Jump to content
Dogomania

fona

Members
  • Posts

    9573
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by fona

  1. Dziękuję! Szylkrecja zostaje w DT do czasu znalezienia domku!!! Kociaki są słodkie i grzeczne, uff...
  2. Uf, Kalka chyba nie dostanie eksmisji z DT, zaczął się chłopak zachowywać za to Szylkrecja wraca jutro - chyba że uproszę jeszcze tydzień
  3. Ooo, w żadnym wypadku. Oczywiście na początku włączyła mi się Matka Teresa i już kombinowałam, jak pomóc, ale po historii z zatruciem alkoholem byłabym skończoną kretynką, mówiąc delikatnie.
  4. Dziś zadzwonię zapytać o Szylkrecję. Już się boję, bo Czarny niestety sika koleżance na łóżko. Ponieważ u mnie robił to wyłącznie do kuwety, zakładam, że próbuje tym coś przekazać (np. boi się iść do kuwety dwóch dorosłych kotów), a nie że jest złośliwy (bo wtedy marnie widzę adopcję). U mnie nie było z tym problemu i tego się będę trzymać.
  5. Trzymaj, trzymaj, proszę, bo czarne chmury nad kocinami wiszą... Nie wiem, czy DT się nie wycofa, drugi jest tylko do poniedziałku...
  6. Jestem u Orsona. Nic mądrego nie napiszę, totalna załamka. Gosiu, zbieram dalej fanty na wasze bidy, inaczej na razie nie mogę pomóc.
  7. Belu, dziękuję. Czarny pojechał wczoraj na tymczas do mojej koleżanki - strasznie się boi, noc spędził za kanapą, boi się jej kotów. Jego siostrę zabrała - niestety tylko na weekend - druga koleżanka. Szylkrecja bawi się myszką, zwiedza. A Juu to w ogóle świetnie się bawił, gdziekolwiek trafił. A ja oczywiście przeżywam, że czarnemu zgotowałam taki los, że nie znalazłam mu od razu stałego domu.
  8. 3. Dziewczynki marzą o tym, żeby zostać księżniczką – Szeherezadą albo Pirlipatką, no, ostatecznie Fioną, choć nie mam pewności. I jak wiadomo, większym dziewczynkom marzenia się spełniają, i toną w tiulach, a czasem też we łzach, przed ołtarzem. Bywa, że mam problem z interpretacją, czy chodziło o księżniczkę, czy bezę, ostatecznie dzieciństwo trzydziestoparoletnich księżniczek było ubogie zarówno w falbanki, jak i to drugie. Ja zaś marzyłam, aby kolejny raz nie zostać Cyganką. Koleżanki w zwiewnych szmatkach, a mi wiązano chustę z frędzlami na głowie, oplątywano mnie długą kwiecistą spódnicą siostry, podmalowywano oko i leć, szabadabada amore, na bal przebierańców. Wszystkim, tylko nie Cyganką. Jednak nie przyszło mi do głowy, że kiedyś zostanę Guliwerem… Jak do tego doszło? Oczywiście za sprawą znanych już w pewnych kręgach intelektualistów kotów z meliny, od dziś zwanych – nomen omen – dachowcami. Od kilku dni szukałam motywacji, by się tam pojawić. Rano pomyślałam: jeśli ich nie zabiorę, to nigdy nie znajdę im domów. Potem zadzwoniła Gosia: Słuchaj, wezmę na tymczas czarnego. Po pracy zadzwoniłam do babci i powiedziałam, że zabiorę koty na szczepienie, a czarnego to już na zawsze. Uradowana otworzyła mi drzwi (uf, mogłam nie dotykać lepkiej klamki, choć gdy wychodziłam, już mi się ta sztuczka nie udała). Pomyślałam: co za dziwny smród, a kobieta z dumą zaprowadziła mnie do kuchennego zlewu, by się czymś pochwalić. W pustym zlewie leżała ni mniej, ni więcej, tylko… kocia kupa. To czarny taki mądry – powiedziała babcia. Rozejrzałam się w poszukiwaniu kuwety – bez zmian, wciśnięta pod szafę, bez grama piasku. Biedaki. Potem jeszcze usłyszałam, że koty już zaliczyły dachowanie, czyli za matką po firance wyszły przez okno. Bez przedłużania wpakowałam koty do transportera i wyszłam. Korzystając z nieobecności Larvy Croft, która pojechała na wypoczynek do swojej ludzkiej babci, postanowiłam zabrać ekipę do siebie i zobaczyć, jakie ma maniery. U lekarza grzeczniutkie. Po wylądowaniu u mnie długo bały się wyjść z transportera, aż w końcu w nim zasnęły. Potem ostrożnie pochrupały karmę i na ugiętych nogach zaczęły eksplorować teren. Szylkrecja pierwsza, za nią jej czarny brat, nazwany przeze mnie Kalką, bo we wszystkim papuguje siostrę. Dość ostrożne i zdystansowane – widać, że okres niemowlęcej beztroski mają za sobą. Najwyższy czas, by znalazły miejsce i ludzi, do których będą mogły się przywiązać. Do późna w nocy pracowałam, redagując paskudny, niemal nieredagowalny artykuł, aż wreszcie padłam na twarz. Noc była ciężka. Miałam koszmar (to po tym tekście), taki z gasnącym światłem, zatrzaskującymi się drzwiami w jakiejś opuszczonej latarni morskiej, stworami nie z tej ziemi (rudymi, hm…). Gdy się wybudzałam i przerażona otwierałam oczy, okazywało się, że na stoliku przy łóżku siedzą dwie sowy i mi się przyglądają, dwadzieścia centymetrów od twarzy. Zasypiałam i znowu – otwierałam oczy, sowy patrzyły. Gdy sen szczęśliwie przeminął, dotarło do mojej jaźni, że to nie były ptaki, lecz kocie liliputy wgapiające się okrągłymi oczami w to wielkie dziwne coś. Potem zasnęłam raz jeszcze i kotki przytuliły się do mnie – objęłam je ręką i tak spaliśmy jakiś czas – ale gdy potwór, czyli ja, otworzył oczy, prysnęły. Wstałam i poczułam się za wielka, wręcz monstrualna. Tak musiał się czuć Guliwer. Dziwnie chodzę, jakoś tak ciężko i niezgrabnie, a liliputy pierzchają spod moich nóg (Morfeuszu, ześlij mi tej nocy sen o baletnicy, nalegam). Kalka dziś jedzie do Gosi. Strasznie mi żal zanosić Szylkrecję z powrotem do jej „domu”, zwłaszcza że wetka powiedziała: Niedobrze, że one wychodzą na dach. Takie małe kociaki może porwać jakiś ptak, gawrony zjadają kocięta. Szylkrecja to uroczy ciekawski kotek – zwiedza, zagląda, nie drze się w niebogłosy, gdy zostaje bez braciszka, choć zdarza się to rzadko, bo on łazi za nią jak cień. Kalka zaś to prawdziwy facet – śpi dłużej niż siostra, więcej je (choć waży od niej mniej – i gdzie tu sprawiedliwość), bardziej panikuje i chowa się za plecami kobiety. No i pierwszy zaznaczył swój ślad w kuwecie. Rozłożyłam przed nimi wszystkie kocie zabawki, ale nie są zainteresowane. Bo w tandemie są samowystarczalne. A odkąd zniknęła im mama, potrzebują siebie jeszcze bardziej. Kto się skusi na promocję „Weź dwa”? Zysk z inwestycji gwarantowany – przygarniając oba liliputy ważące dziś razem dwa kilogramy, po roku będziemy mieć osiem kilo kota do kochania. Nikt nie da więcej! Kontakt do doradcy: [EMAIL="kamelon@wp.pl"]kamelon@wp.pl[/EMAIL], 502 155 207, czynne 24 godziny na dobę.
  9. A co to takiego? Dogo mi szaleje i nie zdążyłam zarezerować kolejnych postów, więc ciąg dalszy będzie tu :) rozliczenie wydatków: szczepienia 105 zł odrobaczenie małej trójki i ich matki: 35 zł karma 33,44 karma sucha 7,50 117,50 zł drugie szczepienie Szylkrecji, odrobaczania, karma --- -298,44 wpłata z bazarku: 300 zł = 1,56 zł na plusie planowane wydatki: kastracja matki (chyba że się uda za darmo) Jak to się robi, wkleja tu rachunki czy trzyma do okazania?
  10. To będzie historia odcinkowa. Mam nadzieję, że rozdziałów nie będzie zbyt wiele albo będą je pisać już nowe domki, nie ja. Zaczynamy: [B]1.[/B] [B]Kot pocztowy, czyli hej, Ju! [B]Stoję na poczcie, nikogo oprócz mnie nie ma. Nagle otwierają się drzwi i słyszę, jak moja pani z okienka krzyczy: „Co mi tu pani kota podrzuca?!”. Odwracam się, nikogo nie ma. Idę w stronę drzwi, pani wyskakuje zza lady, patrzymy – jest, maleńki rudy, trzęsący się ze strachu. Ja go cap na ręce, pani z poczty siup na dwór gonić tego, kto zwierzę wyrzucił. Ja za nią. Okazuje się, że to 90-letnia babina, która najpierw kłamie, że kotek uciekł, kiedy wrzucała list do skrzynki, a potem przyznaje się, że w domu ma jeszcze takie dwa i kocicę, która wychodzi przez okno. O losie. Idę z babiną, truję jej jak dziecku, że tak nie można, ona odwdzięcza się opowieścią o życiu. Oglądam pozostałą dwójkę, obiecuję pomóc znaleźć domy maluchom i wykastrować ich matkę. [B]W domu moja kocica najpierw się obraża, potem udaje smoka, żeby intruza wykurzyć, ale to małe rude ma swojego obrońcę – no, ma już mnie. Zawsze kiedy traci mnie z oczu, drze się przeraźliwie „Juu!”, a kiedy mu odpowiadam, to się uspokaja i dalej zwiedza teren. I tak kod, pardon, kot pocztowy dostaje imię Ju (lub Juu, z zaśpiewem), a moja miłość do niego zapuszcza korzenie. [B]Ju jest PrzeKotem. Mimo że rudy – i nie ma człowieka, który by mnie nie zaczepił na ulicy, piejąc z zachwytu – to nie jest rudym fafarafa, nie komunikuje światu „Najważniejsze, że jestem przystojny”. Może mu jeszcze odbije palma, kto wie… To nie jest taki słodki puszek, to mikroskopijny mądry kot przyjaciel, który szuka kontaktu z człowiekiem, jest bardzo przyjazny, komunikatywny, łagodny. Moja siostra powiedziała: „On jest jak mały rudy chłopczyk”. Czasem myślę, że jest wiewiórką, bo gdy się zmęczy zabawą, nagle na mnie wbiega, zaczyna się mościć jak na przyspieszonym filmie i w jednej sekundzie zasypia wtulony. W nocy śpi ze mną, grzecznie czeka na śniadanie. Nie atakuje wystających spod kołdry pięt! Oczywiście jeszcze tego nie robi, wszystkie psoty przed nim, a główka pracuje. [B]Tak tu sobie piszę, a łzy mi kapią, kapią, oj, kapią – to jeden z tych kotów, o których myślę „to właśnie ten”. Jednak nie może ze mną zostać – bo co, jeśli za chwilę znajdzie się kolejny wyrzutek, a ja nie będę mogła mu pomóc? Na Juu są już zapisy, muszę chyba tylko zrobić casting i wybrać najlepszy dla niego domek. Jest jednak jeszcze jego rodzeństwo – czarny kocurek i szylkretka, na pewno tak samo wspaniałe jak Ju. [B]Jeśli poważnie myślicie o adopcji kota, wybierzcie numer 502 155 207 albo napiszcie na adres: [EMAIL="kamelon@wp.pl"][B]kamelon@wp.pl[/B][/EMAIL][B].[/B][/B][/B][/B][/B][/B][/B] [IMG]http://images62.fotosik.pl/294/941d7547a2cb57a6med.jpg[/IMG] [IMG]http://images62.fotosik.pl/294/739205e442edeea0med.jpg[/IMG] [IMG]http://images65.fotosik.pl/294/ce29eca813e68a73med.jpg[/IMG] [B]2. [/B][B]Cukier krzepi – wódka lepij, czyli kocięta z meliny Kot pocztowy już w nowym domu (marzyłam, żeby Juu został, ale moja kocica, niejaka Larva Croft, powiedziała: po moim trupie, i musiałam ustąpić). Wypłakałam za nim oczy, powkurzałam się, jaka bez niego nuda w domu, aż wreszcie się ogarnęłam i poszłam odrobaczyć Juujowe rodzeństwo. Przywitała mnie staruszka w szlafroku (wczoraj przez telefon mówiła, że się źle czuje i żebym przyszła następnego dnia). Babcia bez zająknięcia zaczęła opowiadać, jak to się strasznie z córką zatruły i przez trzy dni umierały, dopiero dziś wstały coś zjeść – jakiś zły alkohol musiał się trafić. Po prostu rewelacja. Wcześniej – o czym nie wspomniałam w opowieści o Juu – kobiecina skarżyła mi się, że sprowadziła się do niej córka po operacji raka – tracheostomii (czyli z rurką w miejscu krtani), ale to zła kobieta jest, bo mimo wszystko pali papierosy i pije piwo. Przyjrzałam się wtedy babci uważnie na okolyczność jej ewentualnego alkoholizmu – 90 lat, drobna i szczupła, sprawna fizycznie (przykuc celem wypuszczenia kota z torby na poczcie – jak odnotowałyby policyjne kroniki – wykonała w brawurowo krótkim czasie; gdy się obejrzałam, babcia już dała długą angielską nogę z miejsca zdarzenia). Ciąg dalszy obserwacji podejrzanego: dobry słuch, jasny umysł, no, daj, Boże, zdrowie, w tym wieku! Nie, nie może pić. Teraz już znam receptę na długowieczność – wystarczy sobie zdrowo golnąć i nawet czeski spirytus nie ułatwi nam przeniesienia się na łono Abrahama. Ale poważnie. W domu śmierdzi tak (głównie kocim moczem), że walczę z odruchem wymiotnym. Setny raz mówię, żeby dać kotom kuwetę. Dorosła kotka wychodzi się załatwiać przez okno na dach, a maluchy robią gdzie popadnie. Kiedy Juu przyszedł do mnie, co dziesięć minut biegał do kuwety, nie mogąc się nacieszyć, że wreszcie może kulturalnie, jak na kota przystało, się załatwić. Już się zastanawiałam, czy nie ma chorego pęcherza, ale nie, to była dla niego po prostu wielka frajda. Maluchy, zresztą matka też, ładnie zjadły podany lek (Juu nie miał robali, przynajmniej nie było nic widać) i zaczęły się bawić. Czarny jest odważniejszy i podobno nieźle szaleje, a szylkrecja jest spokojniejsza i bardziej zdystansowana. Zrobiłam im nowe zdjęcia (popatrzcie, jak urosły), kazałam postawić kotom kuwetę i poszłam gnębiona myślą, że kocięta muszą jak najszybciej stamtąd zniknąć. Potrzebne są zatem – jeszcze pilniej niż ostatnio – domki, choćby tymczasowe, do czasu znalezienia właściwych. We wszystkim pomogę. I potrzebne są imiona, bo Denaturat i Alpaga nie brzmią dumnie.[/B][IMG]http://images63.fotosik.pl/328/95eaa3efe17ecee2med.jpg[/IMG] [IMG]http://images64.fotosik.pl/328/ee1e6115a581a596med.jpg[/IMG]
  11. No nie mogę, pies w raju :)
  12. Zapisuję Bafiego.
  13. Hej, wpłaciłam 160 zł ze wspólnie robionego z bela51 bazarku, jak wpłata dojdzie, proszę o potwierdzenie tu: [URL]http://www.dogomania.pl/forum/threads/246927-Bazar-fony-przed%C5%82uzony-do-18-10-br-%21-Promocja-dla-zwyci%C4%99zc%C3%B3w-z-I-terminu[/URL]
  14. Jak dojdą, prosimy o potwierdzenie tu: http://www.dogomania.pl/forum/threads/246927-Bazar-fony-przed%C5%82uzony-do-18-10-br-%21-Promocja-dla-zwyci%C4%99zc%C3%B3w-z-I-terminu
  15. Przesłałam dziś 80 zł - dopłata po ostatecznym rozliczeniu bazarku prowadzonego przez belę.
  16. Właśnie dosłałam jeszcze 160 zł po ostatecznym rozliczeniu b.
  17. [quote name='Agata69']N arazie nic nie doszło, ale dziekujemy z gory. Zawsze sie przyda jakies wspomozenie finansowe. Rozmawiałam z panem z warsztatu samochodowego, ktory sąsiaduje z terenem gdzie mieszkaja psiaki. Mówił że czasami rzuca psom cos do jedzenia. rzeczywiście na posesji sa czasami takie styropianowe opakowania, podejrzewałam to. Na pytanie jak właściciel db o psiaki tylko machnał ręka. Jak pojechalismy to psy nie miały kropli wody. No to juz się pewnie nie zmieni nigdy. A moi w-fisci wiedza że jak piłka już się nie nadaje dla dzieci, to nada się Dody zębom.[/QUOTE] Agata, nie chcę nawet myśleć, co by było, gdyby nie ty...
  18. Mam do oddania: Geriadog Lotensin 10 mg Uro-Pet Jutro przekażę je fundacji Animalia, kontaktujcie się, proszę, z supergogą - może oni ich nie będą potrzebiwać. Geriadogu jest niedużo, więc wysyłka jest nieopłacalna.
  19. Właśnie miałam pisać, że pychol mu się postarzał bardzo. Czy doszła już nieduża wpłata dla Szopka? Jeśli nie, to lada dzień dojdzie - od A.
  20. Oj, kłopoty u Kłopotka. Bela już niedługo wystartuje z wielkim bazarem. Tylko tak mogę pomóc.
  21. Jestem u Lupusa, mogę tylko wspomóc bazarkiem we wrześniu...
×
×
  • Create New...