Widzę, że muszę wszystko dokładnie opisać, bo zaszły jakieś niedogodności. Nic nigdy nie było lekceważone. Park mamy podzielony na dwie połowy, pierwsza to ścieżki przy pałacu, bardzo ruchliwe, pełno różnych osób, druga połowa to natomiast las, ale ludzie też tam się znajdą. Staram się jak najczęściej chodzić nad zaludnioną połowę, i najlepiej wchodzić w tłumy. Raz mogę bez problemu spuścić ją (wprawdzie na tą mniej zaludnioną połowę) ze smyczy i na ludzi tylko spojrzy, a na następny dzień podbiegnie do człowieka który jest daleko. Co do gości, jak tylko usłyszy domofon mega się cieszy, jak ktoś wejdzie nie skacze na nikogo ale ogon macha jakby miała pofrunąć. Do listonoszy jest niepewna, ale trzyma się z boku. Psina jest mega aktywna, zwykły spacer wokół bloku na pewno nie wystarczy. Często jeździmy za miasto do lasu. Gdy jedziemy w nieznane miejsca jest ciekawska, chcę wszystko wywąchać, ale nie jest to jak w przypadku znanych miejsc, że biega i 'lata' wszędzie. Jeszcze taka mała nieistotna (albo istotna?) sprawa, to to, że miała już nieudaną adopcję. Z siostrą były znalezione w lesie, bardzo wychudzone, szybko znalazła dom, po tygodniu została znaleziona błąkająca się po mieście, a właściciele już jej nie chcieli.