kalwap12
Members-
Posts
27 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by kalwap12
-
Witam, u mojego setera (2,5 roku) też pojawiły się takie symetryczne jakby narośla, zgrubienia, z płynem wewnątrz. Z tym , że po jednej stronie mocniejsze. Byliśmy raz u weta, wspomniał o infekcji (że to może być rreakcja ninfekcję, czyli jak Pan w poprzednich postach pisze - tkanka chłonna złapała bakterie/ wirusy), wycisnął zawartość płynną, zabezpieczył płynem i do obserwacji. Przez wiele tygodni były miękkie, choć już się pogubiłam czy pies powinien mieć takie wyraźniejsze miejsca na górnej wardze. I znów jest nabrzmiałe. Wybieramy się do weta. Jest tak w zachowaniu psa jak u pana j/w. Biega, bawi się, je, nie drapie tam i nie ociera. Nie przepada za dotykaniem tego miejsca ale też nie broni nazbyt specjalnie. Zapytam o biopsję. Skojarzyłam że stery mają problemy z ilością leukocytów (nasz ma ciągle powyżej norm), skłonności do białaczki. Odpukać.
-
Nasz pies też miewa momenty zatrzymywania się i "ani kroku". Jak był mały malutki a mógł już wychodzić na spacery to nie bardzo chciał, bał się wyraźnie. Teraz (ma niedużo ponad rok) chce bardzo ale oporuje lub staje jak wryty w okolicach domów z agresywnymi psami. Te psy mu nigdy nic konkretnie nie zrobiły lecz po prostu ujadają, straszą, są duże, ... (no on tez jest ale to seter więc łagodny pokrój). Pani trenerka kazała go czymś zajmować , odwracać uwagę, smakołyki najlepiej. Oczywiście się staramy i często się udaje ale wymaga inwencji. Nadal blokuje się i nie wyćwiczył "odwracania uwagi" sam z siebie. Zauwazyłam, że pomaga gdy jest w towarzystwie innego pozytywnie nastawionego psa i miałby się bawić czy kolegować, wtedy przejdzie bez większych problemów. Pomagają też fascynacje typu dawno niewidziana osoba z rodziny, znajomych, które lubi. No a pokładanie się przed wejściem do domu, na trawkę i psa można ciągnąć na płask po ziemi .. to uważamy za jego fanaberie. Jeśli udaje się tam przypiąć smycz to zostaje az mu się znudzi (a zwykle bez towarzystwa nudzi się szybko).
-
Hej dcz :) Twoje pw nie doszło :( dr Niedzielski jeszcze nic nie powiedział bo niezbyt udaje się załadowanie zdjęcia do maila, ale mój mąż nad tym pracuje; oglądaliśmy zdj zaraz po zrobieniu, z naszym wetem, mówił że bardzo ładnie i faktycznie cienie większe niż ostatnio; no ale czekamy z odpowiedzią u operatora :) pozdrawiam i poproszę o wskazówki suplementacji :)
-
Witam, jesteśmy obecnie dwa i pół miesiąca po operacji, na dniach wysyłamy kolejne zdjęcie rtg kontrolne do dr Niedzielskiego. Rehabilitacja w basenie ma swoje ograniczenia czasowe, więc zamiennie jest sporo spacerowania a nawet biegi. Mam pytanie jak suplementować psa w około 3 m-ce po operacji i dalej. Mam wrażenie, że od ciągłego wapna (do teraz przyjmowanego) sierść zaczęła matowieć i wychodzi garściami. Dajemy ArthroMax oraz suplement wapnia z fosforem (wit. D3, A, E tam jest, Dolvitu proszek akurat). Dołożyłam ostatnio więcej mielonego siemienia i oliwę z oliwek, jakby chwilowo lepiej, od ponad tygodnia daję też beta-karoten z biotyną i cynkiem i wit. B (preparat na sierść). Ale nie wydaje mi się aby ciągle tak mocno wapnować, może jakieś przerwy? Proszę o podzielenie się Waszym doświadczeniem w tej sprawie :) pozdr
-
Zamieszczam film "instruktażowy" z naszych rehabilitacji Ferdka. Z powodu zimna mamy spore braki ale nadchodzą upały ... Mały za pływaniem nie przepada jeszcze, ale jak mus to mus [attachment=14595:101_0517.MOV]
-
Hej. Serdecznie dziekuję za porady i ciepłe słowa :) Próby rehabilitowania psa w pobliskich jeziorach ugrzęzły. Zawzięlismy się nawet na krótko, powchodziliśmy do wody. Młócił przednimi łapami jak opętany, tylne słabe, schodzą na dno, był podtrzymywany pod brzuch. Ciało męża który go przytrzymywał wielokrotnie pocięte długimi szramami (pazury). I do brzegu robiąc ful błota. Niestety plaża piaszczysta bywa zbyt zaludniona, ludki niezbyt uznają potrzeby rehabilitacji psa (spotkaliśmy się z komentarzem na skąd inąd samozwańczej plaży), więc boczne wejścia wchodziły w grę. No i temat stanął. Wróciliśmy do pomysłu basenu. Udało się okazyjnie nabyć używany i teraz czyścimy, ustawiamy. I mam nadzieję że wreszcie zaczniemy wypełniać lekarskie zalecenia. 3 razy dziennie po 20 min! Jak rozpoczniemy załączę zdjęcie. Apropos ruchu, jest ful. Kręci się, schodzi, wchodzi, wita 30 razy, chce się bawić, najlepiej w aporty (nie pozwalamy, ale się przymierza). Wczoraj dostałam wścieku (i bezsilności) bo się rozjechał na łapach tzn. wyciągnął wzdłuż (tak jak człowiek leży na brzuchu a nogi wyprostowane), zdarzyło mu się też potykać przy skokach z kanapy. Coś okropnego! Suplementuję nadal, to akurat zjada, bo wapń i glukozam.. rozbijam w jogurcie (2-3 łyżki) plus sucharki, plus trochę wody albo siemienia. Reszta posiłków słabo, zawsze musza byc "doszpuntowane" jak mówię. Nie próbowałam z Purizonem kocim, ale mnie zachęciłaś, wrzuciłam kilka ciasteczek, osobiście polecam tez mały rozdrobniony kawałeczek naprawdę dobrej kiełbaski (z tzw. swojkich) , metki łososiowej roztrzepanej w posiłku (no ja robię taką masę puszko ryżo chrupkową) A jak wasze psiaki czy pływają, jakie doświadczenia w pływactwie, co się da zauwazyć po takim treningu? Pozdrawiam :)
-
Hej, witam :) Właśnie powróciliśmy w dzisiejszym upale z Wrocławia. Jakbyśmy baardzo chcieli, mogliśmy zdj rtg zrobić u siebie i wysłać, ale doktor sugerował, że lepiej tak zrobić przy następnej kontroli, a my woleliśmy aby go zbadał ten sam co go kroił, wycinał, porównał własne zdj. No i udało się umówić na sobotę (wypstrykaniśmy z urlopów). Hurra!! Pomimo iż nawet gdzieniegdzie cieni nie widać bo takie blade, a gdzieniegdzie są poprzerywane cienie, to przeszczepy są, ukostniają się i nadwichnięć brak. Jak dla mnie i nas sukces. Przed wyjazdem doznawał lęków, martwień, no i klasycznej bezsenności (poza tym że pobudka 4.30). Zalecenia na ten miesiąc u nas są takie, że 3 (a nawet 4) spacerki półgodzinne PLUS 3 x w tyg co najmniej 20min pływanie. Rzecz jasna pływanie stanowi wyzwanie, bo jak mały się urodził lato było u schyłku no i to jest jego pierwsze więc nienawyknięty do akwenów (choć widział już kamieniste morze zimą), raz próbowaliśmy przed daro zachęcić go do zanurzenia w jeziorze, szału chęci nie było. Tak więc wokół mając z dwa jeziorka, pan będzie niedługo zasuwał do wody i uczył malucha (niemałego) pływania :) A najważniejsze, że nie musi już wyć z klatki, demontujemy ją, bo wystarczy pobyt w pokoju odpowiednio zabezpieczonym. Bardzo nas to odciążyło psychicznie, bo dawał radę przebywać w klacie ok 1h, półtora max, a już oboje wracamy do pracy. p. s. dalej niejadek, ale to na inny temat, związku z daro nie ma ;) pozdrawiam ukostnionych dysplastyków i ich dzielnych właścicieli;)
-
Dziękuję za psa pochwałę ;) Odzyskał swoje setrerowsto do tego stopnia, że oceniam przyszłe miesiące, te dwa chociaż jako gorsze niż pierwszy ... Czy to możliwe? Jeśli jego energia w postaci wielodługominutowych piszczeń, wyć, drapań, jęków, płaczów, prób skoków (zgroza!!!), szału przedspacerowego, prób zaczepek do starych zabaw (np. podkradnie kapcia i chodzi o to, żeby być z nim interaktywnym), ciągnięcia na smyczy, podbiegań, czterech czynności na raz co nie jest możliwe i nie udaje się więc zamotuje się maksymalnie,.... Wąchanie traw to mały pikuś. Dziś dzwonimy do doktora aby się umówić, czeka nas podróż pełna jego telepki, drżeń, lęków, osowienia,... Co wyjdzie na tym zdjęciu? Szczerze mówiąc mam myśli, że ma coś z głową w stylu ADHD, żeby aż tak fiksować,... Poczuł odrobinę luzu i jak pisałam na początku, jakby gorzej pod względem trudu dyscypliny ograniczania ruchu oraz braku narażeń na niebezpieczeństwa dla przeszczepów. Ciągniemy ostatni tydzień urlopu, a potem zostaje sam na te 8-9 godz dzielone jedną przerwą na wyjście, ech ... Mam obawy czy całkiem nie sfiksuje z tego ukiszenia ...
-
Mieliśmy zawirowania w trzecim tygodniu "unieruchomienia" psa spowodowane połknięciem przez niego sporej zakrętki z odrobiną sznurków wszelkiej maści. Najgorsze było w sprawach ortopedycznych to, że osłabił się na dwa trzy dni, nic nie jadł, żadnych składników dodatkowych też. Dotarły preparaty nawapniające dodatkowo i je trochę lepiej, więc może kości zaczęły budować się na nowo. W przyszłym tygodniu czeka nas ważna ta pierwsza kontrolna wizyta ("miesięcznica"). No i sie okaże fachowo co i jak. Utrzymać go nie jest specjalnie możliwe, natomiast my bardziej okrzepliśmy w wysłuchiwaniu jęczeń wszelkiego natężenia. Ogólnie się słucha i kładzie (najpierw kilka kółek wykona). Przy wyjściu na dwór trzeba używać naprawdę fest sił bo wyrywa się strasznie, ciągnie, chce chodzić, wąchać (to jego pierwsza wiosna w życiu!). Zanim zrobi siku i Q, tych parę naście kroczków robi. Podajemy Artromax codziennie i taki preparat tej samej firmy w proszku (z wapniem). Czekamy
-
Hej, nasz niespełna 10 miesięczny seter irl. będąc mega rekonwalescentem po obustronnej daroplastyce połknął (jakim cudem) dość wielką nakrętkę (większą niż z "Nałęczowianki"), którą jak się okazało wcześniej zdążył rozdziabać zębami i miała ostre brzegi. Wokół tej nakrętki namotały sie jakieś sznurki. Do sznurków się przyznajemy, bo będąc w szale niemocy wychodzenia (jest upupiony u może wychodzić tylko na siku) dajemy mu rozmaitości: i kapcie stare, i rękawiczki, zabawki, gryzaki (niestety chińskie - nie polecam!!), no i naturalne gryzaki. Nakrętki zabieramy zwykle widocznie się gdzieś zapodziała i znalazł. Objawy były takie że pies nagle zmarkotniał niesamowicie, odmawiał picia i jedzenia. Trwało to w sumie dwie noce i jeden dzień. Liczę z interwencją weta ten czas. Nie miał gorączki. Z pyska ciekł mu śluz w chwilach gdy nie było torsji, z tyłka biegunka a potem śluz i woda. Pies naprężał się i nie mógł załatwić. Leżał półprzytomny. Dostał kroplówkę, dostał trzy zastrzyki, jeden przeciwwymiotny, jeden z no-spy, coś jeszcze. Niezbyt to pomogło tyle że został nawodniony. Po drugiej nocy nad ranem wywalił z siebie (tyłem) te opisane wyżej przedmioty i wyraźnie poczuł się lepiej. Zaczął pić wodę, ale jedzenie niespecjalnie. Puszke nie e, karmę z puszką nie e, puszkę z bułeczką nie e, ewentualnie chlebek z masłem, ewentualnie smakołyki. Mamy nadzieję, że apetyt powróci bo konik musi być silny aby kości mu się zrastały no i musi przyjmować suplementy (nie chce). Z tego co czytałam w tym temacie wnioskuję, że sznurek pomógł zakrętce się wydostać, czyli sprawa z kapustą kiszoną jest sensowna. Oczywiście nie wiedzieliśmy na początku o co chodzi czemu pies zgasł fizycznie i psychicznie. Domyślalismy się tylko że ogólnie kłaków z gryzaków się najadł i chińskiej toksycznie piłki (strzępy były). :( Wniosek taki że żadnym zaufaniem dziada obdarzyć nie można, mało tego kontrola wzmożona (u nas teraz praktycznie całodobowa obserwacja jest od kilku tyg.) nie uchroni tak na 100%. Trzeba patrzeć do czego pies ma dostepność. Wszelkie butelki PET nawet te twarde odradzam pomimo fajnej zabawy, bo ostre krawędzie robi zębami duzy pies, no a zakrętki historie opisałam. Była groźba operacji. Mamy tylko nadzieję (bo nie ma pewności) że to już wszystko co tam miał i zagoi się wewnątrz takie podrażnienie, no bo apetyt ... słaby.
-
Ok. Skorupki zacznę faktycznie gromadzić, dcz też o tym pisała :) Co to jest czyste msm?
-
Serdecznie dziękuję za informacje. Zakodowałam w głowie :) Te spacerki to cudowna perspektywa. U nas tymczasem noc ciągłych wymiotów, mega rozwolnień, rano pies nieswój, nic pić nic jeść ... Przestrzegam przed zajmowaniem psa chińskimi zabawkami które można spożyć po kawałeczku. Fakt że zjada też (raczej pod nadzorem i walczymy o wypluwanie) moje rękawiczki (została mi tylko jedna para). No nic, siemię, czas, obserwacja. Nie chcę z nim lecieć od razu do weta, robić bad z krwi itd. p. s. doktor odpisał w sprawie wapnia że jak najbardziej, zamówienie zrobiłam (szkoda że od początku nie wiedziałam) Pozdrowienia. Tymczasem
-
Za wszelkie wsparcie i życzenia dziękujemy. To dużo daje móc poczytać o waszych doświadczeniach. Czasem słusznie niepokoi często daje wsparcie i ulgę, że "uff", "to normalne" itp. Jeśli mogłabyś dcz lub inne osoby podzielić się kompleksowo informacjami jakie od drugiego miesiąca wprowadzać zmiany - czyli dokładnie ile spaceru jakiego co brać pod uwagę przy jego zakończeniu i kiedy można zwiększyć na co uważać. To chyba najbardziej drugi trzeci miesiąc no i jak dalej stopniować. Ogólnie pamiętam, ale poproszę o wytyczne w wolnej chwili :) Oczywiście zapytamy we Wro, ale mimo iż na pierwsze konsultacje jechałam ze spisem pytań to za mało. p. s. nogę lewą tak z reguły układa do środka i jakby zagiętą, tak było lekko przed daro teraz jakby wyraźniej i to jest ta noga która "pyka" Jeszcze raz dzięki za życzenia i porady. Już czekam na umówienie do Wro :) Pozdrowienia
-
-
Tyle się napisałam i zniknęło, ech. Zagroda ewoluuje. Nie daje unieruchomienia. Jest w przybliżeniu 1,60 dł x 0,9 x ok 0,9 wys. Jak się wyłoży to zostaje ok 40cm luzu z dłuższej strony. To naprawdę duży pies. Staje, kręci kółka. Ma taki zwyczaj przed położeniem się. Wkurzamy się, pokrzykujemy (pewnie bez sensu), ale i tak się okręca i drobi zanim ułoży. Otrząsanie miał już wcześniej. Jeśli to ze stresu to smutne. Generalnie energię ma tak nakipioną że masakra masakra masakra. Ogonem w chwili powitań, odmian losu poza zagrodą itp., powybijałby grube zarośla, buźką zjadłby nas do połowy a już nawet nie wie jak ma się wykręcać, szaleć w wykręcaniu, cudowaniu wszystkim co może ruszać i się wyrażać. Uszu dawno nie czyściłam, a stanów zapalnych itp. nie widzę. Może to myśl aby wyczyścić. Napisałam do Wro o odpis w sprawie wapnia, czekam na odp. Dzień mozoli się okrutnie. A jutro dopiero/ już dwa tygodnie po operacji. Powinny być filmiki dla opiekunów PRZED DARO puszczane obowiązkowo, instruktażowe, dokumentalne.
-
Wapnia jeszcze nie podawałam, dzięki za poradę. Na razie oprócz Artromaxu, galarety z chrząstek, więcej warzyw, więcej wołowinki, puszki Rinti Mobility takie na stawy. Przed nami kolejne dwa tygodnie na dobicie do tego miesiąca. Jest ciężko. Pies za dużo się rusza wobec zalecenia: LEŻEĆ i tylko na siku. W dodatku się namiętnie otrząsa (on akurat zaczyna od przodu i kolejna fala jest na biodrach). Szwy zostały zdjęte, są dwa odczyny zapalne, smarujemy żelem i okłady zimne. Niestety zauważam, że lewa noga układa się przy chodzeniu jakby do środka i lekko "przeskakuje" jak ją dotknąć w kierunku do ciała. Tak "pyk"i "pyk" (odbija w kierunku na zewnątrz). No to jest do konsultacji wiadomo, ale martwi fest. Najgorsza jest perspektywa ograniczania ruchu. Mimo iż dach zagrody (wcześniej wspominałam) powstał, jest baardzo trudno ograniczyć ruch małemu. On ma maksa, my mamy maksa. Zabawy gryzakowe plus dodatkowe zakupy gryzaków, przysmaków są realizowane, a to wciąż mało. I zaznaczę, że nasz pies w miarę chce być karny, chce się słuchać, w większości jest posłuszny (przebył zresztą część tzw. szkoły dla psów), ale ma maksa i go w tym rozumiem. Jak już fika i zrywa się za mocno to idzie do swojej zagrody, jest tam zamknięty sam albo z którymś z nas, sterczy i piszczy, płacze, zawodzi, my do niego "połóż się/ leż!", kładzie się, znów wstaje, czasem siedzi. Cudowne są to momenty gdy faktycznie leży i podsypia. Szczęście. Czas się wlecze i rozciąga w niewiadomo co. Dominuje obawa i niepewność, zmęczenie, zrywy złości, frustracyjki i chwile ulgi. Taka bieżącość.
-
ArtroMax też podajemy. No i chyba zostanie. U nas też chętnie wylizuje go. A co do lekarzy to to samo, świt blady zero odberania na tzw. pogotowiu, do Wrocka ciężko się dodzwonić, raz lekarka pretensjonalnie o czym innym mi mówiła niż pytałam plus "przez telefon pani nie pomogę ...no może pani przywieźć psa, ale.." (260km). Ja bym była w masakrze i szoku (też byłaś jak czytam) jakby taki czas nie było siku. U nas ciężko było z kupą. Jak ją wykonał to bidula sam właśnie został w małym przedpokoju (jedyna opcja jak już ostatecznie trzeba wyjść wszystkim). Jak on to zrobił to po prostu nie wiem, podziwiam go, a w kołnierzu jeszcze był. Byliśmy przeszczęśliwi w tym smrodzie :) Pozdrawiam serdecznie i zazdroszczę możliwości spacerowania ... auuu
-
A po daro myślałam że obejdzie się bez leków, a tu rozmaicie czytam, że okresowo kulawizny itd.
-
Acha, dodam szczerze że w chwilach załamki rozważaliśmy podanie mu czegoś na senność. Podobało mi się, że weterynarz był niechętny (nie jak u ludzi - z reguły co chcesz to masz). Dokładnie jest tak jak piszesz dcz. Wg mnie powinna być szczegółowa broszura w klinice. Konkretnie wszystkie te zasady bo człowiek sam nie domyśli się wszystkiego (dywanownia, pielęgnacja ran, sposoby wynoszenia!!, itd itd) oraz krótko jak się goi, dzienniczek wręcz (jak rozpiska rozwoju dziecka). Niech będzie podane opcjonalnie bo u różnych psów jest różnie ale niechby były wskazówki na co zwrócić uwagę, jak co rozpoznawać. Mnie tego baardzo brakowało. W klinice miałam wrażenie "taśmy" fabrycznej. Zabieg po zabiegu. Wkładamy i odbieramy. I do widzenia. Hmm ja na miejscu lekarza najpierw bym wręcz przepytywała tych opiekunów co wiedzą, jakie mają możliwości, motywację itd. no bo takie cierpienie zadać i osłabić psa a potem niezbyt zadbać i może być mu przecież gorzej niż było...
-
Acha, dodam szczerze że w chwilach załamki rozważaliśmy podanie mu czegoś na senność. Podobało mi się, że weterynarz był niechętny (nie jak u ludzi - z reguły co chcesz to masz).
-
No to ciekawe rozwiązanie. Te szelki ruffwear mega drogie jak na szelki i nie wyobrażam sobie takiego parteru. Ile Twój pies wytrzymał? Nasz wstaje, kręci się, siada, piszczy, wylizuje nas przesadnie (popilingowana jestem fest), wygląda, zagląda aby tylko wyjść z zagrody. Zbudowaliśmy mu zasieki z rozłożonego narożnika wagi ciężkiej. Części są odwrócone do niego tylnymi prostymi ścianami, no i dwa pozostałe boki to ściany. Teraz trzeba dobudować dach, bo lada dzień będzie wystawał na tylnych łapach. Odsłoni się jeden bok aby miał widok no i tyle. Całość to ok 2,5m na niecały metr. Przeważnie z nim tu siedzimy bo sterczy w pozycji siedzącej i non stop piszczy zawodzi gdyby został sam. Jak z nim siedzimy czy leżymy tam no to 10min poleży i już kręcawka i nadzieje jego na wyjście, no to gadanie, głaskanie, zajmowanie, nakłanianie aby się położył. No to siada i piszczy dalej albo cudna ulga bo się położy (oczywiście najpierw zakręci) i znów podpychamy góra 15min. Każda minuta jego leżenia (tak cenna) to ogromna ulga i aż czuję jak mu tam się mikrony zrastają. A kiedy się rusza to wręcz odwrotnie. Na dworze oczywiście smycz lub w rękach za szelki. No też leżakujemy (o ile on poleguje) na wyniesionym materacu. Na dwór kilka razy będzie tego. Ran nie wylizuje namiętnie, ale nie można go samego z nimi zostawić. Na kołnierz reaguje drażliwością i depresją. Szwy zostały zdjęte. Lekarz o dziwo nie kazał ani okładać ani smarować, ale okłady chłodne nie zaszkodzą. Ogólnie obawy będą aż do kontrolnego RTG za ok 3 tyg. Mam jeszcze taką wątpliwość na temat wytrząsania się psa, nie wiem jak to nazwać, chodzi o jego takie wytrzepywanie się. U naszego to akurat wygląda tak, że najpierw wytrzepuje przednią część i przechodzi do tyłu. Aż ciężko patrzeć jak ten tył lata. Wkurzające jest bo niewiele na to można poradzić. I tak coraz częściej mu się zdarza. Jeszcze gwoli wyjaśnienia: dysplazja stopnia E, kulał i noga sztywniała po leżeniu, biegi zajęcze, oszczędzanie jednej nogi bardziej, kręgosłup wypchnął do góry (lekarz mówi że kompensacyjnie napina, odciąża), no i bolesność już jawna (codziennie tabletka przeciwbólowa/ pzapalna cimalgex). W trakcie operacji doktor wyciął zwyrodnienia bo już były. Objawy ostre rozwinęły się bardzo szybko 2-3dni i już zostały tylko się pogłębiało. Rodzice zdrowi oraz rodzeństwo (szczegółów nie znam ale z wywiadu, na pewno nie tak jak nasz). Dysplazję B/C brałabym w ciemno wtedy gdy już zapadła diagnoza.
-
Hej :) Dywanownia (w części poszarpana) jest już u nas od dnia po operacji, bo zdążyłam się doczytać potem dopytałam. Na schody zostały zakupione chodniki - na później, wiadomo. Nasz pies to seter irlandzki 9mies, 25kg, ostatnio trochę schudł bo wybredny i bez masełka na zachętę to raczej nie zje... Dziś jedzie na zdjęcie szwów to dopytamy o tą gulę, ale serio wygląda tak "kościowato" i jest wielka (okolice jednego ze szwów). Aesinu już w aptekach nie mają, jest podobny żel, smarujemy od początku, chyba znów mrożonki mu na gazę założę potrzymać (jako chłodzące na to miejsce). A chrupotanie jest w obu miejscach. Ułożył się dziś na plecach - objaw rozluźnienia psychicznego ale czy to wskazane nie mam pojęcia. No i wciąż ruchu zbyt wiele żąda ... Pozdrawiam ciepło
-
Apropos tego co napisał/a Kaskiz, to wydaje mi się przemyślane podejście. Po tym zabiegu uważam, że dobrze trzeba przemyśleć zarówno sytuację wskazań do daroplastyki ale nie mniej sytuację która nas jako opiekunów czeka po zabiegu (1ego, 2ego, 3ciego miesiąca oraz dalej). Ja aktualnie nie jestem za zachęcaniem i agitowaniem do tego zabiegu jeśli np. "byłoby lepiej", "można by" ale nie grożą poważne konsekwencje a opiekunowie albo nie mają wewnętrznej decyzji (tak do końca) na megapilnowanie lub jak pisze Kaskiz nadawanie ograniczeń. Dla mnie klatka to jest coś strasznego dla mojego psa mimo że rozumiem jej użyteczność, że przekonują mnie ludzie czy behawioryści którzy na co dzień jej używają i niektóre psy "uwielbiają wręcz. Próbowaliśmy jak był malutki (fakt bez przekonania). No mój psiak wierzcie odpada. No a teraz wiadomo mierzymy się z jego zamykaniem, ograniczaniem, depresją, piskami i płaczem (on zawodzi do sufitu w głośnych śpiewnych szlochach). to tyle tego Aproposa
-
Witam, bardzo Wam dziękuję za wpisy i dcz za telefon (nie śmiałabym skorzystać ale to bardzo miły gest) Gula jest i owszem, doktor mówi że to może być tzw odczyn, na chwilę się tylko nieco uspokoiliśmy ale nadal wątpliwości i martwienie się. Niestety ruchu robi więcej niż to co wolno (jak piszecie), z prostego powodu braku klatki. Mąż wybudował mu taki jakby kojec zagrodę w pokoju ale dachu brakuje jeszcze więc pies wystaje tam i siada. Jak najczęściej tam z nim jesteśmy oczywiście ale są pory pobudzenia i niewiele daje się zrobić. Nie walczymy z nim fizycznie bo byłoby chyba gorzej gdyby napinał się, wyrywał te mięśnie i a nuż coś powykręcał. Owszem, przytrzymywanie bezpieczne jak już leży. Spanie jak najbardziej nos w nos tyle że bywają noce gdy się zrywa, wstaje często, chce podróżować. Spać się chce jak ch... bo wciąż niewyspanie i już czasem nie ma sił w ręce by go głaskać no bo zwyczajnie zasypiasz. W sprawie wynoszenia to przed zabiegiem mąż pokazywał doktorowi jak go wynosi i czy tak może być - doktor powiedział że tak (zgarnia go jak owcę i technikę opanował perfekcyjnie). Tak jak piszesz dcz o wynoszeniu wydaje mi się ten sposób bardzo rozsądny i delikatny, nie robiliśmy tak. Tak czy siak, z duszą na ramieniu czekamy kontroli. Bo tak jak piszę tu i porównuję do Waszych doświadczeń, zaleceń, to niestety za dużo się rusza. Pozdrawiam tymczasem. Dziękuję
-
Piszę dalej bo dla nas to gorączkowa sytuacja. Pies jest ósmy dzień po daroplastyce. Uważa że jest już zdrowy, domaga się wychodzenia, wstaje, siada, jęczy, piszczy, wyje. Nie zdecydowaliśmy się do tej pory na klatkę i nie wyszukałam w tej sprawie jakichś zasadniczych nacisków, tylko zachęty do klatki. Zrobiliśmy mu zasieki na wielkość materaca, ale wstaje ciągle i siada na tyłku (aż nas boli jak to widzimy, ze strachu), kombinuje jak by tu przeleźć. Lada dzień wstanie na tylnych łapach a to by było bardzo groźne.. . Dziś stał sobie na dworze na siku i ... z jednego biodra kula mu wystrychnęła a raczej fest zgrubienie, mąż lekko popchnął - to nie dość że chrupie to nieco weszło. Mamy duże przerażenie, czekamy na dyżur telefoniczny doktora N, który go operował. Zaczynam wchodzić w tony "dlaczego on...". Proszę bardzo osoby, które miały podobne doświadczenia o poradę - w sprawie upilnowywania psa przed nadmiernym ruchem oraz w sprawie tej "kości". Osobiście zaczynam żałować że zdecydowaliśmy się na daro a nie TPO (mieliśmy wątpliwości już wcześniej), ale to są moje laickie rozdziabywania np. a że może na jedną nogę najpierw to lepiej, a że takich komplikacji by nie było, po prostu jest teraz bardzo ciężko (o właśnie wyje z rozpaczy.. :( ). Bardzo proszę o pomoc, każda info w tych sprawach jest pomocna. Z góry dziękuję, idę pocieszać psa