On nie jest bardzo nieufny. Tydzień temu ja go nawet głaskałam. I to nie była druga próba, ale trzecia. Pierwsza, to kiedy go głaskałam, złapałam i chciałam włożyć do kontenerka, ale wywinął się i uciekł. Następnym razem łapaliśmy go na klatkę, ale nie naszą tylko pożyczoną. Wydawało się nam, że mniejsza i lżejsza, to będzie lepsza, bo kotek niewielki. Ale kotek wszedł, zjadł przynętę, a zapadka nie zadziałała. Nie wiem czy on taki lekki, że nie uruchomił zapadki, czy coś było nie tak, jak być powinno. Dzisiaj chcieliśmy złapać go na naszą klatkę, w którą przez ponad 20 lat pobytu na działce wyłapaliśmy kilkadziesiąt kotków do kastracji. Nigdy nie zawiodła. Dzisiaj też by się udało, gdyby kocia przyszedł. Ale to duży teren, wkoło pola, zakrzaczone tereny, jak to nad rzeką, a to młody kociak więc nie lubi siedzieć w miejscu. Nie dajemy za wygraną. Będziemy próbować do skutku. Nie może tam zostać, bo przez zimę zdziczeje tam bez ludzi.