Oczywiście nie jestem ekspertką i mogę być w głębokim błędzie. Ze szkołami (w moim mieście - Krakowie) znalazłam tylko punkt 3. artykułu 15 [URL="http://www.cyfronet.krakow.pl/mk/bip/rada/uchwaly/show_pdf.php?id=26295"]http://www.cyfronet.krakow.pl/mk/bip/rada/uchwaly/show_pdf.php?id=26295[/URL] uchwały nr C10/101106/ Rady Miasta Krakowa.
"Utrzymujący zwierzęta domowe są zobowiązani do (...) 3/ Nie wprowadzania zwierząt do [B]budynków[/B] użyteczności publicznej i obsługi ludności, w szczególności do (...) szkół (...) [U]o ile władający tymi [B]budynkami[/B] nie postanowią inaczej[/U] (...)".
"[B]Budynków[/B]" - nie "[B]terenów[/B]"... Cóż. Nie znam się, ale ciekawe. No cóż - w samym gmachu szkoły głos decydujący ma "władajacy budynkiem", czyli szef tej baby, co Cię zwrzeszczała. :razz: A na boisku, ewidentnie pod chmurką? Czy tu nie ma dziury w przepisach?
Odpowiedź przyniosłoby sprawdzenie, czy "władający budynkiem" włada nim w takim samym stopniu jak terenem, czyli czy np. dyrekcja szkoły ma takie udzielne prawo nie wpuszczać ludzi (i psów) na swój teren. Bo jak widać z uchwały - ma do [B]budynku[/B]. Mamy tu jakiegoś dyrektora szkoły? :)
Z drugiej strony... teren szkoły jest terenem należącym do gminy. Więc mogli Ci spokojnie wlepić 200 złotych za brak smyczy (mieli świadka). Ale za zanieczyszczanie absolutnie nie oczywiście, bo qpki jako takiej nie było - to taka częsta "promocja" z tego co widzę ;)