Wczoraj zostalem właścicielem 3,5 miesięcznego pieska Amstaffa. Na podwórku u hodowcy był bardzo wesoły, w samochodzie w czasie podróży bardzo się zestresował, był mocno zżyty z rodzicami i rodzenstwem.
Gdy przyjechałem do domu nie chcial wyjsc z samochodu, w dodatku mój drugi piesek 3 letnia suka zawarczała na niego też odwarknal, ale mocno sie przestraszył. Suke wzialem za ogrodzenie, pieska wyjąłem samochodu, był tak przerazony że mial nogi jak z waty, zalamywaly u mu się, ale jeszcze podszedl pod ogrodzenie do suki ona warczala, a on obwąchiwał ją.
Wtedy już zabralem go do domu, wczoraj prawie cały dzień przeleżał. Wieczorem już wstał na przednich łapach, a dzisiaj rano nawet coś chodził, ale niewielkie odleglosci (do miski sam podszedl wczesniej nawet nie chcial).
Sika narazie pod siebie(kupy nie robil jeszcze), bo nie mogę go na dwór zabrać, więc sprzątam .Jak chce go podniesc i zaniesc to sie wyrywa, majta nogami. A nie chce mu robic krzywdy.
Dzisiaj już niby lepiej coś wstaje, ale wydaje sie taki mocno smutny.
Minie mu ten smutek z czasem?
Jakieś rady?