Jump to content
Dogomania

aaanna

Members
  • Posts

    41
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by aaanna

  1. Nie ma nic złego w wykorzystywaniu klatki do nauki pozostawiania psa same go w domu, wszystko jedno czy szczeniaka, czy dorosłego ale zamykanie go w klatce na 8 , 9 godzin dziennie to już barbarzyństwo.(można to zrobić na maksimum 3 godziny). Wychowałam kilka psów od szczeniaka, teraz mam znajdę z ulicy i żaden nie był zamykany na cały dzień w klatce, mimo że pracuję na cały etat. Biorąc szczeniaka , brałam również urlop aby stopniowi go przyzwyczaić do zostawania. Pies był zamykany w dużej , widnej kuchni z zabawkami i gryzakami a jak nauczył się siusiać w jednym miejscu to miał do dyspozycji kuchnię i przedpokój. A jak dorósł i minęła mu faza niszczycielska miał do dyspozycji całe mieszkanie z loggią(tak ma mój obecny pies). Dzięki temu może się swobodnie poruszać. Nie wyobrażam sobie zamknięcia psa na cały dzień w klatce. Zwyczajnie podpada to pod znęcanie się. Rozumiem, że są psy demolanty, niszczące przez całe życie, ktore nigdy nie zostaną spokojnie w domu. Ale powiem szczerze, że taki pies nie nadaje się do domu, gdzie wszyscy pracują i lepiej mu poszukać innego domu(np. z ogrodem) niż zamykać całe życie w klatce.
  2. Szyt głupoty i braku odpowiedzialności to najłagodniejsze określenie, jakiego mogę użyć. Jak można puszczać takiego psa bez smyczy i kagańca.Powiem tylko jedno: wiem po co noszę gaz w kieszeni i gdyby to spotkało mojego psa, bydlę by już nie żyło.
  3. Przeczytałam prawie cały watek i muszę powiedzieć , że niektórzy mają tu bardzo wysokie wymagania co do osób adoptujących psy. Najlepiej,żeby taka osoba nie pracowała, miała bardzo dużo wolnego czasu i oczywiście pieniędzy(tylko skąd skoro nie pracuje) i oczywiście cały ten wolny czas poświęciła wyłącznie psu. No w takim razie życzę powodzenia w znajdowaniu takich osób dla tak dużej ilości bezdomnych psów. A tak na marginesie, pracuję 8 h , mam psa znajdę i nie uważam aby był nieszczęsliwy mając 2 długie spacery rano i po południu połaczone z zabawą i szkoleniem a wciągu dnia całe mieszkanie ,z możliwością wyglądania przez balkon ,do dyspozycji.
  4. Jeśli macie na uwadze dobro jamnika, to nie wydawajcie tym ludziom do adopcji pitbulla. To psy o wzmożonym progu agresji w stosunku do przedstawicieli swojego gatunku, a tu by były w dodatku dwie suki. Jesli dojdzie do jakiegokolwiek konfliktu, ci ludzie nie zdążą nawet palcem kiwnąć a już będzie po jamniku. Swoją drogą to kompletny brak odpowiedzialności. Ja mam psa trochę większego od jamnika (powiedzmy wielkości pitbulla) a nigdy nie zdecydowałabym się narazić jego życia przez wzięcie do domu psa tej rasy i tej samej płci, w dodatku o nieznanej przeszłości i pochodzeniu. W starciu z pitbullem nie miałby na pewno żadnych szans a do konfliktu może dojść z byle powodu. Te psy można oddać do adopcji tam, gdzie nie ma innych zwierząt albo jest możliwośc pełnej izolacji.
  5. Anika. Znajdź dobrą książkę o beaglach i poczytaj o tej rasie. Beagle to nie owczarek niemiecki i nie wyszkoli się go na bezwzględnie posłuszeństwo. Ta rasa ma inne potrzeby i wymagania i nigdy nie będzie okazywać więzi z człowiekiem tak jak to robi na przykład owczarek. Jest to pies gończy wyhodowany do w miarę samodzielnej pracy i jego chęć do ścisłej współpracy z człowiekiem jest na pewno mniejsza, natomiast wykazuje większą samodzielność i "własne zdanie". Dlatego trzeba wiedzieć jak postępować z tym psem (tak jak nadmieniłam-dobra publikacja na temat rasy,jej potrzeb i postępowania przy wychowaniu). Powodzenia.
  6. Witam. Też się dołączam do osób samotnie zajmujących się psem. Psy miałam od zawsze, z tym że jeszcze parę lat temu nie mieszkałam sama, więc było mi dużo łatwiej, choć pracowałam na cały etat. Gdy odchodził mój ostatni pies już mieszkałam sama i poważnie zaczęłam się zastanawiać, czy brać następnego psa, czy podołam obowiązkom, pracując po osiem godzin dziennie. Raczej byłam zdecydowana tego nie robić, choć z drugiej strony nie wyobrażałam sobie życia bez psa. I tak przypadkiem trafłam na znajdę z ulicy bardzo skrzywdzoną przez ludzi. Nie mogłam jej nie przygarnąć. Muszę powiedzieć, że na początku był horror, pies miał paskudne nawyki,trudno było do niego dotrzeć i złapać kontakt psychiczny a na dodatek miał ogromny temperament, co przy pracy na cały etat stwarzało trochę trudności w porządnym wybieganiu go. Mieszkam co prawda w bloku w Warszawie ale na szczęście w okolicy, gdzie są piękne tereny spacerowe.Koniec końców włożyłam w psiaka ogrom pracy (o wiele więcej niż w psy wychowywane od szczenięcia- a tylko takie miałam przedtem) ale opłaciło się. Dziś mogę powiedzieć, że mam psa idealnego i ogromną satysfakcję. I jakoś daję sobie radę, choć jest ciężko(tym bardziej,że nie jestem zdrowa). Praktycznie wszystko jest podporządkowane psu. Wstawanie skoro świt na długi spacer przed pracą, pędzenie galopem po pracy i znowu długi spacer z zabawą i szkoleniem. Ograniczone własne rozrywki, no bo w weekendy mojej ukochanej suni należą się megaspacery z megaatrakcjami, za to ,że była taka wspaniała w ciągu tygodnia. Wszelkie wyjazdy na wakacje oczywiście tylko tam, gdzie mogę zabrać psa.Ale nie żałuję ani chwili swojej decyzji i nie wyobrażam już sobie życia bez mojego psa. Wszystkim singlom życzę wszelkiej pomyślności i wytrwałości w dążeniu do celu w nadchodzącym Nowym Roku.
  7. Nie miałam potrzeby leczenia moich pozostałych psów z lęku przed samotnością, ponieważ wszystkie były psami pewnymi siebie, zrównoważonymi a takie na lęk separacyjny nie cierpią. I myślę, że dalsza dyskusja jest bezprzedmiotowa. Trzeba najpierw trafić na psa z psychozą lękową a potem zabierać głos. Co do suni z tego wątku to myślę, że najlepszym rozwiązaniem będzie poszukać jej domu , gdzie większą część dnia ktoś jest obecny. Pies o takiej konstrukcji psychicznej nie nadaje się dla osób pracujących i bardzo męczy się psychicznie pozostając przez wiele godzin sam w domu (może w końcu dojść nawet do samookaleczeń). Lepiej więc póki jeszcze czas ,na spokojnie poszukać odpowiednich dla niego warunków.
  8. LeCoyotte ! Naprawdę to nie był mój pierwszy pies i trochę mam doświadczenia w układaniu i wychowywaniu psów. Jakoś ani przedtem ani potem nie miałam najmniejszych tego typu problemów. Jeśli pies cierpi na psychozę lękową (a jest to z reguły wrodzone) to konia z rzędem temu ,kto spowoduje, że nie będzie bał się samotności. A jak nie wierzysz to poczytaj sobie na ten temat.
  9. Witam. Powiem szczerze,że w przypadku psa,ktory cierpi na silny lęk separacyjny przedstawione tu metody niewiele pomogą(zabawki,gryzaki.zamykanie na ograniczonej przestrzeni) . Taki pies po prostu czuje sie bezpiecznie tylko w towarzystwie innego członka stada i takiego towarzystwa stale potrzebuje. Wiem coś o tym , bo sama przez wiele lat miałam takiego psa. Od malutkiego szczeniaka nie można go było przyzwyczaić do pozostawania samemu żadnymi metodami (wycie,szczekanie niemal non stop i to takie,że słychać go było na drugim końcu osiedla oraz demolowanie chałupy - było to spowodowane potwornym lękiem przed samotnością- po prostu pies należał do osobników bardzo wrażliwych,wymagających stałej podpory drugiego osobnika dla poczucia bezpieczeństwa). Ponieważ pracować musiałam, miałam do wyboru albo psa oddać albo sprawić mu towarzystwo. Wybrałam to drugie i wzięłam drugiego psa. No i problemy skończyły się jak ręką odjął (pies przestał wyć,trchę co prawda jeszcze niszczył ale w granicach normalnych dla szczeniaka a jak wyrósł to przestał). I tak przeżyły ze mną kilkanaście lat. Niestety ten drugi pies odszedł pierwszy i problem zaczął się od nowa.Pies już był bardzo stary a potrafił wyć przez wiele godzin i niszczyć. Nie mogłam wziąć kolejnego psa, ponieważ nie tolerował wogóle innych psów (poza swoim, którego odejście bardzo przeżył). I tak męczyliśmy się obydwoje jeszcze dwa lata aż do jego odejścia ale nic nie można było na to poradzić. W przypadku takich psów pomaga tylko zapewnienie im towarzystwa innego członka stada.
  10. Witam. Bardzo ci współczuję ale jeśli dziecko ma tak silną alergię jak piszesz, to nie ma co czekać i trzeba pieska jak najszybciej oddać, bo istnieje niebezpieczeństwo nawet rozwoju astmy a wtedy będzie za późno na żale. Dobro dziecka przede wszystkim. Najlepiej dajcie ogłoszenie np. do Wyborczej i wystawcie go na Allegro. Piesek jest śliczny i na pewno szybko znajdzie dobry dom (trzeba tylko jak najlepiej prześwietlić nowych właścicieli, jak najwięcej pytań i propozycja utrzymywania przynajmniej przez jakiś czas kontaktu). Uczciwy przyszły właściciel na pewno tego nie odmówi. Ja mam już psiaka i wszyscy moi znajomi też, bo pewnie bym się skusiła. Życzę wszystkiego najlepszego i głowa do góry.
  11. Witam. W pełni popieram Arkę i wszystkich myślących podobnie. A przy okazji mam pytanie: czy właściciele suki mając tak dobre serce, że nie zdecydowali się na uśpienie ślepego miotu przyjęli pełną odpowiedzialność za odchowane szczenięta i będą utrzymywać stały kontakt z ich nabywcami i czy zaproponowali tymże nabywcom, że jeśli piesek się znudzi i będą go chcieli się pozbyć (oddać do schronu lub co gorsza wyrzucić) to mogą go zwrócić do nich a oni poszukają nowego domku???. Niestety w innym przypadku nigdy nie będzie pewności czy pieski trafiły do odpowiedzialnych domów i nie znajdą się po jakimś czasie na ulicy. Jak się już ma takie dobre serce , odpowiedzialność za niepożądany miot trzeba podejmować do końca.
  12. Witam. Prześledziłam cały wątek i muszę powiedzieć, że dziwię się bardzo, że szczeniaki nie zostały w porę odwiezione do schroniska. Przecież wcale nie musiałyby zostać odwiezione do najbliższego schroniska mordowni. Kto sprawdzi drodzy Dogomaniacy, gdzie tak naprawdę znaleźliście psa.Zawsze można skłamać, że psa znalazło się w miejscu, które podlega temu a nie innemu schronisku i naprawdę nikt nie udowodni,że było inaczej. Wszyscy wiemy,że są schroniska lepsze i gorsze i , że w tych lepszych szczeniaki miałyby szansę, której nie miały żyjąc w jakiejś norze. Ja sama, jeśli znajdę psa 100 km od Warszawy, wiozę go na Paluch i mówię, że znalazłam go np. w miejskim parku. Niestety nie mogę dać domu tymczasowego żadnemu psu (mam jedną znajdę z ulicy i przy pracy na cały etat i mieszkaniu w pojedynkę z ledwością starcza mi czasu dla tego jednego psa). Dlatego uważam, że w sytuacji, gdy nie jesteśmy w stanie zapewnić bezdomnemu psiakowi tymczasowej opieki, to odwiezienie do schroniska jest lepszym wyjściem niż pozostawienie go na ulicy. Ponadto uważam, że jeśli znaleziony miot jeszcze nie otworzył oczu, to należy go uśpić a nie skazywać na poniewierkę i konanie w męczarniach. Parę lat temu u mojej ciotki na wsi oszceniła się w norze na polu bezdomna suka. Ciotka do czasu mojego przyjazdu dokarmiała psiaka ale nie wiedziała co może dalej zrobić. Jak przyjechałam wyciągnełyśmy szczeniaki . Okazało się, że jeszcze nie widzą. Zawiozłam cały miot do miasta do weterynarza i uśpiłam a sukę przygarnęła ciotka, pomimo, że miała już psa (też przygarniętego wcześniej). Myślicie, że nie było mi przykro. Ale jaki los czekałby te psy . Szła zima, nikt we wsi psa nie chciał, więc najprawdopodobniej skonałyby w męczarniach z głodu i wyziębienia. Niestety czasami rozum powinien brać górę na d emocjami.
  13. Marie. Jeśli myślisz,że jest mi łatwo to się grubo mylisz. Nie raz i nie dwa też muszę zostać po godzinach a mieszkam sama,więcnie ma mnie kto zastąpić . Muszę sobie jednak jakoś radzić. W życiu niestety nicnie przychodzi łatwo i prosto. Ale oczywiście jeśli ktoś nie czuje się na siłach podjąć takiego trudu to lepiej niech jak najszybciej odda psa zanim zdąży się on przywiązać do kolejnego właściciela.
  14. Viggo. Jeśli naprawdę zależy ci na losie tego psa to go nie oddawaj.Pies już tyle razy zmienia właściciela,że kolejna zmiana na pewno nie wpłynie pozytywnie na jego psychikę. To, że mieszkasz w małym mieszkaniu i oboje pracujecie naprawdę nie jest przeszkodą w posiadaniu psa. Ja niecałe cztery lata temu przygarnęłam z ulicy około 10 m-czną suczkę - mieszańca z owczarkiem niemieckim. Wierz mi,że nie było chyba w bliższej i dalszej okolicy psa o większym temperamencie i w dodatku pracoholika. Na dodatek pies miał bardzo złe nawyki z przeszłości i sprawiał problemy wychowawcze. Nie raz chciałam się poddać i oddać psa do schroniska(znalazienie dobrego domu dla takiego psa byłoby raczej trudne).Ale nie poddałam się i po 2 latach ciężkiej pracy mogę powiedzieć , że mam psa idealnego i nie żałuję ani chwili mojego wysiłku. A musisz wiedzieć,że mieszkam sama i pracuję na pełen etat. Rano wstaję skoro świt aby wyjść z psem na długi spacer połaczony z zabawą i ćwiczeniami.U takiego psa spacer musi być atrakcyjny,zmusić go do wysiłku i psychicznego i fizycznego. Po takim spacerze psina grzecznie zostaje w domu, jak ja idę do pracy(nie wyje i nie niszczy). Po pracy ma zapewniony drugi porządny spacer, też połączony z zabawą i ćwiczeniami. Ponadto po spacerze i obiedzie dostaje na deser różne kongi wypełnione przysmakami, gdzie też musi się nieźle nagłówkować,żeby je wydobyć. W kazdym razie wie,że opłaca się jej na mnie czekać, bo po moim powrocie będzie dużo atrakcji. I wierz mi,że naprawdę jest szczęśliwa i wdzięczna,widać to po niej.W waszym przypadku jesteście we dwoje,więc możecie podzielić się obowiązkami. A wierz mi,że naprawdę warto. Miłość i wdzięczność waszego psa okazywana na każdym kroku sowicie to wynagrodzi. A oddając ją nigdy nie masz pewności , że trafi naprawdę w dobre ręce. Czasami wszystko na to wskazuje a okazuje się być inaczej. Życzę podjęcia właściwej dla Was i dla psa decyzji i pozdrawiam.
  15. Ludzie zastanówcie się co piszecie. Zapewniam was, że w każdej przemysłowej karmie,czy to suchej,czy mokrej znajdują się konserwanty.Nawet jeśli producent nie podaje ich w składzie na opakowaniu to najzwyczajniej mija się z prawdą. Konserwanty są zawsze dodawane albo do wyrobu finalnego albo do poszczególnych składników , z których produkuje sie wyrób finalny. W tym ostatnim przypadku producenci aby przyciągnąć klientów, często nie podają tego na opakowaniu,jako że sami fatycznie konserwantów nie dodali. Gdyby karmy nie zawierały konserwantów to nadawały by się do spożycia może przez kilka dni od daty producji. A co do szkodliwości konserwantów: w karmach renomowanych firm stosowane są tylko konserwanty dopuszczone do spożycia przez odpowiednie służby i w jak najmniejszych możliwie ilościach. Wierzcie mi ,że bardziej szkodliwa i rakotwórcza jest żywnośc nadpsuta(be z konserwantów) niż pełnowartościowa z konserwantami. A karma Royal Canin jest jedną z najlepszych marek na świecie i na pewno musiała sobie zapracować na tę opinię . Sama karmię nią mojego psa i naprawdę widzę różnicę w trawieniu i przyswajaniu w stosunku do kilku innych karm,które wypróbowałam wcześniej . A jak ktoś nadal ma wątpliwości to zawsze może karmić tradycyjnie, tylko pytanie,jaką ma pewność , że mięso w sklepie nie zostało parokrotnie zamrożone i rozmrożone albo czymś potraktowane , żeby się nie psuło. Po za tym w końcu my ludzie też codziennie spożywamy konserwowaną żywność i jakoś żyjemy. W dzisiejszym świecie tego się po prostu nie da uniknąć. Pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego
  16. Witam. Po raz pierwszy wypowiadam się na tym forum ale chciałabym się podzielić swoimi doświadzceniami z karmą Acana. Otóż nie zgadzam się z opinią , że Acana jest karmą z tej samej półki co np. Royal Canin, czyli z tzw. wyższej półki. Miałam okazję wypróbować ją na swoim psie i moja opinia o niej nie jest najlepsza. Zaznaczam,że mam zwykłego mieszańca,przygarniętego z ulicy,który zanim został wyrzucony był z całą pewnością trzymany na łańcuchu i żywiony byle czym(świadczyły o tym : obtarcie na całej długości szyi do żywego ciała,duże wychudzenie,brzydka sierść,łupież i silny świąd całego ciaŁa) . W każdym razie nie był to pies o wydelikaconym przewodzie pokarmowym. Początkowo żywiłam go tradycyjnie(makaron, ryż , kurczak). Trawienie było ok (2 małe kupki dziennie) ale ataki świądu i łupież nadal zdarzały się często. Jakieś 9 m-cy temu postanowiłam przejść na suchą karmę (między innymi ze względu na brak czasu). Wypróbowałam kilka karm z tzw. średniej półki (Arion, Bosh itp.) i było jeszcze gorzej: złe przyswajanie (po 5 wielkich kup dziennie,czasami zbyt luźnych, świąd i łupież jeszcze gorszy) . W końcu przeszłam na Acanę. bo słyszałam, że ma dobrą opinię. Niestety, po Acanie mój pies zaczął wydalać jeszcze więcej(5,6 ogromnych kup a niektóre naprawdę dziwne w wyglądzie), do tego jeszcze częstsze ataki świądu, wypryski na skórze i łupież. Świadczyło to o bardzo złym przyswajaniu tej karmy oraz o jej alergizujących właściwościach a zaznaczam ,że była to Acana Lamb&Rice. Po skończeniu 15 kg worka tej karmy postanowiłam kupić jednak Royal Canin dla średnich ras jako karmę o uznanej marce na całym świecie. Trawienie poprawiło się już po kilku dniach i obecnie ilość wydalanych odchodów jest taka sama jak przy żywieniu tradycyjnym. Po upływie miesiąca zaczął znikać łupież , świąd i wypryski, co świadczyło nie tylko o bardzo wysokiej strawności ale i doskonałym zbilansowaniu. Obecnie mój pies wygląda znakomicie, ma zdrową skórę,piękną sierść i optymalną masę ciała. Mogę powiedzieć, że na pewno nigdy nie wrócę już do Acany a pozostanę przy Royalu a jeśli nie będzie mnie stać to będę szukać innej karmy lub wrócę do żywienia tradcyjnego, które na pewno jest lepsze niż karma marnej jakości. Obecnie są częste promocje na Royala, więc jeszvze nie wychodzi tak drogo(około 10 zł za kg) . To by było na tyle.
×
×
  • Create New...