Witam!
Na początku września wzięliśmy psiaka ze schroniska. Pierwszego dnia trochę wymiotował, ale myśleliśmy, że to z powodu zmiany jedzenia, nerwów, przecież to dla niego nowa sytuacja, stresująca itd. Zaznaczam, że od razu ze schroniska pojechaliśmy do weterynarza, niestety nie naszego stałego, do jakiegoś nowego gabinetu, bo był po drodze, co niestety było błędem. Myśleliśmy, że to będą rutynowe badania, może szczepienia. Bo piesek nie był szczepiony w schronisku, mimo że ma koło 6 miesięcy już. Weterynarz powiedziała nam, że piesek jest wychudzony, wycieńczony (co akurat sami zauważyliśmy ;) ) i w niezbyt dobrej kondycji. Dodatkowo miał zapalenie spojówek, jakiś kaszel się tam przyplątał. I zauważyła u niego zmiany skórne, powiedziała, że to nużeńce, czy coś o podobnej nazwie. Dała nam jakiś antybiotyk na to. I oczywiście tabletkę na odrobaczenie.
Jak już pisałam, pierwszego dnia piesek nam chorował. Drugiego było trochę lepiej, trzeciego też i daliśmy mu tabletkę na odrobaczenie. Następnego dnia znowu zaczęły się wymioty, myśleliśmy że to przez ewentualne robaki. W nocy piesek zwymiotował wszystko co zjadł w ciągu dnia, kompletnie nie strawione. Dodatkowo nad ranem pojawiła się płynna biegunka z krwią. Oczywiście zaczęliśmy panikować, myśleliśmy że to wirusowe zapalenie jelit, bo parenaście lat temu jeden z naszych psów na to zmarł.
Pojechaliśmy tym razem do naszego weta. I okazało się, że to nosówka. Weterynarz powiedział nam, że to można leczyć, że mają przypadki psów, które przezywają, że zależy to od zjadliwości wirusa. Podjęliśmy decyzję o leczeniu. Piesek dostał kroplówkę, jakiś antybiotyk na jelita (niestety w tych wszystkich nerwach nie zapytaliśmy jaki) i zestaw witamin z grupy B na wzmocnienie układu nerwowego. Jeździliśmy codziennie na te zastrzyki, już na drugi dzien po dostaniu kroplówki, psiak zaczął jeść na potęgę, biegunka i wymioty się nie pojawiły już. Po 4 dniach dostawania leku na jelita, przez 10 dni codziennie dostawał lek na wzmocnienie, weterynarz powiedział nam że to gentamicyna (lecyna? Przepraszam że podaje takie niejasne informacje, ale od weterynarzy się czasem ciężko coś dowiedzieć) i witaminy z grupy B, szukałam w internecie o tym, ale niewiele znalazłam. W każdym razie pieskowi się polepszało, był coraz żywszy, rozrabiał, zapalenie spojówek ustąpiło, skóra wyglądała coraz lepiej.
Piesek zakończył kuracje lekami 19 września. Weterynarz powiedziała nam, żeby go obserwować, bo postać nerwowa może się pojawić do 3 miesięcy po zakończeniu leczenia.
Dziś piesek wstał jakiś niemrawy, smutniutki, nie chciał się bawić, trochę zjadł, ale niewiele. Teraz jest już lepiej, lata i się cieszy. Ale zauważyłam, że mu drży trochę łapka. I się martwię, może to się zaczyna postać nerwowa? Czytałam gdzieś, że nawet jak piesek „wyjdzie” z choroby, to mogą pojawiać się tiki nerwowe, może to to?
Może ktoś z Was ma doświadczenie, ma lub miał pieska chorego na nosówkę, coś o tym wie? Bo chętnie poczytałabym Waszych „doświadczeń”, może coś z tego wyniosę, pomogę jakoś pieskowi?
W ogóle lekarz powiedział nam, że piesek ma mieć szczepienia za jakieś 2 tygodnie od teraz i że wtedy mogą wystąpić jeszcze powikłania. Od innego weterynarza słyszałam znowu, że lepiej później go zaszczepić. Więc nie wiem teraz co jest lepsze? Wolałabym żeby był już zaszczepiony, bo się boimy, że jeszcze coś innego złapie.
Proszę jeśli ktoś z Was miał podobne „doświadczenia”, to proszę o pomoc i poradę.
Przepraszam, że się tak rozpisałam.
Pozdrawiam, Dominika.