Mieszkam w domu z ogrodem. Na sasiadów nie narzekam, a oni nie narzekaja na mnie. Jednak uważam, że nauczenie psa by nie podejmował pokarmów z ziemi może kiedyś ocalić mu życie, lub zdrowie.
Jednak nie całkiem mi to wychodzi.:wallbash:
Otóż najpierw sama wychodze na podwórko i rozrzucam różne ciekawie i intensywnie "pachnące" rzeczy po ziemi (np. wedzone żwacze wołowe)
Potem ide z psicą i czekam aż ją zapach zwabi do przynęty aby wyskoczyć na nią z dzikim okrzykiem "FEEE PASKUDO!". Natomiast gdy w pore się zreflektowała i bez mojej nagany sama zrezygnowała z wzięcia do buzi (pyska) przynęty, wtedy oczywiście dostawała wielki smakołyk i pochwałę, wysokim piskliwym głosem. No i zajażyła dość szybko i nawet nie musi być na smyczy, wogóle nie próbuje przy mnie nic zżerać z ziemi.
Problem w tym że jak mnie nie ma w pobliżu, bo jestem w drugim końcu ogrodu, albo poszłam na moment po coś do domu i wyglądam na nia przez okienko, to psica się rozejrzy na boki, stwierdzi, że jest sama i że zasada wobec tego nie obowiązuje...
Gdzieś widac robię błąd... :shake:
Czy ktos może mi cos poradzić?