Jump to content
Dogomania

Kinga_jot

Members
  • Posts

    35
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Kinga_jot

  1. Nie... Dobermania.... zakopaliśmy go w pięknym miejscu w niedzielę .... Nie mamy pieniędzy na takie dodatkowe rzeczy ,,, ten poprzedni tydzien i tak sie zakończył dla nas grubo ponad czterocyfrowym debetem ... Swoją droga jak czytam na Waszym forum , że za podobne zabiegi miłośnicy zwierząt wydają mniej niż ok 500 PLN , to jasna cholera mnie bierzez , bo od nas zażyczyli sobie dużo więcej,,, parę razy więcej!!!
  2. Dziekuję Nidhogg i Tobie Chefrenek i Bluerat też oczywiście. Jutro jakoś się pozbieram w sobie i tam pojadę , ja wiem , że życia Guciowi nie zwrócę , ale widzę , że ze mną jest coraz gorzej a nie lepiej ,,, chociaż w pierwszej minucie po jego śmierci , jak jeszcze tak powietrze wypuścił z pyska cichutko,,, to poczułam ogromną ulgę. Odetchnęłam z ulgą , że już tak potwornie nie cierpi i ja ze swoją bezradnością i rozpaczą i ciągłym , przez trzy doby non stop zadawanym sobie pytaniem co jeszcze mogę zrobić aby mu ulżyć już mogę wreszcie odpocząć... Później , po godzinie od jego śmierci pocieszałam własnego męża , że to całe szczęście , że Gucio nie chciał z tej ogromnej , bezwarunkowej miłości dla nas pożyć jeszcze następne dwie godziny... Bo o 20-tej mieliśmy umówioną następną wizytę w jakiejś super wyposażonej klinice w Komornikach pod Poznaniem ,, na 20-tą... pół godziny przed zabraniem psa w kocyku Gucio umarł i nie pojechaliśmy.. a gdyby tak wytrzymał jeszcze te dwie godziny? gdyby mąż głośniej do niego wołał ; " Chłopaku WALCZ!!"?? pojechalibyśmy... po szczegółowych badaniach następny lekarz powiedziałby nam , że pies bardzo cierpi i że trzeba mu dać zastrzyk,,, pokazałby nam wyniki najrozmaitrze , przekonał , że Gucio NAPRAWDĘ umiera... i ,, tak jak inny lekarz , dobę wcześniej , powiedziałby nam , że gdyby to byl jego pies to ulżyłby mu w tak okrutnym cierpieniu...Byłoby gorzej , trudniej , bo do końca życia musielibyśmy żyć ze świadomością , że przecież ludziom takich zastrzyków nie robią,, że może zdarzyłby się cud i Gucio by "zaskoczył",,, od kiku dni czytam to forum ( nawet się nie wylogowuję i wiem że takie perełki sie zdarzają..) i wiem , że z dużo poważniejszych spraw dobrzy , prawdziwi lekarze wyciągali zwierzaki... Gucio nie zdążył na następna pilną konsultację , sam odszedł ,,,nikt nie zdążył nas zmusić , bezspornymi faktami ,do podjęcia takiej decyzji.. A ja dzisiaj byłam u weterynarza który przyjął nas w czwartek w nocy na konsultację , a w piątek o świcie byliśmy u niego ponownie aby założył nowy wenflon , bo ten pooperacyjny musialam mu usunąć o 1-szej w nocy ( łapka bardzo spuchła )... Byłam dzisiaj aby mu dać bardzo ciężkie do zdobycia leki ( znalazłam jedno opakowanie w aptece i użyłam tylko jedną porcję ), oddałam mu też kroplówki z elektrolitami i glukozą 5 -tką,, może jakiemuś innemu psiakowi pomoże.. Ten weterynarz dzisiaj mnie zapytał czy jestem medykiem ! odpowiedzialam mu , że pierwszy raz w zyciu robilam zastrzyki i podłączałam kroplówki bo ,,, byłam juz tak potwornie zdeterminowana , że nie czułam lęku, to była taka trzydniowa trauma , szok i adrenalina , zero snu .... A teraz tylko chciałabym wiedzieć co się wydarzyło podczas tej operacji Dlaczego badanie krwi było po zabiegu a nie przed ( to mialo być sprawdzające stan psa przed zabiegiem) Dlaczego Gucio miał wenflon , skoro i tak , jak sie okazało ,nie mogłam liczyć na żadną pomoc ( a te elektrolity to z wlasnej woli podawalam , jak sie okazalo ze pies nie pije i nie je) dlaczego proby watrobowe byly ok 200 jednostek a w drugiej dobie spadly prawie do normy ale podskoczyl nieznacznie mocznik przy prawidlowej kreatyninie( mocznik był 66.3 zamiast 45) Dlaczego taki granatowy krwiak sie pojawil po jednej stronie brzuszka Dlaczego brzuch cały tak napęczniał Dlaczego miał takie potoworne skurcze całego tułowia i wyginał przy tym głowę mocno do tyłu i sztywnial cały przy tym Dlaczego umarł Co oni mu zrobili?????
  3. Kinga_jot

    prostata

    Ja mu oczywiście podawałam pyralginę przeciwbólową i powiedziałam to weterynarzowi , iż uważam , że to jest barbarzyństwo , dostawał co 6 godzin 0,2 ml dożylnie , bo miał wenflon w łapce . zdjęłam mu też ten koszmarny wielki klosz z głowy ( to malutki jamnik szorstkowłosy był) bo ten kołnierz nie miał najmniejszego sensu , a tylko go jeszcze bardziej stresował ( ja , albo mój mąż patrzyliśmy na Gucia non stop przez te trzy doby , i Gucio ani razu nawet nie dotknął nosem swojego brzuszka , czy pod ogonem,,, on naprawdę bardzo cierpiał... a ja za chwilę chyba zwariuję z rozpaczy
  4. Tak osłuchiwali , wszystko było ok
  5. No też tak sobie na początku pomyślałam , bo pojawił sie taki ogromny granatowy krwiak po lewej stronie podbrzusza.. Ale jeszcze chciałam dopisać co do tych skurczów: To wyglądało tak , że mu kark sztywniał i nawet 7 godzin przed smiercią po takim skurczu stracil przytomność i przewrócił sie sztywny na bok ( stał na łapkach przy tym " wypluwaniu żołądka" ) , ja go chwyciłam i masowałam i szarpałam i sie ocknął ,, takich skurczy miał 6 ,, po 6 -tym ( juz przy tym odkaszliwaniu) umarł..
  6. aaa i nie miał drgawek ,,, Chciałam Wam szczegółowo opisać co sie wydarzyło od dnia operacji do śmierci jak juz zdobędę jakies dokumenty z tej pseudo - kliniki weterynaryjnej otwartej do 21-szej wieczorem ( sic), ale godzine przed śmiercią dostał takiego jakby kaszlu , tak charczał jakby sie napił za dużo wody,,, a najgorsza zagadką są dla mnie takie potworne skurcze spastyczne jakby przepony ,, to tak wygladało troche jak ekstremalny skurcz żołądka i odruch jakby chciał wypluć własny żołądek ( nawet łyk wody zwracał od momentu przywiezienia go do domu po operacji ). I brzuch był ogromny , nabrzmiały jak balon napełniony wodą...
  7. Raczej nie sepsis ,, dokładnie rok temu ja dostałam sepse od kontaktu centralnego w klinice A.M. ! i oczy mi wyschły ! miałam 42 stopnie goraczki i tańczyłam z łóżkiem po całej sali.Gucio miał coraz niżsżą temperaturę . w środę 38 st, w czwartek 37 , a pół godziny przed śmiercią 37,7 ...nie mam pojęcia co oni mu zrobili!!!
  8. Nie umiem :placz: jestem od piątku na relanium , ryczę i też nie jem i nie piję i nie śpię .Przyszłam tu do Was jak Gucio jeszcze żył po pomoc , a teraz próbuję sobie poradzić z poczuciem winy , że tak pozwoliłam go skrzywdzić > Ja też juz wiem , że wyłącznie o kasę chodziło , ale chciałabym jeszcze wiedzieć co go zabiło...
  9. Postanowiłam jutro rano , dokładnie po tygodniu od nieudanej , nieuzasdnionej operacji mojego psa pojechac do kliniki weterynaryjnej i poprosić o wszelkie pisemne dokumenty . Bardzo mi zależy na opisie przebiegu operacji , ponieważ chirurg , który operował mojego psa "zapadł się pod ziemię"... Miał mi wszystko opowiedzieć w dniu operacji , nie było go , zreszta podobno nikogo nie było oprócz kasjerki, która wydała nam psa i skasowała prawie trzy razy tyle pieniędzy niz sie umawialiśmy przed zabiegiem. Następnego dnia w środę również go nie było w ogóle w klinice . W czwartek rano byliśmy umówieni na zastrzyk pooperacyjny i obejrzenie "pacjenta" przez chirurga , który operował. Niestety zwiał . Powiedział mojemu mężowi przez telefon , że bardzo przeprasza , ale musiał wyjechac z kliniki , Psa obejrzała jakas praktykantka , która nie uczestniczyła w operacji i specjalnie nie miała nam nic do powiedzenia , oprócz tego , że Gucio świetnie wygląda jak na drugą dobę po operacji ( pies cały czas płakał , nawet przez moment nie zasnął odkąd go przywieźliśmy po zabiegu , nic nie pił i nic nie jadł za to spuchł mu brzuch mocno). Tego , dnia w czwartek udało mi sie dodzwonić do tego chirurga na komórkę , ale uciął mi krótko , że ma tylko minutę na rozmowę bo nie ma czasu" . Zdążyłam tylko zapytać w jaki sposób ( dożylnie , domięśniowo , podskórnie , czy w glukozie którą pies dostawał ) mam podac Ranigast w roztworze . Nie wiedział , powiedział mi że on ten lek zna tylko w tabletkach i bardzo sie dziwi że jego asystentka( ta która w jego zastępstwie psa oglądała tego dnia rano) taki lek przepisała na receptę, na koniec rzucil , że mam podac "tak jak dla niemowlaka" ( na ulotce takich informacji nie było niestety , o czym mu zdążyłam powiedzieć , bo zanim do niego zadzwoniłam to 4 razy przeczytałam ulotke tego leku). Jutro rano tam jadę . Prosze czy ktoś z Was mógłby mi do tego czasu odpowiedziec na pytanie czego mam prawo żądać? 1/ pies miał USG prostaty . Czy mogę poprosić o zdjęcie? bo przy tym zabiegu jeszcze byliśmy i słyszeliśmy ze "prostata jest minimalnie powiększona" , czy tylko o opis badania USG ? ( ktory mogli zmienić ) 2/ Badanie krwi miało byc wykonane przed zabiegiem , ale zrobiono je po . wyniki pisemne 3/ badanie krwi miał też zrobione w czwartek przez tę zadowoloną asystentkę. 4/Krótko po wybudzeniu psa z narkozy rozmawiałam przez telefon z kobietą , która asystowała przy zabiegu ( anestozjolog?) i powiedziała mi , że " Było ciężko, Gucio był pod narkozą ( wziewną) ponad dwie godziny , ale dostaniemy go z wenflonem w łapce za kilka godzin i że właśnie mu pobrała krew i ma próby wątrobowe ok. 200 ( norma do 40) .Powiedziała też , że wycieli mu prostatę( miała być tylko kastracja i gruczoły odbytnicze) , ale prostata była ładna , bez żadnych guzów i zmian , za to gruczołów odbytniczych nie ruszali , bo okazały sie być w porządku , a ten stan zapalny pod ogonem to była przetoka brzydka i to oczyścili i zaszyli"" Czy ja mogę jutro domagać się szczegółowego opisu przebiegu tej operacji??? Prosze pomóżcie mi , bo nie mogę się pozbierać.. Gucio odszedł w piątek o 19-tej w okrutnych męczarniach na moich rękach Pozdrawiam Kinga z Poznania
  10. Kinga_jot

    prostata

    W piatek odszedł nasz najwierniejszy przyjaciel - Gucio .. Był jamnikiem szorstkowłosym miniaturką . weterynarz bez naszej zgody ! wyciął mu prostatę. Nie mam pojęcia dlaczego tak okrutnie się zabawił . Wyraziłam wyłącznie zgodę na kastracje z powodu gruczołów analnych , ktore od pół roku były bardzo dokuczliwe. Godzinę przed operacją zrobili psu USG prostaty - była " odrobinę powiekszona" , po wybudzeniu psa z narkozy dowiedziałam się telefonicznie od osoby asystujacej przy zabiegu , że "prostata była w porządku , bez specjalnych zmian czy guzków" a gruczoły analne drożne i prawidłowe , usuneli jedynie ropną przetokę pod ogonem . Gucio konał w okrutnych męczarniach przez trzy doby!! zmarł na moich rękach . Zbieram siły aby pojechać do tej kliniki weterynaryjnej w Poznaniu po wszelkie dokumenty związne z operacją ,dwukrotne badania krwi , opis i przebieg operacji ( pies został nam wydany w dniu zabiegu we wtorek wieczorem z wenflonem w łapce , ale nikt z nami nie rozmawiał , klinikę zamykali o 22-giej , była tylko recepcjonistka , ktora wystawiła paragon ...) Weterynarz , jeszcze przed zabiegiem zabronił podawania nam leków przeciwbólowych bo ' pies ma leżeć z podwinietym ogonem i ma go bolec to wtedy nie bedzie szalał". Nie moge sie uspokoić , jestem cały czas na relanium i mam taki okropny żal do siebie , że tak pochopnie zaufałam weterynarzom z tej kliniki.. Tak bardzo chciałabym wiedzieć co oni mu zrobili ? Jutro opiszę całą historię , jak mi wydadzą te wyniki i bardzo Was proszę pomóżcie mi zrozumiec co sie stało:placz: Pozdrawiam serdecznie Kinga z Poznania
×
×
  • Create New...