nowicjuszka
Members-
Posts
70 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by nowicjuszka
-
[quote name='Puchatek'] A czy na klatce ma kaganiec i jest na smyczy. Bo jak tak to prawo chyba jest po Twojej stronie. A jeśli Cię sąsiedzi nienawidzą. No cóż, równie dobrze mogliby Cię znienawidzić za to że np. chodzisz w mini albo że za wolno chodzisz po schodach i trzeba Cię wyprzedzać na wąskiej klatce. Jak ktos ma paranoję i na dodatek nie cierpi wszystkiego na około to do wszystkiego się przyczepi. [/quote] Zupełnie nie zgadzam się z postawą Puchatka. Jako dziecko panicznie bałam sie psów. Raz nagle rzucił się na mnie wilczur. Dlatego uważam, że obowiązkiem właściciela jest umieć panować nad psem, albo ... zrezygnować z jego posiadania w danych warunkach. Pies może sprawdzać się w warunkach ogrodowych, a niekoniecznie w bloku. Może być do zaakceptowania dla "psiarzy" z krwi i kości, a jednocześnie może też być postrachem dla co wrażliwszych dorosłych, czy też małych dzieci. Nie trzeba cierpieć na paranoję, aby dostać "zawału", kiedy pies znienacka rzuca sie z groźnym szczekiem ; u dzieci może to spowodować negatywne konsekwencje psychiczne na wiele miesięcy. I ani kaganiec, ani smycz nie ma tu nic do rzeczy; te jedynie uchronią przed pogryzieniem. Dlatego dla mnie ważni są sąsiedzi i ich dzieci też.
-
[I]Wydaje mi się że gdyby to była kwestia psychiki to chyba zdarzałoby to również przy znajomych i rodzinie. [/I]Zdarza się przy znajomych, omija jedynie domowników.
-
Socurek, bardzo dziękuję za obszerny post. Podniosłaś mnie na duchu:lol: Na dzień dzisiejszy pies jest na "4" i naprawdę nie jest źle, czytając natomiast rózne wypowiedzi i analizując poszczególne sytuacje mam [B]dwie wizje[/B]: sunia się oswoi, poczuje pewnie, zadomowi, pozbędzie lęku i wszystko będzie OK Albo też rozwinie się w niej agresja. Jezeli problem jest na podłożu przeszłości, myśle, że sobie poradzimy. Juz teraz widać po jej zachowaniu, że uspokoiła się (nie ziewa ciągle i nie uderza strachliwie ogonem o podłoże jak wczesniej), bardzo do nas ciągnie. Jeśli natomiast to kwestia psychiki, to ja poddaję się. Mimo że już teraz ogromnie psinę pokochałam i przywiązałam się do niej, nie czuję w sobie powołania na długotrawałe, niepewne prostowanie psa, izolowanie. Po prostu chcę spokojnego zwierzaka rodzinnego, który bez obaw będzie mógł się kręcić pomiędzy moimi i znajomymi dziećmi. Ja mam ogromna nadzieje, że wszystko ułoży się. Ćwiczymy komendę "zostań". I przy drzwiach również w niepewnych sytuacjach kilka razy zadziałało. Na spacerach oczywiście jest do opanowania, to nie w tym rzecz, że sobie nie radzimy. Natomiast na [U]dłuższą [/U]metę ciągłe obserwowanie, nasza wzmożona czujnośc nie jest dla mnie do zaakceptowania. Podobny problem, jak u Ciebie na klatce. Z drugiej strony jak widze, gdy wraca ze spaceru z kims z domowników i pędem szuka mnie po całym mieszkaniu, aby sie przywitać, to trudno nie rozczulać się, serce mięknie. Potrzebuje pomocy, ale nie tyle w sensie ogólników, długofalowych koncepcji (duzo czytam i coś mi sie juz w głowie układa), ile podpowiedzi na [U]tu teraz. [/U]Czyli jaka powinna być moja postawa, jesli juz do niewłasciwej reakcji psa dochodzi (i nie mam tu na myśli jedynie agresji). No i przykładów, ze innym sie udało:multi: Dzięki raz jeszcze za post.
-
Dodam jeszcze, że przez pierwszy tydzień pies nie szczekał w ogóle na nic, ani nikogo, jedynie "płakał" przy rozstaniu. Rzucać na ludzi zaczął się po ok 2-3 tyg., nawet na tych, których poznał już wcześniej, do tej pory był jak aniołek wśród obcych. Widać, że psina jest wylękniona, wrażliwa, ale i charakterna. Nie potrafi bawić się w ogóle. Piłeczką nie interesuje się w ogóle (raczej ucieka). Jedyny sposób rozruszania (zabawy), jaki udało nam się wprowadzić to rzucanie kawałków jedzenia, psina jest skoczna i widać, że bawi ją to. Podobnie, jak przybieganie na zawołanie do poszczególnych domowników.
-
Dodam jeszcze, że przez pierwszy tydzień pies nie szczekał w ogóle na nic, ani nikogo, jedynie "płakał" przy rozstaniu. Rzucać na ludzi zaczął się po ok 2-3 tyg., nawet na tych, których poznał już wcześniej, do tej pory był jak aniołek wśród obcych. Widać, że psina jest wylękniona, wrażliwa, ale i charakterna.
-
[quote name='Mrzewinska'] czego jest uczony na co dzien? [/quote] Szybko opanował przybieganie na imię i komendę "siad", której nie znał. Potrafi podać łapę, reagować na "leż". Problem jednak w tym, że wykonywanie siadu czy leżenia nie jest utrwalone. W momencie dużego pobudzenia lub strachu nie ma szans, aby dobrowolnie zareagował.
-
Po chwili sytuacja wydaje się opanowana. Stoimy, psina kładzie się, za chwilę wstaje obwą****e znajomą, która zupełnie nie boi się jej. Potem sunia wydaje sie uspokojona, nie zwaraca na nas uwagi, niemniej za chwilę następuje "przeplatanka". Obserwuję czujnie psa i widzę jego spokój, za chwilę gotowość do boju (zarówno taką na wyprostowanych nogach, jak i skulona i zjeżona z głowa nisko pochyloną). Po chwili ruszamy powoli, psina idzie grzecznie na smyczy. I nagle nastepuje coś, co jest dla mnie [U]ogromną zagadką,[/U] a co zdarzyło się pierwszy raz. Po cichutku, skulona podchodzi do znajomej otwiera szeroko pysk, przymierza sie, zębami obejmuje jej łydkę, po czym sama odchodzi. Będę wdzięczna za komentarz. W stosunku domowników wykazuje zero jakiejkolwiek agresji.
-
Bardzo dziękuję za odzew, po cichu na to liczyłam:lol: W chwili obecnej NIE ma żadnej reguły odnośnie ataku. Początkowo rzucał się na ruszające obiekty (rowery), preferował mężczyzn i małe dzieci. Teraz zaczął rzucać się również na kobiety. Nie widzę wspólnego mianownika ataków (pora dnia, gesty, przedmioty). Jedynym wyznacznikiem jest ich ogromna [U]nieprzewidywalność.[/U] Przy czym słowo "agresywny" z trudem przechodzi mi przez gardło, bo suka jest wyjątkowo spokojna (ale chyba należy to odebrać bardziej jako lęk), jest u nas niecałe 2 miesiące. Również kwestia odległości od "ofiary" nie jest wyznacznikiem, choć niewątpliwie im bliżej tym gorzej. Czasami sam zaprzestaje ataku, czasami jest odciągany. Ostatni przykład. Spotykam znajomą na spacerze (jest sama). Pies gotowy do ataku, probuje wyskakiwać, ale przemawiam, uspakajam. W takiej sytuacji nie ma szans, aby wykonał znaną komendę "siad". cdn
-
1. Przychodzi gość , który albo a) nie zwraca na psa uwagi albo b) obłaskawia psa pies spokojnie sobie słucha rozmowy i nagle z aniołka przemienia się w diabła rzucając się z zębami (jeszcze nigdy nie ugryzł) 2. Analogiczna sytuacja podczas rozmowy z kimś na spacerze. 3. Psiak idzie sobie grzecznie na smyczy, wącha trawkę, ktoś przechodzi obok, a zwierzak w bok zwrot i na niego z zębami i przeraźliwym szczekaniem wyskakuje. Podkreślę raz jeszcze, że NIE ma żadnej reguły i właściwie nie wiadomo, kiedy zaatakuje; na szczęście (na razie) nie za często. A pozatem widać, że ten pies bardzo potrzebuje człowieka za towarzysza, przywiązał się do nas ogromnie, w krótkim czasie i odnoszę wrażenie, że boi się porzucenia (co nam póki co przez myśl nawet nie przechodzi). A wracając do problemu autorki, psy (jak i ludzie), jedni mają zdrową inne zwichrowaną psychikę. I nie jest to tylko kwestia nawyków, które da się wyprostować. W sytuacji zagrożenia, patologią ogromna byłoby stawianie psa wyżej od człowieka.
-
Z lekkim przerażeniem przeczytałam ten wątek, gdyż sama od niedawna mam psa ze schroniska, który wykazuje pewne namiastki cech tu opisywanych i jestem ogromnie ciekawa, w która stronę rozwinie sie jego prawdziwe oblicze. Jest niby super, mniej kłopotliwego psa trudno byłoby sobie wyobrazić; w domu kochany, w miarę uległy, dość szybko uczący się komend, nie walczy o nic . Ale ... w stosunku do obcych wykazuje niekontrolowane, RZADKIE objawy agresji, po prostu zmiana o 180%. I nie w tym rzecz, że obszczeka, że zawalczy o swoje terytorium, ze ktoś mu się nie spodoba, że sytuacja wyjątkowo stresująca, itp, itd. Bywa, że najeży się i od razu widać, że jest gotowy do boju, ale wtedy dość łatwo go uspokoić. Problem w tym, kiedy atakuje znienacka w najmniej oczekiwanym momencie, BEZ jakiegokolwiek ostrzeżenia (nigdy nie warczy) i wtedy jest jak w amoku, nic do niego nie dociera, a potem przychodzi skruszony, skulony. I niepokoi mnie to. Może ktoś mógłby coś doradzić. Podam przykłady.
-
Taks napisała: 2-3 dni w chłodnym, przewiewnym miejscu. Czyli na dobrą sprawę to jeszcze nie cuchnące. A co powiecie o tygodniowym, nadaje się jeszcze?
-
[quote name='AM']Obserwując kupy moich psów (są na BARFie) mogę stwierdzić, że u nich proces "od wejścia do wyjścia druga stroną" to średnio ok. 16-19 godzin. ;)[/quote] Jeżeli proces trawienia rzeczywiście jest aż tak długi, to przy zmiennym, zróżnicowanym jadłospisie, czy tez wprowadzaniu nowych pokarmów może być trudno powiązać wygląd odchodów z podanym jedzeniem, szczególnie w przypadku psów, które dostają jeść więcej niż raz dziennie.
-
[quote name='mila_2']dziś moja sucz wydaliła w końcu kawałek reklamówki, króty pożarła 2 tygodnie temu podczas spaceru:razz::razz::razz:[/quote] :evil_lol: Zdaję sobie sprawę, że zależy to też od menu...:-)
-
Do zadania tego pytania skłonił mnie wątek o kupie:) Zastanawiam się, na ile dane odchody są efektem ostatniego (np godz. wcześniej) posiłku, a na ile poprzedniego.
-
[quote name='Kacha3D']Ręce mi opadły:mad: Czekam na kolejne pomysły;)[/quote] Albo serducho, albo ... ryż z jarzynami. Innej rady nie ma. Skoro piszesz, że psu daleko do głodówki i może przebierac i wybierać, to korzysta z życia:) Mądrego masz psiaka i tyle. Więc, jak Ci naprawdę zależy, to przegłódź go troszkę, a potem wymieszaj ugotowany ryż z masłem i ugniecioną marchwią (warzywami), dodaj na zapach odrobinę surowego mielonego, wymieszaj i nie dawaj niczego innego, jak porządnie zgłodnieje (a może i od razu) to zje z pewnością. Pytanie tylko, na ile Ci na tym rzeczywiście zależy i nie chcesz pozwalać mu na swobodny wybór menu.
-
[quote name='taks']Dziewczyny błagam NIGDY PRZENIGDY nie dawajcie psu zepsutej wędliny :-([/quote] Tak mi własnie podpowiadała intuicja, kiedy mąz częstował psiaka lekko woniejącą szynką, której on sam nie chciał już jeść. Taks, co się stało z niektórymi Twoimi postami w tym watku???
-
A co sadzicie o nieświeżych wyrobach przetworzonych? Bo przy takiej np szynce nasączonej chemią, to chyba rzeczywiscie rózne reakcje zachodzą i strach starą resztkę dać. p.s Czy ktoś wie, dlaczego zniknęło część odpowiedzi? (przynajmniej teraz u mnie są niewidoczne)
-
No więc ogłaszam wszem i wobec, że psiak ma się dobrze! mam nadzieje, że były to z moje strony strachy na lachy. Biegunki nie dostał, wymiotów też, apetytu nie stracił, czyli ... będzie dostawał smierdziele, tylko - zgodnie z radą - nie obślizgłe. Taks, dzięki za porady. Bardzo prosze jeszcze o odpowiedź, na ile możemy zdać sie tu na instynkt psa, tzn, że nie chwyci się zbyt przestarzałego mięsa, jesli nie jest specjalnie wygłodzony?
-
Dzięki wszystkim. Taks, ratuj dalej:) Od kilku dni daję po odrobinie niezbyt świeżego mięsa mojemu psiakowi, dałby się za niego pokroić. Po prostu uwielbia. Ale dzisiaj stwierdziłam, że mięso już cuchnie nieciekawie i wyciągnęłam z lodówki (było w woreczku otwartym ) Zawinęłam mocniej i wyniosłam na balkon, celem poźniejszego wyrzucenia na śmietnik. Po południu psiak dopadł to świństwo i mimo ze był niedługo po posiłku z emocji prawie chciał wyjść z siebie. Pozwoliłam mu więc zjeść, a było naprawdę już obślizłe:( Pies wydaje się być do tej pory w jak najlepszej formie, ale mam obawy ... Co podaje się psiakom w razie niestrawności?
-
Czy dajecie swoim psiakom surowe lekko cuchnące już mięso (kość)?