Jump to content
Dogomania

ka_zz

Members
  • Posts

    34
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by ka_zz

  1. Bou, Bardzo dziękuję za wszelkie uwagi - doktor Janicki przyjmuje niestety trochę poza moim zasięgiem. Próbowałam jeszcze skonsultować z innym chirurgiem, niestety okazało się, że jest na urlopie. W końcu poszłam porozmawiać z naszym 'weterynarzem rodzinnym', któremu ufam i uważam, że jest wspaniałym weterynarzem (pan Ireneusz Kita, polecam). Sam powiedział, że niestety umiejscowienie schorzenia jest wyjątkowo złe i - jak na jamnika - rzadkie, aczkolwiek niestety nie przewiduje dobrej przyszłości dla psa, jeśli nic nie zostanie zrobione, miejsce jest bardzo niefortunne i w każdej chwili może się stać coś bardzo niedobrego. Już wczoraj wreszcie 100% czułam, że chcę operować. Niestety wykrakałam, jak bardzo dobrze pies się ostatnio czuł, dzisiaj psa bardzo boli, pręży się lub zastyga z bólu w bezruchu, potrzebne były sterydy i przeciwbólowe. Operacja za tydzień. Innej szansy nie widzę, pies już dziś ledwo się porusza (jak 100letnia babcia), muszę zaryzykować.
  2. Bardziej skłaniam się ku operacji, która mam nadzieję sprawi, że jednak ten najbrzydszy odcinek kręgosłupa będzie w lepszym stanie i nie trzeba będzie z psem obchodzić się jak z jajkiem czy też "czekać" aż stanie się jej coś poważniejszego niż sam ból. Gdybym miała chociaż większą pewność, że lekarz wie co operuje na bazie dokładniejszych badań niż samego rtg. No ale tutaj zaczynam mu wchodzić w kompetencje heh. rozważam jeszcze konsultację u trzeciego chirurga, ale nie do końca już wiem po co i czy jest sens. Wg chirurg która ma operować, pies stanie na nogi już po dwóch dniach a po 10 będzie jak nowonarodzony:) , nie wiem więc jakie inne komplijacje pozabiegowe masz na myśli (napiszesz?) i szczerze to strasznie wkurza mnie to, że doktor absolutnie nic o nich nie mówiła, wykluczając nawet rehabilitację. Może więc faktycznie nie ma się czego bać heh. na 95% wybiorę operację. Żałuję, że nie ma we mnie tej pewności sprzed wizyty u Sterny. Z ciekawości - co Ty byś zrobiła?
  3. Tak więc byłam z psiną u dr Sterny i sytuacja wygląda obecnie tak (pozwolę sobie od razu napisać podsumowanie): Znakomity ponoć chirurg dr Ratajska, specjalizująca się w chorobach kręgosłupa, na podstawie samego RTG rekomenduje operację usunięcia 2 zwyrodniałych jąder miażdżystych, ponieważ w takich zwyrodnieniach odc szyjnego, każdy gwałtowniejszy ruch może skończyć się paraliżem (4 łapy) lub nawet śmiercią (wiele zakończeń nerwowych). Na wielokrotne pytania oraz sugestie do zrobienia mielografii lub rezonansu - nie ma wskazań. Widać jądra zwyrodniałe na RTG, 'to i to trzeba usunąć, prawdopodobnie to najbardziej psa boli'. Tyle, że pies kiedy był pierwszy raz oglądany był już w dużo lepszej kondycji i nie było po niej widać bólu (jedynie przy badaniu klinicznym zareagowała bólowo na ucisk w tej okolicy). Żadna rehabilitacja ani prewencja nic tu nie dadzą, jądra są już zwyrodniałe więc tutaj nic nie pomoże, a rzecz w każdej chwili może (chociaż nie musi) skończyć się niestety tragicznie. Drugi znakomity (i chyba najbardziej znany) chirurg, dr Sterna, badał psa kilka dni temu - bardzo dokładne badanie kliniczne, poszczypał nożyczkami, podnosił, sprawdzał reakcje łap w różnych konfiguracjach, obejrzał RTG lędźwiowe i szyjne z lipca. Szyja faktycznie gorsza niż odc lędźwiowy, ale brak wskazań do leczenia operacyjnego, wskazanie utrzymanie szelek oraz dobrego stanu mięśni, ewentualnie bieżnia wodna, ale pies jest w jego ocenie w dobrym stanie (chociaż w opisie badania odruch przy stawaniu z powietrza jest osłabiony i jest kilka opóźnionych odruchów - sam opis co prawda nic mi nie mówi, dużo tam skrótów). Faktem jest, że pies już drugi tydzień czuje się znakomicie, zmiana obroży na szelki wydaje się być dla niej wielką ulgą, bryka, fika, lata (oczywiście w granicach rozsądku) i ma wyśmienity humor (oprócz tego, że generalnie od miesiąca zrobiła się bardzo spokojna i raczej baaardzo cicha, jak na nią). Wg dr Sterny, operacja na tym odcinku jest bardzo ryzykowna, może nawet znacznie pogorszyć stan zwierzaka i z tego względu on jest generalnie przeciwnikiem operacji prewencyjnych w tego typu schorzeniach. Poleca leczenie zachowawcze (szelki, ruch, mięśnie, ewentualnie bieżnia wodna), ale oczywiście nie daje żadnych gwarancji, że jutro lub pojutrze coś się nie stanie. Wypatrywać mam jedynie ponownych objawów bólowych, kulawizny przedniej łapy, bólu brzucha lub niedowładu i wtedy ew robić badania krwi oraz badanie kliniczno-neurologiczne jak przed planowaną operacją. Z jednej strony wspaniała wiadomość, z drugiej - zresztą tak to skomentowałam - trochę czekanie aż psu stanie się coś złego. Pies ma dużo chodzić, żeby mięśnie były sprawne, ale nie aportować (i tak tego nie lubi), nie robić gwałtownych ruchów (no o to raczej nie mam za bardzo jak do końca zadbać). W końcu z tego wszystkiego nie doczekałam się odpowiedzi co z jej ulubionym kopaniem dołów (raczej, jak mniemam, również niewskazane). Osobiście wolałabym mieć psa na tyle sprawnego, żeby mu zbyt wielu rzeczy nie odbierać i nie ograniczać, z drugiej strony przerażająca raczej jest myśl o paraliżu lub niedowładzie PO operacji (a raczej w ingerencji operacyjnej i poruszenia czegoś-tam, o czym mówił Sterna - proszę wybaczyć ignorancję, ale nie pamiętam już czego). Z drugiej strony operacja wykonana jedynie w oparciu o RTG, bez mielografii ani rezonansu (dr Sterna też te badania teraz wykluczył, ale dlatego, że pies jest obecne w dobrej kondycji i ponoć wtedy nic w takim badaniu nie wyjdzie, trzeba robić gdy boli - swoją drogą dobrze wiedzieć) wydaje mi się tym bardziej ryzykowna. Zapytałam wyraźnie dr Ratajskiej, która sugeruje przeprowadzanie operacji, czy skoro omijamy rezonans i mielografię, to gdyby wyszło coś przy operacji (że jednak to kwestia innego miejsca, może jakieś dodatkowe zwyrodnienie/ucisk), to rozumiem, że zostanie to zoperowane. Dostałam odpowiedź, że nie. 'Nic dodatkowego, wycinamy jedynie te dwa jądra miażdżyste i to wszystko'. No. Czyli nie wiem już nic. Dwie zupełnie odmienne rekomendacje, a pies jeden.
  4. Tak jak pisałam wcześniej - też jestem zdziwiona, pytałam dokładnie o te dwa badania, usłyszałam, że nie ma wskazań do tego, należy wyciąć tylko dwa zwyrodniałe jądra. Pytałam, czy jeśli dopiero podczas operacji wyjdzie,,że jednak problem jest gdzie indziej, to czy zostanie to rozwiązane, ale usłyszałam "usuwamy tylko te 2 jądra i nic więcej". Bez uzadadnienia, czemu. Też jestem mało przytomna, żeby tematu nie podrążyć, ale niestety z każdym pytaniem w sumie to samo. Liczę, że 30 lat doświadczenia, specjalizacja w temacie i b. dobra opinia w środowisku lekarskim mają coś wspólnego z brakiem decyzji o dodatkowych badaniach. Nie wiem natomiast jak wyjasnię fakt wykonanego rezonansu (jesli dr Sterna zaleci to zrobie) pomimo wyraznego sprzeciwu lekarza. Troche glupio nie ufac chirurgowi, ktory ma przeprowadzic operacje (chociaz w same umiejetnosci zabiegowe jak najbardziej ufam). Tzn rozumiem,,ze masz na mysli "przestaje chodzic w wyniku komplikacji przy operacji"? Mam jednak nadzieję, że nic podobnego nie nastąpi. Jesli sunia beagle miala tylko dolegliwosci bolowe, oznacza to chyba, że podczas op cos poszlo nie tak? Tego przypadku wolałabym teraz nie rozpatrywać, bardziej interesuje mnie sama operacja prewencyjna zakończona sukcesem..
  5. Hej Gayka Przeczytałam Twoją relację, widzę, że podobnie jak ja upodobałaś sobie tą rasę (to mój drugi jamnik). Wiele przeszła ta Twoja piękna psinka, jest już zdrowa? Co do lekarza: z tego co wiem to bardzo doświadczona chirurg, z 30 letnim stażem pracy, specjalizująca się w chorobach kręgosłupa właśnie. Zapytałam czy są jakieś gwarancje, jakie jest ryzyko, jak to w ogóle wygląda. Oczywiście gwarancji nie da mi żaden chirurg, natomiast uspokoiła mnie mówiąc, że w swoim 30letnim doświadczeniu żaden pacjent jej nie zmarł (a wiem, że przeprowadza naprawdę dużo tych operacji, ciężko się do niej dodzwonić, ale jest o tyle miła, że odbiera telefony nawet w trakcie wizyt). tak naprawdę dopiero teraz zaczynam rozumieć, jak bardzo ryzykowna jest ta operacja. Doktor jest bardzo spokojna i opowiada o tym trochę jak o wycięciu kleszcza:) Może to i lepiej, natomiast - jak już pisałam - nie rozwiewa to moich wątpliwości i mam spory niedosyt informacji, już o rehabilitacji nie wspominając; do dziś dziwi mnie, że tak naprawdę mam nic nie robić. Moja psina będzie przechodziła zabieg fenestracji jadra miażdżystego (a dokładniej to dwóch), niestety nie udaje mi się dokopać do żadnych sensowych informacji na ten temat. Najgorzej, że moja mała bryka ostatnimi czasy jak nowonarodzona (odpukać), ma wyśmienity humor, nic ją nie boli. Ale też coraz bardziej dociera do mnie, że jednak jest to pies w pewnym sensie - jak sama pisałaś - niepełnosprawny. Noszenie po schodach, teraz zakaz wskakiwania na łóżko (uczy się spać w swoim legowisku i są już pierwsze sukcesy:), ograniczenie spacerów, które oczywiście uwielbia...na działce boję się dawać jej kopać (jej ulubione zajęcie), bo jednak angażuje to mocno szyję, a tutaj jest największy problem, nie wiem co będzie po operacji....eh. no pytań tak naprawdę, zamiast coraz mniej, mam coraz więcej. ******* PS orany przepraszam, coś się zwiesiło i wysłałam ten sam wpis 3 razy :/ zgłosiłam do usunięcia, sorry : )
  6. To prawda. Akurat ta psinka wybrala sobie gorszy odcinek :/. No nic, zobaczymy co dalej. 7 lat ledwo skonczone, krew i EKG już zrobione, wszystko ok. Można operowac i podac narkozę. Pies waży 7,7 kg (sukces, niecale 2 lata temu ważyła 10,5 kg).
  7. Dzięki:) Dam znać po konsultacji. Zastanawiam się, co zrobić w sytuacji, kiedy doktor zleci jeszcze dodatkowe badania, np. wspomnianą wcześniej mielografię lub rezonans (te badania dużo dokładniej pokazują, jakiej skali jest problem; co, na co i w jakim stopniu dokładnie uciska itp). Kosz - z tego co wiem - to ok 200-300 zł wzwyż za jedno takie badanie. Chirurg, która planuje robić operację powiedziała, że nie ma wskazań do dodatkowych badań, jądra miażdzyste należy usunąć i tyle. Na moje pytanie, czy jeśli podczas operacji wyjdzie coś dodatkowego (czego nie pokazuje RTG), czy zostanie to również zoperowane, usłyszałam 'nic dodatkowego nie robimy. operujemy wspomniane wcześniej 2 jądra miażdżyste i to wszystko'. No niewiele z tego rozumiem, naprawdę :/ Kurcze, trochę jestem zdziwiona, że odzew w wątku jest taki mały :( Może założyłam temat w złym dziale, aż mi sie nie chce wierzyć, że nikt nie miał tego typu problemów...Chciała sobie baba pogadać, a tu taki klops....=)
  8. Cześć dzięki za odpowiedź Niestety nie mam pojęcia jaką metodą będzie przeprowadzany zabieg, nie przyszło mi do głowy żeby zapytać (a są w ogóle różne metody przeprowadzenia takiego zabiegu?:). Doktor bardzo skąpiła informacji, a i tak ją mocno przemaglowałam i już głupio się czułam, bo pytań miałam sporo heh. wiem tylko, że rozcinana będzie od dołu, a nie jak myslalam od grzbietu. Tak jak mówię, jest to operacja prewencyjna. Pies obecnie czuje się (tfu tfu) b. dobrze, nigdy nie miała niedowładu. co do rehabilitacji - usłyszałam, że nie będzie potrzebna, ja też nie muszę nic robić. Ograniczenie ruchu też ponoć niepotrzebne. W przyszłym tyg mam konsultację u dr Sterny. Zobaczymy co on powie. Jak doszło do diagnozy? W skrócie: grudzien 2013r pierwszy (i poki co ostatni) baardzo silny epizod bólowy, pies leżał cały dzień i piszczał (również po interwenxji u weta). Stwierdzone liczne zwyrodnienia w odc lędźwiowym, ale nieoperacyjne. Były zastrzyki i 10 dni laserów. Miałam patrzeć co dalej. Od tego czasu do zeszłego miesiąca pies miał ok 3 max 4 wizyt u weta (jedyne objawy: nie wita sie nie skacze, każe wsadzać sie i zsadzać z łóżka, ale tak to w dobrej formie i humorze). Niecały miesiąc temu na działce pies przestał latać, była lekko osowiała, na każdy najmniejszy schodek trzeba było ją wsadzać, doszła też tzw przeczulica w okolicy pyska: wystarczyło psa musnąc nogą przechodząc obok i od razu skowyt bólu (pózniej wystarczyło gest nagły w okolice pyska wykonać żeby od razu witała szybkim skowytem bólu). W innej już klinice (obecnej) kazano powtórzyć RTG i zrobić odc szyjny, bo tam chirurg oceniła problem. Wynik: zwyrodnienia jąder miażdzystych w kilku odc, na podstawie rtg 2 do wycięcia, dodatkpwych badań nie trzeba, jest to b. Bolesne i niebezpieczne miejsce w razie wypadnięcia dysku, do którego może dojść - lub nie - w każdej chwili, "nikt nie da gwarancji czy i kiedy wypadnie, moze to być kwestia jednego ruchu i paraliż murowany (lub gorzej). to tak w skrócie :). :/ PS. z góry sorry za błędy, piszę z komórki.
  9. Witam wszystkich Będzie długo, ale mam nadzieję, że jakaś dobra dusza raczy przeczytać i dodać swoje trzy grosze:) Jak w temacie. Mój jamnior niedługo będzie miał operację odcinka szyjnego kręgosłupa. Jest to operacja prewencyjna (nigdy nie miała niedowładu), ponieważ - po różnego rodzaju przebojach - RTG wykazało, że psina ma zwyrodnienia jąder miażdżystych, z czego jak usłyszałam, dwa powinny zostać usunięte, bo właściwie w każdej chwili może 'źle się ruszyć' i może dojść do paraliżu, a nawet śmierci (!), ze względu na liczne zakończenia nerwowe. Zdecydowałam się nie zostawiać niczego przypadkowi i wybrałam operację, chociaż nie ukrywam, że jestem pełna obaw. Sunia ma 7 lat, przeszła kilka lat temu sterylizację, badania krwi i EKG wykazało, że nadaje się do operacji oraz narkozy. O ile - z tego co przeczytałam w Necie - trafiłam ponoć na świetnego chirurga, o tyle lekarz jest, moim zdaniem, wyjątkowo niekomunikatywna. Trzeba o wszystko wypytywać i ciągnąć za język (gdybym nie zapytała, nie wiedziałabym nic o diecie po operacji (pies otwierany będzie od dołu, od strony brzuszka i szyi, powinien więc jeść coś miękkiego) ani tego, że będzie dochodzić do siebie nie dzień, dwa (jak usłyszałam przy pierwszej wizycie), a jednak pewnie minimum 10 dni, a może nawet dłużej. Doszło do tego, że na kolejną wizytę przyszłam z kartką, na której wypisałam chyba z 10 różnych pytań. No i właściwie każde pytanie zbywane jest pobłażliwym uśmiechem, ewentualnie dość cenną informacją, której bym nie usłyszała, gdybym wyraźnie o coś nie zapytała. I tak na przykład początkowo usłyszałam, że pies po 2 dniach będzie już czuł się na tyle dobrze, że będzie ją można samą zostawić w domu (?), na moje pytania jak z nią postępować dalej, czy potrzebna jest klatka (pies skacze po kanapach, które uwielbia), usłyszałam jedynie, że nie potrzebna, nie usłyszałam nawet kategorycznej odpowiedzi, żeby psa oduczyć, ot uśmiech doktor tu i tam. No nie mówię, lekarz jest miła, ale jak dla mnie bagatelizuje sprawę (albo ja się nad psem za bardzo wytrząsam, ale dopiero po szeregu moich pytań i 2 wcześniejszych wizytach usłyszałam, że operacja jest jednak skomplikowana i ryzykowna - coś, co uważam, że powinnam usłyszeć już na samym początku). Straciłam już więc cierpliwośc wypytywania o szczegóły w klinice, ufam, że doktor wie co robi i operację przeprowadzi sprawnie i bez komplikacji. Ewidentnie opieka po operacji nie jest dla doktor czymś, nad czym w ogóle powinnam się zastanawiać :). Ale ja musze, bo się uduszę :) Zatem pytam Was. O Wasze doświadczenia. Wiem, że każdy przypadek jest inny, ale może ktoś z Was przeżył z psiną podobną operację i może coś podpowiedzieć? Ciekawa jestem, jak wygląda okres rekonwalescencji? Co jeszcze mi chodzi po głowie: - czy potrzebna jest klatka, żeby maksymalnie ograniczyc psu ruch - czy powinnam psu zakupić jakieś bardziej stabilne i proste posłanie (w tej chwili używa starego, wygniecionego już legowiska, które w jednym końcu wypchane jest jak miś, w drugim są już wgniecenia, spadki i brak wypełnienia - nie wiem, czy przy szwach pooperacyjnych będzie to zatem odpowiednie miejsce dla psa) - jakie macie doświadczenia w wyprowadzaniu psa na spacer, po takiej inwazyjnej operacji? I w ogóle, cała reszta, kto co ma do napisania, chętnie poczytam. Szczerze mówiąc w chwili obecnej operację traktuję trochę jak odległy sen, ale termin zbliża się wielkimi krokami i zaczynam się trochę denerwować :( Z góry dzięki za wszelkie odpowiedzi, trzymajcie za nas kciuki :)
×
×
  • Create New...