-
Posts
20 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Magdalena-jj
-
Witajcie Ostatnio byłam jakaś zakręcona i zapomniałam tu zaglądać. U nas dobrze - są postępy, pies uspokoił się znacznie na spacerach udaje się pod dome żeby już nie reagował na ludzi i zwierzęta. Mamy nowe zabawki i nowe komendy. Dalej jest problem z wpuszczeniem obcych d o domu. Ale jest lepiej popoludniami w domu tez sie wycisza. jesli chodzi o miske to u nas jest zasada ze pies czeka az pozwoliu mu "wziać" wiecej się nie rozpiszę bo muszę d pracy zmykać
-
dzieki za wsyzstkie konstruktywne wypowiedzi :) Pocwicze autorytet , choc z tym wchodzeniem przez drzwi od poczatku stosujemy bo juz o tym slyszalam, ale moze te witanie sie i żegnanie coś pomoże a raczej tego brak :). Wczoraj byli u nas tesciowie, osoby ktore on lubi i dobrze zna i tesc z nim cwiczyl na chrupki komendy pies tak pieknie sie uczyl od niego ze az milo bylo nam patrzec na prawde super :). Dzis po pracy chcialabym isc z nim do weta z uchem i pewnie znow zabieg i znow bedzie kino bambino ech.. no ale mus to mus.. fattyciak - nauczylam sie do wielu rzeczy podchodzic z dystansem i nie brac sobie zbyt duzo do glowy :). Polecam wszystkim zdroworozsądkowy dystans do pewnych spraw, ludzi, debili :P ;). Zmykam do pracy!
-
A już myślałam że mam 2 strony dobrych rad :) annavera witam w gronie zmęczonych właścicieli psów :) może założymy AZW (anonimowi zmęczeni właściciele) albo ASWCZ (anonimowi sfrustrowani właściciele czworonogów) :P. A tak na serio, spacerki dużo nam dają, podobają się, widać różnice, pies ciągle symuluje że chce wyjść bo wie ze będzie karmienie haha. Mąż pracuje na swój rachunek i dużo z psem jest w domu albo bierze go ze sobą w trasy a on akurat bardzo lubi samochodem jezdzic :). Lęk separacyjny to chyba nasz problem, istatnio byłam z nim sama i poszłam się kąpać a jego zamknęłam, wył, szczekał, jęczał po mimo tego że mnie słyszał, że go wołałam... Kupiłam mniejszego konga i pastę tej samej firmy jest lepiej, poprzednio mielismy wiekszego bo szkoleniowiec nam zaradzil taki rozmiar.
-
Psa na pewno nikt nie drażni celowo, w dziecintwie miałam pinczera miniaturowego, którego sąsiad "dla zabawy" strasznie bo miał ubaw z tego jak taki mały pies się denerwuje... Prześladowal nas latami.. Więc jestem wyczulona na tym punkcie.
-
Jesteśmy z Olsztyna. On jest taki... terytorialny, idę z nim na spacer nawet na inne uliczki niż nasza i nie reaguje na ludzi, psy itp., za to na naszej uliczce pod domem jest straszny, przed chwilą tak się zdenerwował na jedną suczkę że po prostu musiałam się zatrzymać, przytrzymać go i czekać aż przejdą.. I tak samo jest w domu, spotkamy jakiś ludzi gdzieś po za domem jest ok, ktoś do domu chce wejść jest jazda... Nietoperzyk - a co to za złośliwość, ucieszyłam się i napisałam że spacer pomógł, jak też pisałam chodziliśmy latem na łąkę gdzie latał jak dziki i kto wie może tam się nakręcal a na spacerze po uiczkach na smyczy się wyciszył i sie po prostu ucieszylam...
-
kongiem mogę go wyciszać ale nie mogę go zostawić samego z nim i np wyjśc do pracy bo się po prostu obsr... wyciszyl sie bardzo ladnie i szczerze jestem zdziwiona, lato, ladna pogoda chodzilismy na lake gdzie latal bez smyczy, a teraz obeszlismy osiedlowe uliczki, duzo wąchał, zwiedzal i zupelnie inaczej sie wyciszyl, poszedl spac do siebie :). Jesli chodzi o gosci to pierwsa syt miala miejsce jak ostatnio: wpuscilam goscia, wypuscilam psa, kolezanka go karmila, bylo ok, wstala z krzesla chciala do lazienki a on sie na nia rzucił i ugryzl, choc go karmila i glaskala, chwalila itp. Ta sama kolezanka tydzien pozniej przywitala sie z nim na spacerze i przyszla z ni do domu i bylo ok. Ale przyjechala kolejna kolezanka, ktora takze znal. dalam jej chrupki ale byl w takim szoku ze ja ciapnął za rękę i nie mogl sie uspokoic nawet za żarcie..
-
kongiem mogę go wyciszać ale nie mogę go zostawić samego z nim i np wyjśc do pracy bo się po prostu obsr... wyciszyl sie bardzo ladnie i szczerze jestem zdziwiona, lato, ladna pogoda chodzilismy na lake gdzie latal bez smyczy, a teraz obeszlismy osiedlowe uliczki, duzo wąchał, zwiedzal i zupelnie inaczej sie wyciszyl, poszedl spac do siebie :). Jesli chodzi o gosci to pierwsa syt miala miejsce jak ostatnio: wpuscilam goscia, wypuscilam psa, kolezanka go karmila, bylo ok, wstala z krzesla chciala do lazienki a on sie na nia rzucił i ugryzl, choc go karmila i glaskala, chwalila itp. Ta sama kolezanka tydzien pozniej przywitala sie z nim na spacerze i przyszla z ni do domu i bylo ok. Ale przyjechala kolejna kolezanka, ktora takze znal. dalam jej chrupki ale byl w takim szoku ze ja ciapnął za rękę i nie mogl sie uspokoic nawet za żarcie..
-
to zależy chyba akurat od sytuacji, jeśli np na spacerze wiem, że zaraz może kogoś zjeść to próbóje odwrócić jego uwagę chociażby np. smakołykiem a jak już jest na to za późno to go przytrzymuje i tyle. Jeśli w domu źle się zachowuje mówie "nie, nie wolno; zostaw to" próbóję odwrócić uwagę, dac w zamian zabawkę itp. Byłam teraz z psem na spacerze, nie szaleliśmy ale sporo pochodziliśmy, jest sukces :) pies śpi wyciszony wyraźnie a na spacerze udawało mi się chrupkami odciągać go od czynników ryzykownych i nawet minęliśmy Pana który wielką miotłą zmiatał chodnik i nic, nie reagował na niego :).
-
Z konga i kości zrezygnowalam, żeby nei jadł jak nas nie ma, ale za to zawsze wynagradzam mu moment wyjścia i daje coś dobrego na pożegnanie, żeby miał zajęcie ten moment gdy słyszy nas jeszcze pod domem, odjeżdżający silnik itp. W domu też staramy się z nim dużo bawić, ma spory metraż do szaleństwa, lubi aprotować po schodach, nie wiem czy to dobrze czy źle...
-
Nie wiem, czy tylko ja mam wrażenie, że wszystko co piszemy w tym wątku nie jest dla Ciebie dobre Magdaleno? Zobacz: smaki są złe, bo się kończą (a wystarczy wziąć ich więcej... ale pewnie nie masz gdzie trzymać ich na spacerze, albo masz inne równie poważne problemy z tym związane), klatka jest zła, bo już zjadł jedną, kongo jest złe, bo sra pod siebie, kości są złe, bo je zbyt łapczywie, dłuższy spacer jest zły, bo pies popołudnie spędza z rodziną, spacer przed pracą jest zły, bo Tobie się nie chce wstawać, behawiorysta czy trener - po co, przecież masz, tylko do niego nie jeździsz, bo nie jesteś w stanie z powodu pracy. Czego oczekujesz? że powiemy: "Ojej, masz porąbanego psa! Demon nie pies! Jak Ty sobie dziewczyno radzisz?! Ojoj, biedna Ty. Ale jesteś super i wszystko co robisz jest rewelacyjne!!" Jeśli tak, to właśnie to napisałam, zapisz w pamięci i rób nadal to co uważasz za stosowne. Napisałam, ze są sytuacje, gdy np smaki się kończą i to jest niekomfortowe. Nie pisałam ze klatka jest zła, bo mamy i używamy, ale to jest taka cwana bestia że i z klatką sobie radzi. Kongo nie jest złe, gdyby mógł po nim się załatwić na podwórku, już tak ma że zje i s.... Napisałam ze popoludnia spędzamy razem i że spacery sa, gdzie napisałam że ich nie ma?? Spacer przed pracą długi to chyba problem bez rozwiązania... Jeśli chodzi o kości itp to niestety, szkodzą mu, nie będę mu dawała jeśli po nich ma rozwolnienie albo łyka ścięgna czy resztki ucha w całości, bo może się udusić. Dostał wczoraj pluszaka do zabawy, miał zajęcie do dziś, aż z pluszaka nic nie zostało, hhaha, szkoda że to taki mało trwałe...
-
widzę że emocje tu nie opadają, szkoda... - kiedy brałam psa nie musiałam jeździć o 6 do pracy, ale pewne rzeczy się zmieniają, - jak mogę nie mieć smakołyków? Zwyczajnie, są to sytuacje kiedy mi się KOŃCZĄ, - jeśli chodzi o rower to to jest mega aktywny pies, czemu wszyscy się dziwią, więc nie będzie problemu, pod warunkiem że to będzie krótka przejażdżka, już kiedyś próbowaliśmy - jak wita gości? Startuje od razu do drzwi i się rzuca... Inna sprawa jak spotka mojego gościa na podwórku, pochodzimy z nim chwile, a na końcu osoba która do nas przyjeżdża prowadzi go już na smyczy do domu, wpuszcza ją i jest ok, potem bawi się z nią itp itp - jeśli chodzi o zostawianie mu czegoś to trzeba uważać - po kongu był tak najedzony że robił pod siebie, a wszelkie kości, ucha i łapki je bardzo łapczywie, nie gryzie dobrze, może się udusić lub potem ma biegunki z kawałkami kurzych łapek itp. - byliśmy na spacerze i ja zaraz się zbieram do wyjścia a pies śpi, nawet nie mał ochoty się bawić jak go wołałam, chyba jednak 4 rano to nie jest pora jego aktywności :siara: - co do awantury która się tu rozgrywa to nawet sam Pan Prezydent ma dysortografię lub dysleksje (nie pamiętam dokładnie) albo jedno i drugie, ja nie wiem w czym wy tu widzicie problem, liczy się TREŚĆ, po za tym nie wszystkie sprzęty z których się pisze mają polskie znaki
-
Jasne, tylko ciężko mi wymyślać nowe rzeczy do uczenia, dużo już umie. Problem jest też taki że on się mnie nie słucha... Męża tak ale mnie nei bardzo, po 100kroś mogę mu powtarzać że czegoś nie wolno, odwracać jego uwagę a on i tak to robi. Jak jestem z nim sama bierze w zęby co chce, wchodzi na stoły, grzebie w śmietniku i generalnie ma mnie w du..
-
aa i jeszcze sprecyzuje z kastracją, odbyła się jak skończył równo 12mc
-
co to znaczy jakie mam warunki czasowe - psa oddac, boże paranoje tu siejecie, pracuje od 7 do 15 i już psa nie mogę mieć? Po prostu rano cieżko jest mu zapewnić ruch, za to całe popołudnia jest z rodziną w domu i na spacerach itp. Co myślicie o rowerze z psem? Umie biegać na smyczy przy rowerze, mogłabym z nim robić krótkie przejażdżki, mieszkamy na spokojnym osiedlu więc osiedlowymi uliczkami, żeby energię wyrzucił z siebie.. ja nie wiem skąd w niektórych tyle jadu... Piszę że mam problemy z psem i szukam rozwiązań, to jest powód żeby mnie atakować??
-
Jeżdże do pracy na 7 rano, żeby przebić się przez korki w dużym mieście wyjeżdżam o 6:15, wstaję o 5, żeby zapewnić psu dłuższy spacer musiałabym wstawać o 4 o.O... My mamy koło domku taką wielką łąkę, raz chodzimy w miejsce z górką, gdzie np aportuje mu "pod górę", innym razem skręcamy w druga stronę, biorę smakołyki na spacery, ćwiczymy, choć on już dawno wszystko na pamięć robi, jak z nim wychodzę i akurat mam możliwość, nie zapomnę itp to biorę chrupki i ćwiczymy w różnych miejsach, przed chwilką pod domem udało mi się uniknąć ataku na jakiegos lablafdora bo miałam chrupki i odwróciłam jego uwagę. Ale są i takie sytuacje w których tych smakołyków z jakiegoś powodu nie mam..
-
AA zapomniałam napisać jeszcze jednej istotnej rzeczy, te zachowania dominują w domu i pod domem, kiedy się stąd oddalamy jest zupełnie inaczej, np. nad morzem, w praku itp puszczamy go bez smyczy, nie reaguje na innych ludzi ani na zwierzęta. Podróżowaliśmy z nim bardzo dużo w tym roku i nie było takich problemów jakie są tu, na miejscu...
-
Jak napisałam post wyżej klatka nam towarzyszy od początku, właśnie na takich zasadach.
-
A tak właśnie - klatkę mamy. Kupiliśmy ją od razu jak go wzieliśmy, po pierwsze mieliśmy wtedy remont i pies chciał jeść gruz i fugi.. a po drugie doradziła nam to Pani weterynarz. Klatka od początku jest jego miejscem w którym śpi, zostaje sam w domu itd. Niestety z czasem klatkę zdezelował, najpierw zjadł jej spód plasticowy, co sprawiło że zaczął w niej chodzić po mieszkaniu, potem zaczął z niej cudownie wychodzić, zostawiliśmy kamerę, okazało się że wyciskał się zniej przez rogi... Wzmocniłam klatkę takimi spinkami jakich używa się do kołpaków w narożnikach. Ale i tak chyba kupię nową bo ta spodu nie ma... Od kiedy mieszkamy w domu pies ma "swój" pokój, w którym jest klatka i jego wielka pufa do spania.. Śpi na zmainę, raz tu, taz tu, na noc zostaje w tym pokoju ale lózem, żeby spał na pufie, natomiast jak wychodzimy zamykam go w klatce. No nic, widzę że bd musiałą z nim wrócić na szkolenia, choć zielonego pojęcia nie mam jak to w czasie dobrze rozegrać...
-
No i wywołałam wilka z lasu. Oczywiście że kocham mojego psa, gdybym go nie kochała, to zamiast szukać wsparcia na forum i u behawiorystów przywiązałabym go do pnia w lesie... Nigdy nie macie nikogo dość? Napisałam że mam dość, bo jestem już bardzo zmęczona całą tą sytuacją. Szkoda że to tylko forum, bo jakbyście miały okazje poznać go na żywo to byście wiedziały o czym ja mówię. Jestem zmęcozna tym, że nie mogę go zostawić żeby nie skończyło się to jakąś katastrofą, dziś odwoziłam rano córkę do szkoły i zostawiłam go max na 15 minut, musiałąm cały przedpokój sprzątać z rozdeptanych odchodów. Wczoraj zostawiliśmy go na 2godziny, przyjeżdżamy, pies wyje na całą ulicę, wpadam do domu a on zaklinował sobie głowę pod szafką kuchenną i wyjąć nie mógł, nie wiem ile to mogło trwać, to się darł. On jak dla mnie jest jakiś nadpobudliwy, jak dziecko z adhd. Kocham go bardzo i zależy mi na tym żeby problemy z nim rozwiązać. Szkoleniowca mam, nawet fajnego, ale za to nie bardzo mam czas z nim jeździć, bo Pan przyjmuje o takiej porze że się nie wyrobię po pracy. Jeśli chodzi o namiar Pani z batem to chyba nie chcę mieszać się w jakąś internetową aferę. Oczywiście ta wizyta nie skończyła się tylko wyjściem, powiedziałam jej dosadnie co o tym myśle. Pies zna komendy: choć tu, siad, daj łapę, drugą, leżeć itp. Uczy się bardzo szybko, natomiast jego zachowania agresywno-lękowe mnie przerastają i powiem szczerze że gdyby gabarytowo był większy to bym nie dała rady i pewnie kogoś by zjadł... Spacery - żeby się załatwił, w tym jeden dziennie dłuższy, gdzie jest puszczany na smyczy i gania jak dziki przynajmniej z 30minut, czasem i godzinę. Jeśli chodzi o głupiego jasia to dostał go bo od razu miał zabieg na tym uchu. Jak obserwóje to to tylko chyba zdarza się na psich forach, taka krytyka i nei wiem co jeszcze. Normalnei strach napisać, zbierałam się do tego wątku od jakiegoś czasu bo się bałam, jak widać wyżej wiadomo już czego... Napisałam "mam dość mojego psa" może lepiej by zabrzmiało "mam dośc problemów z moim psem" ale spróbójcie mnei zrozumieć, każde moje wyjście z domu kończy się stresem bo nie wiem, co zastanę jak wrócę, nie wiem czy dom będzie zniszczony, czy on będzie wył, czy może wreszcie sobie coś zrobi bo wczoraj już kiepsko to wyglądało... Tak samo stresują mnie spacery, wizyty gości itd...
-
Witajcie Od ponad roku jestem właścicielką psa - buldożka francuskiego. Ma obecnie 15mc, od kilku mc jest wykastrowany. Gdy go kupiliśmy mieszkaliśmy w bloku, wszystko było w miarę ok, znał sąsiadów, okolicznych meiszkańców, inne psy itp. Wył trochę jak go zostawialiśmy samego, wiem to od sąsiadki, ale nikomu to za mocno nie przeszkadzało. Gdy miał 8mc przeprowadziliśmy się do domu dwurodzinnego. I się zaczęło. Po pierwsze był chyba dość zdenerwowany całą sytuacją, ale czekałam aż się "zaklimatyzuje" a po drugie sąsiad zaczął się skarżyć że pies wyje (co śmieszne ich pies też czasem wyje.. pies to pies mi to nie przeszkadza jak u kogoś za ścianął wyje..). I właśnie przez tego sąsiada trafiliśmy do szkoły posłuszeństwa dla psów jego znajomej. Pierwsze spotkanie kosztowało 150zł (!!), na którym ta Pani przy nas zlała 8miesięcznego psa końskim batem .... tłumacząc że psa się wychowuje poprzez bicie i kary cielesne.. Nigdy więcej do niej nie wróciliśmy. Ale przez nią nasze problemy narosły. Pies (chyba po przeprowadzce) stał się bardzo terytorialny, atakuje każdego, kto wchodzi do domu oraz bardzo rzuca się na osoby przechodzące pod domem... jest to dośc kłopotliwe, ugryzł już dwie moje koleżanki, choć je znał, jak ktoś przychodzi musimy go zamykać. Pod domem na spacerach też jest stres. Generalnie boi się on wszystkiego i wszystkich co obce i ten strach u niego objawia się agresją. Do tego źle reaguje gdy zostaje sam w domu. Czasem po prostu mam go już tak dość.. Mamy spory metraż, a on gdy jest sam potrafi np. zrobić kupe i ją łapami rozdeptywać wszędzie ... Do tego jest bardzo aktywny, w czym w ogóle nie przypomina buldoga. Je dużo i chętnie, ale zamiast być "gubaskiem" jest bardzo zbity, wyżeźbiony... Widać na nim każdy mięsień jak u jakiegoś kulturysty. Po mimo tego że mieszkamy w domku a obok mamy ogromnął łąkę to ciężko jest go wyszaleć tak porządnie, po takim szalonym spacerze wraca, trochę śpi a potem zaczyna szaleć znowu. Problemy z nim związane spędzają mi sen z oczu.. Byłam z nim u innego szkoleniowca, pokazał mi kilka ćwiczeń i tak o ćwiczymy, ale wszystko opiera się na nagrodzie, a ja bym chciała żebym kiedyś nie musiała zawsze pamiętać o chrupkach psich jak chce z nim gdzieś wyjść.. A i jeszcze jedno - wizyty u weterynarza, to jest dopiero hardcore... Ostatnio leczymy ucho, weterynarz żeby je dotknąć i cokolwiek zrobić musiał dać mu głupiego jasia, 15minut się szarpaliśmy z nim żeby w ogóle można było zrobić mu zastrzyk, w efekcie z wrażenia się na mnie zlał, a potem i tak bd pod narkozą wybudzał się i gryzł weterynarza po rękach...