Ja na mojego szczeniora warczałam, piszczałam, na chwilkę pomagało, ale najlepiej pomogło, gdy mąż posmarował sobie rękę pieprzem :diabloti: a młody też gryzł do krwi, i to wtedy, kiedy chciał wyjść na dwór, gdy na spacerze chciał wracać do domu, gdy chciało mu się pić - chyba nie mieszkał w mieszkaniu przed znalezieniem go przeze mnie, bo nie potrafił komunikować się z człowiekiem bez gryzienia.