Mam problem ze zdrowiem psa, a kolejne wizyty u weterynarzy powiększają tylko bałagan w głowie... Może ktoś tutaj, kto ma psa z chorą trzustką będzie w stanie doradzić mi, kogo słuchac i co dalej robić, żeby psu pomagać a nie szkodzić?
11 listopada przywiozłam na DT bezdomną suczkę (średni pies w typie owczarka niemieckiego, ok 15 kg wagi). Od początku pobytu u nas była karmiona karmą z puszki (Rafi - ta sama firma, która produkuje karmę Dolina Noteci, nie jest to może super karma, ale też nie jest najgorsza) plus gotowanym ryżem i marchewką, czasem zamiennie z makaronem, do tego łyżka oleju. Wszystko było w porządku do czasu, kiedy nie chciałam urozmaicić jej jedzenia i nie zaczęłam dodawać do karmy podrobów i mięsa mielonego. 26 listopada pies dostał strasznej biegunki, więc poszliśmy do weta do Morskiego Oka. Pani doktor stwierdziła zapalenie jelita i podała antybiotyk odkażający jelita. Powiedziała, że gdyby biegunki się powtarzały, trzeba wykonać badania na trzustkę.
Wróciliśmy do starej karmy i przez miesiąc karmiliśmy psa dokładnie tak samo: rafi + ryż + marchewka. Raz trafiła nam się biegunka, kiedy daliśmy psu mały kawałek ogona wołowego w ramach smakołyku, ale przeszła po podaniu smecty. Niestety przed świętami trafił nam się kryzys: w sklepie skończyła się nasza stała karma. Kupiliśmy karmę tej samej firmy, ale z trochę "wyższej półki". Okazało się, że ta karma nie jest gładkim pasztetem, ma w sobie wyraźne kawałki kaszy pęczak. Po dwukrotnym jej podaniu zaczęła się biegunka, która nie przeszła nawet po podaniu smecty. Kolejny raz poszliśmy do Morskiego Oka. Tym razem trafiliśmy na Pana Doktora - zrobiliśmy od razu badania krwi (morfologia, TLI). Morfologia wyszła w normie, ale TLI mocno podwyższone (42). Dostaliśmy antybiotyk na zapalenie trzustki, który podawaliśmy psu w zastrzykach przez 8 dni. Oprócz tego dostalismy zalecenia odnośnie diety - na początku przez ok 5 dni dawaliśmy karmę w puszce Royal Canin Intestinal Low Fat (po niej kupy były idealne, ale niestety ta karma jest zabójczo droga), później zaczęliśmy dodawać do niej stopniowo ryż z gotowanym kurczakiem, aż w końcu całkiem przestawiliśmy psa na takie domowe jedzenie: pierś z kurczaka gotowana + ryż + marchewka. Po zakończeniu zastrzyków powtórzyliśmy TLI, ale wynik był jeszcze gorszy - 50. Mimo złych wyników pies wygląda i zachowuje się dobrze - robi ładne, zwarte kupy, jest żywy, ma duży apetyt.
Zrobiliśmy badanie kału (trypsyny) - tu wynik znowu kiepski, 20%. Wet z Morskiego Oka sugerował nam dalszą diagnostykę, tzn USG trzustki i (chyba?) włączenie enzymów. Jednak postanowiliśmy przenieść się z leczeniem do innej lecznicy - Morskie Oko jest kawałek od naszego domu, taka wycieczka zajmowała nam za każdym razem dwie do trzech godzin, w dodatku Pan Weterynarz jest mrukliwy i niewiele mówi (tak z 5 słów na wizytę, więc chociaż dobrze leczy, to nie daje właścicielom żadnych informacji), a Pani Weterynarz często lekceważy różne rzeczy.
Zaraz obok naszego domu jest lecznica Anima, w której pracują sami weterynarze z dłuuugim doświadczeniem. Najpierw skonsultowaliśmy się z drem Ostaszewskim, ale nie pomógł nam za wiele (jest dietetykiem) - kazał podawać psu enterol (probiotyk) i rozpisał nam dokładnie dietę domową (którą karmiliśmy psa już od paru tygodni), w ogóle nie interesowały go wyniki badań.
Po paru dniach poszliśmy do dra Lenarcika, gastroenterologa. Dr Lenarcik obejrzał wyniki, ale w sumie nie bardzo go interesowały. Powiedział nam, że skoro pies trochę przytył, dobrze wygląda, jest żwawy, robi ładne kupy, to nie warto przejmować się wynikami. Kazał dalej stosować dietę, podawać probiotyk (żeby zapobiegać przerostowi flory bakteryjnej w jelitach), kupić zestaw witamin i minerałów i podawać przez pewien czas, żeby uzupełnić to co pies stracił w trakcie biegunek.
I teraz mam dylemat - kogo słuchać? Lekarzy z Morskiego Oka, którzy proponowali dalszą diagnostykę i podawanie leków? Czy lekarzy z Animy, którzy mówią, że jeśli pies jest w dobrym stanie, to nie warto go truć lekami? Z jednej strony - nie chcę podawać niepotrzebnie leków, z drugiej, boję się że jeśli zaniedbamy coś, to stan psa może się pogorszyć. Macie może jakieś rady?
Aha, zrobiliśmy też badania na lamblie i pasożyty - wynik negatywny.