-
Posts
6045 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by *Gajowa*
-
Bardzo, bardzo dziękujemy Doddy za wspaniały prezent. Gajunia będzie mogła osobiście ucałować ciocię Doddy jutro. Zapomniałam napisać, że pierwsze spotkanie po trzech miesiącach Gai i jej ukochanej cioci przy SGGW było bardzo wzruszjące. Gaja z daleka rozpoznała Doddy i jej radości nie było końca. Teraz na zajęciach też cieszy się bardzo z każdego spotkania i wodzi za nią wzrokiem w czasie lekcji. Asher, Gaja nie tylko brzydko siedzi ale również i waruje tylko, że tego jakoś nie widać na zdjęciu. Muszę powiedzić, że w ogródku lepiej wszystko nam wychodzi niż na szkoleniu, zwłaszcz chodzenie przy nodze.
-
Ciągle mam problemy z łączami. Ostatnio Gajunia została zaszczepiona przeciw parwo i nosówce no i co najważniejsze rozpoczęła edukację w ten weekend. Stoi przede mną ciężkie zadanie bo Gaja wyraźnie różni sięod reszty piesków w grupie. Jest całą sytuacją mocno zestresowana i musi oswoić się z dużą ilością psów i ludzi w swoim otoczeniu. Doddy pociesza mnie, że nie jest wcale tak źle. Nie poddamy sie - od jutra zaczynamy ćwiczyć.
-
Dopiero obejrzałam fotki - miałam kłopoty z łączami /brak synchronizacji/. Dziękujemy Doddy za wspólny spacerek i piękne zdjęcia. Celnik zalecał się do Gajuni w trakcie całego spacerku ale ona pozostawała obojętna na jego zaloty, a nawet marszczyła nos i pokazywała ząbki i tak samo wobec Maksia również była nieprzystępna. Powiem wam, że ona bardzo kocha Nortona i myślę, że chce być wierna tej przyjażni. To niesamowite jak Gaja chce iść blisko niego na spacerze, jak wącha te same miejsca, gdy on się zatrzymuje i wącha.Nigdy nie zdarzyło się, żeby warknęła na niego, czy zmarszczyła nos od pierwszego ich spotkania. Jest mu wdzięcza za przyjęcie do stada, za to, że pozwolił jej zająć swoje legowisko i za spokój jakim mogła cieszyc się przez wiele tygodni w nowym miejscu.Teraz mu się za to odwdzięcza.
-
LECZENIE ZAKONCZONE - RANA NA SZYI CAŁKIEM ZAROSŁA ! Gajunia jest już gotowa do normalnych zajęć - czekamy na telefon Doddy z niecierpliwością. Dziś po raz pierwszy byłyśmy w Warszawie. Zrobiłyśmy krótki spacer w ruchu ulicznym , królewna czuła się bardzo niepewnie. Była zdenerwowana i oczywiście grzeczna - nikogo nie zaczepiała. Po załatwieniu spraw /kupiliśmy nowy kaganiec/ w drodze powrotnej do samochodu już czuła się pewniej. Mimo, że zaparkowałam dosyć daleko od sklepu doskonale wiedziała gdzie stoi samochód i bezbłędnie go rozpoznała. Po przyjeżdzie do domu długo odsypiała tę przygodę.
-
Pytałam tylko o szkolenie grupowe PT - kosztuje 500 zł. Dwa razy w tygodniu - sobota, niedziela. Może to nie jest wygórowana stawka ale dla mnie obecnie jest. Gaja była dziś na spacerze bardzo niegrzeczna. Zaatakowała dwóch rowerzysów / oddzielnie/ i nie chciała im odpuścić. Po złapaniu jej pozwoliłam tym ludziom naprawdę daleko odjechać i gdy ją puściłam jak błyskawica pognała za rowerzystami - oczywiście była w kagańcu i ludzie nie mieli pretensji ale jest to bardzo denerwujące. Rozważam możliwość niezabierania jej na spacery go lasu.
-
Tak odczytałam wiadomość - dziękuję Asher . Dzwoniłam tam - można zacząć od przyszłego weekendu ale kurs jest dosyć drogi, a obecnie interesy nie idą najlepiej - chyba muszę poczekać z decyzją.
-
Gaja jest już siebie pewna siebie w ogrodzie, w domu , a najbardziej w lesie. Jest zawsze ubrana w kaganiec, który potrafi ściąnąć i dlategoo kaganiec jest przywiązany taśmą do szelek. Wygląda to dracznie ale jest skuteczne. Gajunia niestety atakuje prawie wszystkich i nie jest to bynajmniej obrona tylko ewidentny zajadły atak z dotykaniem kagańcem nóg /gdyby nie kaganiec już z pewnością byłoby kilka pogryzień/. Atakuje tez psy i to duże psy.Oczywiście wtedy nie słucha mnie. Mam kłopot z nią, gdy przychodzą goście bo też jest agresywna i jestem zmuszona na czas wizyty przywiązywać ją przy płocie. Robiłam próbę-puściłam ją na krótko gdy goście siedzieli nieruchomo na tarasie ale zaczęła oszczekiwać dziewczynkę 10 lat i podchodzić coraz bliżej aż złapała ją za rękaw bluzy.Musiałam ją zabrać. Konicznie musimy iść na szkolenie i to szybko, bo nie dam sobie z nią rady.Poradżcie mi gdzie na południu W-wy są organizowane szkolenia
-
Zgadzam się z wypowiedzia,że Gaja powinna być pod szczególnym nadzorem , ale czy to znaczy,że nie mogę jej puszczać luzem wogóle? To oznaczloby, ze praktycznie musielibyśmy zrezygnować ze spacerów po lesie,a Gajunia tak bardzo je lubi. Rano nie może sie doczekać, popiskuje i biega wokół samochodu, a jaka jest szczęśliwa jak wysiada w lesie! Od jej ataku na "grzybiarza" jest zawsze albo w kagańcu /tego nie lubi ale pomalutku ją przyzwyczajam/ albo na smyczy. Prowadzenie jej na smyczy w lesie jest b.uciążliwe- smycz zaplątuje się o drzewa, podcina Nortona i trudno dotrzymać jej kroku. Potrzebuje Waszej rady dogomaniacy doświadczeni w pracy z psami schroniskowymi - co robic? czy mamy zrezygnować ze spacerów ? Zaznaczm jestem już pewna, że Gajunia nie ma zamiaru od nas /mnie i Nortona/ uciec.
-
Nie wiem jak wstawiać cytaty więc odnoszę się po kolei do ostatnich dwóch wypowiedzi. Uważam również,że szkolenie Gai jest konieczne - ona jest całkiem "surowa" chyba nikt z nią nie pracował. Nie umie się też bawić z człowiekiem. Widziałam przez okno, że próbowała podrzucać piłkę sama. Jednak kiedy próbuję ją zainteresować np. piłeczką - natychmiast ucieka. Staje się coraz bardziej normalnym psem- cały dzień spędza w ogródku i jest bardzo pracowita przy ogrodzeniu. Po drugim posiłku o godz.20-tej kładzie się spać /cały czas okupuje posłanie Nortona/ i nie ma siły, żeby wyszła z domu dopiero rano. Przemywanie rany odbywa się już bez przywiązywania do płotu, nawet bez szelek. Rana jest od dwóch dni czysta i ładnie zaczęła zarastać. Chciałabym skonsultowac sprawę szkolenia z Doddy... moze sie odezwie.
-
Ten facet to był pewnie "menel" na grzybach i dlatego miał noż. Pełno takich kręci sie w pobliskich lasach - sprzedadzą trochę grzybków i mają na owocowe "bełty". Spotykam ich od lat , tylko że Norton jest psem idealnym - nigdy bez powodu ludzi nie zaczepia i trzyma się bardzo blisko mnie. Gajunia dziś zadebiutowała w kagańcu, była super nieszczęśliwa i oczywiście usiłowała go zdjąc co zresztą udało jej się po 10 minutach - zerwała pasek. Dalej prowadziłam ją na długiej smyczy i wszystko byłoby ok. gdyby na ścieżce nie pojawili się dwaj jeżdźcy na koniach. Przystanęliśmy czekając, aż przejadą. Gaja się szykowała do ataku ale przytrzymałam ją krótko i jak już odjechali kawałek zluzowałam smycz . Wtedy królewna rozpędziła się na długiej smyczy i ponieważ nie spodziewałam się takiego szarpnięcia wyrwała się i pobiegła obszczekując konie. Jeżdźcy zachowali się przytomnie odwracając konie w jej stronę i wtedy straciła impet i łaskawie zareagowała na moje wołanie.
-
Dzisiaj Gaja nareszcie została zaszczepiona przeciw wściekliżnie. Pani Wet zdecydowała, że pomimo jeszcze niewygojonej rany trzeba to zrobić. Wygoliła włosy wokół ranki i zaleciła dalsze przemywanie. Zdopingowały mnie do tej wizyty poranne wydarzenia na spacerze . Jak zwykle pojechaliśmy do lasu , dziś o godz.7 rano ze względu na upał. Gaja biegała jak zwykle ze zwisającą smyczą , a Norton wolno. Nagle pojawił się męszczyzna w odległości 50-70 metrow od nas.Gajunia niestety dostrzegła go pierwsza i puściła się pędem w jego kierunku. Na moje wołanie tym razem nie reagowała. Dobiegła do niego błyskawicznie i zaczeła obszczekiwać podchdząc bardzo blisko - facet machał przed nią wyciągniętą ręką, a ona szczekała z coraz większą pasją. Dobiegłam do niej szybko ,przytrzymując jednocześnie Nortona, który jest bardzo spokojnym psem ale widziałam, że chce się przyłączyć. Na miejscu okazało się,że facet był "bardzo nieciekawy" i trzymał w ręku nóż, którym wymachiwał przed Gają.
-
Od czterech dni znów przemywamy rankę / ma ok 3 cm długości/ rivanolem, bo znów pojawiła sie biała lepka wydzielina. Gajunia znosi cierpliwie zabiegi - mam nadzieję, że do soboty się poprawi i będę mogła ją nareszcie zaszczepić. Bardzo denerwuję się na spacerkach bo lada dzień pojawią się grzybiarze w lesie i będzie musieła chodzić na smyczy.
-
Deszczowa szkoda,że nie przyjechalyście w poniedziałek... czekaliśmy. Gaja robi postępy - z każdym dniem nabiera pewności siebie. Przechodniów na ulicy w zasadzie już się nie boi,a w lesie na specerkach niestety jest agresorem. Muszę bardzo uważać bo wybiega nawet dosyć daleko do przodu i obszczekuje osobę podchodząc bardzo blisko. Na szczęście jest posłuszna i jak ją wołam zaraz przybiega. Dzisiaj chodziłyśmy po raz trzeci między domami, psy jak zwykle szczekały na nas z obu stron.Z początku Gajunia się wyraźnie bała ale w połowie spaceru przełamała sie i sama zaczęła te psy atakować całkiem śmiało. Niedawno wróciłyśmy i królewna teraz odsypia pochrapują
-
Moim zdaniem Gajunia nie będzie potrzebowała operacji - naskórek ładnie narasta. Rana z prawej strony szyi już całkowicie zniknęła, a z lewej jest bardzo wąziutka ranka, której już nie przemywamy i chyba jest wszysto ok. Kontrola ostateczna będzie pod koniec miesiąca razem ze szczepieniem. Po wakacjach wrzesień/pażdziernik czeka ją jeszcze sterylizacja. Dzisiaj Gajunia została wykąpana. Przyjechał specjalnie w tym celu Przyjaciel Domu - pan, którego Gajunia uwielbia i korzystając z upalnej pogody wykąpaliśmy ją w ogródku. Stała przywiązana do płotu jak baranek i pozwoliła się porządnia wymasować szamponem i obficie spłukać wodą. Tuż po kąpieli została puszczona luzem, ale natychmiast schowała się do wykopanej wcześniej jamy ziemnej. Trzeba było jeszcze raz ją spłukać i niestety przywiązać na czas schnięcia do drzewka. Trochę była za to obrażona, dostała smakołyki i nam szybko wybaczyła. Gajunia jest gotowa do sesji zdjęciowej- poniedziałek jest aktualny
-
Mogę zaczekać do poniedziałku , ale powinnyście przyjechć w ciągu dnia, żeby Gajunia mogła porządnie wyschnąć. Właśnie wróciłysmy z dodatkowego dziś spacerku między posesjami. Było bardzo dużo szczczekających psow po obu stronach i królewna sie mocno zestresowała. Pocieszałam ją kilkakrotnie w trudnych sytuacjach więc szła dalej i po przekroczeniu furtki ogrodu była już zadowolona.
-
Hehehe, oczywiście miałam na myśli łapanie Gajuni z jej "mrocznej" bardziej odległej przeszłosci. Rana jest już na tyle mała, że dzisiaj będzie chyba ostatnie przemywanko i w tym tygodniu z pewnością zostanie wykąpana. Niestety nie mam sprzętu fotograficznego, zeby zrobić fotki ale może się ktoś trafi ... Gajunia coraz więcej przebywa w ogródku, najczęściej leży na tarasie skąd jest dobry punkt obserwacyjny i z pasją obszczekuje przechoniów. Dzisiaj na spacerku w lesie spotkałyśmy suczkę labradorkę większą od Gai , biegła radośnie w naszą stronę z dużym patykiem. Gajunia nie namyślając się długo wyskoczyła do niej z zębami i szczekaniem ledwo zdążyłam przydepnąć smycz.
-
Troszkę się pomieszało przy zaznaczniu. Od kilku dni jeździmy samochodem na spacerki do lasu w dwa pieski. Gaję puszczam z ciągnącą się smyczą, a Norton idzie luźno. Gaja uwielbia te spacerki jest uśmiechnięta i bardzo grzeczna. Nie odchodzi daleko max. 30 metrow i przybiega na zawołanie - jestem już pewna, że nie planuje ucieczki. Ze względu na starszego pana Nortona nie możemy zbyt dlugo chodzić, bo on się szybko męczy w swoim futrze przy takim upale. Gajunia bardzo kocha Nortona i zabiega o jego względy on natomiast jest powściągliwy w okazywaniu uczuć ale wiem, że ją lubi. Stosunki pomiądzy kotką a Gają też ułożyły się super. Kotka nie boi się, a Gaja jest bardzo zainteresowana ale trzyma się na dystans. Odnośnie jedzenia w samotności to moim zdaniem wynika to z braku zaufania. W przeszlości musieli ją łapać "na jedzenie" i nawet do kiełbasy nie jest skora podejść zwłaszcza w pomieszczeniu. Na otwartej przestrzeni znacznie pewniej się czuje.
-
Początek urwało-źle zaznaczyłam. Dzięki MałGośka Wychodziłam z Gajunią również na bliższy spacerek po uliczkach między posesjami. Tu było już gorzej - najbardziej boi się szczekających przy ogrodzeniach psUrwało początek - widocznie nie wszystko zaznaczyłam ale będzie dobrze-ów , spacerujących psów i rowerzystów. Uważam, że Gaja jest odważnym psem, ponieważ mimo widocznego strachu nie cofa się ale decyduje iść dalej. Taki specer był dla niej stresujący i po przekroczeniu furtki ogrodu bardzo się cieszyła, że jest już w domku. Gaja już bardzo przyzwycziła się do nowego miejsca. Niestety jeszcze mi nie ufa całkowcie. Wita się bardzo serdecznie, od niedawna podchodzi i wyraźnie domaga się pieszczot jednak po krótkiem drapanku ucieka pod schody. Coraz więcej korzysta z ogródka, szczeka przy ogrodzeniu na przechodniów ale jak mnie w nim nie ma. Jak wyjdę do ogrodu ona pochodzi wita mnie i zaraz przylepia sie do drzwi wejściowych. Na wołanie nie reaguje.
-
przez 3 tygodnia praktycznie go nie opuszczała. Wyciągałam ją stamtąd na smyczy na krótkie spacerki po ogródku ale królewna natychmiast chciała wracać. Wychodziła wyłącznie jak spałam lub wyszłam z domu. wtedy rozrabiała gryzła kapcie, poduszki a nawet ładowarke do telefonu i zdarzały się kupy i siusiu na tapczanie.Zbudowałam barykadę aby odciąć część domu / mam mało drzwi/ - sytuacja została opanowana. Zaczęła wychodzic o świcie do ogródka sama bez smyczy i tam trochę też narozrabiała. Rano po otwarciu drzwi wpadała jak bomba pod schody i spała całymi dniami. Przy okazji wizyt u pani Wet okazało się ,ze Gajunia uwielbia jazdę samochodem. Spróbowałam po jednej z wizyt pojechać z nią do lasu i... Gajunia poczuła się jak "ryba w wodzie". Szłyśmy na smyczy i królewna nieźle mnie po lesie przegoniła. Bez żadnego stresu parła do przodu obwąchując wszystko i nadsłuchując uważnie. Teraz spróbuję wysłać
-
Nie wiem co się dzieje ale napisałam dziś juz trzy teksty i wszystkie utraciłam, chyba się poddam. Po kliknięciu Wyślij pojawia się znów prosba o zalogowanie i jak ponownie wpisuję co trzeba wszystko się czyści.
-
Napisałam długi tekst i po naciśnięciu Wyślij wszystko zniknęło, a nie pojawiło się na Forum. Czy jest jakiś sposób na odzyskanie tekstu ? Pomóżcie...
-
Witam wszystkich bardzo serdecznie. Nie wiem od czego zacząć - chyba od szyjki. Leczenie jeszcze nie jest zakończone. Konieczna była jeszcze jedna kuracja antybiotykowa plus przemywanie Rivanolem, gdyż rana zaczęła się paskudzić. Antybiotyk zakończylismy 27.06., a codzienne przemywanie jeszcze trwa.Na szczęście mniej więcej 10 dni temu od brzegów rany zaczął narastać naskórek.Teraz codziennie rana ma mniejszą powierzchnię - z prawej strony już jej praktycznie nie ma, z lewej juz też rana jest nieduża. Szczepinie przeciw wściekliżnie mozliwe będzie dopiero po koniec tego miesiąca. Gajunia ma apetyt "wilczy" i nabrała juz ciałka. Pani Wet pozwolila jej przytyć najwyżej pół kilo.Jeszcze nie widziałam jak ona je i pije, bo muszę wychodzić z pokoju jak dam michę. Sierść ma już błyszczącą ale w dalszym ciągu jest brudna choć Pani Wet nie widzi już przeciwskazań aby ją wykąpać. Szczerze mówiąc nie wiem czy sobie poradzę . W następnym odcinku napisze o zachowaniu Gajuni - bardzo zbliżamy sie do siebie każdego dnia. Zrobię przewę bo musimy przemyć ranę.Wygląda to tak : w szeleczkach przywiązuję Gajunię do płotu i wycieram jej dokładnie ranę namoczonym tamponem aż usunę z ziarniny wszystkie brudy i skrzepy krwi.Podobno to jest zabieg bezbolesny ale ona jest na mnie obrażona przez minimum dwie godziny.
-
Dopiero teraz udało mi się zalogować . Chcę podziękować wszystkim wspaniałym ludziom, którzy Gaję ratowali oraz pomogli w jej leczeniu. Dziękuję również za ciepłe słowa pod moim /tzn. nowej opiekunki Gai/ adresem. Obiecuję, ze w dniu dzisiejszym napiszę więcej o ile uda mi się wysłać ten tekst / dwie próby nieudane/.