-
Posts
20 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Neki
-
Wiem, ze to nie "woda", to taki skrót myślowy. Wiem jak wyglada i wody nie przypomina. Płyn nie był badany, przynajmniej ja nic o tym nie wiem. Zawsze jestem obecna przy ściąganiu płynu i ma on takie zabarwienie koloru czerwonego/brunatnego. Czy kolor płynu moze coś sugerować?
-
Cieżko mi określić taki dokładny moment kiedy płyn zaczął pojawiać sie w brzuszku u Neki, ale mniej więcej był to kwiecień tego roku. Pojawienie sie płynu jest tłumaczone tym, ze Neki ma nowotwor watroby, niestety nieoperacyjny. Weterynarz wytłumaczył nam, ze wodobrzusze bardzo często towarzyszy zaburzeniami w funkcjonowaniu watroby. Dlatego co tydzień jeździmy na ściąganie "wody" i na zastrzyki.
-
Cześć! :-) wpadłam na chwile sie przywitać i dać znać, ze z moja Neki jest jak na razie w porządku :-). Co tydzień jeździmy do weterynarza na kontrole i na ściąganie wody z brzuszka, zapewniamy jej wszystkie cuda w postaci zdrowego jedzenia i masy zabawek i spacerów i oczywiście przytulania :-). Odpukać dalej ma w sobie duzo chęci do życia i zabawy z 3 pozostałymi towarzyszkami i mam nadzieje, ze będzie to trwać jak najdłużej. Trzymajcie za nas kciuki!
-
Dobrze, w takim razie juz pisze :-). Nie chciałabym, zeby tez mnie złe nie zrozumiano. Wiem, ze nie ma leku na raka i ze to tylko suplement, który pomaga. Moja Neki dostaje NTS Immunactiv. Szczerze? Ona naprawdę czuje sie po nim dobrze, a w połączeniu z essentiale max daje nam bardzo dobre wyniki. :-)
-
Cześć! :-) dawno mnie nie było, ale postanowiłam zdać relacje z choroby mojej Neki. Otóż psina czuje sie dobrze (oby jak najdłużej :-) ). Je, bawi sie, chodzi na spacery... Wydaje sie normalna psina, ale guza ma :-( Wydaje mi sie, ze odkąd zmieniliśmy jej dietę czuje sie znacznie lepiej. Podajemy jej same gotowane rzeczy, najlepiej wołowinę. Mała gustuje w sercach wolowych, ktore wbrew pozorom nie są takie drogie. Dla smaku od czasu do czasu dostaje coś z jagnięcina. A z gotowanych warzyw ma buraki oraz pietruszkę (działa moczopędnie, a Neczka ma wodobrzusze, wiec bardzo fajnie pobudza organizm do oddawania zbędnej wody). Co tydzień jeździmy z nią na chemię, która w dzień zastrzyku znosi tak sobie. Do tego każdego dnia dostaje Essentiale max 1 tabletkę oraz świetny suplement, który mam wrażenie bardzo bardzo jej pomaga. Nie wiem czy na forum moge tu podać nazwę, ale tabletki oparte są na rożnych aminokwasach i witaminach z grupy B oraz są naładowane kwasami omega 3, ktore naprawdę na Neki działają. Jesteśmy juz po 17 tabletce i z czystym sumieniem uważam, ze są dobre. Teraz z Neki jesteśmy po spacerku i zaraz idziemy spać. A w walce z choroba nie ma to jak miłość opiekuna no i towarzystwo innych psow - to prawda, Neki przy pozostałej trójce nabiera takiego fajnego wigoru życiowego :-)
-
Bardzo sie cieszę, ze Twojemu Aresowi sie udało :-) z moja Neki przebijamy piątkę i trzymamy kciuki za szybki powrót do zdrowia :-)
-
Hej! :-) dziękujemy, Neki narazie czuje sie dobrze. Goraczka zwalczana i psinka wróciła do dobrej formy. Ochoczo je, bawi sie no i moze troszkę więcej śpi. Cieżko mi powiedzieć dlaczego przy tak ciężkiej diagnozie mała jest pełna życia. Tu taka teza pana doktora, ze w dobrej formie trzymają ja dwa pozostałe pieski, ktore motywują do jedzenia, wychodzenia na spacer i radości z życia. Ale wydaje mi sie, ze to w niej tli sie jeszcze ta spora iskra do walki :-)
-
A ja serdecznie polecam pana doktora Grzegorza Wojciechowskiego. Ma swój gabinet w Swarzedzu przy ul. Cmentarnej. Super człowiek... Moja psinka ma zdiagnozowanego raka wątroby i pan doktor nad nią czuwa. Neki jest cały czas pod jego kontrola i bardzo sie cieszę, ze trafiliśmy na tak dobrego weterynarza. Ceny ma bardzo przystępne, i tez muszę przyznać, ze zdążają sie wizyty nieplanowane i po godzinach, a doktor nawet w pidżamie otworzy drzwi :-) także serdecznie polecam, bo jest to człowiek bardzo konkretny i tez nie owija w bawełnę. Jest bardzo szczery i zawsze przedstawi te najgorsza stronę (w moim przypadku eutanazje), ale nie skreśla zwierzaka od razu i chce powalczyć o jak najdłuższe życie :-)
-
Bede działać, poszukam, popatrze i skonsultuje diagnozę jeszcze z jakimś weterynarzem. Na bieżąco bede Wam zdawać relacje jak nam sie w życiu układa :-) powalcze o moja Neki. Nie czekam na cud, ale póki dobrze sie trzyma zapewnimy jej dobre życie.
-
Och, mam fatalne wieści... Po kolejnym USG weterynarz stwierdził nowotwór wątroby :-( aż mi sie nie chce wierzyć jak tak patrzę na moja psinke. Dodatkowo uważa, ze jest nieoperacyjny. Czy zna ktoś może jakiegoś weterynarza onkologa z Poznania, z którym mogłabym skonsultować te diagnozę? Aż mi sie w to wszystko nie chce wierzyć, Neczka nie wyglada aż tak zle :-(
-
Sleepingbyday - Wasze rady i komentarze to ukojenie dla moich nerwów - bardzo sznuje wszystkie Wasze opinie i rady. Ja pierwszy raz jestem w takiej sytuacji i sama nie wiem jak sie do końca zachować. Na ta chwile najpoważniejszym problemem jest gorączka i słabe serduszko przez ta gorączkę (ponoć od tego, ze Neki nigdy nie była na jakiejś specjalnej diecie... Zawsze była taka kuleczka i lasuchem, i nikt z nas nie przewidział, ze ten nadmierny tłuszczyk może być kiedyś przeszkoda. Wczoraj miała kolejny raz robione USG , i pan doktor powiedział, ze musimy podleczyc jej troszkę wątrobę i potem będziemy działać. Na razie mama mówi, ze z Neki jest ok tylko momentami dostaje dreszczy-efekt gorączki niestety :-(
-
Właśnie wróciłam do domu - nie wiem co pan doktor zrobił z Neki, ale ona czuje sie o niebo lepiej! Nie wierze jak na nią patrzę :-))))) radosna jak ostatnio - i piekielnie głodna, ale ma nic nie jeść. Powiem Wam, ze cieszę sie, ze moge widzieć u niej ta radość z życia... Cane - trzymam kciuki za Twoja psinke! Będzie wszystko dobrze, zobaczysz. Wierze, ze wszystko pójdzie dobrze.
-
Na gorąco moge powiedzieć Wam tylko tyle - Neki dostała gorączki i bólów brzuszka, bo niestety zjadła coś niestrawnego i to jej zalegalo w brzuszku. Dostała serie zastrzyków i jutro ma kolejna wizytę. Weterynarz powiedział, ze jak na razie guz jest naszym najmniejszym problemem. Najpierw psina musi nabrać formy, która pomoże jej przeżyć operacje. Zadzwonił do mnie i powiedział otwarcie - pani Kasiu, ja moge i nawet teraz położyć psa na stole i go zoperować, ale daje mu niewielkie szanse na przeżycie operacji. Musimy ja podleczyc,a potem wyjąc dziada. Bo za 2 godziny będzie miała Pani do mnie żal, ze ukochany pies odszedł bez walki. Kochani, możecie sie ze mną nie zgadzać, ale ja naprawdę mu ufam. Zawierzylam mu życie i zdrowie Neki. Co więcej dziś Neki została profesjonalnie obsłużona - założono jej prywatny album ze zdjęciami wnętrza brzuszka i guza na brzuszku oraz z danymi dotyczącymi tego dziada. Ma to służyć ocenie wpływu tych zastrzyków na zahamowanie rozwoju guza. Powiedział mi, ze widzi, ze zastrzyki przynoszą powolne rezultaty, bo organizm psa podjął walkę. Zabicie mnie,ale w przypływie stresu zapomniałam zapytać o nazwę :-(. Zreszta i tak jestem pod presja, bo w pracy patrzą na mnie jak na kosmite gdy z przejęciem i łzami w oczach rozmawiam z kimkolwiek o piesku...
-
Niestety okazało sie, ze dziś nie będzie mnie z Neki na wizycie - jadą sami rodzice, bo ja niestety nie dostałam wolnego. :-( jak tylko bede coś wiedzieć to napisze, ale przyznam szczerze, ze bardzo bym chciała, żeby była juz po operacji :-( dziś wychodząc do pracy widziałam, ze znów złapał ja spadek formy.
-
Och, juz sama nie wiem co robić. Godzinie temu pisałam Wam, ze Neki sie złe czuje i kiepsko wyglada, a teraz hasa pięknie po ogródku, merda ogonem i szczeka na mnie tak przyjaźnie. Ja chyba z tych stresów szybciej zejdę z tego swiata... Po konsultacji tel weterynarz prowadzący kazał przyjechać z nią jutro, a teraz dać jej 1 tabletkę aktywnego węgla i dać jej odpocząć. A Neki zamiat słuchać pana doktora to biega po ogródku, rzuca sobie piłeczkę, merda ogonem i obszczekują sąsiadów. Powiedzcie mi czy taka drastyczna zmiana nastrojów u pieska z nowotworem jest normalna? Bo ja juz sama nie wiem co o tym myślec :-/
-
Wizyta z Neki przesunięta na jutro. Dziś zle sie poczuła, wszystko co mogła zwymiotowala. Ma być na czczo i jutro będzie podjęta decyzja co dalej. Neki miała 4 USG pod rząd - dzień za dniem. Niestety ani na jednym nie mozna było nic stwierdzić na 100%. Jest podejrzenie, ze to żołądek, ale weterynarz powiedział, ze stwierdzi to dopiero przy operacji.
-
Tez myślałam, ze to długo do operacji. Ale pan doktor zapewnił mnie, ze trzeba ja maksymalnie przygotować do zabiegu, dać jej jak największe szanse na przeżycie. Po rozmowie z mama dowiedziałam sie tylko, ze te zastrzyki to immunoglobulina połączona z czymś "antyrakowym". W środę mamy kolejna wizytę i wtedy dowiem sie jak to dokładnie sie nazywa. Przy okazji Neki jest na diecie, bo musimy ja troszkę odchudzić do operacji ;-). Ale powiem Wam szczerze, ze nie zamierzam sie tak łatwo poddać. Póki widzę, ze chce biegać i cieszyć sie psim życiem zamierzam jej to maksymalnie ułatwić i walczyć o jej zdrowie. Niestety spotykam sie z opiniami typu : za te pieniądze to byś mogła na wakacje pojechać albo daj sobie spokój, jak to nowotwór to nie ma sensu walczyć o psa, lepiej od razu uśpić. I właśnie na przekór temu wszystkiemu zamierzam powalczyć z Neki. Najgorsze jest to, ze nie wiemy, który narząd został zaatakowany, mimo kilku USG pan doktor nie był w stanie na 100% stwierdzić gdzie ten paskud siedzi :-/. Ale moge sie z Wami podzielić swoimi doświadczeniami, co prawda narazie niewielkimi, ale dającymi jakieś wyniki. Na jednej stronie internetowej przeczytałam, ze dla psów z nowotworem bardzo dobrze działają dawki tranu ok 10 ml na dzień - i tu muszę przyznać, ze to prawda. Neki je toleruje i wydaje mi sie, ze one dobrze na nią działają - sama sie ich domaga! :-)
-
Nie wiem czy ktoś z Was to czyta, ale muszę sie dzielić emocjami chociaż tu. Zbliżamy sie pomalutku do terminu operacji - ja bardzo sie boje i mam nadzieje, ze wszystko pójdzie dobrze... Za to Neki jakoś w ogóle nie przeżywa tego wydarzenia :-) biega, cieszy sie z życia i tak jakby w ogóle nie zdawała sobie sprawy z choroby. Wczoraj miała taki słabszy moment w ciagu dnia i chyba musiał bolec ja brzuszek, ale po delikatnym masażu zasnęła przy mnie na kanapie. Dziś z niecierpliwością czeka na moja mamę, która wyjechała na 2 dni. Niby śpi, ale przy najdrobniejszym szmerze uszy stawia na baczność i nasłuchuje :-)
-
Właśnie tego nie wiem, pojadę na następna wizytę. Neki uczęszcza do jej ulubionego doktora pana Grzegorza Wojciechowskiego ze Swarzędza. Bardzo szanuje tego weterynarza, bo jest bardzo rzeczowy. My sami mieszkamy w Poznaniu. Byliśmy tez na RTG w klinice My Pet na osiedlu Tysiaclecia i tam tez potwierdzili, ze trzeba operować, a wszystko okaże sie w trakcie operacji. Neki mimo powiekszonego brzuszka czuje sie w miarę dobrze - ochoczo je i mogłaby duuuuzo więcej, ale ma być na diecie ;-) no i pije duuuuzo wody. Serduszko mi sie kraje jak na nią patrzę, bo to taka kochana psina a takie nieszczęście ja spotkało. Mam nadzieje, ze z tego wyjdziemy, bo ja z nerwów sama padnę na serducho...
-
Dzień dobry wszystkim :-) mam na imię Kasia i dotarłam na Wasze forum z przyczyn niestety bardzo dla mnie przykrych. Jeden z moich ukochanych piesków niestety cieżko zachorował. Zaczęło sie od tego...ze praktycznie nic sie nie działo. Nasza suczka, lat niecałe 9, kundelek maści czarnej podpalanej o imieniu Neki aka Mulder ( jak ten z archiwum x ;-) ) czuła sie jak do tej pory bardzo dobrze. Pewnego dnia (jakieś 1,5 tygodnia temu) zwyczajnie nam znikła. Okazało sie, ze schowała sie w jednym z naszych pokoi skulona i wystraszona z bardzo nabrzmialym brzuszkiem. Na początku myślałam, ze może coś zjadła i sie zatruła. Ale tknęlo mnie przeczucie i cała rodzina pojechaliśmy do weterynarza. Pierwsza wizyta nic nam nie dała - cieżko było cokolwiek stwierdzić, na USG było coś widać w brzuszku, ale tez nie wiedzieliśmy do końca czy to jedzonko czy coś innego. Na nasze nieszczęście padło na to drugie. Nazajutrz lekarz zrobił kolejne USG i niestety wykazało jakieś zmiany. Najbardziej zabolały mnie kiedy powiedział "przykro mi". Miałam juz wizje przed oczami, ze Neki nie dojedzie z nami spowrotem do domu :-(. Potem zrobiono morfologie i dano skierowanie na RTG. Wyniki krwi następujące: ALP - 687 GLU - 117 GPT - 59.2 GOT - 53.8 AMYL - 305 przyznam szczerze, ze niewiele rozumiałam i rozumiem z tych wyników. Wiem, ze tak podwyższony ALP nie zwiastuje nic dobrego. 2 dni pózniej pojechaliśmy na RTG, żeby sprawdzić czy nie ma przerzutów na płuca. Na szczęście okazało sie, ze płucka są czyste i nie ma przeciwwskazań do operacji. Wyznaczono nam termin za niecały miesiąc, bo Neki musi raz na tydzień jeździć na jakieś zastrzyki. Są to ponoć zastrzyki z substancja, która ma jakieś dobre wyniki, ktore łagodzą objawy nowotworu. Proszę mnie poprawić, jeżeli coś złe napisałam, ale nie było mnie przy tej wizycie i wszystko usłyszałam z drugiej ręki. dodatkowo na brzuszku u małej zaczął wybijać sie rownież jakiś guz jakgdyby na zewnątrz i tez będzie zoperowany. Co to psiaka to przeszła na dietę (sama surowizna - warzywa i mięsko i do tego tran), a tak poza tym to cieszy sie z życia. Dziś ma chyba słabszy dzień, bo chodzi taka ospala i apatyczna, ale momentami biegnie do piłeczki i chce sie bawić :-). Powiem Wam szczerze, ze nie wiem co robić sama, strasznie sie denerwuje o ta mała :-(