vvena
New members-
Posts
34 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by vvena
-
Hej, chciałam podpytać osoby, które miały do czynienia z PRA u psa o parę rzeczy, może ktoś się znajdzie. Od miesiąca mamy psa wziętego ze schroniska, wiek oszacowano na ok. 10 lat, choć zachowanie sugerowałoby raczej szczeniaka. Zauważyłam jednak, że wieczorami ma kłopoty ze wzrokiem - zdarza mu się w coś wpaść, kiedy podaję mu smaczek to nie trafia itd. Dzisiaj był na badaniach u okulisty i zdiagnozowano mu PRA właśnie. Rzecz w tym, że za dnia widzi dobrze (albo wystarczająco dobrze) - rozpoznaje nas z daleka, skacze do lecącej piłeczki itd. Lekarz powiedział, że nie jest w stanie absolutnie oszacować, kiedy pies straci wzrok, ale zmiany ma dość zaawansowane. W związku z tym pytanie do Was - do opiekunów psów chorych na PRA. Ile u Waszych czworonogów trwał proces do całkowitego zaniku wzroku? Czego właściwie mam się spodziewać? Wet stwierdził "to mogą być miesiące, a mogą być lata". Oczywiście rozumiem, że każdy przypadek jest inny, chciałam tylko spytać, ile to trwało u innych, żeby wiedzieć, na co się nastawiać. Mieszkamy w miejscu, gdzie dużo się dzieje - ludzie, samochody, psy, koty... bardzo mnie martwi, że straci wzrok, bo to niezwykle żywiołowy pies, który reaguje dziką ekscytacją na wszystko dookoła.
-
No właśnie myślę, tylko z tego co widzę one są raczej na nietrzymanie moczu, a przy problemach z wypróżnianiem nie bardzo... Poza tym sama nie wiem czy to nawet nie gorsze bo wtedy będzie miał całe futro ubrudzone, a kąpanie go bardzo stresuje. :( Tak, jest pod opieką weta-neurologa i ortopedy. Niestety poza stwierdzeniem dysplazji, niedowładu (upośledzenia czucia, prawdopodobnie w wyniku zespołu końskiego ogona) i przepisywaniem kolejnych (nieskutecznych) leków nie potrafią już pomóc... Ktoś sugerował bieżnię wodną - chcieliśmy ale pies jest tak sparaliżowany strachem jak się coś pod nim rusza, że nie możemy mu tego robić :(
-
Hej, update: zaczęliśmy codziennie dzielić jedzenie na trzy równe części, zmieniliśmy karmę na inną (dziczyzna i bataty, Bosch) - zero reakcji psa. Robi rano pod siebie na leżąco dokładnie tak, jak robił. Niestety zaczyna to wyglądać na nieodwracalne zmiany neurologiczne, bo co innego? Chociaż siku trzyma, więc nie wiem, co o tym myśleć. Weci nic nie wiedzą, my bezradni, a dom śmierdzi odchodami... :( Zaczynam myśleć o jakichś pieluszkach dla psów - przynajmniej nie byłoby potrzeby ciągłego mycia i prania rzeczy, na których śpi. Czy ktoś stosował, macie jakieś doświadczenia?
-
Pora karmienia wynika z tego, że przy karmieniu wieczornym przynajmniej jest jakaś szansa na brak kupy w łóżku rano (kiedy karmimy go o dowolnej innej porze nie ma takiej opcji...). Kiedy karmimy rano (większość czasu u nas był karmiony 1/3 rano i 2/3 na obiad), to je małą garstkę i potem zjada resztę wieczorem. Pies zostaje sam w domu na sporą część dnia, nie ma innej możliwości bo oboje pracujemy. Konsultowaliśmy z weterynarzem karmienie raz dziennie, nie widział przeciwskazań, ale skoro takie widzicie, to postaram się jakoś to dzielić... My walczymy z tym problemem już naprawdę długo i stąd te moje posty - jestem już u granic i szukam czegokolwiek :/ Dzięki za Wasze wypowiedzi!
-
Niestety nie wiem, ale o ile mi wiadomo, w Sopocie (skąd go wzięliśmy) nie karmili najgorszymi marketówkami, więc spodziewałabym się, że było nieco lepiej, niż w typowym schronisku... A czy Twoja suczka miała dobre wyniki krwi mimo tego guza? Skąd wiadomo było, że należy ją otworzyć? Bo u nas nic nie wskazuje na jakiś dodatkowy problem, no ale wiadomo - pewnych rzeczy nie widać ani gołym okiem, ani w wynikach...
-
Nie, weterynarze nie wiedzą, czym to jest spowodowane. Zbadali go, posprawdzali różne rzeczy i mówią, że albo karma, albo kwestie neurologiczne. I rozkładają ręce, no bo niczego więcej zrobić nie mogą. Ten jego niedowład... właściwie nie powinnam używać tego określenia, bo on chodzi relatywnie normalnie, czuje tyłem - po prostu ma osłabione tylne łapy, z wyraźnym deficytem masy mięśniowej. Ale czuć czuje. Najwyraźniej nie czuje pupy przez sen... nie wiem, to dziwne. Choć zdarza mu się coraz częściej, że robi na posłanie po przebudzeniu. W ogóle się nie rusza, po prostu zaczyna przeć w pozycji, w której akurat leży. Również kiedy jesteśmy obok niego. A jak się rzucamy, żeby go jak najszybciej wziąć na zewnątrz, to zachowuje się jakby nie rozumiał powodu. Niestety wszystkie leki, jakie testowaliśmy w kontekście kłopotów neurologicznych powodowały u niego okropne problemy jelitowe i pogorszenie chodzenia. Więc odpuściliśmy po paru latach szukania opcji. Ja to widzę tak: winę za obecny stan rzeczy ponosi kwestia neurologii, ale gdyby dobrać "cięższą" karmę albo inne karmienie, to przynajmniej nie musiałby załatwiać się aż tak często -- a zatem dawałby radę przetrwać noc bez wypróżniania się.
-
Nasz początkowo wcinał Joserę i był cud-malina. Potem naczytałam się o karmach i tak zaczął dostawać Markusa, później Kobbersa i tak dalej... Potem nie tolerował już kuraka w karmie (ani na surowo). Dlatego wylądował na Brit Care. Wygląda na to, że aktualnie drób i zboża mu szkodzą, szczególnie drób. Ryż jeszcze ujdzie, ale na ziemniakach lepiej. Dzięki za Carnilove, nie znałam jej. Przeraża mnie ilość grochu w składzie... :D :D Ale jeśli te Bosche bezzbożowe mu nie podejdą (zamówiłam ze strusiem i dzika z batatami), to tę markę testuję jako kolejną. Współczuję psinkowi padaczki... Nasz z kolei ma lekki niedowład tyłu (zmiany neurologiczne i deficyt masy mięśniowej), więc "chodzi przodem", a jak się obfajda z tyłu nocą i w tym śpi, to też jest szorowanie, które go stresuje. :( Nasz nie jest długowłosy (chociaż ma coś na kształt grzywy :D), ale podszerstka za dwa psy, więc rozumiem Twój ból z kąpielami... :)
-
Tak, krew w porządku (wręcz książkowo), USG dobrze, wszystko Ok. Behawioralnie też raczej nie, bo to się zdarza tylko w tych warunkach i jak się go odpowiednio późno/wcześnie wyprowadzi, to załatwia się na zewnątrz. No i skoro jest to zależne od karmy, to raczej chyba nie może to być behawior..? To wygląda tak jakby... Nie wiem, ta karma była zbyt lekkostrawna i przechodziła przez niego jak woda. Chociaż to nie ma sensu ;) Zamówiłam dzisiaj na próbę dwie inne karny bezzbożowe, może ktoś zda egzamin... Jeśli chodzi o inne karmy, to na większości ma rozwolnienie nawet po tygodniu stosowania przy stopniowym wprowadzaniu itd. I nic nie pomaga.
-
Hmm... niech no pomyślę. Josera, Markus Muhle, Fitmin Solutions (wszystkie rodzaje), Brit Care (wszystkie rodzaje), Kobbers... Był też na mokrej RC okresowo (sumarycznie ze dwa miesiące), Purina Pro Plan, Hills... Testowaliśmy również kilka innych, których już nie pamiętam. Próbowaliśmy też gotowanego (było ok, ale po jakimś czasie zaczynał kręcić nosem prędzej czy później i odmawiał jedzenia) oraz BARFu (rozwolnienia!). Nasz pies na tej karmie - jako jedynej poza Brit Care Lamb&Rice którą przestał tolerować po roku - załatwia się najlepiej i puszcza najmniej bąków. Ale nocne czy poranne, nieświadome załatwianie się pod siebie... to jest koszmar.
-
Dzięki za sugestie. Niestety - długo próbowaliśmy surowego i nie reagował na nie dobrze. Konsultowaliśmy to z weterynarzami, powiedzieli, że być może całe życie jadł karmy suche i już nie da rady strawić. Efekt to były zatwardzenia na zmianę z okropną biegunką, zależnie od... sama nie wiem, czego. Może spróbuję mu gotować jakieś takie mięsno-ryżowe papki, na ogół pomagało mu to w zaostrzeniu kłopotów jelitowych... Ale po jakimś czasie zawsze kręcił nosem. Nie odebrałam na serio hasła o nerce, po prostu zrobiło mi się przykro, bo ja o tego psa dbam, jak tylko mogę (był w naprawdę marnym stanie, jak go adoptowaliśmy, w tej chwili jest o niebo lepiej) i kiedy ktoś zarzuca mi, że go głodzę albo na nim oszczędzam - kiedy zdarzało mi się wydawać na niego prawie połowę pensji, to wchodzę w tryb defensywny. Co do karmy, podałam Ci cenę puszek Doliny Noteci (dla mnie karma mokra = puszki lub kiełbaski, to miałam na myśli), nad którą się zastanawiałam. To raczej niedroga mokra karma, która z jednej uchodzi za niezłą, a z drugiej nie jest jeszcze z górnej półki - no a jednak miesięczny koszt jest "spory". Może źle ujęłam to z tym "siedzeniem w psie". Po prostu szukam opcji, żeby nie musiał wychodzić o 24 i potem o 6:30, bo to nikomu nie służy (a czasem - jak akurat dzisiaj - i tak rano czeka na nas niespodzianka do sprzątnięcia). Szczególnie, że to załatwianie się przez sen wydaje się być związane z tą konkretną karmą. Tyle, że po niej czuje się akurat najlepiej. Ech, mętlik.
-
Eeee... co? Co to znaczy "kupujesz mu normalne jedzenie"? A to, które je jest nienormalne? O co ci chodzi, człowieku? Czy ja go głodzę, że piszesz "nie stać mnie na jedzenie"? To tak, jakbyś stwierdził, że głodzę dziecko, bo nie stać mnie żeby codziennie jadło sushi. Nie żałuję mu jedzenia, przerobiliśmy mnóstwo karm, ale mokre jedzenie jest poza zasięgiem finansowym - czego ty tu nie rozumiesz? Jedzenie domowe nie jest dla psa odpowiednio zbalansowane więc nie, nie będę mu dawać naszego. Hasło "sprzedaj nerkę" jest poniżej poziomu, tak samo jak hasła o samolubnej miłości i męczeniu psa w domu. Gdzie ty tu widzisz przejaw męczarni, hm? Karmienie mokrą to ok. 490 zł miesięcznie, obecną - ok. 120 zł.
-
Hej, dawno mnie tu nie było, ale nie wiem już, co robić. Nie byłam pewna, w którym dziale umieścić ten post, wybrałam dietę... Nasz pies to starszy (ok. 15 lat), owczarkowaty samiec. Ze schroniska wzięliśmy go niecałe cztery lata temu. Początkowo nie było kłopotów z żywieniem ani załatwianiem. Niestety to się zmieniło. Ustaliliśmy metodą prób i błędów, że chyba nie toleruje kurczaka, więc przerzuciliśmy go na karmę z jagnięciną i ryżem. Po ok. roku nagle przestał ją tolerować - przy próbach ponownego jej wprowadzenia za każdym razem kończyło się wybuchowym rozwolnieniem, które trzeba było leczyć farmakologicznie. I tak kilka razy. Zaczął więc jeść karmę z dziczyzną i ziemniakami, którą tolerował dobrze... do czasu. Coraz częściej zaczął załatwiać się przez sen, w tej chwili jest to codzienność. Mówiąc dosadnie: robi kupę i w niej śpi. Kompletnie nie ma świadomości, że się załatwił. Jakiś czas temu zastałam go rano śpiącego z łbem na własnych odchodach... :( Ponieważ ma zdiagnozowane kłopoty neurologiczne tylnej połowy (być może koński ogon albo coś podobnego), sądziliśmy, że to starość, ale... wygląda to trochę tak, jakby w ten sposób reagował na tę konkretną karmę. Po innych tego problemu chyba nie ma, za to wypróżnianie jest tragiczne. W tej chwili karmiony jest raz dziennie, wieczorem - i im później wyjdzie na ostatni spacer, tym większa szansa że do porannego spaceru koło 6:30 da radę się nie załatwić na legowisko. Niemniej jednak tak się nie da funkcjonować, bo ani on nie czuje się dobrze (chodzi głodny większość dnia), ani my (deficyt snu). W związku z tym szukam jakiegokolwiek pomysłu na coś, co by pomogło... Próbowaliśmy karm mokrych i kłopotu wypróżniania przez sen nie było, ale przy jego wadze niecałych 30 kg taka dieta była potwornie droga i zwyczajnie nas na to nie stać. Zresztą żadna inna karma nie generowała mu tak "ładnych" wypróżnień, jak obecna (to jest Brit Care Venison&Potato jakby co), a jelita on ma wybredne i na większość reaguje lekkim rozwolnieniem nawet przy stopniowym wprowadzaniu itd. Czy ktoś z Was ma jakikolwiek pomysł? Jakaś inna karma? Jakiś sposób na sprawienie, że karma dłużej w nim "posiedzi" nocą? Coś jeszcze innego? Nie wiem, czy to coś zmieni, ale problemy zaczęły się jakieś pół roku temu czy nieco więcej, w międzyczasie jeszcze zdiagnozowano mu niedoczynność tarczycy, ale hormony już ma w normie - jest na stałe na Forthyronie.
-
Nasz piech zjadł worek podstawowej wersji MM. I mogę powiedzieć tyle: fantastyczna karma dla psów, które nie jedzą dużo albo są wybredne... ale dla głodomora odpada. Jest bardzo zbita i ciężka, więc objętościowo podaje jej się *znacznie* mniej, niż innych. I dla naszego to był problem nie do pokonania - ciągle marudził, piszczał, zamęczał nas po prostu całymi godzinami. Zachowywał się jak głodzony, mimo że dostawał jej więcej, niż powinien. Pił rzeczywiście sporo, ale nie jakoś problematycznie dużo. Natomiast od strony trawiennej strzał w... tysiąc? Pies jest seniorem z problemami trawiennymi po większości testowanych karm. A tutaj kupy-marzenie. Malutkie, zwarte i mało. Do zebrania jedną ręką - twarde, uformowane. Zero bąków, wymiotów, odbijania, bekania itd. Po prostu BAJKA! Polecam tę karmę naprawdę każdemu (jeśli tylko pies zaakceptuje objętość). My może do niej wrócimy za jakiś czas, jeśli pies da się przyzwyczaić do mniejszej ilości. Ps. Nie śmiejcie się z moich zachwytów nad kupami, przez wiele miesięcy musiałam zbierać po sześć do ośmiu rozwolnionych kup dziennie, więc trzy małe, zwarte kamyki to naprawdę jakiś cud. :D
-
Dorzucę swoje trzy grosze, gdyby ktoś nadal szukał opinii na temat Koebersa/Kobersa. Nasz pies: poschroniskowy senior, daleki mieszaniec owczarka belgijskiego malinois z wiecznymi problemami trawiennymi (chronicznie miękkie i częste kupy). Zaczęliśmy od 18 kg wariantu Koeber's 23P - to jest karma dla starszych i mniej aktywnych o obniżonej zawartości białka (23% białka, 12% tłuszczu). Przemawia do mnie podejście producenta i skład, brak konserwantów i ilość mięska, więc zamówiliśmy. I było nieźle. Jak na naszego psa. Częstotliwość załatwiania normalna, konsystencja kup też. Bąków brak. Potem nie wiem właściwie dlaczego postanowiliśmy zmienić na Supermix Kroketten. I to był KOSZMAR. W wyniku zdublowanego zamówienia mieliśmy w domu cztery worki (15kg) tej karmy. Skarmiliśmy trzy (i tak dużo...), czwarty został odsprzedany. Dlaczego? Bąki, jakie pies po tym generował powodowały, że trzeba było nierzadko wietrzyć chałupę. Poza tym *musiał* wychodzić po cztery-pięć razy na spacer, robił minimum sześć kup dziennie. Jego maks to było chyba dziewięć. Przy tym wszystkim każda kolejna bardziej luźna od poprzedniej (pierwsza poranna najlepsza i potem coraz gorzej). Wiem, że cała masa psów dobrze toleruje Kobersa, a także doceniam jego skład. Radzę natomiast najpierw przetestować na jakimś małym opakowaniu... My nie testowaliśmy, bo po 23P była rewelka, więc nie spodziewaliśmy się czegoś takiego przy prawie identycznym składzie. Jeśli chodzi o sierść, zęby i stan ogólny nie mam Kobersowi nic do zarzucenia. Pies ją lubił i się nią najadał, wyniki krwi mimo wieku bez zarzutu.
-
Witajcie, Zmuszona jestem po raz kolejny poprosić o pomoc czy sugestię... Sprawa ma się tak: rok temu adoptowaliśmy owczarkopodobnego psa-seniora. Wtedy "wyceniany" był na jakieś 10 lat. :) Mamy problem z jego żywieniem. Od samego początku robi po 5 do nawet 8 kup dziennie, przy czym w większości są one lekko rozwolnione. Wybaczcie obrazowość, ale muszę to opisać. Pierwotnie był na poleconej w schronisku Joserze Light/Senior. Potem testowaliśmy Fitmin Medium Senior, następnie Kober's 23P, potem Kober's Supermix Kroketten i aktualnie Markus Muhle (podstawowy - zielony). Na surowym też jakiś czas był. I generalnie... cały czas to samo. Do ilości kup już przywykliśmy, bo to się nie zmienia od pierwszego jego dnia u nas. Ale ich konsystencja powinna być lepsza. Ostatnio przeszedł jakieś zatrucie niewiadomego pochodzenia, więc został przeleczony antybiotykami i suplementami, ale poza tym żadnych problemów nie miewa (poza stawami, ale to inna bajka). Wyniki badań krwi dobre, robaków brak, ale profilaktycznie odrobaczamy i tak. Ostatnio badania kupy miał tuż po Wielkanocy. Rok temu założyłam wątek z pytaniami skąd wiedzieć, że pies się najada. I to wciąż jest kwestia. Trochę na tym Kobersie Supermix Kroketten nam przytył, więc teraz go delikatnie odchudzamy, ale nie głodzimy - a on zachowuje się, jakby w ogóle nie dostawał jeść! Piszczy, męczy, przychodzi po 40 razy dziennie i prosi, non stop błaga o żarcie. Jego żarłoczność to jedno, a te zbyt_miękkie kupy - drugie. To są nasze dwa główne problemy. A, i jeszcze jeden, typowy "objaw" - im dłuższy spacer, tym więcej kup (maks to trzy), przy czym każda kolejna jest bardziej rozlana. Nie żeby nie dało się tego zbierać, ale jednak są, no, "maziste" mocno. Te ostatnie to jak surowe ciasto. :/ Czy ktoś ma jakiś pomysł, co mogłoby pomóc? Może jest jakaś karma słynąca z tego, że syci? Byłam pewna, że Markus tutaj się sprawdzi, ale nie - pies jest *non stop* głodny, a ponieważ jest to karma ciężka i zbita, to głoduje dużo bardziej. :(
-
Brzmi to trochę tak, jakbyście byli "psami ogrodnika". Do domu psa nie weźmiecie, ale do schroniska nie oddacie, domu nie znajdziecie. To co to za układ? Dzikość psa nie jest argumentem - wolontariusze są szkoleni, a schroniska czy fundacje konsultują cięższe przypadki z behawiorystami. Wiem, że nie we wszystkich schroniskach tak jest, ale w wielu jednak owszem. Tak czy inaczej ta sytuacja jest wygodna tylko i wyłącznie dla Was. Nie dla psa. Co z nim się dzieje zimą? Co będzie jak wbiegnie pod samochód? Co kiedy zachoruje? Bierzecie na siebie odpowiedzialność, ale tylko po łebkach, tak trochę, na pół gwizdka. Nie oswoicie psa bezdomnego z obcymi ludźmi, stresującymi dziećmi czy samochodami. Musielibyście najpierw zapewnić mu DOM, a potem powoli zacząć układać. No, chyba że macie czas na siedzenie od rana do wieczora z tym psem i zajmowanie go/nagradzanie, kiedy pojawia się sytuacja stresowa. Ps. Uważam za absolutnie niedopuszczalne pozwalanie, żeby Wasz domowy pies zapładniał tę (czy jakąkolwiek inną) suczkę. To jest krańcowa bezmyślność z Waszej strony. Może byście tak swojego psa wykastrowali, żeby więcej niechcianych szczeniaków się nie pojawiało, co?
-
Hej Przeczytałam połowę wątku o kąpielach (ich częstotliwości, kosmetykach itd.), ale tam wypowiadają się głównie posiadacze psów z włosami. Albo osoby, które mają inne psy - które kąpie się rzadziej/rzadko. My mamy taki problem z naszym psim seniorem (ok. 11 lat, mieszaniec owczarka malinois): jakiś miesiąc po kąpieli jego sierść staje się okropnie tłusta. Wykąpaliśmy go w przeddzień Wigilii, a w tej chwili dwa razy przejedzie mu się dłonią po grzbiecie i cała ręka biała i tłusta... Nie ma problemów skórnych, łupieżu, nie drapie się - po prostu bardzo się tłuści. Nie jestem pewna, na ile to jest normalne. Świeżo po myciu futerko jest cudowne, a potem stopniowo robi się takie. Wyczesywanie odrobinę pomaga, ale tak naprawdę niewiele zmienia. Może to istotne - strasznie linieje. Mamy go od roku i właściwie w międzyczasie przestał linieć na jakiś miesiąc latem. Ale sprzątanie w domu znosimy - trudno, takie uroki życia z psem. Nie wiemy natomiast, na ile to jest normalne, żeby psia sierść aż tak bardzo się tłuściła. Jakby co to w szamponie kąpany był chyba łącznie trzy razy od kiedy go mamy. Szampon to FreshLine z odżywką. Czy to jest normalne Waszym zdaniem? Jest jakiś sposób na to?
-
Strasznie mi przykro, że Cię to spotkało... Gdybyś jeszcze szukał rewelacyjnego weterynarza (a raczej ekipy z różnymi specjalnościami), to uderzaj na gdańską Morenę do całodobowej kliniki. Nie piszę, która - ale jak ktoś będzie chciał, to z łatwością znajdzie. Opiekują się moim starszym mieszańcem owczarka i ani razu nie usłyszałam od nich niczego takiego, jak Ty się nasłuchałeś. Do diagnostyki przykładają się robiąc wszystko, co w ich mocy - w naszej sprawie konsultowali się z jakimś specjalistą z Warszawy... Więc bardzo polecam.
- 21 replies
-
9 miesięcy i załatwia sprawy fizjologiczne się w domu..
vvena replied to terrierowa's topic in Nauka czystosci
Hej, Trochę odgrzeję kotleta... :) Mój problem jest podobny, choć zupełnie inny. Rzecz tyczy się psiego seniora, ok. 10-letniego dalekiego mieszańca owczarka malinois. Naczytałam się różnych wątków o wychowywaniu i innych takich, ale nie mam pojęcia, jak osiągnąć taki oto efekt: rozgraniczenie sygnałów. Wzięliśmy psa rok temu ze schroniska. Od początku ani razu nie załatwił się w domu, mimo że zostawialiśmy go samego. Widać było, że ma bardzo silny instynkt niezałatwiania się w gnieździe. Problem w tym, że kiedy już jesteśmy w domu, to nigdy nie wiemy, o co mu chodzi. To jest generalnie cichy pies, który nie szczeka ani nie piszczy. Co najwyżej wydaje z siebie jakieś ultradźwięki, których praktycznie nie słychać, ale oddycha wtedy inaczej, więc zgadujemy, że to jego "pisk". I wydaje je z siebie niezależnie od tego, czy chce jeść (a jeść chce ciągle, więc jest to mylące..), na spacer, potrzebuje atencji, czy się niepokoi. Przychodzi, wydaje te dźwięki i czeka na efekt. Jeśli któreś z nas się podniesie, leci euforycznym tańcem do michy. Niezależnie od tego, o którą z potrzeb chodziło - zawsze biegnie do michy. Nigdy do drzwi wyjściowych, nigdy bliżej nas. Po prostu każdy nasz ruch to potencjalne jedzenie... Psa karmimy dwa razy dziennie, ale jest strasznym głodomorem i nie ma ilości, której by nie wciągnął. Zdarzyło mu się ileś razy ściągnąć coś z parapetu czy stołu, mimo że przy nas nawet nie spojrzy wyżej. Chudy nie jest. Dzisiaj w nocy załatwił się na środku przedpokoju. Tak po prostu. Wieczorem poszedł spać o normalnej porze, nawet nie domagał się wyjścia swoimi dziwnymi sposobami. Nie sygnalizuje, więc nie drapał, nie szczekał - nie obudził nas. Dopiero jakiś czas później obudziło mnie jego łażenie po domu - usłyszałam, że kładzie się w przedpokoju, a to u niego jest sygnał, że jest naprawdę źle (tzw. guilty dog albo ciśnienie rozsadzające pęcherz/tyłek). Wstałam, a tam chłodny już ładunek. I to jest trzecia taka sytuacja, od kiedy go mamy. Tym razem jednak jest gorzej, bo wcześniej przynajmniej słyszałam, że kilka razy chodził po domu - więc nauczona doświadczeniem wstałam dzisiaj (o 4...), żeby z nim wyjść, jak usłyszałam, że przemieszcza się do przedpokoju. Było jednak za późno - najwyraźniej wstał wcześniej raz, załatwił się i poszedł spać. A do przedpokoju polazł dłuższy czas później. Jestem tego pewna, bo budzi mnie ilekroć chodzi po domu. Pies śpi osobno, my osobno - każdy ma własną przestrzeń. Nie może wchodzić do pokoi, bo bardzo głośno się zachowuje, kiedy chodzi (pazury na panelach, otrzepywanie, mlaskanie), więc nie dałby nam spać. Zresztą nawet gdyby miał do nas dostęp, to znowu nie wiedzielibyśmy, czego chce... Czy ktoś ma jakikolwiek pomysł, w jaki sposób nauczyć psa różnych sygnałów na różne potrzeby? Bo nie może być tak, że niczego nie pokazuje, a potem nocą wali kupę na środek podłogi :/ My byśmy z nim chętnie wyszli wieczorem, ale nie zdradzał najmniejszych oznak potrzeby. Zmian w żywieniu też nie było... -
Moja opinia na temat tej karmy po miesiącu karmienia ok. 9-10-letniego, malino-podobnego psa: karma jest bardzo fajna, ale generuje bąki. Częstotliwość wypróżnień się u nas nie zmieniła (każdy spacer min. 1 kupa, ale on tak już ma - na każdej karmie), ale konsystencja tak. Są bardziej miękkie i ciężej się je zbiera. Takie jakieś, bo ja wiem, wrzecionowate :D I raczej śmierdzą. Wcześniej zjadł worek 18kg Koebers 23P i tamta była jednak lepsza jeśli chodzi o te kupy i bąki. Tych drugich nie było prawie w ogóle. Cóż, jestem trochę w czarnej dupie, bo mam tego Kobersa jeszcze 30kg :P Ale cóż - grunt, że pies jest żwawy, lubi karmę i widać, że mu ona odpowiada. A, nie zgodzę się z opinią o zapachu. Moim zdaniem te krokiety pachną jak ciastka z suszonego mięsa. Może nieco mocniej kojarzyło mi się to w przypadku 23P, ale generalnie skojarzenie to przypalony pasztet mojej mamy ;)
-
To ja dodam update może, bo minęło już tyle miesięcy... Pies jest u nas od lutego czyli 9 miesięcy. Jeśli chodzi o jego apetyt, to nic się nie zmieniło. Stawy i kości ma w tym samym stanie, ale nie cierpi jakoś widocznie, natomiast zachowuje się jak głodzony. Nieco przybrał na wadze, ale nie pozwalamy mu jeść więcej, niż to wynika z jego potrzeb, żeby nie przytył. Waży teraz jakieś 28 kg i to jest jego waga docelowa według weterynarzy. Badań miał całą masę, sprawdzaliśmy pod kątem robaków, niedoborów i chorób, ale nic nie wyszło. Najwyraźniej ten typ tak ma. Trudno :) A, karmę też mu zmieniliśmy (na Koeber's 23p), ale to nie ma wpływu na jego apetyt. Ostatnio po pełnym obiedzie (surowe mięcho i kości) ściągnął z parapetu cztery drożdżówki i wszstkie zeżarł. Zatem najwyraźniej trzeba tę cechę pokochać... :)
-
Wczoraj poczytałam chłopakowi Wasze sugestie. Mówi, że ściągnął psa znacznie wcześniej - zanim te dzieci w ogóle się zbliżyły. Pies zrozumiał, że ma iść blisko i szedł jakiś metr od niego, więc to raczej nie była reakcja na ściągnięcie (bo minęło trochę czasu) ani ból. Chłopak jest przekonany, że "dzieciak się psu po prostu nie spodobał" albo że coś mu się przywidziało. No nie wiem, ja obstawiałam raczej złe skojarzenia albo np. jakiś gest czy ruch, którego on nie zauważył, a pies owszem. Jesteśmy z Gdańska :)
- 12 replies
-
O matko, nie dostałam powiadomienia, że są odpowiedzi na mojego posta! Przepraszam najmocniej i dziękuję Wam wszystkim za odpowiedzi! Co do rozwoju wydarzeń, to nic się nie działo od tamtej pory. Poza naszą wzmożoną ostrożnością, kiedy przechodzimy obok dzieci - nic się nie zmieniło. Pies zachowuje się tak, jak przed tamtym zajściem. Nasililiśmy pracę nad posłuszeństwem, ale do nikogo na razie nie poszliśmy. Póki co chciałam zaczekać na opinie różnych osób i skontaktowałam się też ze schroniskiem. Napisali, że na samym początku obecności psa u nich zdarzyło mu się złapać zębami za rękaw wolontariuszkę, która się bała, a mimo to weszła do jego klatki. Poza tym żadnych incydentów nie było, a po tej sytuacji pracowali z nim tyle (no i był tam 2,5 roku...), że przeszły mu jakiekolwiek odruchy tego typu. Ekipa ze schroniska zasugerowała właśnie zaganianie. Ja tam nie wiem, w domu nawet w większej grupie takich odruchów nie wykazywał. Agresja też nam tu średnio pasuje, bo tak jak wspomniałam - w ogóle nie interesował się tą grupką. Szedł i spokojnie wąchał trawę ze "zrelaksowanymi" uszami. Tak w każdym razie mówił mi chłopak. Jeśli chodzi o stawy psa, to niestety ma je w fatalnym stanie. Biodra - najbardziej hardcore'owa dysplazja, jaką w życiu widziałam. Poza tym ma niezdiagnozowaną chorobę kości łap, która prowadzi do przerastania ich dystalnych części. Ma je trochę pozniekształcane (to jakby kości ludzkiego przedramienia czy łydki nieregularnie pogrubić). Jedyny - lekko ślepy - traf weterynarzy to infekcja, która wlazła w kości, toteż od 5 tygodni jest na leczeniu antybiotyki+p-zapalne. Poza tym jest zdrowy. Niemniej jednak dłuższe spacery nie wchodzą w grę, biegać lubi, ale nie powinien... Z samospełniającą się przepowiednią to wiem ;) Na szczęście (albo nieszczęście?) ja temu psu ufam w sposób irracjonalny i nie boję się takich wyskoków, toteż moje zachowanie w ogóle się nie zmieniło. Jedyne co, to uważniej obserwuję jego mowę ciała i unikam bezpośredniego mijania dzieciaków. Nie przyszłoby mi do głowy, że ściągnięcie smyczy (nie jakieś nagłe czy szarpiące..) może wywołać strach lub agresję. Postaram się to wyeliminować. W przypadku tego psa generalnie mamy nieco problemów z posłuszeństwem - słucha, owszem, ale kiedy mu to pasuje. Jeśli nie, to raczej nie. Czyt. podnosi żarcie z ziemi na spacerach mimo, że doskonale rozumie, że mu nie wolno.
- 12 replies
-
Witajcie, Piszę z przykrą sprawą. Dwa miesiące temu adoptowaliśmy ze schroniska ponoć spokojnego, ułożonego i stabilnego seniora (ok 10 lat). Jest to malinoso-podobny mieszaniec owczarka, ok. 25 kg. Do dzisiaj nie sprawiał żadnych problemów wychowawczych. Słuchał się, nie miał problemów przy misce, bronił tylko swoich "zdobyczy", ale udało nam się to opanować stosując jakieś przysmaki i polecenia. Jedyna sytuacja, w której pokazał, że nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać miała miejsce u weterynarza, który sprawił mu badaniem bardzo duży ból (potem wyszło z badań, dlaczego). Wtedy raz ostrzegawczo ugryzł. Poza tym problemów ani wątpliwości wychowawczych nigdy nie było. Od nas ani razu nie zaznał agresji - ani słownej, ani fizycznej. Dbamy o niego i ma wszystko, czego potrzebuje. Przywykł do nas, widać, że nas lubi i się przywiązał. Do rzeczy. Dzisiaj mój chłopak był z nim na spacerze i pies kompletnie bez ostrzeżenia ugryzł ok. 10-letniego chłopca w pupę... Wyglądało to tak: na relatywnie wąskiej ścieżce chłopak szedł z psem. Z naprzeciwka szła grupka kilkorga dzieci, więc chłopak ściągnął psa blisko siebie i na stronę przeciwną od dzieci. Kiedy ostatnie z nich przechodziło obok, a w zasadzie minęło już psa i zrównało się z chłopakiem, pies nagle "zawrócił" i ugryzł dziecko w tyłek. Kompletnie bez ostrzeżenia, bez warknięcia, kłów, szczeknięcia. Chłopiec oczywiście się przeraził, mój partner od razu ściągnął psa i skarcił. Nie wiemy, czy nic się nie stało - chłopiec powiedział, że nie, ale ponoć był tak wystraszony, że mógł nawet nie zauważyć (dziura w spodniach? Nie wiemy...). Chcielibyśmy go jakoś znaleźć i upewnić się, że wszystko w porządku, ale nie wiemy jak - pewnie później wywiesimy w tym miejscu jakieś kartki. Pytanie do Was: czy umiecie cokolwiek doradzić w tej sytuacji? Dzieci mijaliśmy już wcześniej wielokrotnie, nigdy nic takiego nie miało miejsca. Mało tego - ten pies kocha wszystkich ludzi, ekipa ze schroniska też miała wyłącznie pozytywne doświadczenia na tym polu... Był też u nas mały chłopiec (plus minus w tym samym wieku), którego pies natychmiast polubił, bawili się razem i wszystko było w porządku, nic więcej nie sugeruje generalnego problemu z dziećmi. My jednak jesteśmy aktualnie przestraszeni choćby ze względu na kompletne zaskoczenie. Nie ostrzegł, więc jest nieprzewidywalny... Ktoś spotkał się z takim zachowaniem? Możecie cokolwiek doradzić? Nie wiem, wizytę u behawiorysty.. czy cokolwiek innego?
- 12 replies
-
IvyKat - bieżnia w domu, no czemu nie ;) A zaraz potem wybuduję sobie basen, to i psiak skorzysta ;) Koleżanka polecała gabinet rehabilitacji wet, gdzie mają bieżnię wodną. Jak mnie będzie stać, to go trochę tam potrenuję może. Dzięki za sugestię :) Cóż, może (oby) i w tym przypadku to jest tylko pasja do jedzenia. Mówi się, że psy upodabniają się do właścicieli, a my mamy co zrzucać, więc może się przysposobił aż za bardzo :P