Jump to content
Dogomania

dominika73

Members
  • Posts

    67
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by dominika73

  1. Lulka, rzeczywiście masz się z tymi psami :shake: Viki już szczuplejsza i to sporo, bo tylko ja ją karmię, no i się nie włóczy. Wydaje mi się, ze spotkanie trzeba zrobić gdzieś po drodze - tzn. nie na działce, ale gdzieś obok, a potem razem wrócić. Ona nie zmieniła się - lubi psy, gania się tu z taką młodą suczką onką, tylko, ze jak Viki ucieka, to tamta jej nie może dogonić - Viki jest strasznie szybka, pamiętam, ze jak z Sońką biegały, to była szybsza od Soni - wszyscy się dziwiliśmy. Myślę, ze nie będzie warczeć, ani walczyć o teren, tylko na początku konieczne karmienie osobno. Nie wiem, czy pisałam wcześniej o tym, ale ćwiczę trochę Viki :evil_lol: - jak jej daję jeść to każę jej usiąść i mówię "nie wolno". Ona czeka, gapi się na mnie, przestępuje z nogi na nogę, póbuje czasem podkraść trochę tego jedzenia, ale się słucha. Wydłużam czas tej męczarni stopniowo - teraz ją trzymam ze 20 - 30 sek. maksymalnie, bo mi jej szkoda. Potem mówię "weź" i ona już wie, o co chodzi :cool3: Aha - wymyśliłam, ze jak tylko przeoraja nam działkę, to z tyłu wydzielę im część terenu, powbijam tam słupki drewniane i rozciągnę kilka linek od pastucha. Tam jest ten kojec (pamiętasz Lulka, pan go robił przy nas), przeniosę tam bude Viki, a Soni trzeba będzie zrobić drugą, albo jedną większą, więc chyba tam im będzie dobrze. Nie mogę im pozwolić latać bez kontroli po całym ogrodzie, bo wszystko stratują, no i Viki niestety straszy ludzi (nawet naszych sąsiadów, którzy często przychodzą), więc jak ktoś przyjdzie to muszą wędrować na tył działki. No i muszę Sonię regagowac na gwizdek, żeby się nie wydzierać podczas spacerów. A w ogóle to często tam teraz przesiaduję, bo dużo pracy, i powiem wam, ze jest tam super - cisza, spokój (chyba że Viki szczeka - a szczeka dużo :evil_lol:) i juz się nie mogę doczekać przeprowadzki. Za tydzień wchodzi pan od glazury :multi:
  2. Hej dziewczyny!! Vikusia ma się dobrze. Trochę podtuczona, bo dokarmiali ją panowie z ekipy z domu naprzeciwko :mad: Niestety musiała być przez 3 tyg. na łańcuchu :shake: Zwiewała równo, jak tynkowali nam dom. Mieliśmy trochę problemów przez to, bo szwędała się u nas po osiedlu. A panowie często otwierali bramę - bo piach trzeba było wwozić (był na zewnątrz), albo szli do sklepu i ona wtedy myk.... Nie słuchała się ich w ogóle, mimo, że się z nimi zaprzyjaźniła (na poczatku strasznie ich obszczekiwała). Spuszczaliśmy ją w piątki po wyjeździe panów i w poniedziałki przypinaliśmy (oczywiście zabierałam ją na spacery). W ogóle to się strasznie lubi szlajać - żarcia szuka non-stop :shake: (raz wróciła jak beczka - nie wiem, czy złapała jakiegoś zająca, ale wyglądała potwornie). Niestety, tylko spacery pod nadzorem, i to w kagańcu, albo na smyczy, bo potrafi gdzieś polecieć i udawać że nie słyszy jak się ją woła :mad: Mamy nadzieję się przeprowadzić w drugiej połowie kwietnia. Już tam powinniśmy mieszkać (takie były nasze plany, ale sprawy potoczyły się tak, jak się potoczyły). Aha - przypomniało mi się - cholera mała zawarczała na mnie ostatnio ;). Przyniosłam jej wielką kość, taką tylko trochę podgotowaną, wpół surową. Wlazła z nią do budy, ja ją chciałam pogłaskać (normalnie bardzo to lubi, jak je - siadam sobie koło niej, głaszczę ją i mówię do niej a ona wali ogonem). Ale zrobiła wrrrrrr :lol: (wiedziałam, że tak zrobi, widziałam jak łypie na mnie :cool3:). Nawrzeszczałam na nią, więc odłożyła kość, wyszła z budy mnie przeprosić - wyobrażacie sobie? :loveu: Wiem, że pies przy jedzeniu może stracić cierpliwość, ale chciałam sprawdzić, jak zareaguje, no i oczywiście pokazać, że nie zgadzam się na takie numery. Lulka, twój nr tel. mam w starym telefonie (mała mi zalała wodą i odmówił współpracy). Przyślij mi nr konta, to prześlę ci pieniążki na jedzenie. Fajnie, że Sońka czuje się dobrze. Moje dziewczyny cały czas pytają o nią. Mój mąż martwi się jak Viki ja przyjmie, ale chyba nie powinno być problemów. W ogóle to teraz mam straszny zapieprz z tą wykończeniówką, i nie wyrabiam się ze studiami (myślę, że nie dam rady obronić się w terminie), Ale trudno. Dom ważniejszy. Trzymajcie się, kochane.
  3. [quote name='Therion']Gdzie Sonia w koncu bedzie miec dom, bo sie pogubilem ?[/quote] U nas, u nas, ale dopiero jak się przeprowadzimy, bo niestety nie zaaklimatyzowała sie na działce i regularnie zwiewała do nas do mieszkania. W przeciwieństwie do Viki, która szybciutko załapała, ze tam jest jej nowy domek. Niestety mamy opóźnienia w budowie, tynkarz nam ostatnio oznajmił, ze nie może się teraz z nami umówić, więc wszystko sie przeciąga :placz: Dlatego zrobiliśmy pojedyńczą budę, bo Viki tam bedzie sama całą zimę. Eeeh....:shake: Powiem wam, że bardzo się bałam, czy Viki bedzie spać w budzie, bo ona często siedziała na deszczu, mimo, że miała posłanie w garażu. Ale budę zaakceptowała szybciutko, no i pewnie jest już za zimno na przesiadywanie na dworze. Viki zrobiła się też bardziej pręgowana - widocznie jej zimowy płaszczyk jest bardziej rudawy - teraz trochę bardziej przypomina swoją mamę. :cool3: A jeszcze z takich problematycznych spraw - sąsiad (jakieś 100m od naszego domu) jakiś czas temu sprowadził na swoją budowę dwa duże psy. I dopóki tam się kręcił i robił jakieś prace to było ok. Teraz wiem, że przyjeżdza, ale nie sądzę, że robi to codziennie. Psy dokarmiam czasami (raz dziennie, chyba, że wiem, że on tam był), ale wiecie, to są duże psy (zwłaszcza jeden z nich), i hm.... finanse, oczywiście. Czasem daję im po prostu chleb :shake:, i rzucają się na niego niemiłosiernie, nie jestem na 100% pewna jak często (czy rzadko) on tam bywa, bo trudno mi jest to wyśledzić (ostatnio widziałam świeże ślady na śniegu, więc był), ale mam zamiar mu zaproponować, że ja te psy bedę karmić. Nie wiem, jak zareaguje, bo to jest taki raczej prosty człowiek (bez obrazy), więc pewnie nastawienie do zwierząt hmmm.... typowo użytkowe. W kazdym razie trzymam reke na pulsie, nie chciałabym nikogo skrzywdzić tym postem, bo tak jak pisałam, to są tylko moje przypuszczenia, ale ja już po tych naszych suńkach przewrażliwiona jestem. Dobrze, ze przynajmniej one już nie głodują :shake: A Viki swojego czasu się strasznie utuczyła - tzn. i panowie ją karmili, i ja (a ona nie protestowała :mad:), w końcu powiedziałam panom, że tak dłużej nie może być, bo zrobi się z niej wałek, no i podziałało - karmili ja tylko jak zadzwoniłam i poprosiłam. Taraz ich nie ma, więc mam pełną kontrolę :eviltong: Viki wyglada teraz (moim zdaniem), w sam raz.
  4. No pogody na rekonwalescencję to nie ma za dobrej :shake: Czy jest chociaż w budzie? :roll: Jak się skończą fundusze na jedzenie to daj znać. Czyli ciąży nie było, tak? To dobrze, że zdążyłaś.
  5. Lulka, daj znać, jak się Sonia czuje. I chyba potrzebujesz już na jedzenie (dla psa ;)), nie? To jak w końcu? Kto się nią opiekuje? Są już właściciele w domu?
  6. Oj, dawno tu nie zaglądałam :roll: Sprawdziłam - zastrzyki były 08.05.06, więc jeszcze chyba trzymają, ale już zaraz powinna być cieczka :crazyeye: Cholera, jak nie ma możliwości zrobienia sterylki to może znów zastrzyk? A tu Vikusia w swojej budzie - zrobiliśmy jej na razie pojedzyńczą, żeby nie marzła. Na razie jest tylko obłożona styropianem (prowizorycznie), panowie mają dokończyć (tzn. dać jeszcze jedną warstwę desek na wierzch i położyć papę na daszek). Buda na razie stoi w garażu, i jak widać, podoba się :cool3: : [IMG]http://images1.fotosik.pl/238/140697ab903d0030.jpg[/IMG]
  7. Naszego nie obszczekała. Może dlatego że to... Murzyn :evil_lol: Zaskoczyło ją to trochę :lol:
  8. Byłam dziś z Viki u weta. Sprawdził szwy - stwierdził, ze jest dobrze, poskubał tam trochę ale nic właściwie nie było już do wyciągania - wchłonęło się. Viki została zaszczepiona i dostałyśmy tabletki na kolejne odrobaczanie. Była bardzo grzeczna, nie warczała. Bo musze wam powiedzieć, że sie nam strasznie znarowiła - groźny pies obronny się z niej normalnie zrobił :crazyeye: Bez smyczy ani rusz. Na spacer (jeśli luzem) to tylko w kagańcu. Dziś prawie pogryzła pana z sąsiedniej budowy, bo za blisko podszedł o coś zapytać (brama była uchylona) :shake: Ledwo i się udało ją spacyfikować. Zresztą tak reaguje nie tylko jak jest u siebie - dziś zaczepiłam jakiegos gościa na ulicy, bo chciałam się zapytać, w którym miejscu dokładnie ta lecznica. A ta od razu bulgot z gardła... Ale jak przyjdę z kimś na działkę i widzi, że wszystko ok, to jest grzeczna, w miarę. Dziewczyny wyciągają jej jedzenie z miski jak je, a ta tylko ogonem wachluje :evil_lol: Ale obcy, zwłaszcza faceci - przechlapane.
  9. Wszystko jest ok. Rana po szyciu jest lekko zaróżowiona, ale nie ma obrzęku ani nic się nie paprze. Wygłąda bardzo dobrze. Właściwie to ona nie interesuje się tą raną. Czasem się liże, ale tak jakby obok, po tym wygolonym brzuchu (może odrastające włoski ją drażnią). Dziś spała już bez kaftana (wcześniej zakładaliśmy jej go tylko na noc, opócz piątku, bo wtedy cały dzień w nim leżała). Kołnierza nie używaliśmy w ogóle. Viki zachowuje się jak gdyby nigdy nic. Wariuje strasznie, jak zwykle, i nie da sie tego opanować, chociaz staramy się :cool3:
  10. Jest dużo lepiej!! Noc bez problemów, spała. Rano zupełnie inny pies - już nas zadręczała pieszczotami :evil_lol:, jest całkiem "na chodzie". Wrócił apetyt :mad: :lol:
  11. na razie ok, Viki głównie śpi, trochę łazi, ale mało (kaftan jej przeszkadza, przez te skrzyżowane wiązadełka). Właśnie wróciłyśmy do domu ze spaceru. Viki ciągnęła w stronę działki - a tu guzik - z powrotem do mieszkania :evil_lol: Może jutro tam pójdziemy - dziś nie chciałam jej za bardzo forsować, chociaz szła już raźniej niż po południu. Zjadła tylko odrobinkę (pewnie ze dwie łyżki), no i sporo pije. Zastanawiam sie, gdzie będzie spała w nocy - czy na dywanie w sużym pokoju, czy jednak w naszej sypialni :roll: (na wszelki wypadek rozłożę tam kocyk).
  12. Słuchajcie dziewczyny, poszukując na dogo wątków o sterylce natknęłam się na taki wątek "cieczka po sterylce". To naprawdę jest możliwe? Jezu, co za koszmar. Wiem, że nic z ciąży nie będzie, ale te dobijajace się psiaki - tym bardziej że Viki na dworze.
  13. Lulka, ona tylko raz zwymiotowała, zaraz na początku. Później już nie, odpukać. Jakby co to dam znać, oczywiście.
  14. Viki Już w domu - zostaje u nas w mieszkaniu przez kilka dni. Widac, że nie czuje się najlepiej - środki p/bólowe przestały działać i leży sobie cały czas. Wypiła strasznie dużo wody, potem ta wodę zwymiotowała, bidula. Jeść nie chce. Na szczęście nie ineresuje się za bardzo szwem. Na wszelki wypadek założyliśmy kaftanik. Eh... wiem, że ak musi być, ale przykro się robi widząc ja w takim stanie - normalnie jest nie do opanowania. No ale za 2 -3 dni powinno być już dużo lepiej. Dzięki Lulka jeszcze raz za pomoc.
  15. Viki pojechała dziś na sterylkę. Lulka przywozi ją do nas jutro rano.
  16. Lulka, ty i tak pomogłaś i cały czas pomagasz. Zresztą jak szukaliśmy psa, to mieliśmy świadomość, że trzeba będzie sfinansować taki zabieg. A Viki teraz wychodzi w kagańcu - panowie z sąsiedniej budowy maja brzydki zwyczaj wyrzucania resztak dookoła swojej "drewutni" :angryy: z czego Viki lubi korzystać :mad: raz już rzygała :shake: Nie jest zadowolona - wykonuje te swoje karkołomne podskoki, ale co zrobić - jest strasznym śmieciuchem ;) A jak mnie kocha! :oops: Dziś weszłam na strop po konstrukcji schodów zbudowanej przez panów (w poniedziałek bedzie betonowanie) - na razie deski sa tylko pionowe, nie ma tych poziomych, więc trudno się po tym wchodzi. Ja ucinałam sobie pogaduchy z panami na górze, a tu nagle hałas - Viki wskoczyła na schody - dała olbrzymiego susa i nie wiedziała co dalej :shake: Musiałam zejść i ją ratować :eviltong: W końcu zeskoczyła na dół, ale nie było to takie proste, bo była dość wysoko. Najadłam się strachu, głównie o jej nóżkę (zahaczyła nią trochę na dole, bo ta nóżka nie pracuje po złamaniu tak, jak powinna). Na szczęscie wszystko dobrze. Aha - juz nie próbuje tam włazić - za to czeka na dole, a jak zejdę to skacze na mnie niemiłosiernie i nawet lekko podgryza - jakby chciała powiedzieć co o tym myśli :evil_lol:
  17. [quote name='Lulka']albo do domu nie, do tej drewutni :evil_lol: tam jest sucho, ciepło, załozymy kaftan i bedzie ok. Jesli panowie sie zgodzą :evil_lol: Postaram sie załatwic na piatek za 2 tyg. TYLKO KTO MA KAFTAN???[/quote] He he, w drewutni może być, właściwie to nawet wygodniej ze względu na wyprowadzanie na siusiu - u nas trzeba by ją znosić z 2 piętra. Panowie w weekendy i tak ją tam zapraszają, więc spoko. Zwłaszcza w takiej sytuacji. To postaraj się Lulka nas umówić. Ja bedę musiała zorganizować opiekę dla dziewczyn, bo nie mogą z nami jechać. Aha, my pokrywamy oczywiście koszty sterylki Viki, nawet możemy się "szarpnąć" na ten kaftan :lol: , bedzie później dla Soni. No właśnie - ile brakuje do tej drugiej sterylki? Dziś pojechaliśmy kupić kaganiec i kolczatkę (strasznie ciągnie - przynajmniej czasami). Musimy popracować nad chodzeniem na smyczy. Najpierw odwiedziłyśmy babcię, potem do parku i do sklepu. Dzień pełen wrażen. Viki w samochodzie siedzi "w nogach" pasażera, trochę próbowała się wspinać na siedzenie, ale przezornie położyłam tam różne rzeczy, i siedziała grzecznie (czasami z łapą na lewarku skrzyni biegów :mad: ). Kaganiec jej się nie podoba :evil_lol: ale trudno, musi się przyzwyczaić. Zresztą ona jest taka ugodowa, naprawdę. Ale jak jej pierwszy raz założyłam, to odstawiała różne tańce i podskoki, coby ten dodatek zrzucić. Potem stała ze zwieszoną głową, taka bida. Ale pochodziła trochę, wzięlismy ją na spacer w tym ustrojstwie i było nieźle (pamiętam, jak naszej małej terierce założyliśmy kaganiec - nawet nie dało się z nią kawałka przejść, bo dostawała cholery :roll:). Nawet babcia do nas zadzwoniła zapytać się jak ten kaganiec.
  18. No właśnie ja bym chciała tę sterylkę wkrótce zrobić. Może za 2 tygodnie? Z jakim wyprzedzeniem mamy się umawiać i z kim? :roll: Daj Lulka jakiś telefonik na te tanie sterylki :cool3:. Aha - samochód już działa (jeszcze coś tam trzeba poprawić, ale już można jeździć), więc sama z nią pojadę. Myślę, że weźmiemy ją do domu na te pierwsze dni. Co o tym myślicie?
  19. Oj jak miło widzieć Sonię w dobrej formie :multi: chociaż gruba to ona chyba nigdy nie będzie - to taki smukły pies. Oglądałyśmy sobie zdjęcia z dziewczynami i tak sobie myślałyśmy kiedy w końcu u nas zamieszka... a u nas dopiero strop będą zalewać - i to w poniedziałek, a nie w ten piątek, jak myślałam wcześniej :mad: Wszystko się opóźnia :shake: A ten Labek rzeczywiście grubasek się zrobił, czyli to była jednak kwestia kiepskiego żarcia.
  20. Lulka, i co? Dajesz te foty czy nie? :mad: (może nie wyszły? :roll:)
  21. No słuchajcie, alez my jesteśmy w niej zakochani :loveu: Jest tak wspaniałym psem - bardzo przypomina mi moją czarną terierkę - łagodna (ale do obcych z dystansem, jak nie zna i nie zobaczy, że my tę osobę akceptujemy), pieszczocha, mądra i posłuszna, no i taka ciapa - nieświadoma swoich gabarytów :lol: Pan Władek (ten który zostaje u nas na weekendy) nie przestaje się rozpływać w zachwytach nad nią (zwłaszcza jak jest trochę "podcięty" :diabloti:). Rozpieszcza nam ją strasznie. Dziś zaoferował, ze jakbyśmy chcieli, to może ją zabrać do siebie na zimę "na przechowanie", bo tak się do niej przywiązał :cool3: no ale my jej przecież nigdzie nie puścimy :eviltong: Jutro przyjeżdża moja mama - też straszna psiara - dodatkowa para rąk do głaskania :lol: Aaaa, Viki jest po przymusowej kąpieli - Zosia z kolezanką zabrały ją na spacer po łąkach i wytarzała się w jakimś ...... koszmar. Od razu do domu i do wanny. Na szczęście było w miarę ok, tzn. musiałam ją wciągnąć do wanny, bo nie chciała wejść, ale potem już bez problemów. Lulka, ten preparat na kleszcze bym jej zaaplikowała ponownie, czy on jest dostępny tylko u weta?
  22. Vikusia oczywiście świetnie. Dostaje już kości, bo nie połyka jedzenia tak łapczywie, jak na początku (chrupki już nawet trochę gryzie - wcześniej połykała w całości). Do obcych podchodzi z dystansem (śmignęła mi niebezpiecznie w stronę hydraulika ostatnio - trochę się chłopak wystraszył :evil_lol:, ale zawołałam ją i nie doszło do żadnego incydentu), no i wczoraj pogoniła jakąś onkę, która spacerowała w okolicy - myślę, że czuje się już jak w domu i pilnuje miejsca. Brama była otwarta i sobie wyleciała, doszło do małego spięcia - straszenia, ale tez zaraz wróciła, jak ją przywołałam. Dziś wyciągnęła sobie kępę trawy z wykopów (taką z ziemią) i strasznie z nią szalała - szarpała, tarmosiła i biegała w kółko :lol:, czym nas niesamowicie rozbawiła. Bardzo polubiła mojego męża, chociaż na początku jak przychodził to trzymała się na dystans. Teraz biega za nim cały czas, dziś nawet myślałam, że poleci za nim do domu (ale w końcu udało mi się ją przywołać). Także wszystko ok. Codziennie o niej rozprawiamy i oczywiście rozpływamy się w zachwytach :loveu:. ślady niedożywienia zanikły, ku mojemu zadowoleniu. To kiedy wpadasz z inspekcją? :cool3:
  23. dziś, korzystając z okazji - byłam na działce sama (bez dzieci) - uczyłam Viki nowej komendy: siad - zostań. Zaczęłyśmy od 2 metrów, potem coraz dalej. Muszę przyznać, że niezła jest :cool3:. Czasami oczywiście zdarzyło jej się nie wytrzymać tego napięcia ;) i przybiec, zanim ją przywołałam, ale generalnie bardzo szybko załapała. Na gwizdek reaguje już bardzo dobrze - praktycznie nie muszę już jej wołać "głosem", sam gwizdek wystarcza (a gwizdek wprowadziłyśmy dopiero w poniedziałek). Pan Wiesiek z ekipy obserwował nasze poczynania i stwierdził, że przywiezie mi chyba swojego psa na taki trening :lol: :lol:
  24. Lulka, wpadaj oczywiście!! Viki ma się świetnie. Jest bardzo grzeczna, dogaduje się z panami, no i straaaasznie się cieszy, kiedy przychodzimy. Jest naprawdę mądra - jak ja wyprowadzamy, to załatwia się na zewnątrz (ostatnio trochę pogoda psuje nam plany - musze dziewczyny zaopatrzyć w kalosze, pewnie siebie też :lol:). Wyprowadzamy ją bez smyczy. Czasem trochę odbiega (w tych trawach to ciężko ją dostrzec), ale zawsze przychodzi. Jak wychodzę, to oczywiście Vikusia wybiega ze mną, ale na moją komendę "do domu" posłusznie wraca. Czasem panowie zostawiaja otwartą bramę jak są dostawy - bez stresu - bo sprawdzili już, że Viki nie ucieka. I co wy na to? :cool3: Wyglada na to, że bardzo szybko się zaadaptowała do nowych warunków. Tęskni oczywiście za nami (mimo, że spędzamy tam po kilka dobrych godzin dziennie). Jak przychodzimy, to nie może się powstrzymać i skacze niemiłosiernie :evil_lol: A jak zbliża się pora karmienia to siedzi przy siace i patrzy, czy juz idziemy (widzę ją z balkonu). W ogóle jest kochana - uwielbiamy ją :loveu: Dobrze, że z Sonią wszystko w porządku. Mam nadzieję, że nas nie zapomni :razz: My sie wyluzowaliśmy wreszcie, bo tamten tydzień jednak nas mocno wyczerpał (przez ucieczki Soni). Mój mąż po kilka razy wstawał w nocy i wyglądał przez balkon, czy gdzieś nie biega tutaj :roll: Aha, Lulka, kiedy należy zaaplikować ponownie te kropelki antykleszczowe? Zdjęcia bedą wkrótce :cool3:
  25. To super!!! Jeszcze raz bardzo ci dziękuję!
×
×
  • Create New...