Wiecie co...
Dzisiaj pojechaliśmy do hodowców westie i beagle (nie złośćcie się - bez metryk). To co zobaczyliśmy to był po prostu szok. Dalej nie mogę dojść do siebie. Wszystkie psy siedziały w jednym kojcu, westie czołgały się, nie mogły chodzić. O szczeniaku nie wspomnę. Miał takie króciutkie nóżki, że aż tarł pupką po podłodze. Uszka króciusieńkie, prawie nie miał ich wcale. Sierść jak u jakiegoś owczarka podhalańskiego, a przy pysku brązowa. Wyglądał jak skrzyżowanie westa z mopsem (mopsy też hodują, więc niewykluczone). Po prostu tragedia. Matka tego psa, jak ją przyprowadzono, uciekała, tak się ludzi boi. Myślałam, że takie "pseudohodowle" są tylko w filmach :( A swoją drogą (z ciekawości pytam) możliwe, żeby w miocie był tylko jeden szczeniak?
Uznaliśmy ostatecznie, że nie ma co kombinować. Odłożymy pieniądze, poczekamy jeszcze a potem kupimy westiego z metryką.
gadałam już z mamą. Powiedziała, że jeśli to będzie piesek wart 2000 zł, to pozwoli trzymać go w domu ;-) I problem w sumie z głowy. Myślicie, że dobrą podjęliśmy decyzję?