Jump to content
Dogomania

carolinascotties

Members
  • Posts

    5031
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by carolinascotties

  1. jakie wiesci? nie macie dziewczyny nikogo, kto moglby przetrzymac chlopaka po kastracji w domku - potem ruszyloby sie z allegro i ogloszeniami... teraz strach - bo jak trafi do rozmnazaczy to jego "adopcja" wiecej biedy zrobi, niz pozytku :( na kastracje mozna byloby uzbierac...
  2. wszyscy sie szykuja na weekendy majowe... to nie jest dobry czas na adopcje :( smutno...
  3. [quote name='leni356']Pan niestety nie dzwonił, ale dzwoniła ponownie pani - porozmawiałyśmy jeszcze długo. Pani się bardzo przejmuje a że nigdy wcześniej nie adoptowała psa to nie była zorientowana w ogóle w kwestii wolontariatu, rozmawiała jeszcze telefonicznie ze schroniskiem we Wrocławiu i pani potwierdziła to co ja jej mówiłam, więc dziś dzwoniła przeprosić że tak nieufnie podchodziła. Pani się w Mii bardzo zakochała, mąż jej podsuwał już inne psy, ale ona o Mii marzy, dzieci też. Myślę że nie ma co czekać z wizytą, bo tym razem pani zrobiła na mnie trochę lepsze wrażenie i widać ze się przejmuje czy jej dom będzie odpowiedni dla suni. Wyślę zaraz namiary na panią do Yuki - bardzo będę wdzięczna za wizytę jak najszybciej[/QUOTE] no, no - brzmi calkeim do rzeczy :)
  4. Witam! Jestem jednym z inspektorów, który pewnego lutowego wieczoru odebrał zgłoszenie (na prywatny numer), że pod Galerią Handlową w Swidniku błąka się pies w typie boksera, a żadne służby miejskie nie chcą pomóc w jego odłowieniu. Tak naprawdę SdZ nie POWINNA przyjmować tego typu interwencji, ponieważ odławianie psów zależy do zadań gminy, która ma podpisana umowę ze schroniskiem (w tym przypadku Krzesimów), które pobiera za to pieniadze. My robimy to ZA DARMO. Gdybym wiedziała, że rozpeta sie taka afera, dobrze bym się zastanowiła nad przyjęciem tej interwencji. Ale wtedy ani ja, ani mój kolega z SDZ nie zastanawialiśmy się nad tym. Ze wzgledu na brak mozliwości umieszczenia psa u siebie (obydwoje mamy stado zwierząt, w tym koty, których Bruno nie akceptuje), zdecydowaliśmy sie na umieszczenie zwierzaka w klinice UP w Lublinie. Udało się to tylko dzieki mojemu koledze weterynarzowi, z którym znamy sie kilka lat. Zrobił to z dobroci serca, bo jest nie tylko wspaniałym lekarzem, ale i dobrym człowiekiem, który nie jednokrotnie ratował rózne zwierzaki (w tym strażowe), nie licząc na żadne wynagrodzenie. SdZ nie ma podpisanej umowy z UP i umieszczenie tam zwierzaka było mozliwe tylko "po znajomości". W innym przypadku SdZ musiałaby płacić za każdą dobę pobytu psa w szpitaliku, czyli ok. 20 zł/doba. W zamian za pobyt Bruna w klinice, po zrobieniu mu badań i stwierdzeniu, ze jest zdrowy, miał zostać honorowym dawca krwi. I tak sie stało. Bruno miał pobrana krew trzy razy (czas regeneracji organizmu po pobraniu krwi wynosi ok. 3 tygodni). Sugestie, że pobierano mu krew częsciej, niz było to konieczne, są pomówieniami, za które klinika miałaby prawo wytoczyc proces. Tym bardziej, że mój kolega, który go przyjmował, nigdy w zyciu by do tego nie dopuścił. Również wypowiedzi niejakiej lek.wet.2010, że SdZ nie zajmowała sie psem są po prostu niedorzecznością. Osoba ta, nie znajac dobrze sytuacji, bawi się w rozpowszechnianie ohydnych plotek. Juz na samym poczatku uzgodniłam zasady pobytu psa w klinice. SdZ miała zapewnic karmę i szukać domu, natomiast wyprowadzanie psa na spacery lezało w gestii studentów. Pytam, jaki sens miało przyjeżdzanie do psa conajmniej trzy razy dziennie po to, zeby wyprowadzic go na spacer po raz 55??? Osoba lek.wet.2010 nawet przez moment nie zastanowiła się nad tym, że okręg lubelski SdZ posiada 4 inspektorów, którzy maja tyle pracy, że nie sa w stanie zajmować sie kazdym zwierzakiem z interwencji w taki sposób, jak to sobie wyobraża lek.wet.2010, która przyjdzie do pracy na kilka godzin, zobaczy pieska w klatce i zacznie rozpaczac nad jego losem. W rozmowie telefonicznej ze stazystka, która zabrała (bez poinformowania SdZ) Bruna do tesciów, usłyszałam, że nie ważne, ze SdZ przywoziła karmę, bo przeciez trzeba ja jeszcze nasypac psu do miski. Śmieszne i smutne. A jesli chodzi o rzekoma biegunkę, która Bruno dostał po naszej karmie, należałoby to jeszcze udowodnić, poniewaz inna pani stazystka (która zreszta zaproponowała kastracje Bruna, a potem przekładała ja z tygodnia na tydzień) sama chwaliła się, że przynosiła Brunowi "domowe kotleciki". Moze stad ta biegunka? I kolejne pytanie: dlaczego nikt z was nie zainteresował sie losem Bruna, gdy miał załozony wątek wcześniej? Łatwo jest wypowiadac negatywne opinie, zwłaszcza jeśli nie ma sie o całej sytuacji zielonego pojęcia. Gdzie była wcześniej wasza pomoc? A wiecie, drodzy dogomaniacy, kto teraz, dzięki waszej "pomocy" najbardziej ucierpi na wszystkim? Po pierwsze: zwierzeta, bo droga dla SdZ na klinikach jest już zamknięta. Żaden z lekarzy, którzy dowiedzieli sie o całej sprawie, nie chce juz pomagać SdZ. Po drugie: Bogu ducha winny mój kolega lekarz weterynarii, który zgodził się na przyjecie psa, bo .... uwaga ... rektor zadał sobie trud przeczytania waszych wypowiedzi i wezwał go do siebie na poważną rozmowę. Fajnie sie z tym czujecie? Bo ja nie. Wstyd mi pokazywac sie na klinikach nawet jako osoba prywatna, chociaż nie ja odpowiadam za całą te aferę. [quote name='SdZ_Lublin'] [B]I kolejne pytanie: dlaczego nikt z was nie zainteresował sie losem Bruna, gdy miał załozony wątek wcześniej? Łatwo jest wypowiadac negatywne opinie, zwłaszcza jeśli nie ma sie o całej sytuacji zielonego pojęcia. Gdzie była wcześniej wasza pomoc?[/B] .[/QUOTE] Drogi Panie, psow ktorymi sie zajmuję jest wiele - prawdopodobienstwo wychwycenia watku o Brunie - jest o tyle male, ze "obsluguje" dwa inne wojewodztwa - i trafic do watku danego psa moge zazwyczaj po wyslanym na PW zaproszeniu - przez baner, przez link w podpisie... Odwiedzilam ten watek - przeczytalam go od deski do deski i uwazam, ze to nie dogomaniackim dzialaniom zawdziecza Pan "zamkniecie" drogi do klinik -a temu jak przebiegala Wasza wspolpraca w tym konkretnym przypadku; Oczywiscie nie bez znaczenia jest "rozglos" jakości stosunków między- kliniką, a SdZ... jednak nie przeceniajmy znaczenia dyskusji toczącej się na forum - bo będzie to szukanie winnych tam, gdzie ich nie ma. Przekazywanie psa pod czyjąkolwiek kuratelę jest wielkim ryzykiem - i dlatego należy przewidzieć ewentualne komplikacje, nie działać na zasadach stuprocentowego zaufania - kontrolować, kontrolować i jeszcze raz kontrolować. Zarówno Pan, jak i lekarz weterynarii, który napisał tu kilka postów - przyznajecie, że współpraca Wasza nie była pozbawiona błędów. Pan umniejsza ich znaczenie - żartobliwie wspominając o nasypaniu karmy do miski, czy podaniu kotlecików... jeśli wiadomym było, że pewne zachowania stażystów mogą szkodzić psu - można przecież było zorganizować spotkanie, na którym można było omówić - czego nie nalezy robić, a co mozna - w stosunku do psa... poruszyć tematu ewentualnej adopcji i podkreślić, kto jest właścicielem psa - na czas jego pobytu w klinice i kto decyduje o ewentualnej adopcji... Pana post - rowniez nieco zartobliwie i w duzym skrocie odbieram następująco - Państwo oddaliście psa do klinki - niekompetentni stażyści i dogomaniacy żądni wiedzy na temat psa wszystko popsuli. Smutne.
  5. a co to znaczy rozstrzasanie watku? czy zainteresowanie losem psa to rozstrzasanie? jesli istnieja niescislosci trzeba je wyjasniac... a tzw. nagle przypadki to bardzo ogolne pojecie...
  6. dziewczynka ciagle czeka... ale ma te mordeczke piekna :)
  7. [quote name='Greven']Dowiadywałam się o pohamowanie potencjału Puszka i zaproponowano mi (a raczej Puszkowi) implant - podobno można go wszczepić pod skórę bez narkozy, działa kilka miesięcy... tylko na razie nie wiadmo, ile kosztuje :oops: P.S. Ja uważam, że jeśli dom jest zdecydowany na Puszka w 100%, to... to TRZEBA![/QUOTE] Na polskim rynku jest preparat Suprelorin-ma postać implantu,wstrzykuje się go za pomocą igły,zaczyna działać po ok. 6 tygodniach,działa od 6 miesięcy do roku (zależy od wagi psa). Działa słabiej niż tradycyjna kastracja (raczej nie dla bardzo pobudzonych psów) ale może być dla kastracji dobrą alternatywą. Koszt to ok 200zł. pare tygodni temu czytalam o tym - [URL]http://209.85.129.132/search?q=cache:VuZWL37FecgJ:www.emea.europa.eu/vetdocs/PDFs/EPAR/suprelorin/V-109-pl1.pdf+suprelorin&hl=pl&ct=clnk&cd=1&gl=pl&lr=lang_pl&client=firefox-a[/URL] kopiuje z powyzszej strony - "[B]Co to jest [B]Suprelorin[/B]?[/B] Preparat [B]Suprelorin[/B] ma postać implantu, który jako substancję czynną zawiera deslorelinę. Jest on dostarczany w postaci napełnionego fabrycznie aplikatora. [B]W jakim celu stosuje się preparat [B]Suprelorin[/B]?[/B] Preparat [B]Suprelorin[/B] stosuje się u samców psów w celu wywołania u nich tymczasowej bezpłodności. Stosuje się go u zdrowych, dojrzałych płciowo psów, które nie zostały wykastrowane. Implant wprowadza się podskórnie, pod skórę wiotką na grzbiecie, pomiędzy nasadą szyi a okolicą lędźwiową. Preparat [B]Suprelorin[/B] rozpoczyna działanie po około sześciu tygodniach i działanie to utrzymuje się przez sześć miesięcy, po czym w razie potrzeby u psa można wprowadzić następny implant. Skuteczność jest natychmiastowa, jeżeli implant zostanie wprowadzony około 6 miesięcy po wprowadzeniu poprzedniego implantu. [B]Jak działa preparat [B]Suprelorin[/B]?[/B] Substancja czynna w preparacie [B]Suprelorin[/B], deslorelina, działa jak naturalny hormon uwalniający gonadotropiny (GnRH), który kontroluje wydzielanie innych hormonów związanych z płodnością. Preparat [B]Suprelorin[/B] podaje się w postaci implantu, który powoli, stale uwalnia niewielką dawkę desloreliny. Hamuje to (blokuje) wytwarzanie hormonu folikulotropowego (FSH) i hormonu luteinizującego (LH). W wyniku tego u samców psów we krwi krąży mniej testosteronu, dochodzi do zatrzymania wytwarzania nasienia i spadku libido. Jeżeli dojdzie do kontaktu psa leczonego z suką w okresie rui, prawdopodobieństwo zajścia suki w ciążę jest niezwykle niskie" [B] dyskusja o preparacie toczy sie na forum Goldenow - [/B] [U][URL="http://www.goldenretriver"]www.goldenretriver[/URL]. fora. pl/ zdrowie,3/kastracja-chemiczna,3510-45.html [/U]pocielam link - inaczej byl wykropkowany :)
  8. straszne sa te dwa miesiace - wielkanoc, zaloba, teraz majowka... ludzie ani mysla o adopcjach :(
  9. w razie czego - jesli transport sie odwlecze - ja jezdze z okolic Pily do Szczecina - co dwa tygodnie.
  10. amila - bardzo prosze - edytuj swoj post z watku terierow w potrzebie - i dopisz, ze chlopak ma dom - zeby nie robic zamieszania [url]http://www.dogomania.pl/threads/104097-Teriery-w-potrzebie?p=14428035&viewfull=1#post14428035[/url]
  11. Terierowaty Mikuś ma ok. 2-3 lat, jest bardzo energicznym i żywiołowym pieskiem, na smyczy troszkę ciągnie - ale nie jest źle :) - to kwestia kilku dni nauki :) Puszczony luzem trzyma się nas i wcale nie próbuje uciekać!!! Nie jest agresywny w stosunku do psów, z którymi wychodzi na spacer, a z innymi różnie bywa, czasem zdarzy się jakaś sprzeczka. Jest bardzo kochanym i sympatycznym psiakiem - ludzi uwielbia! [SIZE=4] [/SIZE] [B][SIZE=4]NAJNOWSZE WIESCI WOLONTARIUSZEK [/SIZE]- "Mikuś strasznie zmarniał od pierwszych dni w schronisku...zmienił boks..posmutniał, schudł, zalamał sie...jemu bardzo potrzebny jest domek" [SIZE=3][COLOR=Indigo] Jeśli chcesz zobaczyć jak bardzo Mikuś chce wyjść ze schroniska - [/COLOR][/SIZE][COLOR=Navy]prosimy - obejrzyj FILMIK! [/COLOR] [B][URL]http://www.youtube.com/watch?v=SsVrm2L3Deo&feature=player_embedded[/URL] [/B] [SIZE=3]Kontakt z Gosią (pracownikiem schroniska) [/SIZE] e-mail: [EMAIL="gosha160@wp.pl"]gosha160@wp.pl[/EMAIL] tel.: 692-581-343 Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt "Psitulmnie" ul. Bytomska 133, Zabrze-Biskupice Biuro otwarte: poniedziałek- piątek 10.00 - 17.00 sobota, niedziela, święta 10.00 - 15.00 ------------------------------------------- [COLOR=Blue]Jeśli mieszkasz daleko od Zabrza – nie zniechęcaj się, być może będziemy mogli pomóc w transporcie.[/COLOR] [COLOR=Red]watek, w ktorym jest Mikus[/COLOR] - [URL="http://www.dogomania.pl/threads/25986-SCHRONISKO-W-ZABRZU-p%C4%99ka-w-szwach%21-Potrzebujemy-Waszej-POMOCY%21/page664"]http://www.dogomania.pl/threads/25986-SCHRONISKO-W-ZABRZU-p%C4%99ka-w-szwach!-Potrzebujemy-Waszej-POMOCY!/page664[/URL] [COLOR=DarkOrange]zdjęcia Mikusia - [/COLOR] [URL="http://img20.imageshack.us/i/mikus.jpg/"][IMG]http://img20.imageshack.us/img20/9885/mikus.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://img191.imageshack.us/i/mikus2.jpg/"][IMG]http://img191.imageshack.us/img191/4659/mikus2.jpg[/IMG][/URL] Uploaded with [URL="http://imageshack.us"]ImageShack.us[/URL] [/B]
  12. a czy nowe zdjecia bedzie mozna Mikusiowi zrobic? -czy chlopak jest wykastrowany? jest na terierkowie w dziale teriery w potrzebie ( terierkowo. fora. pl)
  13. Musze go wrzucic na terierkowo SERCE MI PEKLO NORMALNIE :(
  14. JAK TAM U PIEKNEJ DZIEWCZYNKI? Ciotki - tytul zmiencie :)
  15. wiecie, co jest najgorsze - ze jesli nie ten pies to pewnie zmajdzie sie inny i zanim zejda do podziemia..z tymi swoimi praktykami - trzeba byloby poinformowac odpowiednie wladze... jeslii bedziecie redagowac list - na pewno sie pod nim podpisze!
  16. [quote name='kaa']Omęczyłam weterynarza ale przynajmniej miałam dokładny wykład na temat stanu zdrowia Volwa, budowy i funkcji wiązadeł, probnoz i rokowań na przyszłość . No to krótki wykład o wiązadłach , taki prosty dla takich laików jak ja . Więzadła wyglada jak siateczka z nitek , która ma za zadanie utrzymywać w kupie drobne kostki . Zerwanie wiązadła powoduje że te kostki są jakby luzem , mogą się przemieszczać nieznacznie , przesuwać , stan u Volwerina pogarszało to że te kostki z jednej strony były nie pokryte ciałem ( ta wyrwana rana do kości) i nawet skóra ich nie utrzymywała w miejscu , tam wszystko było ruchome dlatego podejrzewali złamanie. Teraz żeby robić operację to ta skóra na kości nie wystarczy że się zagoi, tam musi narosnąć gruba blizna żeby można było coś robić, ale.... no właśnie teraz dużo zależy od procesu gojenia, ale jest 50% szans że narastająca gruba blizna unieruchomi te kosteczki tak jak więzadło i może być tak że pies zacznie chodzić bez operacji , i operacja nie będzie potrzebna , może być tak że jednak bez operacji się nie obędzie . Teraz wszystko zależy od procesu gojenia i narastania blizny, jednego tylko nie wiemy do końca, ile na to potrzeba czasu , raczej długo . Nasz weterynarz jest zawsze za tym że jak się przy czymś da uniknąć interwencji hirurgicznej to lepiej unikać i dać szanse naturze, a operować wtedy, kiedy rzeczywiście nie da się tego uniknąć i pies czuje ból lub dyskomfort, czyli w sytuacji bezwzględnie wymaganej. I teraz nasuwa się pytanie, co robić, czekać w schronisku aż będzie wiadomo co z tą łapą , czy zabierać go tak jak jest , a jeśli była by wymagana operacja , operować tam na miejscu, czy przywozić go z powrotem do Rudy na darmową operację ?[/QUOTE] hmm.. ciezka decyzja... a czy wiadomo ile mniej wiecej czasu musi minac - zeby okazalo sie, ze operacja jednak jest potrzebna? i czy jesli go zabierzemy - to ewentualna operacja bedzie potem mogla byc przeprowadzona za darmo?
  17. Ciotki - a ten psiutek z banerka - ktory sie wychyla zza krat - to ktory to ? :)
  18. [quote name='li1']Biedak na zdjeciach wyglada na fajnego wesolka. Mozemy nazwac go Viggo ?[/QUOTE] mnie sie podoba :)
  19. ja tez wyjezdzam, w kazdym razie warto pamietac, ze jesli byla umowa adopcyjna podpisywana z tym... to jest nadzieja!
  20. ludziska na majowki sie szykuja...ech...
×
×
  • Create New...