Rozpoczęłam opis tego co się dzieję z moją sunią w wątku "Nażarła się szkła", ale teraz to już wolę nowy wątek rozpocząć, bo już wiem, że szkło nic tu nie ma do rzeczy... Nie byłam po prostu w stanie uwierzyć, że problemy z sercem mogą spowodować tak nagłe (dosłownie w ciągu kilku dni) pogorszenie się stanu psa. W tej chwili, im więcej czytam w internecie, tym bardziej się przerażam.
A zaczęło się od wymiotów, osłabienia tylnych łap i w konsekwencji (po 3 dniach) kompletnej niemożliwości wręcz wstania. Stan po zbadaniu przez 3 lekarzy, USG, RTG, badania krwi: płyn w osierdziu, w płucach, jamie brzusznej. Leczenie - kroplówki z glukozą (bo była strasznie osłabiobna), Enarenal, Furosemid, Vetmed, antybiotyki, leki przeciwzapalne. Rokowania: stan ciężki, jeżeli się nie uda wypędzić płynów z organizmu, będzie chyba robione z USG nakłucie osierdzia i odciąganie płynów, bo serce jest coraz słabsze i nie daje rady z pompowaniem.
W internecie: "przy wcześniej rozpoczętym leczeniu możliwe jest przedłużenie życia psa o kilka-kilkanaście miesięcy. Przy gwałtownym rozwoju choroby niektóre psy nie przeżywają 48 godzin od momentu wystąpienia pierwszych objawów niewydolności krążenia".
Czy ktoś się spotkał z tą chorobą? Jakie są szanse?
Siedzę teraz, patrzę na swoją oslabioną sunię i nie wiem, co zrobić, żeby ją podnieść i wyprowadzić na siusianie chociażby na korytarz (jak poradził mi mój lekarz). Ona nie może się podnieść, a ja nie mam siły, żeby ją udżwignąć... A ona musi siusiać - żeby jak najwięcej tych płynów się pozbyć... Płakać mi się chcę