Witam.
Dostalam 2,5 rocznego cocker spaniela. Pies jest mily i kochany, ale do czasu...
Warczy na mnie:shake: i szczeka gdy nie pozwalam mu na cos, nie wiem co mam zrobic.
Na razie konsekwentnie przemawiam do niego podwyzszonym tonem, on wtedy jeszcze bardziej warczy, ale po ktoryms moim powtorzeniu chyba rezygnuje i np. schodzi ze stolu ;-).
Nie wiem czy dobrze robie.
Wczoraj np. lezal 3 godz. za tapczanem (tam znalazl sobie miejsce) i warczal, no to zostawilam go w spokoju.
Najbardziej strach mi zaglada w oczy gdy nad ranem wskoczy na wyrko i kaze mu zejsc, bo np. stoi na mnie ;-) a mnie to zaboli. Wtety on ma przewage nademna, bo ja wrecz boje sie ruszyc, ale udaje ze jestem twarda, mowie i mowie ze ma zejsc, az w koncu schodzi.
Czy macie dla mnie moze jakies rady??