witam,
mnie bokseromania dopadła w chwili narodzin. Miałam cudowną, rudą, nadzwyczaj cierpliwą nianię. Niestety sunia zachorowała, gdy miałam 3 lata. Bardzo tęskniłam, więc rodzice na pocieszenie przynieśli do domu jamniczkę(szkodnika)...to nie było to samo......11 lat błagałam o boksia,
udało się.....zamieszkał z nami malutki pręgusek, najsłabszy z miotu, najmniejszy....12 lat walczyliśmy z różnymi chorobami, udawało się je pokonywać, niestety przegraliśmy z podstępną padaczką..:(
Nie chciałam już psa, nie chciałam tego przeżywać kolejny raz, walka z chorobą, rozstanie to było zbyt bolesne.....mimo to śledziłam aukcje na allegro, oglądałam aukcje charytatywne.
Trafiłam na stronę schroniska, tam w adopcjach zobaczyłam biednego, przerażonego, strasznie wychudzonego bokserka, zwiniętego w kłębek. Coś we mnie pękło....
To była miłość od pierwszego wejrzenia, na szczęście z wzajemnością :)
Piszę o tym, bo dziś mija pół roku od tamtej chwili. Moja bokseromania się nasiliła :)