Postaram się opisać wszystko ze szczegółami, czy mogę liczyć na radę jakiegoś doświadczonego psiarza?
Mojego ON-a kupiłam w hodowli, gdy miał 7 tygodni. W domu miałam już jednego pieska, 11 letniego sznaucera miniaturowego. ON uwielbiał sznaucera, natomiast sznaucer potrafił się z On-em bawic, ale wyraźnie widać bylo, że to on rządzi (widocznie z racji wieku). Mój ON zawsze był uroczym pieskiem, nieagresywnym,poza tym,że wyjątkowo nie lubiał bokserów. Gdy miał niewiele ponad 2 lata wiele się wydarzyło. Przeprowadziliśmy się w zupełnie inną częśc miasta, miesiąc później zdechł ze satrośći sznaucerek, równocześnie psy-tubylcy chyba jakoś wyczuły obcego, ponieważ w przeciągu może dwóch tygodni musieliśmy z ONem stawić czoła kilkunastu(!) atakom psów różnej wielkości i maści, które (nie wiem dlaczego) nie maja w zwyczaju wychodzić na spacery po osiedlu na smyczy. Było to 2 lata temu. Początkowo zmiany były prawie niezauważalne, ale teraz jestem już u kresu sił: mój ON rzuca się na prawie wszystkie psy, bez wzgledu na wiek, płeć(tak,tak) i wielkość. Wychodzi na spacery po osiedlu już tylko w kagańcu(i oczywiście na smyczy). Puszczam ze smyczy go tylko w pobliskim zagajniku, ale ponieważ tam też zdarzają się inni spacerowicze z psiakami, kagańca nigdy nie zdejmuję, więc o np. aportowaniu nie ma już mowy. Potrafi rzucić się na innego psa pomimo tego, że jest w kagańcu. I odrazu odpowiadam na ewentualne pytania:
-sznaucerek nie byl psem agresywnym
- ON nie śpi w łóżku, nie broni miski, ma tylko jedną zabawkę, zna podstawowe komendy i kilka "z wyższej półki", nie skacze na domowników przy powitaniu
- stosunkowo łatwo jest rozdzielić go podczas bójki
- bójki, gdy jeszcze nie nosił kagańca, nie kończyły się nigdy poważnymi obrażeniami żadnego z bijących się psów
- odwracanie jego uwagi od innych psów podczas spacerów sprawdza się może w jednym przyadku na dziesięć
- zwróciłam ostatnio uwagę, aby nie napinać smyczy tylko pozostawiać ją luźna, gdy widzi innego psa, troszkę to złagodziło jego zachowanie, czasami mam dzięki temu dodatkowe 4-5 sekund,żeby się pospiesznie oddalić
- niestety, przy nodze chodzi tylko podczas treningu, na spacerach ciągnie się na smyczy
- jeżeli zdarzy się, że na wieczornym spacerze biegnie w naszą stronę mężczyzna, ON broni mnie(albo siebie)
- kiedy puszczam go ze smyczy w zagajniku, w zasadzie jest głównie zainteresowany zabawą ze mną, dopiero gdy jakiś pies podejdzie w jego mniemaniu zbyt blisko, natychmiast rusza do ataku
- nigdy nie biję psa ręką, gdy był młodszy dostawał czasami szemrzącą gazetą w zadek, do dziś czuje respekt do prasy ;)
Proszę o pomoc. ON jest w domu psem doskonałym, kochanym, czułym, posłusznym(no prawie zawsze), na spacerze zamienia się w terrorystę. Inni właściciele psów patrzą na nas prawie z nienawiścią, wszyscy już go tutaj znają, a ja już nie mam siły dłużej się tłumaczyć i przepraszać, a przede wszystkim żal mi mojego pupilka, gdy widzę, jak inne psy bawią się razem radośnie. ostatnio właściciel jednego collie nakrzyczał na nas: "pani pies to dzikus! do lekarza z nim!" :oops:Już powoli zaczynam rozważać poproszenie weterynarza o jakieś środki uspokajające dla ON-a. Zdaję sobie sprawę z tego, że najparwdopodobniej pies nie widzi we mnie dostatecznie silnego charakteru(chociaż w jego wychowywaniu byłam i jestem stanowcza)i przejął na siebie funkcję przewodnika stada. Czy ktoś nam pomoże?
Uff, nawet jeżeli nikt nie odpowie, przynajmnie mogłam się gdzieś wyżalić ;)