Chyba najwyższa pora ujawnić się na Dogo. :) Byłam - i wciąż jestem - zainteresowana adopcją Barona. Pisałam dziś z Anią na jego temat. Byłby to nasz drugi schroniskowy pupil. Ale sprawa nie jest tak kolorowa, jak mogłoby się w tej chwili wydawać i moje zamiary zapewne skończą się fiaskiem... :( Aktualnie mama postawiła sprawę jasno - psa nie będzie, bo jest już zmęczona gotowaniem i opieką nad dwoma psami (owczarkiem niemieckim w sile wieku i sunią, mieszańcem, która pochłania nieprawdopodobne wręcz ilości jedzenia). No, ale wróćmy do tematu. Nie możemy przygarnąć Barona, dopóki Maks jeszcze jest u nas - co prawda chodzi już bardzo rzadko, bo ma coś ze stawami (zapewne ze starości), ale poza tym wszystko jest w najlepszym porządku - jest wesoły, żywy, a nam żal uśpić go tylko z powodu jego trudności z poruszaniem się. Jestem z tym psiakiem właściwie odkąd pamiętam, a cała rodzina jest do niego bardzo przywiązana. Na dzień dzisiejszy znam reakcję swoich rodziców - 'nie, bo nie, i co z tego, że kochamy owczarki?', a moje namowy nie zdadzą się na wiele... co innego po odejściu Maksia, ale coś mi się widzi, że jeszcze jakiś czas się z nim 'pomęczymy'. :) I, miejmy nadzieję, wtedy Baron będzie miał już nowego opiekuna. Wracając do zdania moich rodziców - nieważne, że jestem przekonana, że po Maksie przyjdzie kolej na innego psa - jeśli nie za miesiąc, to za trzy lub cztery - a ja wolę dać szansę zwierzakowi ze schroniska, niż wspierać lewych handlarzy szczeniętami, których u nas nie brakuje. Tak czy inaczej - z pewnością będę się starać, ale nic nie obiecuję...