One takie są te porzucone psiaki, zazdrosne o "swojego" człowieka, liczy się tylko on.
Nasza mała schroniskowa Korusia jest piekielnie zazdrosna o Boksię, warczy, zachowuje się, jakby chciała ją zjeść...
Na szczęście Kircia jest wyrozumiała dla niej, widocznie rozumie ją. Jak nas nie ma, Korusia przytula się do "siostrzyczki" i śpią.
Karolino, moja pierwsza Boksia, którą uratowałam od śmierci, była moja bezgranicznie, ja byłam najważniejsza i nigdy nie "dyskutowała" ze mną...
Ech, co to była za Sunieczka...