Mój pies, zanim go jeszcze przygarnęłam, to się błąkał w okolicach Pszczyny. Trwało to podobno 2-3 miesiące. I jakiś instynkt łowcy w nim pozostał, tym bardziej że jest mieszańcem husky. Nie da się go spuścić ze smyczy, bo jak zobaczy wiewiórkę czy jakiegoś bażanta, to nie ma zmiłuj - instynkt zwycięża i pies "głuchnie". W domu reaguje na każde zawołanie, ale na spacerze niestety nie. Mimo upływu kilku lat, nic się nie dało w nim zmienić. Owszem, uspokoił się trochę, bo na początku spacery były męczarnią, gdyż ciągnął niemiłosiernie, jednak tego instynktu łowcy nie udało się z niego wyplenić. Trudno, i tak jest najukochańszym psem na świecie :)