[FONT=Times New Roman]Artykuł z dzisiejszego SE...[/FONT]
[B][URL="http://www.dogomania.pl/forum/"][B]Kto zakatował psiaka[/B][/URL][/B]
[B][URL="http://www.dogomania.pl/forum/"]W całej wsi nikt niczego nie widział ani nie słyszał[/URL][/B]
[URL="http://www.dogomania.pl/forum/"]Najpierw bili je na wszystkie sposoby, potem jeszcze żywe i przytomne wrzucili do opuszczonej studni wypełnionej szlamem. Bery i Kuba - nowofundland i jamnik umierały kilkadziesiąt godzin. Kto to zrobił? W Murawcu (Lubelskie), wsi pod Terespolem, gdzie doszło do tego bestialstwa, nikt nic nie widział i nikt nic nie słyszał, choć skowyt zwierząt musiał przerażać.
[/URL]
Zmowa milczenia - tak najlepiej opisać można atmosferę nadbużańskiego Murawca. Na pytanie o psy, pobite i utopione w studni, ludzie szybko się odwracają i idą w swoją stronę. - Pewnie same wpadły. Zagapiły się i wpadły - drwi tęgi starszy mężczyzna.
[B]Zwyrodnialcy do paki [/B]
To, że to dzieło bestii w ludzkiej skórze, nie mają wątpliwości policjanci. - Psy były bite - lekarz weterynarii stwierdził krwawe wybroczyny na szyjach i krew w nosach. Gdy sprawcy wrzucili je do studni, bez wątpienia jeszcze żyły - informuje Cezary Grochowski z KMP w Białej Podlaskiej, podkreślając, że oprawcy zostaną ujęci. Musiało ich być kilku, bo trzyletni Bery ważył ok. siedemdziesięciu kilogramów. A do starej studni, ukrytej w bardzo gęstych krzakach nad Bugiem, ciągnęli go ponad 60 metrów. - Mamy już krąg podejrzanych - zapewnia policjant.
[B]Bo nie był na łańcuchu [/B]
To nie zwróci jednak czworonogów ich właścicielom. Dla Kazimierza Ślężaka (75 l.) Bery był jedynym przyjacielem. Mężczyzna 6 lat temu sprowadził się nad Bug ze Śląska, nie zdążył zżyć się z ludźmi. Im nie odpowiadało, że traktuje psa jak człowieka, tuli, uczy komend, dba jak o dziecko, szczotkuje. I że chodzi z nim po ulicy, zamiast trzymać na łańcuchu. I że Bery szczeka, mokrą sierść wytrząsa wprost na człowieka.
- Gdyby ubili, nic bym nie powiedział, ale zamęczyć na śmierć... Boże - pan Kazimierz mówi przez łzy, zaciska pięści. Po psie została mu karta szczepień, smycz i obroża. - Tyle razy mówili, załatwimy go, zobaczysz, załatwimy.
Zaprzecza, że Bery był odmieńcem wśród łagodnych i przyjaznych nowofundlandów, zwanych wodołazami ze względu na swe umiejętności pływackie.
- Posłuszny i ułożony. Ugryzłby tylko wtedy, gdyby ktoś na mnie rękę podniósł - mówi pan Kazimierz.
[B]Czym zawinił jamnik? [/B]
Ale w czym przeszkadzał mały Kuba? - Takiego czegoś jeszcze w tej wsi nie było jak żyję - Krystyna Łachnowicz (71 l.), babcia Michała (14 l.), do którego należał uroczy jamnik, kręci głową. Chłopiec się nie odzywa, bardzo przeżył śmierć swego pupila.
- Nawet dorosłemu czegoś teraz w obejściu brakuje - Edwardowi Łachnowiczowi (41 l.) też jest bardzo smutno.
autor: Mariusz Mucha