Też miałam taki problem z mały Beaglem, teraz ma 20 miesięcy i już długo jest dobrze, czyli bez ociągania się za mną.
Czułam się jak totalny głupek i jakbym zmuszała szczeniaka do czegoś strasznego, czego on sam robić nie chce, a przecież szliśmy tylko na przechadzkę, na którą się przed chwilą tak cieszył!
Muszę przyznać, że parę razy mu nagadałam i dostał w dupę, co, choć na krótko, pomogło. Później mu jakoś samo przeszło, jak widział, że chodzenie na symczy może być fajne. Bawiłam się z nim na smyczy, dawałam smakołyki, kiedy przychodził na zawołanie, uczyłam chodzenia przy nodze. Zwłaszcza to ostatnie było podstawą do tego, aby się nie szwędał za mną. Życzę szczęścia i silnej woli, a wszystko się pójdzie po Twojej myśli! Pozdrowienia! :bluepaw: [/img]