Rolly z "Szaleństw Panny Ewy" to wprawdzie nie terier, ale też kosmaty no i temperamentem nieco przypomina welsha. Dla mnie osobiście jeden z najsympatyczniejszych psiaków w literaturze ;):
"Potem drzwi otwarły się gwałtownie i obłąkanym pędem wpadł przez nie pies. Nie, to zbyt wiele powiedziałem! To nie był pies... Można było za Słowackim i Odyńcem zakrzyknąć w zdumieniu: "Czy to pies, czy to bies!" - był to przedziwny stwór przyrody, której coś musiało uderzyć na rozum w chwili stwarzania tej kreatury. Miał on cztery krótkie krzywe łapy i haniebnie kosmaty ogon, z czego można było sądzić, że to jednak pies. Gdyby posiadał urzędowy rodowód, napisano by w nim: syn jamnika i kanapy". Kreatura pokryta była ostrą i długą sierścią dobrze urodziwej kozy, a oczy jej - mądre, sprytne, małe i wesołe - pożyczone były od świni. Posiadała tylko jedno ucho całe i obwisłe, drugie bowiem było marną pozostałością po jakiejś krwawej walce. Zwierzak ten na pierwsze spojrzenie, pomimo swej diabelskiej urody, wyglądał sympatycznie. Długi, niski, śmiesznie kosmaty, a tak zabłocony, jak gdyby brzuchem czyścił ulice, śmignął przez drzwi, obiegł pokój i zwinnym susem wskoczył na fotel. Wybrał oczywiście stary stylowy fotel, przepięknym pokryty materiałem."
Bardzo ciekawy był ten wątek, szkoda że ostatnio zaniedbany ...