U mnie na początku gdy nie było wiadomo co się stało i czemu psiak podczas jedzenia padł jak długi i pomimo moich starań odzyskał przytomność tylko na kilka minut, po 1 telefonie do "hodowcy" usłyszałam że to na pewno zadławienie byłam w takim stanie że nie potrafiłam nawet wypytać tej kobiety czy to normalne że szczenie zdycha przy zadławieniu i mocno krwawi z pyska i nosa . wkoncu moja mama gdy zobaczyła mój stan i rozpacz mojego dziecka stwierdziła że poprostu baba nas zbyła i że zadzwoni do niej i na spokojnie z nią pogada bo może nie zdaje sobie sprawy że któryś pies (suka bądź pies) mogą przekazywać wadę genetyczną ,a po za tym nie rozdawała szczeniąt za darmo tylko brała za nie ładną sumę więc wypadało by znaleść jakieś dobre rozwiązanie . Pani na początku oskarżyła nas o wszystko co możliwe (trochę się nie dziwię bo różni oszuści chodzą po świecie) ale w końcu powiedziała że po sekcji gdy wyjdzie że to wada genetyczna (wrodzona) to odda nam szczeniaka bez żadnych kosztów . Gdy teraz pies jest po sekcji pani stwierdziła że ta sekcja się nie liczy a tętniak powstał przeze mnie a po za tym to ona poniosła w tym momencie największą stratę ,tymi słowami mnie zabiła. Sprawa skończy się chyba w sądzie ..