Charlotte York
Members-
Posts
41 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Charlotte York
-
Dziękuje za rady i słowa otuchy. Spróbuje to zmierzyć chociaż chyba będzie kłopot bo to jest pod skórą i dużą ilością siersci (husky). Czyli jeśli Twoje psy miały tłuszczaki to pewnie masz rację, że moja też ma. Bo wiesz jak to wyglądało.
-
jeśli chodzi o biopsje to powiedziała, ze nie ma sensu jej robić bo zdarza się, ze nie jest wiarygodna. Najlepiej wycięcie i wynik histopatologiczny, ale tego nie na narazie sensu ruszać. I w sumie o tej biopsji powiedziała to, co też czytałam. I ciągle mam ochotę to sprawdzać i wydaje mi się coraz większe. Za 5 dni mam zanieść mocz do kontroli. Może wtedy jeszcze raz o tym porozmawiam. Może w ten czas zauważe czy coś się zmienia. Jednak nie zmienia to faktu, ze bardzo się denerwuje. I w sumie co wysyłać na biopsje jak nic nie wypłynęlo?
-
tak czy inaczej płynu nie ma, jest miękkie i się rusza czyli obserwować czy nie rośnie i nie martwic się narazie? Ufam tej lekarce, podchodzi do zwierzat z wielkim sercem. I powiedziała wyraźnie, ze jakby to było coś co trzeba od razu wyciąć nie zalecała by czekania. Ale i tak się denerwuje.
-
żeby sprawdzić czy coś z tego wypłynie i ocenić co to jest. Powiedziała, że nie widzi potrzeby ruszania tego, chyba że zacznie rosnąć. Możliwość zainfekowania... Znowu mam nowy stres. Aha ona odkaziła to miejsce zanim zrobiła badanie- jak przed pobraniem krwi na przykład.
-
Witam. Nie miałam pojęcia do jakiego działu dać pytanie. Wczoraj pod skórą mojej suczki 9 lat zauważyłam guzek. Na biodrze. Guzek jest miękki i się przemieszcza. Dotykam go to widać że raczej ją nie boli, bo nie reaguje. Nie wylizuje tego ani się tym nie interesuje. Byłam właśnie u weterynarza. Lekarka wbiła w to igłę, żeby sprawdzić czy wyleje się coś z tego. Nie wyleciało nic a nic. Była pusta strzykawka. Powiedziała, żeby to obserwować i jak zacznie rosnąć to wtedy wyciąć. Narazie nie ma sensu jej operować, bo jej to nie wygląda na rakowe, bo jakby wyglądało, to napewno nie kazała by z tym czekać. Co o tym myślicie?
-
Okazało się, że badania moczu nie wyszły najgorsze. Nerki w porządku. Dostała jakieś tabletki na przewlekłe choroby nerek i układu moczowego. Mega wielkie i problem jak jej dawać, ale mam nadzieję, że dadzą radę tam gdzie mieszka.
-
Mogą, ale nie muszą? I naprawdę na 100 procent mogę ropomaciczem się nie martwic? Czytałam też o zakażeniu dróg moczowych. Może przez to że leki nic nie dały to zapalenie się pogłębiło i stąd te złe wyniki. Przypomniało mi się, co powiedziała weterynarz. "Że ropomacicze lubi się tak rozkręcać". I ja nie mogę tego pojąć dlaczego tak powiedziała. Jeżeli ten śluz miałby oznaczać ropomacicze, to wydaje mi się, że w usg byłoby coś widać i krew też nie byłaby wzorcowa. Więc ja nie wiem skąd miałby być ten śluz. Ona ewidentnie miała zapalenie pęcherza, było widoczne. A przecież chyba weterynarz nie jest głupia i ślepa i widziała dokładnie co bada. Akurat badania wykonywała inna, bo one są tam na zmianę. Okazało się jeszcze, że oba psy mają na końcu uszu jakieś strupki i muchy aż nad nimi latają.
-
Nie wiem jakie badania będą robione, ale pani weterynarz powiedziała, że "dokładne", bo to co oni robią na miejscu są ogólne i podstawowe. Mam zebrać dużo moczu z wieczora, albo rana i przywieść jej, bo wysyłają materiał do badań do laboratorium w innym mieście. Weterynarz powiedziała, że "jest jakaś leukocytoza, wałeczki i osad". I powiedziała coś o ropomaciczu. Że może się tak zaczynać czy coś. Ale ze stresu to zdanie do mnie nie doszło do końca. Wystraszyła mnie. Skąd ono, jak równo tydzień temu było robione usg i morfologia. Byłam dziś u mojego psa 2 razy. Wieczorem były buziaczki, podskoki i merdanie ogonem. A wcześniej, jak łapaliśmy mocz, to chłopak zabrał ją na spacer za podwórko i tak szła chętnie, że mu rękę prawie wyrwała. Czy tak zachowuje się pies chory? Weterynarz jeszcze pytała o wylizywanie się. Nie wylizuje się uporczywie. Dziś, ani razu nie widziałam, chociaż nie byłam długo. A jak byłam w poniedziałek to owszem przysiadła ze 2 razy i się "podlizała", ale nie robiła tego też jakoś długo uporczywie. Przecież pies, suka też muszą się umyć nie? A ten śluz co jej leci to jest przeźroczysty, koloru moczu i on w ogóle nie ma zapachu. Wycierałam ją chusteczką i sprawdzałam. A może po prostu lekarstwa nie zadziałały, więc śluzu zrobiło się może nawet trochę więcej i ten śluz spowodował np. zakażenie róg moczowych?
-
badanie moczu wyszło jeszcze gorsze niż było. Jakiś osad się pojawił, nablonki i coś tam jeszcze. Muszę w niedzielę wieczorem zebrać jej dużo moczu i zawiesc do lekarza w poniedziałek rano. Będzie wysłany do wrocławia na dokładniejsze badania. Martwię się.
-
Byłam dzisiaj u niej i jak zwykle przyleciały razem do furtki. Oczywiście słońce grzało więc spały i musiałam je obudzić wołaniem. Były buziaczki i merdanie ogonem. Potem położyła się i dalej drzemała. Ale nie zauważyłam, żeby zachowywała się inaczej niż zwykle. I chyba naprawdę nie mam się co dziwić, że ciągle drzemie, bo co haski ma robić, kiedy na dworze jest 30 stopni. W piątek pojadę po mocz i zawiozę do lekarza. Żal mi jej ogolonego brzuszka, ale wolałam ją zbadać i wiedzieć, że to nie ta wstrętna choroba.
-
Okej więc w piątek zawiozę, bo ma brać do niedzieli. Badania wykonują na miejscu więc od razu się dowiem czy jest dobrze. Ale psa chyba już nie muszę brać ze sobą? I myślisz, że jak na usg wyszło, że nie ma ropomacicza, nic w tym kierunku się nie zaczynało, to faktycznie ten śluz był tylko od zapalenia pęcherza i na razie mogę sobie tym głowy nie zawracać? W ogóle nie wiem czemu o tym myślę. Przecież nic się nie dzieje w tym kierunku i nie jest powiedziane, że będzie. Po to jej zrobiłam badania, żeby się uspokoić.
-
Czyli dobrze, że dostała furagin. Ma brać 10 dni 3 x na dzień po tabletce. Właśnie nie zapytałam czy konieczna jest kontrol. Ale jak skończą się tabletki to w sumie mogę zanieść mocz do badania. Zapalenie pęcherza było widać również na usg. A usg właśnie wykonywałam po to, żeby sprawdzić czy przypadkiem ropomacicze się nie zaczyna. Ale na szczęście nie.
-
Dostała tylko furaginę. Lekarka zrobiła morfologię między innymi po to, żeby sprawdzić czy potrzebny jest antybiotyk. Wyszła w normie i uznała, że nie.
-
Witam. Piszę, ponieważ się stresuję chociaż chyba nie powinnam. Mam sukę haski około 10 lat. Nie mieszka ze mną na codzień, ale staram się przynajmniej raz w tygodniu ją widzieć. W piątek byłam tam gdzie mieszka i zauważyłam, że jak robiła siku to wyleciał z niej dość długi przeźroczysty śluz. Od razu ją obtarłam i powąchałam. Chusteczka zabarwiła się od moczu i nie miała żadnego zapachu. Pies zachowuje się normalnie. Leci do furtki radośnie i wita, a potem leży, co nie powinno mnie dziwić, bo aktualnie na dworze jest prawie 30 stopni. A poza tym ona zawsze była leniwa. Po tym jak wyleciał jej śluz nie wylizywała się. Przed tym piatkiem byłam tam jeszcze w poniedziałek. Również zachowywała się jak zawsze. Śluzu nie widziałam, a widziałam jak sika. Postanowiłam jednak zabrać ją do lekarza, bo od razu pomyslałam o ropomaciczu. Pani weterynarz powiedziała, że może to być również zapalenie pęcherza albo po prostu nic. Wykonała badanie moczu, które wykazało zapalenia pęcherza. Z racji, że nie widzę mojego psa codziennie i nie mogę jej obserwować, postanowiłyśmy wykonać USG i morfologię, aby wykluczyć ropomacicze. USG potwierdziło zapalenie pęcherza. Ropomacicza nie ma. Morfologia wyszła dobra. Czyli wyszło na to, że mój pies ma tylko zapalenie pęcherza i to chyba niezbyt groźne, bo nie zauwazyłam, żeby sprawiało jej to jakiś dyskomfort. Sika normalnie. Nie zauważyłam, żeby miała oddawać mocz z trudnością. A ja i tak sobie wyobrażam, że to ropomacicze może być, chociaż w usg wyraźnie pani doktor widziała, że nie ma ropomacicza. Oglądała ją długo i dokładnie. Morfologia wyszła w normie. A i tak wariuje i spać nie mogę :(