa nikomu nie oddam, z powodu sporadycznego szczekania. Owszem, znam sposoby na lęk separacyjny, niektóre działają, inne nie. Można ograniczać samotność psa stając na głowie i zapewniać mu opiekę podczas nieobecności- tak robię ja. A dziecko? Płacze nawet jak nie jest samo. Nie dajmy się zwariować, nie będę gryźć paznokci jak mi pies radośnie w domu poszczeka 3 minuty w zabawie. Ja mam psy, ktoś ma dzieci, a ktoś robi remont.
-
[quote name='keksik']ale jeśli się okaże, że szczeka (nie musi to być kilkugodzinne szczekanie, wystarczy, że reaguje na każdy hałas za ścianą, czy drzwiami), to jako mieszkaniec bloku współdzielący przestrzeń mieszkalną z przynajmniej kilkoma osobami, powinniśmy uszanować prawo innych do ciszy i spokoju.[/QUOTE] i oczywiście uśpić psa albo zawiązać mu mordę, albo oddać komuś kto ma dom na odludziu- psa który ma 0% szans na adopcję z uwagi na problemy psychiczne i fizyczne... Tylko, że on też żyje. Widzę, że jesteś biagła/ły w przepisach, to zapytam. Czy jeśli dziecko w mieszkaniu obok płacze w ciągu dnia po kilka razy i jest to dla mnie dokuczliwe i wpływa na mój stan psychiczny gdy np uczę się na egzamin lub śpię, to mam prawo wezwać policję i ona musi przyjąć zgłoszenie?
-
My testujemy już od kilku tygodni nowego brita Adult L. Boksery są zadowolone, zawsze chętnie zjadają(ale nie należą też do bardzo wybrednych). Sierść ładna dosyć (ale dodajemy oleju z łososia firmy brit), mają odpowiednio dużo energii, rzadziej zdarzają się problemy trawienne mojemu bokserowi cierpiącemu na refluks. Ogólnie karma godna polecenia jak na tą cenę. Lubimy Brita i chwalimy go sobie, choć testowaliśmy Eukanubę, Royala, długo karmiłam psy Acaną, próbowalismy pro plana i hill'sa. Brit jest ok, a w dodatku nie obciąża bardzo finansowo.