Próbowały... :( Puszek szarpnął się za małą i omal nie przewrócił pani. Józka byłaby już w schronisku, gdyby nie to, że pani strasznie mnie @#$%&%* za sam pomysł wywiezienia malizny. Chwilowo dałam spokój, ale gdyby coś nie tak- jakkolwiek to nie zabrzmi - nie będę się zastanawiać, czyje zdrowie i życie są ważniejsze.
Mam zamiar podjeżdżać tam możliwie najczęściej, żeby pomóc w opiece nad wariatuńciami. No i zobaczymy.