Jump to content
Dogomania

llamrei

Members
  • Posts

    27
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by llamrei

  1. Kasie, też siedzę i ryczę... Dopiero w niedzielę pożegnałam swoją Herę :( Nawet zestaw chorób prawie ten sam: serce, guzy na wątrobie, nerki... Walczyłam 1,5 miesiąca... Ale od kilku tygodni ona już nie chodziła - leżała tylko i powoli słabła... Wciskanie leków, weterynarze, zpuszczanie wody z brzucha... Codziennie po pracy leciałam do domu, czasami (wyrywam sobie włosy teraz na głowie !!!) lekko już rozdrazniona i zmęczona, że znów trzeba będzie zmienić zabrudzone posłanie i obmyć wcale niemałego psa... Ale jak przychodziłam i widziałam te smutne oczy pełne choroby, to gryząc się w język, żeby nie zaryczeć, szykowałam jej leki i... Od dwóch dni nie chcę wracać do domu ... Nie mam do kogo :( TAK TU JEST PUSTO I SMUTNO!!! W odróżnieniu od Ciebie musiałam poprosić o pomoc weterynarza w tych ostatnich chwilach :( Ona już umierała... i to bardzo boleśnie... nie piła i nie jadła od kilku dni, miala torsje, dusila się... Nie mogłam ją dalej męczyć. Pochowałam ją w sadzie u przyjaciółki pod pieknym berberysem. Codziennie przed snem mam migawki w oczach jej ostatnich dni i koca, ktorym przykryłam ją przed przysypaniem ziemią... :( Mam nadzieję, że spotka się z twoim Aresem na zielonych łąkach za Tęczowym Mostem i będą tam znow młodzi, zdrowi i szczęśliwi... A kiedyś i my tam do nich dołączymy - bo gdzież po śmierci mieli by iść psiarze, jak nie za Tęczowy Most do swoich przyjaciół? Trzymaj się Kasie.
  2. Dziękuję Wam wszystkim. Nie wiem, co bym bez Was zrobiła... i bez Waszego zrozumienia... Moja koleżanka (która nie ma psa) powiedziała mi, że oszalałam z miłości do Hery. Że przelałam na nią całą swoją samotność, brak dziecka, brak rodziców mieszkających na innym kontynencie, brak przyjaciela, z którym widuję się 2 razy w tygodniu, gdy przyjeżdża z Wawy. Zapewnie tak jest. Zabrakło mi przyjaciółki najbliższej. Strasznie samotnie jest obudzić się w pustym domu i nie widzieć tego pięknego mierdającego rudego ogona... Muszę to wszystko przeboleć i przepłakać. Takie jest życie. Szkoda, że nasi przyjacele czworonożni żyją tak krótko. Napewno będę tu zaglądać, bo znalazłam na Dogomanii tyle przyjaźnych dusz i serc i tyle mozliwości pomocy biednym zwierzakom i ludziom w potrzebie, że może to pomoże mi spokojnie przejść przez ten ból osamotnienia, którego uniknąć się nie da i który trzeba przyjąć z pokorą - bo strata zawsze boli. Niech naszym psinom za Tęczowym Mostem żyje się szczęśliwie i radośnie - bez bólu i cierpień [*][*][*]
  3. Kochani... Hera odeszła za Tęczowy Most :( Lekarz stwierdził, ze zrobiłam co można. Że można by było zrobić jeszcze jakieś badania, ale przy jest stanie totalnego odwodnienia i wyniszczenia organizmu... to szansa jest prawie żadna. Najprawdopodobniej doszła też niewydolność nerek - ona od dwóch dni nie sikała. Zasnęła w spokoju. Zresztą widziałam, że ona już nie chcę walczyć. Jak lekarz robił jej zastrzyk, to nawet nie podniosła głowy. Patrzyła w dal. Ona już chyba widziała oczami duszy te zielone łąki za Tęczowym Mostem. Zasnęła na moich rękach. Powstrzymałam płacz, żeby ją nie przestraszyć i pozwoliłam jej zasnąć. Pochowam ją wśród brzózek w lesie mojej koleżanki i niech jej życie da życie inym stworzeniom. Niech rosną na niej kwiatki, bzykają bąki a inne psy leżą w cieniu tej brzózki odpoczywając po szaleństwach łąkowych. Kochani, nie ma Hery już ze mną, i nie wezmę na razie żadnego innego psa, ale jeżeli będę w stanie w jakiś sposób komukolwiek pomóc, chociażby finansowo ratując jakieś zwierze albo udzialając innego wsparcia - nie wachajcie się mnie pytać na maila. Jestem to winna jej pamięci i w podziękowaniu dla wszystkich, którzy okazali mi tyle serca.
  4. Słuchajcie, kochani... Steryd przestał działać i... złapał ją jeszcze gorszy kryzys niż przedtym... Tak jakby ten tydzień lepszego samopoczucia kompletnie ją wyczerpał. Sunia czuje się tragicznie :( W ciągu jednego dnia przestała jeść, pić, chodzić... Zaczął jej płyn znów nosem lecieć (czyli znów płyn w płucach), brzuch jak balon. W międzyczasie kontaktowałam się kilkakrotnie z dr Rafałem Niziołkiem mailowo. Chwała temu człowiekowi dobrego serca. Załatwił mnie nawet kontakt do dobrego specjalisty z Łodzi i sam do niego zadzwonił uprzedzając o mnie. Ale to już chyba za późno :( Ona już nie ma sił nawet głowy podnieśc i się napić. Ledwo ją wytargałam przed chwilą na korytarz gdzie, trzymana przeze mnie na rękach załatwiła się jakąs brunatną cieczą. Poproszę jutro dr Korzeniowskiego, do którego dostałam kontakt przyjechać do mnie .... na wszelki wypadek od razu ze strzykawką... usypiającą... Niestety ja już po prostu nie widzę szans... Ja ją już rzeczywiście po prostu męczę ... utrzymując na siłę przy życiu... a właściwie wegetacji. Tak a propo złych a dobrych weterynarzy - moja weterynarka mnie olała. Już pisałam o tym, że ona już od tygodnia nie chciała jej właściwie leczyc. Rozumiem - jest lekarzem i widziała już od tygodnia, że nie ma szans. Ale trochę serca? Od wczoraj do niej wydzwaniam i sms-suję z błaganiami o pomoc. Łaskawie dziś popołudniu mi odpowiedziała na 5 sms-a chyba, że ona właśnie jest z przyjaciółmi ornitołogami pod miastem i obserwuje ptaki i nie ma czasu do mnie przyjechać ani dziś ani jutro. Będzie mi pewnie jutro bardzo żle. Ale wiem, że postępuję słusznie. Już wiem. Zresztą Hera jest w takim stanie, że nie wiem, czy do rana dożyje...
  5. No coz - opowiadam: moja weterynarka moze i jest oschla - ale ma, niestety racje :( Szkoda tylko, ze nie opowiedziala mi wszystko w takich szczegolach jak ta inna weterynarka, o ktoraj wlasnie bylam i ktora jest zwiezo po wczorajszym kongresie kardiologicznym lekarzy weterynarii. Zreszta wystepowal na tym kongresie lekarz, ktory robil mojej suni USG serca - czyli jednak bylam u dobrego specjalisty. Opowiedziala mi dokladnie co sie dzieje, jak dziala serce, zastawki, watroba itd. itp. Opinia: guzy na watrobie sa nieoperowalne - po 1 - dlatego ze pies jest za slaby, po 2 - bo ma zbyt chore serce, po 3 - sa to guzy tzw "lite" - czyli trzeba by bylo wycinac plat watroby, a w jej stanie moze to ja zabic. Sterydy sa ok - i sa jedyna nadzieja, ze pies pozyje jeszcze kilka - kilkanascie miesiecy. Na dluzsza mete sterydy moga spowodowac pogorszenie morfologii. Ale w przypadku mojego psa - nie ma czegos takiego jak "dluzsza meta" - brutalnie rzecz ujmujac - dlugie zycie na sterydach jej po prostu nie grozi. Ale, generalnie rzecz biorac jeszcze nikomu nie udalo sie wyleczyc psa z niedomykalnoscia zastawek... To sie po prostu nie leczy - tylko powstrzymuje sie postep choroby. Niestety wiekszosc ludzkich lekow na serce na zwierzeta nie dziala, a z weterynaryjnych lekow i tak dostaje najlepszy - czyli Vetmedin. Czyli - bede ja szpricowac sterydami, dopoki bedzie mialo to sens... jezeli juz nie bedzie chciala nic, nie bedzie chciala zyc - to... sie pozegnamy. Na razie - nie mam mocy, zeby dokonac... eutanazji. To by bylo na tyle. Coz - nie sadze, zebym czesto pisywala na forum - bo wlasciwie w tej chwili jest stan rownowagi pewnej - pies dostaje leki i sterydy i nic sie nie dzieje specjalnie. Nie ma tu co sie rozpisywac... Kochani - zyczcie mi powodzenia. Powiem, ze to wszystko - cala ta choroba psa nauczyla mnie tyle - ze nie wolno lekcewazyc profilaktyki. Gdybym 3-4 lata temu - czyli w wieku ok. 7-8 lat profilaktycznie zaczela ja badac (jak to sie zaleca u duzych psow) - to byc moze udalo by mi sie nie dopuscic do takiej zapasci jak teraz. Ale nie ma co gdybac. Spedzimy razem tyle czasu, ile psi bog nam pozwoli. A wszystkim wlascicielom duzych zdrowych ale starszych juz psow - polecam odzalowac 30 zl i zrobic EKG na wszelki wypadek. Nikomu nie zycze patrzec, jak twoj pies powoli odchodzi, a ty nic nie mozesz zrobic oprocz tego, zeby to sie nie wydarzylo tak szybko...
  6. Ide zaraz do innego waterynarza na konsultacje. Powiem Wam dlaczego. Wiem, ze choroba mojego psa to jest prawie beznadziejny przypadek. Ale jednak prawie. Szansa - choc niewielka jest. I bede walczyc ile sie da. Po sterydzie nastapila lekka poprawa - je, pije, zalatwia sie, interesuje sie zyciem. To juz cos. W zeszlym tygodniu (przed sterydem) sunia rzeczywiscie wygladala po 5-dniowym strajku glodowym koszmarnie :( I ja sie nie dziwie wcale, ze moja weterynarka powiedziala wtedy, ze na operacje watroby (bo przy tej ogolnej slabosci organizmu najprawdopodobniej uaktywnily sie guzy watroby, ktore byly widoczne na USG - i ktore najprawdopodobniej musza gdzies uciskac narzady wewnetrzne powodujac to, ze pomimo zejscia wody z osierdzia i pluc - nadal jest wodobrzusze) nie ma szans. Ale teraz jest lepiej i moja teoria jest taka, zeby ja wykurowac na ile sie da, wzmocnic ja i sprobowac jednak tej operacji wyciecia guzow. Przyznam, ze wole sprobowac z pelna swiadomoscia tego, ze pies mi sie moze nie obudzic, niz tak po prostu ja uspic rezygnujac z jakiejkolwiek szansy. I taka cala w skowronkach opowiadajac o polepszeniu sie stanu psa polecialam do weterynarki wczoraj po recepte na Furosemid i zapytalam ja, czy moja teoria jest dobra i czy jest szansa na operacje. Na co usluszalam totalnie zniecheconym glosem wypowiedziana opinie: "Nie sadze". Nie podwazam opinii lekarza bezmyslnie - ale takie zniechecanie do leczenia? Nie znam w Lodzi lekarza kardiologa, nie dojade z psem w takim stanie do Wawy - a pozatym nie mam czym. Ale lazilam wczoraj po okolicy pytajac wlascicieli wszystkich psow - gdzie tu w okolicy jest dobry wet? I z danych statystycznych kilkunastu wypowiedzi wyciagnelam bardzo pozytywne wnioski na temat lecznicy w okolicy. Zaraz tam pojde - bo dzialaja do 21, a chce sprobowac weterynarke zacignac do siebie - bo ja tam suki nie zatargam. Dam znac, jak mi poszlo.
  7. Nie wiem co u nas ... Na cud wlasciwie licze chyba... Steryd zadzialal - zaczela jesc (zzarla wczoraj cala puszke mala Kitecata - nic innego po reka nie mialam ;) - w 6 porcjach). Czujemy sie troszke lepiej. Ale ja juz nie chce zapeszac - bo nie wiem, czy to z gorki - czy tylko sztuczne kopniecie w tylek tym sterydem :( Jezli znow bedzie kryzys - nie wiem co zrobie... Jak mam uspic psa - ktory tak na mnie patrzy ??? Jestem jej jedyna miloscia i nadzieja... Moge wam troszke popisac o niej? Jestem sama. Moj przyjaciel pracuje w Wa-wie, a rodzice sa 5.000 km stad. Nie mam z kim gadac :( I dzielic sie tym, co sie dzieje... Jest znajda. Znalazlam ja 10 lat temu w parku. Bala sie wszystkiego i wszystkich... ale za mna poszla ;) Polozyla sie pod drzwiami mieszkania i stwierdzila, ze tu mieszka :) Probowalam znalezc wlasciciela - bo widzialam, ze jest w dobrym stanie, zadbana - nie wygladala na psa ulicznego. Ale moze to i dobrze, ze nikogo nie znalazlam - bo dopiero za jakis czas wylazly takie np kwiatki, ze panicznie sie boi mezczyzn. Wszystkich - a najbardziej pod wplywem alkoholu. Kiedy po raz pierwszy sie na nia wkurzylam - gdzies po tygodniu - jak rozwalila mnie cala kuchnie, wygrzebujac wszystkie jadalnie rzeczy typui: smieci, mleko i maslo z lodowki, sloik cukru itd. itp. - to (majac doswiadczenie z psami u moich rodzicow, postanowilam ja ukarac - dobitnie, ale nie bolesnie. Wzialam gazete (ktora glosno chuczy, ale nie zadaje bolu) i podnioslam reke, zeby ja zdzielic po tylku ... i pies przywarl w panice do podlogi !!! Ona znala ten gest. Byla tak przerazona, ze nawet nie odwazylam sie jej dotknac. Bala sie biegajacych i krzyczacych dzieci. Bala sie podniesionych glosow... Jezu... Ile w niej bylo nabytego strachu ! Po 10 latach nie udalo mi sie do konca niektorych wad wyplenic. Rozwalala mi smietniki do ostaniej chwili. Ale przynajmniej nauczylam sie przy niej porzadku ;) Nie wolno nic zostawiac na wierzchu. Bo bedzie zjedzone :) Pamietam jak po naszej rocznej znajomosci pojechalismy na zaglowke na Mazury. Nie wyczula frajdy plywania pod zaglami ;) Podczas sztormu zapierajac sie nogami o koje wisialam nad psem z workiem foliowym - bo pies rzygal jak kot :))) Ale nie wiem, czy to nie byly nasze najsczesliwsze wakacje razem - byla ze mna - i byla szczesliwa - czulam to :) Wybaczyla mi ta burze ;) A teraz lezy... i powodzi tylko za mna oczami, jak sie przemieszczam po mieszkaniu... Polozylam ja tak, zeby widziala mnie caly czas... I caly czas na mnie patrzy... Czy ja jestem Panem Bogiem, zeby ja pozbawiac zycia ??? Jak ja sobie pozniej w twarz spojrze ??? Czy wybacze sobie ??? A czy wybacze sobie, jezeli sie nie zdecyduje, a pies zacznie mi umierac powoli i z bolu patrzac na mnie placzacymi oczyma ??? Wiem, ze nie odpowiecie mnie na te pytania. Nie o to chodzi zreszta. Ale musialam to komus powiedziec. Komu, jak nie wam - dogomaniakom?... Nie wiem co robic. Poczekam jeszcze troche. A nuz... cud sie wydarzy... [img]http://www.tpzl.org/images/hera_chora.JPG[/img]
  8. Mam przykra wiadomosc - przegrywamy walke :( Sunia od tygodnia prawie nic nie je :( Chudnie w oczach .... Lezy taki skurczony kosciotrupik i sapie :( Przy okazji uaktywnily sie guzy watroby, co dodatkowo pogarsza sytuacje :( Dzis weterynarka szczerze i uczciwie powiedziala mi, ze jestesmy na takim etapie, ze sprobowalismy wszystkiego - operacja na watrobe nie wchodzi w gre - bo pies ma za slabe serce... I ze powinnam myslec o podjeciu decyzji, czy ... nie przeprowadzic eutanazji... Bo pies przestal zupelnie walczyc o zycie - tylko lezy, pije wode i zalatwia sie ... A jest juz tak wyczerpana i wychudzona, ze ja ja juz po prostu mecze swoja checia utrzymywania jej przy zyciu za wszelka cene... Ze ona nie zasluzyla na takie umieranie z wycieczenia... I powinnam przypomniec sobie ile ten pies mnie radosci dal w zyciu i pozwolic jej odejsc... Dostala dzis jeszcze jeden zastrzyk ze sterydem - ale uczciwie mnie uprzedzono - najprawdopodobniej to juz nie wiele da :( Przyszlam od weterynarza i rycze juz od paru godzin...
  9. Piotrek Polecam kupic :) Bo ja od 2 tygodni nie osiagnelam nic... Napisalam kupe maili do roznych dostawcow i producentow karm, rozwiesilam ogloszenia na roznych forach psiarzy, pilnuje Allegro - i NIC ! NIE MA ODDZIELNIE W SPRZEDAZY POJEMNIKOW - oprocz tych plociennych od Trixie. A ja akurat nie potrzebuje zadnej karmy, ktore sa w promocjach z pojemnikami - bo kupuje weterynaryjna - i sadze, ze to sie juz nie zmieni. I nie mam nikogo ze znajomych z psami - czyli przyjacielska samopomoc tez nie wchodzi w gre.
  10. Mila!!! A moze oni kilka tych pojemnikow maja? Bo ja wlasnie przetrzepuje Allegro i nic... Ten co byl - to go juz nie ma :(
  11. A propo Acany i Royala... Przytaczam odpowiedzie: 1."Szanowna Pani Barbaro żadna z diet weterynaryjnych, do których należy też karma Early Cardiac, nie jest objęta promocją. Działanie to ma na celu uniknięcie kupowania specjalistycznych diet tylko z powodu gratisów itp. Niestety nie posaiadamy na sprzedaż pojemników, które były dodawane tylko w pewnym okresie jako gratis. Wiemy natomiast, że są one dostępne w serwisie Allegro. Pozdrawiam Katarzyna Filimowska Royal Canin Polska " 2. Witam Przykro mi ale obecnie nie posiadamy pojemników metalowych. Sprzedajemy pojemniki tylko przy zamówieniu karmy. pozdrawiam ACANA" Pozostaje polowac na Allegro...
  12. Wlasnie wyslalam maile - do Acany i Royala. Zobaczymy ;) Dam znac, co z tego wyszlo :)
  13. Z Łodzi... Ale jakby co - to mam przyjacół w Wa-wie - więc nie dowóz tu problemem, lecz sam fakt możliwości kupienia. W necie dostępne są tylko pojemniki Trixie - z materiału - a moja coraz lepiej (na szczęście) czująca się sunia raczej z taką torbą przez 8 godz (dopóki będę w pracy) poradzi sobie ;) Zależy wiec mi na metalowym i szczelnie zamykanym i na jakieś 14 kg - bo takie są te worki, które kupuję. Byłam na stronie Acany - i coś mi się wydaję, że to tylko dla kupujących karmę :(
  14. Zaczęłam od niedawna kupować Royala weterynaryjnego - dla którego jakoś w żadnej promocji (których zresztą nie ma ;) ) żadnych pojemników się nie daje... Może ktoś ma zapasowy na zbyciu? Bo - w Allegro już pustka, a w necie tylko z karmą... która mi nie jest potrzebna...
  15. Dlugo nie pisalam - bo nie za bardzo oczym :) (z pozytywna nuta). W takich chorobach jak serce - postepy nie sa tak blyskotliwie szybkie, jak przy zapaleniach np. Dzis jednak weterynarka postanowila odciagnac plyn z brzucha - bo z serca i pluc ladnie zeszlo - ale brzuch caly czas byl wielki. A to ewidentnie zaczelo wplywac na stan psa. Niby czula sie lepiej (juz nawet na spacery - co prawda na reczniku pod tylkiem - ale juz wylazimy) - ale coraz niechetniej jadla i pila. Mysle, ze za bardzo jej ten plyn na trzewia uciskal. Wylecialo z niej z 1 litr plynu jak nic. Od wczoraj mi prawie nic nie jadla. I nadal nie za bardzo chce :( Skarmiam jej kawalki gotowanego kurczaka z reki... Ale mam nadzieje, ze po dzisiejszym sciaganiu jej sie polepszy apetyt... A tak wogole - to jest na mnie smiertelnie obrazona za to sciaganie plynu ;) We dwie z kolezanka przytrzymawylysmy ja w miejscu na stojaco z 40 min. Mam nadzieje, ze jutro sie odbrazi ;) I zje w koncu cos.
  16. A propo chudniecia - fakt :( - sprawdzilysmy kalorycznosc roznych karm Royala. I na razie kupilam 2 kg Royal Intenstinal - bo ma jakies zaburzenia zoladku, a pozatym, jest wlasnie wysoko kaloryczny i przeznaczony rowniez dla rekonwalescentow. A na przyszly tydzien zamowilam Royal Cordiac - tez wysokokaloryczny i dla sercowcow przede wszystkim. + Dodaje gotowana kure i ryz. A od jutra jeszce siemie lniane kupie. Weterynarka poradzila, ze na problemy z zoladkiem najlepiej zaparzac - i ta sliska pulpe dodawac. I tak zrobie. Jakby ktos mial jakies pomysly jeszcze z forumowiczow - chetnie wyslucham :)
  17. Dzisiaj bylam u weterynarki. Nareszcie serce slychac nie przez plyn :) Czyli z pluc i osierdzia schodzi. Co do brzucha - postanowilysmy poczekac do nastepnego poniedzialku. Jezeli wodobrzusze jej nie zejdzie wyraznie, to pod kontrola USG w poniedzialek sie bedzie sciagac. Weterynarka zna moja sytuacje finansowa. I tak przez ostatni tydzien (zarabiajac 1500 zl) wydalam na psa 600 zl - lacznie z badaniami, lekami, karma (szarpnelam sie na Royala dla sercowcow). Trudno - ja dam rade - najwyzej bede chodzila do przyjaciol na obiady - ale jak nie postawie teraz psa na nogi - nigdy sobie nie wybacze. Najwazniejsze teraz, zeby wyszla z kryzysu - a naprawde jest wyrazna poprawa. Pozniej uzgodnimy z wetem, jaka dalsza droge obrac. Jestem dobrej mysli. Jezeli teraz z tego wyjdzie (a wiadomo, ze choroba serca zostanie jej na zawsze) - pozniej bedziemy po prostu sie pilnowac - odpowiednia dieta, leki na serce... I bedziemy mogly pare lat jeszcze cieszyc sie wlasnym towarzystwem :) A z Arthroflexem i innymi specyfikami na stawy - to (i tu sie zgodze z wetem) na razie za duzo juz tych lekow roznych dostaje, zeby jej jeszcze w organizmie mieszac. To - pozniej. Kasi - Vetmedinu dostaje 2 pigulki dziennie, Anarenalu 10 mg dziennie+ Augmentin 375 mg + Furosemid 120 mg + to co jej zostalo naszprycowane w zastrzykach - tego to juz przyznam szczerze nie kontroluje. Dzis jakis steryd dostala. To nawet do samochodu sama dokustykala ;) Bedzie dobrze. Nie moge inaczej myslec - inaczej bym sie zalamala.
  18. Ewidentnie jest lepiej - woda schodzi - brala 160 mg Furosemidu, ale od dzis 120 mg musze jej dawac niestety :( Pracuje po 8 godz dziennie +1 godz na dojazdy - a mieszkam sama i prostu nie jestem w stanie jej ani tak czesto dawac leki, ani tak czesto wyprowadzac :( Sadze, ze teraz do konca zycia (a mam nadzieje, ze pare lat jeszcze pozyje) bedzie na lekach jechac. Na pewno nasercowych. Ponieważ, chorób serca nie da się niestety wyleczyć, sukcesem jest nie pogarszanie się stanu zdrowia psa. Wiec - Enarenal i Vetmedin - dzaialaja chyba :) Sadzac po stanie mojej suni :) Gorzej jest z chodzeniem - ona juz przed tym atakiem miala problemy z chodzeniem - a teraz to juz w ogole... ledwo kustyka :( O chodach na dol - nie ma o czym mowic. Bede ja chyba musiala teraz jeszcze na nogi stawiac. Slyszalam tu na forum duzo na temat Arthroflexu - zapytam jutro weterynarki. Podobniez czyni cuda - ale nie wiem, cy nie bedzie jakies interakcji z innymi lekami... Bo ona teraz tego i tak za duzo dostaje...
  19. [b]KINGULA [/b] Jak z tym siemieniem lnianym postepowac? Jak go podawac?
  20. Dzieki, asher - z tymi lekami probiotycznymi konieczenie skonsultuje sie. Zapomnialam, jak to jest - a przeciez jak sama rok temu bralam antybiotyki, to kompletnie sobie zoladek zniszczylam, bo moja 'madra' dentystka nie podpowiedziala mi, ze mam chronic zoladek. Suka sika na potege... sa tego i plusy i minusy, ale jakos udalo mi sie to rozwiazac, zakupujac hurtowa ilosc folii malarskiej, ktora wyscielam jej poslanie :) Jest chyba troszke lepiej - ale ona ma takie nietrzymanie moczu teraz, ze jak probuje sie podniesc - to zaczyna od razu sikac i sie kladzie trzymajac uszy po sobie :( Bo sie boi, ze ja ukarze, czego juz naprawde nie robie od dawna... Ale ona ma opory do sikania w domu - i widze, ze jest strasznie nieszczesna, jak lezy i nie potrafi moczu powstrzymac... Wiec musze zawsze chwile odczekac, zeby sie uspokoila i dopiero wtedy namawiam ja jeszcze raz do powstania na spokojnie. A na zoladek ryz pomogl :))) Daje jej teraz po 1/3 ryzu, 1/3 wolowiny i 1/3 Royala. Najbardziej mnie martwi, ze w poniedzialek musze isc do pracy - a ona nie jest jeszcze w najlepszym stanie :( Ale i tak, wydaje mi sie, ze idzie ku lepszemu ... :))) A propo dr. Niziolka - skontaktowalam sie z nim (niestety zdalnie - bo mieszkam w Lodzi) - i wlasnie - co lekarz to opinia. Moja lekarka mowi mi, ze operacja odciagania plynu z osierdzia jest totalna ostatecznoscia - bo jest bardzo niebezpieczna. Mozna przypadkiem (bo to sie robi za pomoca USG - wiec niezbyt precyzyjnie) zadrasnac igla miesien sercowy - i wtedy tragedia. Natomiast odciaganie plynu z brzucha - jest o tyle ostatecznoscia, ze powoduje efekt jo-jo - usuwa sie skutek, a nie przyczyne. I jezeli krazenie nadal nie bedzie dawalo sobie rade - to ten plyn i tak caly czas sie bedzie zbieral. A dr. Niziolek od razu - odciagac i nie czekac... Szanuje opinie dr Niziolka - ale co zdalna opinia, to zdalna, a na razie widze, ze metody mojej lekarki przynosza skutki - pies ewidentnie czuje sie lepiej i jest szansa, ze da sie ten plyn spedzic samymi lekami. Musze tylko uwazac na podawanie jej odpowiedniej ilosci wody, zeby sie nie odwodnila, bo sika naprawde duzo. Wasze rady bardzo mi pomagaja :) Dziekuje :) Trzymamy sie :)
  21. Nie chce zapeszac - ale cud :) Nie bylo mnie 2 godz w domu - a jak wrocilam przywital mnie pies stojacy (na drzacych co prawda) ale 4 lapach !!! :lol: I bylismy juz na 2 spacerach po korytarzu !!! I jemy z przyjemnoscia :))) I obwod brzucha nam sie zaczal zmniejszac :))) Mam nadzieje, ze nie jest to chwilowa poprawa - ale przelom :) I ze dalej bedzie tylko lepiej :) Teraz jeszcze zoladek trzeba doprowadzic do uzytecznosci - czyli ryz z wolowinka i karma dla rekonwalescentow. Az sie boje nastepny antybiotyk jej zapodac (ma dostawac od jutra) - ale chyba nie ma wyjscia- bo jednak w plucach jest za duzo plynu - a to podobniez jest niebezpieczne - bo moze latwao dojsc do zapalenia pluc.
  22. Po wizycie u weterynarza: Serce slychac lepiej - czyli troche mniej juz tam wody jest, ale w plucach zaczelo rzezic :( Nastepny lek - Augmentin - antybiotyk na zapalenie pluc. Generalnie: zle - ze nie ma widocznej poprawy, ale dobrze - ze nie jest gorzej. Przyznam szczerze - jestem zmeczona i zalamana ... targaniem psa, warzacego 3/4 mojej wagi, sprzataniem kup i sikow, jezdzeniem do weterynarza na drugi koniec miasta, zamartwianiem sie, czy jutro pies sie obudzi, czy laskawie polknie lek, czy uda mi sie ja namowic na sikanie... Mam wory pod oczami, nic mi sie nie chce... gapie sie w TV i pale fajke za fajka. Jedyne co mi pociesza, to ze lekarz jednak mowi, ze szansa jest... A jak jest, to cos nas obydwoch trzyma jeszcze przy silach...
  23. Z psem raz lepiej, raz gorzej :( Ale odnosze dziwne wrazenie, ze ona troche na sile sie oszczedza... Dzis rano nie moglam ja ruszyc, az musialam ja na sile dzwignac na korytarz na sikanie - myslalam, ze sama zawalu dostane - jest dla mnie o wiele za ciezka do targania :( A pare minut pozniej zaczelam jej robic jedzonko - troche gotowanego kurczaka z woda i odzywka dla rekonwalescentow - a ona mi sama wstala z poslania i ruszyla do kuchni. Mozliwe jest takie cwaniactwo u psow? Ze jak nie musi - to nie zrobi zbednego ruchu? Dzieki, Kasi, za rade - zaraz jej ryzu troche ugotuje i napisze maila do dr Niziolka. Od dzis bedzie tez dostawala specjalne puszki Royala dla psow z niewydolnoscia krazenia. I idziemy do weterynarza. Jestem uziemiona przez brak samochodu - ale na szczescie bede miala transport ok. 14.
  24. Dziękuję, Ci, asher, za propozycje pomocy i namiar na dr. Niziołka. Ale, niestety, jestem z Łodzi. Więc z dr. Niziołkiem spróbuję skontaktować się i poradzić się mailowo. Jeszcze raz dzięki. Bo pomoc osób życzliwych jest rzeczą nieocenioną :) Nie wiem, co bym robiła bez swojej zmotoryzowanej i bardzo silnej przyjaciółki, która mnie wozi do lekarza i targa mojego psa :) Troszkę nam lepiej - godzinę temu dziarsko przedreptaliśmy całych 10 metrów korytarza (na szczęście mieszkam na 11 ostatnim piętrze - i mam korytarz przez cały blok i tylko 2 mieszkania na górze) i zrobiliśmy siku :) Gorzej ze stolcem - byłe wielka cuchnąca brązowa kałuża :( Powiem jutro weterynarce. Mam nadzieję, że jej się leki dobrze wchłaniają przy tak źle działającym żołądku...
×
×
  • Create New...