Jump to content
Dogomania

Igulec

Members
  • Posts

    86
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Igulec

  1. A ja kolędę mam jutro i jestem ciekawa, co będzie. W zeszłym roku byłam w pracy i nie byłam obecna. Był u nas mój proboszcz i.... skrytykował działalność fundacji i fakt, ze trzyma się tyle kotów w mieszkaniu (wówczas było ich znacznie mniej niż będzie jutro :diabloti:). Powiedział, że lepiej, żebyśmy jakimś biednym dzieciom pomagali...:angryy: Miał szczęście, że mnie nie było. Ciekawa jestem, kto jutro nas odwiedzi.
  2. Witajcie, Bambi i jej Duzi. Cudne foteczki :D Na żywo jeszcze piękniejsza sarenka :)
  3. Mam nadzieję, ze tam jest szczęśliwy. Pobiegł tam w swojej własnej obróżce, którą mu kupiliśmy, żeby nikt nie myślał, że jest niczyj...
  4. Wczoraj zaczął jeść, ale to był chyba zryw przed odejściem. Dziś rano znaleźliśmy go, już był zimny, nie było nas przy nim, nie mogliśmy się pożegnać... Wczoraj po kroplówce i wieczornym spacerku nic nie wskazywało, ze będzie źle. Nie robiliśmy sekcji, razem z naszym psem odprowadziliśmy go na stawy...
  5. Nie dogoniliśmy go. Jasio dziś w nocy uciekł za Tęczowy Most. Teraz odpoczywa pod orzechem wśród stawów - tak lubił wodę....
  6. Spóźnione, ale są:) Na razie dwie foteczki czystego i pachnącego jasia ze spaceru: Zdjęcia mogłam robić tylko z góry, bo jak kucnęłam, żeby Jasia lepiej sfocic, to od razu szedł do mnie i nochalem zasłaniał aparat :) Niestety Jaś nadal nic nie je, tylko trawę skubie, jak krowa na łące...
  7. Jasiu dzisiaj po południu zjadł pół skrzydełka, i wieczorem po kroplówce kolejne pół...:loveu:
  8. Dziewczyny, połowy, co wetka do mnie mówiła nie zrozumiałam, bo traciłam zasięg. Ale najważniejsze usłyszałam - NERKI SĄ ZDROWE. Jutro idziemy na wizytę. Jasiek widać jest na szczęście tylko okropniaście wymęczony. To, że zjadł kuraka, to za dużo powiedziane - wczoraj i dzisiaj zjadł połowę skrzydełka gotowanego. A dzisiaj rano, jak brałam go z piwnicy na spacerek, zamerdał ogonkiem Jasio wczoraj dostał swoja własną, nowiuśka obróżkę, dziś się wykąpał i pozwolił wysuszyć suszarką i już teraz pięknie pachnie I wróciła własna wola: :Tam nie chcę iść, idziemy ta ścieżką na spacerze."
  9. Az boje się jutro dzwonić do wetki...
  10. Jasio po wizycie u weta. Krew pobrana, nadal kroplówki, Betamox, Furosemid. Nic nie je, duzo pije. jest podejrzenie mocznicy :placz:
  11. Jasio, na górę, hop...
  12. Jasio o 4:30 grzecznie wyszedł na spacerek, wysikał się, troszkę pochodził i potem szybciutko chciał wracać na posłanko w piwnicy. Napił sie wody i zakopał w swoich kocykach. Ja go jeszcze szczelnie otuliłam. Grzeczny chłopak z tego Jasia.
  13. Jasio zjadł troszkę mięska mielonego. Niestety niedługo potem wszystko zwrócił. Kroplówki dają radę - wzięłam Jasia dzisiaj na krótki spacerek bez smyczy i chciał mi uciec. Wielka ucieczką nie mozna tego nazwać, ale determinacja była wielka. Złapany uciekinier nie był zadowolony. nawet warknął, ale grzecznie wrócił do siebie. Wieczorkiem tez wyszliśmy na krótki spacerek, tym razem na pożyczonej od mojego psa smyczy. Jasio szedł grzecznie, lekko się chwiejąc, ale szedł. nawet wysikał sie już jak piesek - na trzech łapkach. Jutro pobudka wcześniej, czyli jakieś 20 po czwartej, aby wyjść z Jaskiem. A we wtorek znów do weta. Mam nadzieje, że będzie już tylko lepiej. Że Jasio przestanie zwracać jedzenie, zacznie tyć jak Jasio u Baby Jagi i znajdzie domek... Dzisiaj podczas spaceru z Jasiem spotkałam jakiś jego karmicieli. Dowiedziałam się, ze Jasio nie jadł już dwa tygodnie temu. Ale oczywiście nikt nic nie zrobił... Typowe, jak propozycja pewnej pani, która była świadkiem znalezienia Jasia pod śmietnikiem - Może oddać go do schroniska :crazyeye:Taaa, żeby odszedł niezauważony, bo przecież po co wzywać weta...
  14. Jasio ma już żywsze oczka, ale ciągle nie chce jeść. Dzisiaj poćwiczymy z surowym mięskiem.
  15. Jutro Jaskowi muszę kupić mięsko. Niby chce jeść, bo takie sprawia wrażenie, gdy pochyla nad miska, ale w misce chyba nie ma tego, co by chciał...
  16. Jaśka dowieziemy wszędzie.
  17. Przepraszam, sama chyba nie napisałam. Jasiek jest w Inowroclawiu, woj. kujawsko-pomorskie pod opieka moja czyli Fundacji Kocia Dolina (nietypowy ten nasz podopieczny). Nie ma jednak problemu, żeby mieszkał gdziekolwiek, byleby mieszkał i był kochany.
  18. Jak tylko ugotuje mu ryż, zejdę do niego i cyknę kilka fotek. Już koty przechowywałam u siebie w piwnicy. Sąsiedzi nie zauważyli. Mam nadzieje, że psa też nikt nie znajdzie... No chyba że będzie chciał go zaadoptować. To może znaleźć.
  19. Na razie my podajemy kroplówki. Zobaczymy we wtorek - kolejna wizyta.
  20. Jasiek po wizycie u weta. Kroplówki. Jest tak suchy, że krwi nie dało się pobrać. Kroplówki, woda i spróbujemy karmić, bo na razie nie chce nic jeść. Szukamy normalnego DT lub od razu DS.
  21. Jasiek to nieduży kundelek z pięknymi oczyma. Kilka lat temu pewna pani z mojego bloku przygarnęła psiaka. Był to jej drugi pies, któremu podarowała dom. Psy zgodziły się i żyły spokojnie w domu pani z jej córką i synem. Jasiek był hałaśliwym psem, ale to chyba tylko dlatego, że nie miał gdzie wyładować energii. Poza tym nikt mu chyba nie powiedział, że nie szczeka się o 6 rano na klatce schodowej podczas schodzenia na spacer. Nie lubiłam Jaśka. Jest troszkę nieforemny – jakby skrzyżowanie jamnika z jakimś innym psem. Poza tym to szczekanie na wszystkich i wszystko. Mój Pies Igi też go nie lubił… Dwa miesiące temu zaczęłam widywać domieszkujące w okolicy mojego śmietnika dwa psy. Jeden mniejszy, suczka i większy, pies. Zaczęłam je dokarmiać. Igi stwierdził, że karmy starczy dla trzech i ostatecznie mogę nosić pod śmietnik jego karmę. Psiaki zajadały, okazało się, że nie tylko ja je dokarmiam. Pewnego dnia podczas karmienia i pojenia piesków – nazwałam je Jasiami Wędrowniczkami, bo widywałam je i ich karmicieli na całym osiedlu – dowiedziałam się od pewnej pani z mojego bloku, że to ten sam Jasio, którego nie lubiłam, przygarnięty kiedyś przez dobra panią. Dobra pani niestety zmarła jakiś czas temu, zaś córkę wyeksmitowano z mieszkania. Zabrała ze sobą jednego z psów, a Jaśkowi albo było tam źle i uciekał, albo go po prostu nie wpuszczono do nowego domu. I tak Jasio został osiedlowym psem. Sunia po jakimś czasie znikła – nie wiem, czy miała dom i takie życie to było tylko przygodą. W każdym razie Jasio został sam. Błąkał się po osiedlu bez celu, bez tego zawadiackiego uśmiechu na pysiu. Zaczęłam go widywać coraz mniej. W zeszły tygodniu nie miał apetytu i humoru. Wzgardził psia karma, nie chciał parówki. Chciałam go zabrać do weterynarza, ale znów mi zniknął. Kilkugodzinne poszukiwania w deszczu nie przyniosły skutku – Jasiek przepadł. Myślałam, że ktoś dał mu dom… Wczoraj wieczorem z TZ wyszliśmy z psem. Patrzymy – przy śmietniku, na wyrzuconej przez kogoś kanapie leży Jasiek. Wróciłam do domu po karmę i wodę. Jasiek nie chciał wstać, nie podnosili główki – leżał zwinięty jak w jakimś marazmie. Podniósł głowę, gdy poczuł wodę. Napił się. Dużo pił. Wychudzony, smutny – zastanawialiśmy się czy to ten sam pies. Gdy próbował wstać, przewrócił się. Był wycieńczony, nie miał siły stać na nogach. W domu osiem kotów i pies. Nie mogę do domu przyprowadzić Jaśka, bo mama się zbuntuje i przestanie pomagać przy zwierzakach, jak ja będę w pracy. Nie mogę też Jaśka zostawić na noc na dworze w takim stanie. Jasiek siedzi w mojej piwnicy. Ma posłanko zrobione z trzech narzut, miseczkę z karma i wielka michę wody. Zanim zostawiliśmy go tam na noc, zwymiotował trawę i kości. Za kilka godzin idziemy do weterynarza. Ale co dalej – przecież Jasiek nie może mieszkać w piwnicy…DT lub DS na cito….
×
×
  • Create New...