Powiecie, że zwariowałam, ale chcę się z Wami podzielić pewną historią z naszą psiurką - lat bez mała 2,rasy west. Otóż, czytamy wasze forum od pewnego czasu, no i jak łatwo się domyśleć, odbiła nam totalna szajba na punkcie szkotów. Każde zdjęcie to były okrzyki w stylu "o matko, jaki cuuuudny, o Boże CHCEMY CHCEMY TAKIEGO!!!!". Nasza psina przy tych wrzaksach i piskach biegła do komputra i oglądała też, ale z każdym dniem była coraz to smutniejsza. Mnie bardzo to martwiło, bo piesek, który do tej pory był jak wariatek, teraz był cichy, coraz markotniejszy i im bardziej myśmy chcieli już do Niny się zgłosić, to pies był coraz smutniejszy. tknęło mnie w końcu i zaczęliśmy się trochę hamować w tych emocjach. Piesi tłumaczyliśmy jak dziecku (cholera, odbiło mi totalnie, jakby to kto znajomy przeczytał to by mnie do czubków wysłał), że kochamy ją bardzo i wogóle i że jednak nie będzie drugiego pieska (zresztą w obecnej sytuacji to niemożliwe). Trwało to trochę ale jak ucichliśmy z tymi naszymi szkocimi emocjami i wytrwale prowadziliśmy terapię psina odzyskała troszkę wigoru. Póki co, jest trochę lepiej, ale nie daje mi to spokoju- czy psiaczek moze do tego stopnia odbierać nasze emocje? Czy naprwdę jest możliwe, żeby tak sie bała o nasze wobec niej uczucia? Dodam, że jesteśmi na jej punkcie walnięci do bólu. Ale co wam powiem, to wam powiem, szkoty są PRZEOBŁĘDNE, tyle tylko, że muszę już bezgłośnie piszczeć do nich. I widzę też, że ich właściciele to też niezłe szkoty. CAŁUSKI dla Was wszystkich, nie zamykajcie mnie w wariatkowie!