Poznałam Chipsa osobiście. Poznałam Go z daleka przejeżdzając przez Częstochowę. Dwa bulle(Bambus) Dwa poranione psy. Wesołe psy. Bambusek bardzo otwarty, Chips(dla mnie pozostanie Chipsem) bardziej zadziorny. Bawił sie piłką. Przytulałam Go, czochrałam za uszolami... Gralulowałam wszystkim udanej akcji. Cieszyłam sie. Na prawde sie cieszyłam. Taki bystry pies...
Nie będe nikogo oceniać. Chciałam tylko napisać, że poznałam Go, tuliłam, klepałam, zdawało sie,że spotkało Go szczęście...
Tak cholernie mi przykro.............
Miałam psa który gryzł, wiem jak gryzie pies który jest podniecony tym co robi. To nie tylko kilka siniaków. To kilkanaście szwów i blizny na całe życie. Nie w sercu , na rękach. Psy gryzą- to najbardziej naturalne. I gryzą tak,że rozerwą skóre. To naturalne. Zyłam z Nim 12lat. Dostał od życia to co mogłam mu dać. Na co sobie pozwolił. Ale NIGDY nie pomyślałam o uśpieniu. Nigdy.
Tak mi przykro Chipsiku... Tak mi żal wszystkich, którzy wierzyli...