Jump to content
Dogomania

dominika73

Members
  • Posts

    67
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by dominika73

  1. [quote name='Lulka']Mi tez bardzo smutno, szkoda mi psa (jest to pies wyjątek, bo wcale sie nie cieszyl w starym domu...)[/quote] Chodzi ci o to, że nie cieszyła się, że wróciła? :crazyeye: Myślałam, że jednak się ucieszy, w końcu była przywiązana do tych ludzi? O Jezu, ale mnie to zdołowało :shake: [quote name='Lulka'] Rozumiem, ze chcecie nadal Sonie i nie mam szukać jej domu? Czy potrzebujecie jeszcze chwile, zeby sie zastanowic?[/quote] Nie musimy się zastanawiać, chcemy ją z powrotem, tylko, że to zajmie parę miesięcy :shake:. Jeżeli tylko może na nas tam poczekać, to my będziemy czekać na nią. Przeprowadzkę planowałam na luty, może uda się wcześniej, bo chcemy się przenieść tam nawet bez wykańczania (bez podłóg, na poczatek zrobimy tymczasowo wykładziny, a na wiosnę, jak budynek podeschnie, to dopiero weźmiemy się za resztę. Tak naprawdę jak byśmy dobrze zgrali ekipy, to mogłoby to być nawet pod koniec roku (ta przeprowadzka), wiadomo, jak to jest z ekipami - trzeba być przygotowanym na różne opóźnienia. [quote name='Lulka']Jak tylko sie uporam z porzadkami w domu to do niej pojade. ;)[/quote] Dziękuję ci bardzo. Tak myślę, ze na jesieni trzeba zrobić jej sterylkę.
  2. Sonia dziś pojechała :placz: , spędziliśmy pół dnia w domu prawie się nie odzywając do siebie, wszyscy myśleliśmy o niej. Zosia płakała - pocieszyło ją dopiero, jak powiedziałam, że teraz będziemy mogli popracować nad Viki i pouczyć ją różnych rzeczy. Kupiliśmy dziś taki drewniany klocek do aportowania. Viki pięknie aportuje! Szybko załapała, o co chodzi. Właściwie bez problemów oddaje zabawkę i czeka, na jeszcze. Mówimy "siad" - siada i czeka. Bardzo się pilnuje na spacerach - ogląda się i wraca. Przyjrzałam jej się dzisiaj i stwierdziłam, ze nabiera już kształtów :cool3:. Jak wychodziłam, nie pchała się tak szaleńczo - już chyba się przyzwyczaja. Lulka, błagam, czuwaj nad Sonią, zeby miała co jeść. I daj znać, jak ona się czuje.
  3. Sonia znów zwiała :shake: - ze wzmocnionego kojca. Rozmawiałam już z Lulką - po burzy mózgów z moim mężem zdecydowaliśmy, ze Sonia musi jednak wrócić do starego domu, dopóki nie przeniesiemy się na stałe :placz:. Dopiero wtedy ją weźmiemy. Myśleliśmy o różnych rozwiązaniach, ale tak: ponieważ czeka nas wkrótce konieczność przeorania działki (traktorem), a potem różne prace ziemne, nie możemy jeszcze grodzić tamtej części. Nie możemy zrobić pastucha, bo trzeba by te słupki ciągle montować i demontować. Pomysł z linką też jednak odpada, bo co to za rozwiązanie? Przecież nie może być ciągle przypięta. Niestety ona ciągle szuka nowych sposobów, więc jedyny sposób to taki, żeby zamykac ją w kojcu i to dodatkowo przypiętą :shake:. Ale to w ogóle nie wchodzi w grę - to może być rozwiązanie "chwilowe", ale nie na dłużej. Jak Viki bedzie sama, to nawet nie bedziemy musieli używać kojca, bo jej nie trzeba pilnowac - no, poza przypadkami kiedy ktoś wychodzi (wtedy czasem wybiega, ale tez wraca, jak sie ją zawoła). Zresztą ona czasem wchodzi sobie do kojca (np przed deszczem się chowa). W tej chwili jest "poszkodowana", bo siedzi w kojcu razem z Sonią. Dziewczyny, jesteśmy z mężem strasznie zestresowani tą sytuacją - to ciągłe wyglądanie, zastanawianie się, czy jeszcze tam jest, szukanie nowych sposobów, no i boimy się, czy nic jej się nie stanie podczas wymykania się i biegania luzem. Mamy ogromne wyrzuty sumienia, że musimy tak zrobić, ale niestety sprawy się coraz bardziej komplikują.
  4. Lulka, ale objętościowo to wcale nie jest dużo, przecież jest tam sporo wody (dlatego takie ciężkie). Na dwa dni wychodzi mi ponad 0,5 kg ryżu (może 0,7), mięcho (tak jak ryż) i warzywa. Czyli to cztery porcje. Tak to porównuję z moją terierką rosyjską i wydaje mi się, że też tyle dostawała (objętościowo więcej, ale rzadsze). Do mieszkania Soni nie wpuszczam. Ostatnio zostawiłam ją przed drzwiami. A wczoraj panowie zgarnęli ją po drodze (wracali ze sklepu - na szczęście samochodem). Dziś bede szukać takiej stalowej linki do przypinania, ale poważnie się zastanawiam nad pastuchem. Tak myślę, że bym wydzieliła im taki wybieg z tyłu, słupki 1,5 m (docelowa wysokość pewnie z 1,2 bo trzeba je wkopać). Pani od pastucha twierdzi, że pies nie bedzie próbował przeskakiwać (mówiła, ż z metr wystarczy), bo bedzie się bał, że nie przeskoczy z odpowiednim zapasem - Sonia jak przskakuje nad bramą, to właśnie najpierw wskakuje na nią, podciąga się i dopiero przelatuje na druga stronę). Lulka, nie stresuj się, staramy się jak możemy. ;)
  5. Fona, ja jestem pewna na 100%, że Sonia ucieka nie dla samego faktu uciekania i z chęci pobiegania sobie. Jest to zupełnie jasne - ucieka tylko, kiedy mnie nie ma. I biegnie prosto na nasze osiedle - czeka (tak sadzę), aż ktoś będzie wchodził lub wyjężdżał samochodem (i otworzy się furtka lub brama), wbiega do naszego bloku i czeka na górze pod drzwiami. Nie biega po okolicy. Więc naprawdę mam nadzieję, że przestanie. A to, że tak leci do mnie i tęskni - rozwala mnie zupełnie :oops: ;) A jak sobie radzili z Johnem? Mogłabyś sprawdzić? (chodzi mi o ten okres, zanim się przyzwyczaił), bo chyba nie pozwalali mu tak biegać? Dziewczyny - dzięki za pomoc! Aha, wczoraj po południu jak przyszłam, wypuściłam je bez smyczy (wieziały, że przyniosłam jedzenie, więc przypuszczałam, że raczej nie zwieją) - Viki w ogóle latała ostatnio bez smyczy, bo zostaliśmy tylko z jedną smyczą, jak pisałam, a ona się pilnuje i jak zawołam - przychodzi. Z Sonią trochę gorzej. No więc wylatały się jak wściekłe :lol:, biegały (pierwszy raz wypuściłam je obie luzem) długo, trochę poleciały w pole, ale jak wołałam to w końcu przyszły (najpierw oczywiście Viki). Tak bedę teraz robić, bo muszą się wybiegać. Zaraz idę.
  6. Sam elektryzator chyba 234 zł. plus koszt słupków (zrobimy z drewnianych stempli), linki (kabla - puścimy linkę na 3 poziomach prawdopodobnie), izolatory i jakiś dłuuuugi przedłużacz. Dobra wiadomość jest taka, że dziewczyny coraz bardziej sie słuchają - tzn jak się je woła (zwłaszcza Viki). Natomiast w ogóle jakoś nie dociera do nich, kiedy je karcę ("głosem") - np. nie chcę, żeby wchodziły do domku ekipy. Widać, ze nikt z nimi nie pracował. Ile czasu myślicie minie, zanim nabiorą kształtów? Bo na razie są nadal chudzinki. Na razie dostają tak: rano suche po 250 g na łeb, i po południu/wieczorem gęste jedzenie (ryż, mięcho, warzywa) - zważyłam - wczoraj i dziś ważyło to ok. kilograma - jedna porcja, wcześniej dostawały mniej (pierwszego dnia pewnie z połowę, bo brałam tylko jeden pojemnik, teraz już dwa). Co myślicie o tych porcjach? Jedzenie znika w ciągu sekund (może z pół minuty) :shake:.
  7. No niestety - pastuch bedzie potrzebny jak nic. Sonia skacze przez bramę. Sytuacja w tej chwili podbramkowa, bo nie możemy tam cały czas siedzieć. A jak tylko odchodzę od bramy, to przeskakuje. Niestety, została przywiązana do słupka. I to drutem:placz:. Nic innego nie udało nam się na szybko wykombinować. Jedna smycz już przegryziona. Pan Wiesio przywiązał ją w takim miejscu, żeby ją widzieli, ale nie sądzę, żeby musieli interweniować. Jak pan Wiesio ją przywiązywał, to tak jakoś stanęła, że drut miała pod przednią łapą - podniosła ją i się cofnęła, tak że już jej nie przeszkadzał. Obroża zapięta na ostatnią dziurkę, bo z przedostatniej ściągała. Wierzcie mi dziewczyny - nie miałam wyboru :shake:. Jest absolutnie nie do opanowania - próbuje wszelkich sposobów. A ja nie mogę pozwolić, żeby latała tu po osiedlu, bo sa zakazy wyprowadzania psów luzem., nie mówiąc już o psach bez opieki. Dużo matek z małymi dziećmi. Rozmawiałam już z panią z tej firmy, co Ewuniu, podałaś. Myślę, że wydzieliłabym miejsce z tyłu działki na takie miejsce dla nich. Muszę zamówić ten "osprzęt". Tylko chcę wymierzyć ile potrzeba tej linki i innych dodatków.
  8. Póki co dzisiaj - bez ucieczek. Biegają luzem, bo kojec się na razie nie nadaje do użytku. Byliśmy w Castoramie, pan Władek kupił zawiasy i skobel, ale jeszcze trzeba wzmocnić cały tył. Zresztą myślę, że i tak bedą próbować, np podkopywaniem. Pan Wiesiek z ekipy mówił, że miał taką sukę, która potrafiła podkopać się pod metrowym fundamentem :crazyeye:, więc dla desperata naprawdę nie ma przeszkody. Czy myślicie, że jeśli zabetonuje się taki pas dookoła (środek nie), to to coś da? Tak mi się wydaje, że pies próbuje kopać zaraz przy brzegu, nie od środka. Wołałabym, żeby miały tam trochę ziemi, bo tak na betonie to niefajnie :shake: Hmmm... pastuch - skąd to się bierze? Jak to wygląda? W którym miejscu ten drut? I czy tam trzeba pociągnąć przedłużaz, czy to jest na jakieś akumulatory? Jeśli to przyczepię do siatki (a musiałoby być z tyłu), to czy prąd nie popłynie na całej długości siatki? Też się dziwię, że tak rozwaliła tę siatkę, bo to przecież siatka ocynkowana, nie jakaś taka powlekana. Oddania Soni na razie nie bierzemy pod uwagę. Chyba, że rzeczywiście nie będzie na nią sposobu. Zobaczymy, jak będzie się sprawować w ciągu najbliższych kilku dni. Boże, naprawdę liczę na to, że się przyzwyczai. Na razie zachowuje się zupełnie nieprzytomnie. Lulka, czy ona w starym domu tez tak leciała do wszystkich ludzi podchodzacych do bramy? (chodzi mi o przymilanie się), bo tutaj tak robi. Viki trochę bardziej z dystansem. Ewa, napiszę do ciebie wieczorem.
  9. OK, byłam - widziałam. Siatka pogryziona powyżej linki z tyłu kojca. Pan Wiesiek mówił, że trzeba by tam dać dechy. Ja myślę o wybetonowaniu kojca, jeśli się zaczną podkopywać. Będziemy próbowali puszczać je jednak na działce luzem, bo na pewno będzie im łatwiej to zaakceptować, niż siedzenie w kojcu. Przy bramie był między ostatnim słupkiem a stemplem drewnianym wąski pas siatki nie wzmocnionej od dołu - tamtędy śmignęła ostatnio. Już jest tam decha, a kojec zamknięty, żeby tam nie weszły. Wydaje mi się Lulka, że ona szuka swojego poprzedniego domu -biegnie do wszystkich ludzi, do kazdych otwartych drzwi. Teraz są na działce. Viki nie zwiała. Pan Władek je dziś nakarmił. Nie dostały jeść jak ja przyszłam, tylko dopiero po jakiejś godzinie (ja się odsunęłam, jak dostawały). Zobaczymy. Mój mąz jest dobrej myśli, ja też mam nadzieję, że bedzie dobrze. Jeśli chodzi o odprowadzanie, to byłoby ok, gdybym była sama, ale Maja była już mocno wykończona tym ciągłym bieganiem, a ja tez nie mam siły jej cały czas nosić (wieczorem byłyśmy same w domu, dlatego pozwoliłam jej zostać), ale wiem, że ona chciała być w domu, nie na balkonie - mieliśmy straszne problemy, żeby ją tam wywalić - kładła się na ziemi. Z viki nie ma (odpukać ;)) na razie żadnych problemów.
  10. podobno wygryzła tył kojca - tą siatkę. Nie widziałam tego, bo juz nie miałam siły tam iść - chyba po raz szósty dzisiaj - zresztą nie chciałam jej tam zostawiać, i tak za chwilę by tu była. Wie, gdzie mieszkamy i to chyba był błąd. Chociaż - tak to przynajmniej nie poleci gdzies przed siebie, tylko do nas. Ale nie da jej się trzymać w mieszkaniu - wspina się wszędzie, wyciąga z kosza, weszła na łóżko (nie znoszę i nie akceptuję tego). Jak poszłam Mai umyć zęby, to od razu poleciała do kuchni grzebać w koszu (przy mnie jest ostrożniejsza, bo wrzeszczę i ją wywalam) - kuchnia jest otwarta, więc nie mam mowy żeby tam nie właziła. Jest na balkonie, śpi na swoim posłaniu (moich ręcznikach kąpielowych :cool3:). Postanowiłam być twarda i nie puszczać jej "na pokoje" tylko jak przyjdzie to od razu na balkon. Może się zniechęci. Panowie pojechali dziś na pół dnia, został tylko pan Władek, może dlatego im było smutno? Ale i tak panowie nie zabawiali ich, bo cały czas pracowali, więc nie wiem, czy to ma jakiś związek. Boję się tylko, czy nie przegryzła tej linki do napinania siatki (ale jest gruba), bo by musieli robić jeszcze raz, no i przede wszystkim taka siatka bez linki na dole to niewiele daje. Jutro poprosze pana Władka, żeby im dał jeść. Może się zgodzi. Rano idziemy ocenić sytuację. Dam znać jutro. Mam tylko nadzieję, że Viki tam jest (ostatnio była, widziałam, jak biega - nie zwiewała z Sonią, co mi się wydało bardzo dziwne). Aha, zwiększę im już porcje jedzenia (chociaż dziś było trochę więcej, niż wczoraj), mam wrażenie, że Sonia cały czas szuka. A tutaj wie, że jest jedzenie.
  11. Wrócili moi (Zosia i TZ). Podobno Sonia przegryzła siatkę :crazyeye: Dziś zostaje na balkonie. Dostała legowisko i wodę. Do mieszkania jej nie biorę, bo nie chcę, żeby wiedziała, że ma tu fajnie. Właśnie wolałabym ją zniechęcić. Nie mam pojęcia, jak się sytuacja rozwinie, bo jeśli siatkę może przegryźć, to z drewnem tez sobie poradzi. TZ zły (głodny :evil_lol:), ale mówi, że jego zdaniem powinna się przyzwyczaić. Właściwie, to jest pod wrażeniem, że jest taka sprytna. Nie byłoby problemu, gdybyśmy tam mieszkali, tak sądzę. Może im kupić jednak jakieś kości - giganty, których nie da się połknąć, żeby miały zajęcie? Biorę ja teraz na spacer, zamiast smyczy używając paska mojego TZ. Dziewczyny, wszelkie rady mile widziane, pewnie nie tylko ja borykam sie z takim problemem.
  12. Słuchajcie, Sonia znowu u nas - chyba weszła do naszej klatki, dziecko sąsiadów z dołu ją przyprowadziło (niestety nie znam szczegółów). Nie wiem, jak zwiała, brama na pewno była zamknięta. Biegały luzem, nie były w kojcu. Czarno to widzę. Jutro zamontowane zostaną zawiasy, ale jeśli zaczną się podkopywać pod kojcem to pozostanie nam tylko wybetonowanie go :roll:.
  13. Nooo... dzisiaj to się dzieje - wszystko było świetnie, ale po naszej ostatniej wizycie (tzn. Zosia została tam z nimi i z panm Władkiem, a my z Mają poszłyśmy do domu, bo mała musiała się przespać, potem wróciłyśmy - no i się zaczęło... jak wracałyśmy (wszystkie) do domu, to dziewczyny wypchnęły bramę (jest bardzo ciężka, ja mam ogromne problemy, żeby je otworzyć) - nas dogoniły. Pan Władek przyszedł po nie, wziął je na smycz, i wrócili, ale jak dochodzili do działki, to Sońka zrobiła mały unik, wyswobodziła się z obroży i znów wyrwała do nas :evil_lol: . Musiałam sama je zaprowadzić, zamknęliśmy je w kojcu, wróciłyśmy do domu. Moje dziewczyny stały na balkonie, no i w pewnym momencie krzyczą, że Sonia jest na drodze (tej polnej). Zatrzymała się koło tych ludzi z Rottkiem (tym, którego Sonia obszczekała i obwarczała) - byli na zewnątrz z psem. O dziwo nie było żadnej agresji (ze strony Sońki). Zeszłam po nią, no i teraz jest u nas, zaraz ją odstawiamy. Niestety zapomnieliśmy dziś kupić zawiasy do kojca (pan Władek prosił, ale nawaliliśmy :oops:), i był zamykany tak prowizorycznie, tylko na drut. Jutro rano pędzę po zawiasy, no i każę im jednak zamykać bramę na stałe na kłódkę (dziewczyny okazały się sprytne i niesamowicie silne). Martwię się, że bedą tak cały czas zwiewać. Macie jakieś pomysły? Rady? Wsparcie duchowe? :cool3: Naprawdę nie chciałabym ich zamykac cały czas w kojcu :placz:, ale nie mogę tam cały czas siedzieć i ich pilnować. Help!!
  14. O Boże, Lulka, a ty znów zaczynasz :oops: :oops: To my dziękujemy!!! Trochę się martwię, czy krople zadziałają, bo dziewczyny trochę przemokły. Teraz siedzą w kojcu, folię już pan Władek położył, więc im nic nie kapie, ale jak byliśmy na spacerze, to nagle lunęło, no i zanim udało mi się je tam zamknąć, to już były mokre, zresztą jak przyszłam, to też sierść miały trochę przemoczoną. Krople aplikowane były dziś rano (ok. 7, może trochę przed), bo wczoraj właśnie się strasznie chmurzyło i bałam się, że będzie ulewa :shake: Kiedy myślicie mam im zrobić kolejną aplikację? Te krople, Lulka - co to było? Bo wyrzuciłam opakowania :oops: . No właśnie -jakich wy używacie i co polecacie? Taka dziś piękna scenka była - Sonia drapała się po szyji (jaką ona ma chudą tą szyję :crazyeye:), Viki zobaczyła, podeszła i zaczęła pomagać - drapać (gryść) zębami - no po prostu cudownie! A wczoraj wieczorem Sonia "myła" główkę Viki. Ale są ze sobą blisko. No i juz nie ma kłótni - to tylko ten pierwszy raz był taki dramatyczny. Jak jesteśmy na działce, to nawet już nie trzeba tak dokładnie zamykać bramy - pilnują się. Nadal jednak nie spuszczamy ich ze smyczy na spacerach. Jezuuuuuu, jak ja nudzę! :roll: Ale to dlatego, że jestem strasznie przejęta, sorry! Do weta się na pewno niedługo wybierzemy, mam nadzieję, że w tym tyg. lub na pocz. przyszłego uda nam się zrobić samochód.
  15. Zaraz lecimy na działkę, bo mimo deszczu trudno już nam wysiedzieć w domu Sonia nadal uwodzi, jak wczoraj przyszedł to strasznie się tuliła, ona jest tak przylepa, Viki bardziej szalona, czasami chce się trochę poszamotać, i trudno trochę ją opanować - łapię ją za kark i do ziemi, karcąc przy tym słownie - na chwilę się uspokaja i znowu. Myślę, że jak już bedą mogły pobiegać luzem i sie wyszaleć, to się uspokoi. Viki chyba tez bardziej szczeka, tak twierdzili panowie. To spadamy!
  16. [quote name='Beata_Dorobczyńska']Fajnie, ze choć z netu dowiem się co z psami . Szkoda Lulka, ze nawet nie napisałaś. Milo czytać, ze maja wreszcie pelne miski . Pewnie przez najblizsze pol roku beda sie na nie rzucac ale to minie i naucza sie, ze jedzenie nie jest raz na tydzien . :multi: :multi: :multi:[/quote] Oj, Lulka, widzę że ci się dostało :evil_lol: Beatko, Lulka była tak zaaferowana, mówię ci - nie mogłam jej przekonać, że może już iść do domu :eviltong:, więc wybacz jej, wybacz ;)
  17. Już spieszę z relacją :lol: Noc ok (nie dla mnie - wiedziałam, że tak będzie :roll:, no ale najważniejsze teraz dziewczyny). Trochę tam nawet szczekały (kilka razy) - a wieczorem panowie pytali się, czy szczekać umieją :evil_lol: - nawet na mnie naszczekały, jak dziś poszłam (w pierwszym momencie, a potem pisków co nie miara - straaaasznie się cieszyły :loveu:) Poszłyśmy na spacerek, potem jedzenie. Najpierw dałam Soni, trzymając Viki za obrożę (ciężko było), no i zaraz Viki dostała swoją porcję. Nie wiem, kto komu dziś wyżerał, bo poszłam nalać im świeżej wody. Później strasznie się łasiły (zwłaszcza Vikusia), miałam wrażenie, że dziękują (tak też było wczoraj wieczorkiem). Nic się nie podkopywały, panowie założyli nawet kłódkę na bramę (i dziś rano nie mogłam się dostać :mad: - ale potem dziewczyny zobaczyły innego psa, ja odeszłam porozmawiać z właścicielem, no i narobiły strasznego hałasu (miałam nadzieję, że tak zrobią :evil_lol:), więc panowie się obudzili :eviltong: nic nie podkopane, chyba były grzeczne. Po spacerze chętnie wróciły na "posesję", więc już chyba zaczynają się przyzwyczajać. Lulka, zawsze możesz do mnie zadzwonić, dziś pewnie bedziemy trochę w domu, bo pada, no i dziewczynom zakropiłam te krople (poprosiłam panów, żeby zamknęli je w kocu, to nie będą mokre). Aha, jak najbardziej bedziesz mogła je odwiedzać - kiedy tylko masz ochotę. Aha, może czas zmienić już tytuł wątku? :cool3:
  18. Przy wieczornym karmieniu nie było już walk, ale Sonia wykiwała trochę Viki - najpierw rzuciły się na jedną miskę, potem Sonia poszła do dugiej (zjadła połowę Viki :roll:). No trudno, bedę musiała stawiać im michy jednocześnie (ale to strasznie trudne, bo skaczą i rzucają się niemiłosiernie jak się im daje, więc przydałaby się trzecia ręka :roll:, musze opracować jakąś strategię. Strasznie się o nie boję, że zwieją :roll:, bo oczywiście nie najlepiej reagowały, jak wychodziliśmy. Mam nadzieję, że zaraz padną, bo dziś w ciągu dnia wiele przeszły i w ogóle praktycznie nie spały, więc pewnie są zmęczone. Mąż się zapytał gdzie jego kolacja (jak dawałam suńkom "zupę") :cool3:, oczywiście nic nie ugotowałam :evil_lol: No cóż - trzeba się trochę poświęcić. :cool1: A sunie miały taką kolację - ryż i makaron, golonka i cukinia - nie miałam pod ręką innych warzyw, a nie miałam jak iść z nimi do sklepu. No ale wszyscy trąbią, że różne warzywa trzeba dawać, więc ... :eviltong: Dobranoc, D.
  19. No co ty, Lulka, nie po pół kilo na łeb :evil_lol:, po pół takiej paczki na łeb, czyli 0,25 kg
  20. No to mam chwilę (dosłownie) :evil_lol: Bo cały czas siedzimy na działce :cool3: Teraz dziewczyny sa z nami w mieszkaniu, jakoś bałam się je zostawiać same, jak ekipa jeszcze pracuje. Wszystko ok, chociaz Sońka śmignęła nam z działki jak wychodziłyśmy (tzn wyrwała się Zosi i potruchtała dróżką przed siebie). W pierwszej chwili spanikowałam, ale potem się opanowałam, zatrzymałam się i ją zawołałam. Zatrzymała się i przyszła :loveu:, kochana... Lulka, jak pojechałaś, to były bardzo niepokojne, popiskiwały i patrzyły zqa tobą :placz:, ale później się uspokoiły, na początku łaziły po działce, potem juz trochę leżały, znajdywały sobie różne miejsca - przy betoniarce, pod taczką, pod ścianą domu (tam, gdzie cień). W swojej "siedzibie" nie bardzo. Viki cały czas drepcze za mną - krok w krok. Zosia płacze, ze je nie lubią, bo właśnie za mną łażą, a nie za nią :roll: Juz po pierwszym karmieniu, Viki wrąbała wcześniej i dobrała się do miski Soni - i się jej dostało - trochę krwi się polało (z nosa) :-o. Dziś nie bede mogła spać, będę się bała, czy nie będą próbowały uciekać. Poprosiłam pana Władka, żeby dodatkowo dał deski w bramie, bo im głowy przechodziły. O Jezu, ale jest kocioł, mówię wam :cool3: Lulka, pamiętam o tych rzeczach, choć trudno mi sie powstrzymać, żeby ich porządnie nie nakarmić. Na razie dostały suche ( po pół paczki 0,5 kg na łeb ;)), mam nadzieję, ze ilość ok. Wieczorem dostaną zupę na golonce :evil_lol: - mała ilość, ale hmm... sycące :cool1: Potem bedziemy im dawac chudsze mięsko. Na razie myślą tylko o jedzeniu - każdy szmer, szelest - już gotowe :placz: biedaki, życia naprawdę dało im w kość. Aha, właśnie Sonia wpierniczyła pół surowego ziemniaka :crazyeye: nie chciała go oddać, nie warczała, ale mocno trzymała. Mam nadzieję, że jej nie zaszkodzi :roll: - to najlepiej obrazuje, jak strasznie są przyzwyczajone do "walki o przetrwanie" - wrąbią wszystko, co się choć trochę nadaje do jedzenia. Napiszę później. Trzymajcie za nas kciuki!
  21. Lulka, komóra mi gdzieś zaginęła (w domu), w międzyczasie się wyładowała, więc nie mogę jej zlokalizować :roll: W kazdym razie, ponieważ dogomania ostatnio coś szwankuje (przynajmniej u mnie wyświetlał się jakiś błąd serwera), a twój nr mam w komórce, to wyślij mi go na moją pocztę: [email]dominikams@poczta.onet.pl[/email] to się jakoś umówimy. Obroże już kupione, w końcu wzięłyśmy 60-ki, ale właśnie zmierzyłam, że do pierwszej dziurki mają długość 42 cm, więc na pewno będą pasować. Póki co napisałam grubym niezmywalnym flamastrem moje nry telefonów, w razie, gdyby zwiały (widać je bardzo dobrze, bo są na całą szerokość obroży). Kupiłam tez już trochę mięcha na pierwsze dni, dziś kupimy jeszcze jakiś suche żarcie, ryż/makaron i warzywa. Aha, no i miski. Musimy jeszcze opracować strategię dostaw jedzenia :cool3: (muślę, że bedę im nosić w plastikowych pojemnikach, najlżej i najwygodniej). Na początku chciałam zostawiać torbę suchego pokarmu w domku na działce, ale jednak nie, bo: chcę, żeby mnie kojarzyły z karmieniem (znaczy - naszą rodzinę) :cool1: psice mogłyby się "włamać" i wciągnąć więcej, niż to wskazane :evil_lol: ekipa mogłaby je za bardzo dokarmiać :mad: Poza tym, to motywujące, że trzeba rano śmignąć na działkę, żeby je nakarmić (chociaż, czy ta dodatkowa motywacja jest nam napewno potrzebna? :evil_lol:), i tak pewnie rano zamiast się z nami przywitać, córy bedą chciały lecieć na działkę :cool3: Aha, Zosia pyta jakie zabawki są godne uwagi ...
  22. [quote name='fona']Dominika, a w Moim Psie pochwalisz sie, jak juz psice sie u Ciebie zadomowia? Bo byly tam w rubryce adopcyjnej i teraz moglyby byc w czesci "juz w nowym domu" :)[/quote] No pewnie, że się pochwalę, i tak już się chwalę wszystkim (choć psów jeszcze nie ma) :p Ale na czym to ma polegać? Zdjęcia wystarczą? Jakiś komentarz? :roll:
  23. Lulka, ty to masz wszystko :crazyeye: A myślisz, że obroże o długości 60 cm byłyby ok? Bo wzięłabym dziewczyny na zakupy w sobote, żeby trochę złagodzić im tą traumę (z powodu braku dziewczyn) :p
  24. No właśnie na razie dają, bo sobie "ustaliły", że psy będą w sobotę :crazyeye: Powiem im, ze bedą musiały jeszcze poczekac, ale dopiero później, bo tak to by histeryzowały przez te kilka dni. Jak będziesz je kąpać, to zmierz im szyje, ok? A jak z tym preparatem antykleszczowym? Jaki mogę kupić? Czy po zaaplikowaniu trzeba je jakoś izolować od dzieci? Może bym zakropliła wieczorem, to wtedy przynajmniej przez te kilkanaście godzin (do rana) dzieciaki by nie miały kontaktu z nimi.
  25. Melduję, że ogrodzenie skończone. Ale ekipa pojechała już do domu, bo nie mają co robić (dopiero w poniedziałek rano przyjadą bloczki, więc bedą w poniedziałek). Nie wiem, czy sklecili już zadaszenie dla psów - mówiłam im, żeby zrobili, ale ostatnio (dziś rano) jak byłam, to zbijali właśnie bramę. Straszne upały nadal, więc nie chcę, żeby psy siedziały na słońcu. Może jakoś się umówimy na początek przyszłego tygodnia? Aha, i tak sobie myślę, że lepiej bedzie, jak chłopaki tam będą, żeby dziewczyny uznały, że oni tam mieszkają. Bo jeśli one tam bedą pierwsze, to jeszcze mi chłopaków na działkę nie wpuszczą...:evil_lol:
×
×
  • Create New...